Fujifilm GFX 100 - pierwsze wrażenia

GFX 100 to aparat, który w świecie średnioformatowych bezlusterkowców ma „przekraczać granice”. Jednak czy flagowiec systemu Fujifilm faktycznie sprosta wymaganiom fotografów? Oto nasze wnioski i przemyślenia.

2
Michał Chrzanowski
27 Czerwiec 2019
Artykuł na: 17-22 minuty

Podbój przez Fujifilm średnioformatowego świata trwa w najlepsze. Wszystko rozpoczęło się w 2017 roku, kiedy to firma zaprezentowała aparat GFX 50S. Tym samym przełamała w tym segmencie długo trwającą hegemonię Phase One i Hasselblada. Pokazała także, że średni format pod względem szybkości pracy i wygody użytkowania wcale nie musi znacznie odbiegać od systematyki lustrzanki czy bezlusterkowca. Mimo to Fujifilm nie spoczęło na laurach i na targach Photokina 2018 firma wprowadziła na rynek kolejnego średnioformatowego bezlusterkowca. GFX 50R wizualnie odbiegał od swojego starszego brata i bardziej przypominał „X-Pro 2 na sterydach”. Zresztą tak też żartobliwie został nazwany przez fanów marki. 

Jednak w systemie Fujifilm GFX wciąż brakowało „króla z prawdziwego zdarzenia”. Pierwsze oficjalne wzmianki o średnioformatowym flagowcu usłyszeliśmy we wrześniu ubiegłego roku podczas… premiery GFX 50R. Wtedy dowiedzieliśmy się, że tuż za rogiem czai się Fujfilm GFX 100 - średnioformatowy potwór z matrycą o rozdzielczości 102 Mp, który jako pierwszy na rynku oferować będzie wbudowany system stabilizacji sensora i pełne pokrycie kadru pikselami detekcji fazy. Na jego premierę musieliśmy czekać do maja tego roku. Jednak było warto. Specyfikacja tego modelu imponuje, a po wzięciu go do rąk i wykonaniu kilku zdjęć tylko utwierdzamy się w przekonaniu, że GFX 100 faktycznie może przekraczać granice.

Budowa i wykonanie

Na pierwszy rzut oka wygląd GFX 100 znacząco odbiega od - nazwijmy to - „kompaktowych” bezlusterkowców średniego formatu, jakie obecnie możemy znaleźć na rynku. Zarówno starsi bracia z systemu Fujifilm, jak i konkurencja w postaci Hasselblada X1D mogą pochwalić się wyraźnie mniejszymi wymiarami. Niemniej jeśli mielibyśmy już dokonać porównania samego designu to aparatowi bliżej do modelu GFX 50S z przymocowanym pionowym gripem, niż do GFX 50R, który utrzymano w bardziej „dalmierzowym” stylu.

Ale czy faktycznie gabaryty GFX 100 są tak ogromne? Korpus skrywający średnioformatową matrycę mierzy 156.2 x 163.6 x 102.9 mm (w najcieńszej części ma 48.9 mm) i waży 1400 g (z dwiema bateriami, kartą pamięci i elektronicznym wizjerem). Rozmiarami - i poniekąd wyglądem - przypomina więc reporterskie lustrzanki Nikona i Canona - a przecież te mają mniejsze sensory.

camerasize.com

Jak przystało na flagowy model, GFX 100 jest wręcz pancerną konstrukcją. Poczuliśmy to od razu po tym, jak po raz pierwszy wzięliśmy go w dłonie. Masywny i solidny korpus wykonano ze stopu magnezu. Dodatkowo go uszczelniono w 95 newralgicznych miejscach (w tym elektroniczny wizjer), co tylko podkreśla fakt, że z tego modelu bez obaw można korzystać w najbardziej niesprzyjających warunkach: kurz, wilgoć (10-80%) i niskie temperatury do -10℃ nie są dla niego straszne. Zresztą podczas premiery usłyszeliśmy, że nie będzie to aparat przeznaczony jedynie do pracy w studiu.

Ta zwiększona wytrzymałość jest także zasługą specjalnego projektu. Wewnętrzna rama bezpośrednio łączy matrycę i system stabilizacji IBIS z mocowaniem obiektywu, aby zapewnić pełną sztywność korpusu. „Obszar zazębiania między panelem przednim i tylnym został zmaksymalizowany w taki sposób, aby osiągnąć najwyższą wytrzymałość na zewnętrzne siły powodujące uszkodzenia” - podkreśla producent.

Nie można też nic zarzucić spasowaniu poszczególnych elementów - aparat nie trzeszczy nawet pod większym naciskiem. Poza tym na plus oceniamy: chropowatą okładzinę, fakt że wszystkie pokrętła poruszają się z właściwym oporem oraz wyraźnie odstające przyciski - choć w dotyku sprawiają wrażenie mocno plastikowych. Po stronie minusów zaś musimy zapisać gumowe i dosyć luźne boczne zaślepki skrywające złącza: portu USB 3.2 Typ C, mikrofonu i słuchawek oraz mikro HDMI. Zdecydowanie lepsze wrażenie zrobiła na nas klapa podwójnego slotu kart SD (kompatybilność z nośnikami UHS-II).

Ergonomia i użytkowanie 

Jak dotąd GFX 100 jest jedynym aparatem z całej oferty Fujifilm, który został wyposażony w zintegrowany grip pionowy, co z pewnością powinni docenić portreciści. No właśnie… powinni. Niestety jest on wyjątkowo kanciasty, przez co trzyma się go niewygodnie. W poprawie chwytu nie pomaga nawet gigantyczny anatomiczny profil kciuka, w który skrzętnie wkomponowano dwa przyciski, w tym jeden przywołujący menu podręczne. Do tego po nieco dłuższym użytkowaniu (zwłaszcza w upalne dni) grip staje się śliski - wszystko przez to, że został pozbawiony jakiejkolwiek faktury. Ale w tym akurat można doszukać się „ręki projektanta”, ponieważ zarówno kolorystyka jak i zastosowane materiały są identyczne, jak te wykorzystane na górnej ściance korpusu. Zupełnie niepotrzebnie.

Pionowemu uchwytowi nie można za to odmówić przemyślanych rozwiązań. Znajdziemy na nim między innymi - znany z reporterskich lustrzanek - pomocniczy ekran. Fujifilm zastosowało 2.05-calowy, monochromatyczny wyświetlacz OLED o rozdzielczości 256x64 punktów w proporcjach 4:1. Oczywiście jest on konfigurowalny i to my decydujemy jakie informacje mają się na nim znaleźć, co jest bardzo praktyczne. Wybrać możemy zestaw 6 lub 8 grafik informujących o wybranych ustawieniach, skalę kompensacji ekspozycji czy histogram. 

Do tego otrzymujemy także wysuwaną „tackę” na dwie baterie (w pełni naładowane powinny wystarczyć na wykonanie 800 ujęć), przyciski rozmieszczone w intuicyjnych miejscach oraz dwa kołowe pokrętła (przód i tył), które mogłyby być nieco większe i lepiej wyczuwalne. Jest także joystick AF, ale… znalazł się on we wgłębieniu (charakterystyczny uskok poprowadzony wzdłuż dolnej części body), przez co jest ledwo wyczuwalny.

O ile pionowy grip nie każdemu przypadnie do gustu, o tyle główny uchwyt GFX 100 jest duży, głęboki i bardzo dobrze wyprofilowany. Jego świetnym uzupełnieniem jest równie pokaźny anatomiczny profil kciuka. Docenią to z pewnością fotografowie o większych dłoniach. Niemniej sam korpus jest dość wysoki, przez co nieco bardziej filigranowe osoby mogą już mieć pewne problemy z wygodną obsługą.

W przypadku GFX 100 producent postawił także na odmienną ergonomię - inną od tej, którą otrzymaliśmy w modelach GFX 50S i 50R. W tym wypadku Fujifilm zrezygnowało ze swojej „analogowej“ systematyki obsługi (do której przywykliśmy) na rzecz sterowania pokrętłami funkcyjnymi pod kciukiem i palcem wskazującym - podobnie jak w przypadku lustrzanek. Poza tym liczbę przycisków i dźwigni sprowadzono do minimum, by zapewnić łatwe i zrozumiałe zasady obsługi. 

Nowością jest (znajdujące się po lewej stronie górnego panelu) pokrętło trybu przełączania pomiędzy fotografowaniem, filmowaniem i wielokrotną ekspozycją, które zespolono z przyciskiem „drive”. Dodatkowo użytkownik może zapisać ustawienia aparatu dla każdego z trzech trybów. Z kolei po przeciwnej stronie umieszczono znany z modelu GFX 50S 1.8-calowy monochromatyczny ekran LCD (303 x 230 punktów w proporcjach 4:3). Wyświetlimy na nim główne ustawienia, takie jak czas otwarcia migawki, przysłona, czułość ISO i kompensacja ekspozycji, a także ikony funkcji czy dostępną liczbę klatek (w przypadku fotografowania) lub pozostały czas (w przypadku wideo).

Ale na tym nie koniec. Ekran skonfigurujemy zgodnie z informacjami, które chcemy, aby były prezentowane. Możemy także uruchomić histogram lub aktywować tryb wirtualnego pokrętła, który w praktyce sprowadza się do graficznego przedstawienia pokręteł czułości matrycy i czasu naświetlania.  Poza tym dużą zaletą pomocniczego wyświetlacza LCD jest fakt, że po wyłączeniu aparatu nadal będą widoczne ostatnie ustawienia, co pozwala szybko zorientować się jakie dokładnie parametry są wybrane. Z kolei obok ekranu umieszczono przycisk trybu fotografowania (Fn2), który umożliwia przełączanie między PASM. 

W porównaniu do poprzednich modeli z serii GFX, nowy Fujifilm ma kompletnie przeprojektowaną tylną ścianę. Zniknął z niej czterokierunkowy wybierak, a w zamian producent postanowił umieścić najważniejsze przyciski wraz z joystickiem AF wzdłuż ekranu. Ten z kolei został żywcem zaczerpnięty z modelu GFX 50S. Tak więc otrzymujemy 3.2-calowy ekrany LCD o rozdzielczości 2.36 Mp, który bardzo szczegółowo i co ważniejsze wiernie odwzorowuje kontrast i nasycenie barw na zdjęciach. Poza tym nie mieliśmy problemów z podglądem - nawet w mocno słonecznej scenerii. Oczywiście ekran jest dotykowy, a w ustawieniach aparatu możemy aktywować wirtualne konfigurowalne przyciski - tak jak w modach X-E3 i X-T30. Do tego wyświetlacz korzysta ze znanego mechanizmu mocowania, dzięki czemu ekran odchylimy w 3 kierunkach, co daje wygodę podczas komponowania ujęć.

GFX 100 odziedziczył także po modelu GFX 50S odłączany system elektronicznego wizjera (EVF), który można ustawiać pod różnym kątem wykorzystując adapter EVF-TL1. Jednak producent dokonał znaczących usprawnień. Nowy celownik OLED aparatu GFX 100 może pochwalić się rekordową w tej klasie sprzętu rozdzielczością aż 5.76 miliona punktów i powiększeniem 0.86x. Do tego zawiera pięć szklanych elementów optycznych i został specjalnie dostosowany do matrycy 102 MP. W efekcie patrząc przez niego widzieliśmy krystalicznie czysty obraz z żywymi kolorami - i to bez smużenia nawet w ograniczonym świetle.

Praca i wydajność

Producent nie próżnował także w przypadku jakości obrazu. Ta stać musi na najwyższym z możliwych poziomów. Dlatego też aparat został wyposażony w opracowaną specjalnie dla tego modelu podświetlaną od tyłu matrycę BSI-CMOS (o rozmiarze 43.8 mm x 32.9 mm i przekątnej 55 mm). Zastosowany przetwornik zapewnia efektywną rozdzielczość wynoszącą aż 102 Mp, a wspiera go najnowszy X-Processor 4. Duet ten umożliwia pracę w natywnym zakresie ISO 100-12800, który rozszerzymy do ISO 50-102400. Poza tym aparat obsługuje zapis 16-bit RAW, a także konwersję plików do 16-bitowych TIFF’ów.

Oczywiście GFX 100 nie jest pierwszym modelem, który przekroczył granicę 100-megapikseli. Jest jednak jedynym średnioformatowym bezlusterkowcem na świecie, który zapewnia wbudowany system stabilizacji IBIS o deklarowanej skuteczności 5.5 EV. Mechanizm redukcji drgań wykorzystuje przesuwanie matrycy w pięciu osiach, nie tylko względem nachylania góra/dół i prawo/lewo, lecz także względem poziomych, jak i obrotowych ruchów aparatu. Do tego cały zespół migawki został zawieszony z wykorzystaniem czterech sprężyn, aby dodatkowo minimalizować efekt drgań podczas fotografowania. 

Na szczegółowe pomiary sensora i systemu stabilizacji w naszym laboratorium DxO jeszcze przyjdzie czas. Niemniej zdjęcia, które wykonaliśmy w praktyce wyglądają rewelacyjnie - bo tylko tak możemy nazwać nieporuszone ujęcia na ogniskowej 110 mm z czasem naświetlania rzędu nawet 1/10 sekundy.

1/7s, f/2, ISO 200, ogniskowa: 110 mm (ekwiwalent dla pełnej klatki 87 mm)

1/18s, f/2.8, ISO 200, ogniskowa: 110 mm (ekwiwalent dla pełnej klatki 87 mm)

GFX 100 swoich starszych braci przewyższa także w kwestii autofokusa. Flagowiec Fujifilm jest pierwszym modelem ze średnioformatowego systemu, który korzysta ze 117 punktowego AF opartego o detekcję fazy - zaadaptowanego z aparatów Fujifilm X-T3 oraz X-T30. Układ w pełni wykorzystuje 3.76 miliona pikseli detekcji fazowej rozmieszczonych na niespełna całej powierzchni matrycy (około 100%). Szybkość pracy całego układu jest większa nawet o 210% w stosunku do konwencjonalnego systemu AF opartego na detekcji kontrastu, z którego korzysta GFX 50S i 50R. I faktycznie możemy potwierdzić, że czas potrzebny na przeostrzenie - również w trudnych warunkach - jest wyraźnie krótszy. System AF nie gubi się i sprawnie ustawia ostrość w wyznaczonym punkcie. Do tego otrzymujemy także zwiększoną precyzję działania AF w trybie wykrywania twarzy czy oka, co bardzo przydało się podczas portretowania z wykorzystaniem jasnych szkieł i szeroko otwartej przysłony. 

Jednak nowy GFX 100 ma być także „puszką” dla filmowca. Zapewnia bowiem wyjątkowo rozbudowany tryb i możliwości wcześniej niespotykane w średnioformatowym segmencie. Aparatem zarejestrujemy materiał w rozdzielczości 4K z prędkością 30 kl./s (10 bitów 4:2:2 sygnał wychodzący oraz 10 bitów 4:2:0 wewnętrzny zapis). Model ten przewyższa także GFX 50S i 50R pod względem rozbudowanych funkcji nagrywania. Przykładowo, gdy wybierzemy standardowy cyfrowy format kinowy (17:9) aparat zapisze obraz wideo z obszaru matrycy o wymiarach 43.8 mm x 23.19 mm i przekątnej 49.56 mm. Jak podkreśla producent, „jest to obszar większy niż zapewnia wiele kamer filmowych w ostatnich latach i sprawia, że o wiele łatwiej niż dotąd można uzyskiwać wysokiej jakości obraz wideo o niewielkiej głębi ostrości, szerokim zakresie tonalnym oraz wysokiej czułości ISO.“ GFX 100 obsługuje również kodek H.265/HEVC, jak również zapewnia płaski profil F-Log oraz funkcję Hybrid Log Gamma (HLG) dla wygodnego nagrywania materiału filmowego HDR. Jest także pierwszym modelem w systemie GFX, który posiada kinematograficzny tryb symulacji filmu światłoczułego Eterna.

Trudno narzekać też na szybkość działania. Aparat uruchamia się w nieco ponad sekundę, a minimalnie dłużej trwa jego wybudzenie. Nie możemy przyczepić się także do nawigowania po menu (nie zostało zmienione względem poprzednich modeli) czy podglądu zdjęć - niemniej te trochę się wczytują, ale to zrozumiałe w przypadku 102 Mp plików, gdzie JPEG często waży ponad 50 MB. Ciekawie wygląda również fotografowanie w serii. GFX uchwycimy około 5 kl./s w trybie CH. Bufor zapełni się po wykonaniu 41 plików JPEG lub 13 nieskompresowanych RAW-ach. Jest także tryb CL (około 2 kl./s), gdzie otrzymamy nieograniczony zapis JPEG lub możliwość uchwycenia 15 ujęć nieskompresowanych plików RAW. Tak naprawdę - jak na razie - jedyne obiekcje mamy do szybkości przełączania się wyświetlanego obrazu pomiędzy ekranem a wizjerem - trwa to ponad jedną sekundę.

Pierwsze wnioski

GFX 100 to krok w dobrą stronę Fujifilm i faktyczne ukoronowanie średnioformatowego systemu. Choć z aparatem mogliśmy spędzić zaledwie dłuższą chwilę, to zarysował się nam już dosyć wyraźny obraz tego czym jest i dla kogo jest przeznaczony ten model. Pod względem jakości wykonania nie możemy mówić o zaskoczeniu. Korpus (choć sporych rozmiarów) jest wygodny, a do kompletnie odmienionej ergonomii szybko się można przyzwyczaić. Fenomenalnie prezentuje się także praca z zarówno elektronicznym wizjerem, jak i odchylanym i dotykowym ekranem. Pod względem konstrukcji narzekać możemy jedynie na zintegrowany pionowy grip, który jest mało wygodny. Niemniej prawdziwą wisienką na torcie jest jakość obrazu dostarczana przez 102 Mp matrycę. Masa detali i szczegółów jest wręcz powalająca. Do tego dochodzi żywa kolorystyka i plastyka charakterystyczna dla średniego formatu. Jednak największe słowa uznania należą się za zaimplementowanie rewelacyjnego systemu stabilizacji, który jest wyjątkowo skuteczny. Oczywiście z ostateczną oceną GFX 100 musimy poczekać do momentu, gdy ten zawita do naszej redakcji na testy, ale jak na razie zrobił na nas mocne wrażenie.

Stały bywalec naszego laboratorium. Ciągle patrzy na świat przez różne ogniskowe oraz przemierza miasta i wioski obwieszony sprzętem fotograficznym. Uwielbia stylowe aparaty, a także eleganckie i funkcjonalne akcesoria. Ma słabość do monochromu i suwaków w programie Lightroom, po godzinach – do literatury faktu i muzyki country.

Komentarze
Więcej w kategorii: Aparaty
Sony A6400 - test aparatu
Sony A6400 - test aparatu
Następca modelu A6300 ma być doskonałym aparatem dla wymagającego amatora i pierwszym wyborem vlogera. Ciągle jednak pod pewnymi względami ustępuje obecnemu od dwóch...
6
0
Canon EOS M6 Mark II - zdjęcia przykładowe
Canon EOS M6 Mark II - zdjęcia przykładowe
Najnowszy Canon EOS M6 Mark II, to obok modelu 90D jedyny na rynku aparat z matrycą APS-C o rozdzielczości 32 Mp. Zobaczcie, jak radzi sobie w praktyce.
8
0
Canon EOS 90D - zdjęcia przykładowe
Canon EOS 90D - zdjęcia przykładowe
Najnowsza lustrzanka Canona, jako pierwsza w segmencie APS-C oferuje matrycę o rozdzielczości 32 Mp. Jak nowy sensor radzi sobie w praktyce? Zobaczcie zdjęcia przykładowe.
11
0
Powiązane artykuły
Wczytaj więcej (3)