Test aparatu Sony Cyber-shot DSC-R1

Prezentujemy test dzisiejszej rewelacji firmy Sony. W DSC-R1 zastosowano 10,3-megapikselowy przetwornik, wyjątkowy obiektyw Carl Zeiss o ekwiwalencie 24-120 mm oraz kilka interesujących rozwiązań technicznych, które dodatkowo podgrzewają olbrzymie już emocje wzbudzane przez tę konstrukcję. Zapraszamy do lektury. To our international readers: there is a summary in English at the end of the test.
0
mmi
8 Wrzesień 2005
Artykuł na: 38-48 minut

6. MOŻLIWOŚCI I JAKOŚĆ OBRAZU

Rozdzielczość i ostrość
Maksymalne rozmiary plików to 10,3 Mp, co przekłada się na rozmiar obrazu 3888 x 2592. Cieszy fakt, iż proporcje tak zarejestrowanych zdjęć odpowiadają "analogowemu" stosunkowi boków 3:2, jakim charakteryzuje się klatka małoobrazkowa. Przy takim ustawieniu mamy do dyspozycji format JPEG o dwóch stopniach kompresji oraz nieinterpretowany RAW.

Musimy przyznać, iż podczas analizy na ekranie komputera pierwszych zdjęć wykonanych testowanym DSC-R1 z dużym zaskoczeniem i przyjemnością przyglądaliśmy się wyjątkowej ostrości i bogactwu detali w obrazie. Mając na uwadze fakt, iż w fotografii cyfrowej wysokorozdzielcze matryce stawiają optyce wysokie wymagania, którym niekiedy standardowe obiektywy sprostać nie potrafią (nie oddając często pełnych możliwości aparatu), zastosowany w DSC-R1 układ Carl Zeiss jest wręcz stworzony do wykorzystanego w aparacie sensora. Postanowiliśmy zatem zestawić testowany aparat z Canonowską konstrukcją PowerShot Pro1 odpowiadającą parametrami technicznymi poprzednikowi (DSC-F828) oraz popularna lustrzanką Olympusa E-300 ze standardowym obiektywem z zestawu handlowego. Poniżej przykłady:

cała scena zarejestrowana Canonem Pro1, Sony R1 i Olympusem E-300

oraz wycięte fragmenty w skali 1:1 - centrum...

...i na obrzeżu kadru

Jak widać scena zarejestrowana modelem R1 charakteryzuje się najlepszym ogólnym wrażeniem ostrości, utrzymanym w dodatku niemal na całej powierzchni kadru. Po takich rezultatach studyjnych postanowiliśmy zweryfikować te wrażenia w warunkach plenerowych. Tu różnice były jeszcze większe. Ostrość jako ilość czytelnych szczegółów zawartych w obrazie była zdecydowanie najwyższa. Wydaje się, iż sekret tkwi w relacji sensora ze specjalnie zaprojektowanym układem optycznym. Poniżej przykład.

scena plenerowa

...i wycięte fragmenty w skali 1:1 (kolejno Pro1, R1, E-300)

Czułości i szumy
Jak wspomnieliśmy testowany aparat oferuje możliwość ręcznego wyboru ekwiwalentów w bardzo szerokim zakresie ISO 160 - ISO 3200 i trzeba przyznać, iż pod tym względem DSC-R1 (nawet jak na kompakt zaawansowany) robi wrażenie zbliżając się do takich liderów w tej dziedzinie jak choćby Canon EOS 20D. Jak to jednak zwykle bywa, praktyka zweryfikowała nieco te obiecujące możliwości. Otóż fotografując R1 do poziomu ISO 400 obraz jest niemal krystalicznie czysty i wolny od szumów. Po przekroczeniu tej granicy zniekształcenia wynikające ze zbyt silnego wzmacniania są już nieco bardziej widoczne, choć w zasadzie tylko w powiększeniu pliku do skali oryginalnej, zatem zakres do poziomu ISO 800 jest w pełni użytkowy, a do granicy ISO 1600 obraz jak najbardziej akceptowalny. Natomiast gorzej jest już przy skrajnej wartości ISO 3200. Poniżej przykłady.

cały kadr

oraz jego wycinek w skali 1:1 zarejestrowany przy ISO 125

oraz jego wycinek w skali 1:1 zarejestrowany przy ISO 200

oraz jego wycinek w skali 1:1 zarejestrowany przy ISO 400

oraz jego wycinek w skali 1:1 zarejestrowany przy ISO 800

oraz jego wycinek w skali 1:1 zarejestrowany przy ISO 1600

oraz jego wycinek w skali 1:1 zarejestrowany przy ISO 3200

Mimo, iż uzyskane rezultaty ustępują wyznaczającym rekordy niskoszumowym przetwornikom Canona, to jednak postanowiliśmy kontynuować nasze porównanie z Canonem Pro1 i Olympusem E-300. Przypomnijmy, iż obydwaj konkurenci posiadają 8-megapikselowe sensory kolejno typu 2/3" i 4/3". Wyniki potwierdziły jedynie powtarzaną wciąż prawdę, że większych rozmiarów sensor, cechujący się tą samą (lub zbliżoną ilością fotodetektorów) przekłada się na znacznie większy rozmiar pojedynczego piksela, co z kolei owocuje jego większym uczuleniem na światło. Finalnie przekłada się to na czystszy, klarowniejszy obraz przy wyższych ekwiwalentach czułości. Poniższe ilustracje przedstawiają porównanie sceny zarejestrowanej zestawionymi aparatami przy czułości ISO 400 oraz ISO 1600 (już tylko z Olympusem), w których testowany Cyber-shot wypada znacznie lepiej.

Canon Pro1, Sony R1 i Olympus E-300 - ISO 400

Sony R1 i Olympus E-300 - ISO 1600

Nieco inaczej przedstawia się kwestia związana ze stałymi szumami matrycy, które objawiają się podczas długich czasów naświetleń, kiedy to rejestrowane pole charakteryzuje się niewiele większym ładunkiem (a ściślej jasnością go wytwarzającą) niż ten, który na stałe towarzyszy powierzchni sensora. Ponadto dodatkową zmorą zdjęć nocnych są piksele o nieco wyższym ładunku od pozostałych, co przy kilkusekundowym naświetlaniu objawia się jako jasne punkty na zdjęciu. Fotografując modelem R1 zaobserwowaliśmy obecność takich właśnie gorących pikseli, choć nie były to ilości, które sprawiałyby kłopot z edycyjnym ich usunięciem.

cały kadr...

...i wycinek w skali 1:1

Wady optyczne

akceptowalna dystorsja wypukła (z lewej) i niewidoczna poduszka (z prawej)

Jak widać na powyższych ilustracjach, super-szerokokątny obiektyw testowanego Cyber-shota generuje typową, w pełni akceptowaną dystorsję. Szczególnie ujęciu zarejestrowanym przy ekwiwalencie 24 mm towarzyszy odczuwalna, wypukła "beczka", natomiast już przy odp. 120 mm, przypisana ujęciom tele wklęsła "poduszka" jest praktycznie nieodczuwalna. Równie dobrze obiektyw spisuje się pod względem winietowania, które to na przestrzeni testu było nam trudno zauważyć nawet w wydawałoby się tak sprzyjających ku temu warunkach jak ogniskowa 24 mm i przysłona F2.8. Ponadto za zminimalizowanie refleksów, duszków i blików, które pojawiały się na zdjęciach w iście śladowych ilościach pochwały należą się nowej Zeissowskiej optyce typu T*.

Na głośne słowa uznania zasłużyło też znakomite rozwiązanie problemu aberracji chromatycznej, która przypomnijmy była tak charakterystyczna dla modeli DSC-F828 i DSC-V3, niekorzystnie wpływając na ogólny odbiór zdjęcia. Przypomnijmy, iż polega ona na rozbiciu (przez soczewki) widma na barwy składowe, co objawia się jako fioletowe lub purpurowe obwódki towarzyszące miejscom o wysokim kontraście. Przypomnijmy, iż nowe rozwiązanie optyczne prezentowanego R1 drastycznie zmniejsza odległość pomiędzy ostatnią grupą soczewek a płaszczyzną sensora (aż 10-krotnie w porównaniu z lustrzankami), co z kolei skraca drogę jaką ma do przebycia przechodzące przez układ światło, a zatem minimalizuje obszar rozszczepienia. Bez wątpienia trzeba uznać to rozwiązanie za niezwykle skuteczne. Wydaje się, że Sony znalazło wreszcie patent na kłopotliwą aberrację. Dodajmy jeszcze, że to rewelacyjne rozwiązanie nie jest możliwe do zastosowania w lustrzankach, które potrzebują więcej przestrzeni pomiędzy obiektywem a przetwornikiem na swobodną pracę lustra. Poniżej przykłady.

całe zdjęcie...

oraz wycięte fragmenty w skali 1:1

w kolejności: Pro1, R1, E-300

Korekta obrazowa
DSC-R1 umożliwia także realizację indywidualnych preferencji obrazowych i to w dość dużym zakresie. Poza klasyczną już w produktach Sony jednostopniową korektą ostrości, kontrastu i nasycenia, aparat oferuje interpretację w rozszerzonej palecie Adobe oraz profil intensywny, który w dość istotnym stopniu zmienia charakterystykę uzyskiwanych obrazów. Poniżej przykłady.

profil Adobe









Na uwagę zasługuje także nowo wprowadzony zaawansowany system kontroli gradacji (A.G.C.S), który automatycznie optymalizuje kontrast obrazu na podstawie oceny rozkładu jasności i wprowadzenia korekty krzywej gamma. Dzięki temu możliwe jest zrównoważenie jasności obrazu np. w sytuacji niedoświetlonego obiektu na bardzo jasnym tle. Bardziej zaawansowani użytkownicy znają podobną operację z programu Adobe Photoshop. Jest to bardzo pomocne rozwiązanie, umożliwiające uratowanie takiego zdjęcia.

Komentarze
Więcej w kategorii: Aparaty
Nikon Z50 - pierwsze wrażenia
Nikon Z50 - pierwsze wrażenia
Po pełnej klatce przyszła pora na APS-C. Nikon pozbywa się lustra z korpusów średniej półki, a nowy Z50 ma być odpowiednikiem linii D7000 z mniejszym i lżejszym...
10
0
Sony A6400 - test aparatu
Sony A6400 - test aparatu
Następca modelu A6300 ma być doskonałym aparatem dla wymagającego amatora i pierwszym wyborem vlogera. Ciągle jednak pod pewnymi względami ustępuje obecnemu od dwóch...
6
2
Canon EOS M6 Mark II - zdjęcia przykładowe
Canon EOS M6 Mark II - zdjęcia przykładowe
Najnowszy Canon EOS M6 Mark II, to obok modelu 90D jedyny na rynku aparat z matrycą APS-C o rozdzielczości 32 Mp. Zobaczcie, jak radzi sobie w praktyce.
8
0
Powiązane artykuły
Wczytaj więcej (2)