10. urodziny fotopolis.pl: Marek Arcimowicz

0
Marcin Grabowiecki
12 Październik 2011
Artykuł na: 6-9 minut
Bohaterem drugiej części cyklu, w którym rozmawiamy z fotografami, którzy przekazali prace na naszą jubileuszową aukcję, jest Marek Arcimowicz. Przeczytajcie koniecznie co ma do powiedzenia na temat zmian na rynku fotograficznym i swojej pracy. Przypominamy, że wystawa przedaukcyjna zostanie otwarta 27 października o godz. 19:00 w Galerii Refleksy w Warszawie.
Marek Arcimowicz

Fotopolis.pl: Czy pamiętasz na jakim etapie artystycznego rozwoju byłeś 10 lat temu?
Marek Arcimowicz: Tak, doskonale. Ostatnio przy komputerowych porządkach wpadł mi w ręce dość obszerny wywiad, jakiego udzieliłem dla nieistniejącego już magazynu FOTO-POZYTYW. Żyłem w permanentnym pędzie, jadąc z sesji na sesję albo realizując długie projekty prasowe dla magazynu National Geographic - np. nad TOPR pracowałem z przerwami prawie 2 lata i w tak zwanym międzyczasie przejeździłem kawał świata - od Egiptu, przez Syberię, Mongolię, po Spitsbergen. Duże projekty poprzetykane były krótkimi, głównie wyjazdowymi sesjami reklamowymi. Przeliczałem kiedyś średnią i wyszło, że spędzałem statystycznie na 1 miesiąc 3 dni "w domu". W związku z takim trybem - choć byłem bardzo skupiony nad zdjęciami - brakowało mi dystansu i czasu na poszukiwania. Po prostu cały czas fotografowałem.

Czy zaobserwowałeś jakieś zmiany na rynku fotograficznym, które zaszły w ciągu ostatnich 10 lat?
Mnóstwo. W zasadzie zawód, który finalnie miał stanowić trzon mojej działalności - czyli "photojournalism" - przestał istnieć. Poza małymi wyjątkami już nie można realizować średnich i dużych projektów prasowych i z tego utrzymać siebie, nie wspominając o rodzinie. Nie ma takich etatów, nie ma odbiorców na tego typu materiały, bo nawet we wspomnianym magazynie National Geographic zdarza się publikacja zdjęć ze stocku (banku zdjęć), w innych tytułach coraz częściej jest już normą, że fotograf nie jest autorem fotoreportażu, a zbiór ilustracji robi ktoś z redakcji wg własnego "tak mi się zdaje", bo bardzo często nawet nie był w danym miejscu, nie zna tematu. Długo mógłbym opowiadać o zmianach dotyczących rynku fotografii "magazynowej", "podróżniczej", itd...

Sama fotografia cyfrowa nie zdziałałaby tak dużo. Tak jak sam internet. Ale fakt, że obie rewolucje zbiegły się w czasie zadziałał jak mieszanka eksplodująca, ta bomba zniszczyła świat, w którym wtedy się zagnieżdżałem na dobre. Teraz widzę ogromny lej po wielkim wybuchu.

Powstał gigantyczny rynek milionów amatorów, chętnych do zaistnienia za wszelką cenę. Dzięki nim praktycznie niemożliwe staje się wejście "młodego" w rynek zawodowy, bo prawie nie da się żyć z fotografii na starcie, co na szczęście mnie jakby nie dotyczy. Nie wiem tylko co się stało z pieniędzmi, bo jeśli wydawcy mają pół darmo coś, za co kiedyś słono płacili to powinni mieć górkę, a nie dołek...

A może po prostu rację mają ci (z którymi sam się zgadzam), że ta oszczędność jest pozorna i może pani z księgowości, albo inny ambitny manager może pochwalić się przed prezesem ekspresowym wzrostem "właściwych" słupków. Z początku na pewno oszczędności poprawiają rentowność. Ambitny rewolucjonista w międzyczasie awansuje, zmieni formę albo stanowisko, a poczytność spadnie dopiero za jakiś czas. Ale dawnej świetności dany tytuł już nie odzyska i będzie tylko gorzej i gorzej.

W zamian współczesne media dają olbrzymie możliwości rozwoju. Fotografia cyfrowa pomaga chyba bardziej początkującym, zawodowcy na pewno dostają w skórę, bo tempo się zwiększyło (oczekiwanie zdjęć "na już"), doszły wydatki (konieczny sprzęt komputerowy, oprogramowanie, archiwizacja, częstsza wymiana aparatów) itd...
Marek Arcimowicz. Widok "za siebie" podczas wspinaczki do trzeciego obozu (6403 m n.p.m.) - Ryszard Pawłowski przy namiotach obozu drugiego (6063 m n.p.m.), Ama Dablam (6855 m n.p.m.), Himalaje Nepalu, 2002/2011, fotografia barwna, wydruk archiwalny w technologii DIGIGRAPHIE, podłoże Traditional Photo Paper 330g, 70x90 cm (w św. passe-partout), 91x110 cm (z ramą), sygnowana na odwrocie, cena 600 zł

Co wniosło ostatnie 10 lat do Twojej świadomości fotograficznej?
Mnóstwo. Teraz widzę, że to przepaść. Jak patrzę na dobór zdjęć do pierwszych wystaw, albo jak wykonywałem fotoedycję (selekcję/dobór) - to mi się humor poprawia, bo widzę progres.

Wiem czego chcę, zmiana wieku powoduje też bardziej racjonalne działanie, bo widzę, że nie mam danego czasu w nieskończoność.

Przez rewolucję cyfrową dowiedziałem się też, co jest dla mnie w fotografii naprawdę istotne, a z czego wolałbym zrezygnować. Coraz bliżej mi do klasycznej fotografii wielkoformatowej.

Jakiego typu informacji szukasz na fotopolis.pl?
Najróżniejszych. Aktualności, nowinek technicznych. Ale też uwielbiam felietony Basi Sokołowskiej czy Wojtka Tkaczyńskiego. Regularnie zerkam do "kalendarium" czy "recenzji". Dla mnie wizyta na tej stronie to jak wejście w fotograficzną rzeczywistość.

Czy możesz opowiedzieć o pracy, którą przekazałeś na aukcję?
Ta praca "prześladuje mnie" od momentu wywołania filmu i upublicznienia.

Jest najlepiej sprzedającym się zdjęciem, które wykonałem, jest nawet kilka egzemplarzy w USA i Kanadzie. Jest też najczęściej wybieraną pracą, kiedy ktoś mnie prosi o "charakterystyczne" zdjęcie. Przez to mam wrażenie, że od 2002 roku niewiele więcej zrobiłem...

Miałem też długo "obsesję podróbek", bo uważam, że kopiowanie cudzych kadrów jako własnych zdjęć to "obciach" i delikatna bezczelność. Kiedy ze dwa lata temu zobaczyłem w zestawie zdjęć dopiero co zmarłego bliskiego przyjaciela (Piotr Morawski, zginął w Himalajach) prawie identyczne ujęcie zrealizowane w TYM SAMYM MIEJSCU tylko ciaśniej kadrowane i kilka lat po mnie - stwierdziłem, że trzeba się cieszyć, bo wygląda na to, że moje zdjęcie staje się inspiracją, klasykiem. Irytacja przeszła.

Masz jakąś historię związaną z tym zdjęciem?
Wspinaliśmy się na piękny wierzchołek wysokiego sześciotysięcznika Ama Dablam - sterczącego w Nepalu, vis-a-vis Mount Everestu. Pod koniec wyprawy szedłem w towarzystwie dwóch klientów Ryszarda Pawłowskiego. Z moim partnerem powoli z ostrej grani wchodziliśmy w ścianę. Ryszard pozostał w obozie II z Ewą. Obóz - tak naprawdę ze dwa namioty - pięknie położony na skalnej turni, ponad 6.000 m n.p.m. - w obie strony przepaście po kilometrze w dół. Bajka, marzenie wspinacza. I kiedy przed nami startowała już tylko pionowa ściana, droga do szczytu przez obóz III - połączyliśmy się z Ryśkiem przez radio. Powiedział, że Ewa kiepsko się czuje, więc zdecydowali o zejściu do bazy. Jego sylwetka, stojącego na tle krajobrazu poprzetykanego chmurami fantastycznie się rysowała. Spytałem: Rysiek, piękny widok, możesz się ucieszyć do zdjęcia? I Ryszard uniósł w charakterystyczny sposób obie ręce. Na szyi wisiała mi ukochana Mamiya 7 II z obiektywem 65/4.0 (w 6x7 odpowiada mniej więcej 35/2.8 małego obrazka). Chwilę wcześniej zmierzyłem światło zewnętrznym światłomierzem, więc zrobiłem dla pewności 3 klatki na Velvii... i już. Aparat ten wniosłem ze statywem i 4 obiektywami na sam szczyt i mimo, że spędziłem fotografując na wierzchołku prawie 2 godziny, to zdjęcie zrobione w połowie drogi na szczyt uważam za najlepsze z tamtej wyprawy.

Dziękujemy za rozmowę.


Zapraszamy na wystawę przedaukcyjną, której otwarcie odbędzie się w czwartek, 27 października o godz. 19:00 w Galerii Refleksy w Warszawie. Prace pozostaną tam do 17 listopada 2011.

Więcej informacji na temat aukcji oraz wystawy znajdziecie w naszym artykule.

Komentarze
Więcej w kategorii: Branża
Nikon, Leica i Olympus nie wezmą udziału w kolejnej Photokinie. Czy w czasach internetu targi mają jeszcze sens?
Nikon, Leica i Olympus nie wezmą udziału w kolejnej Photokinie. Czy w czasach internetu targi mają...
Pierwsza Photokina w nowej formule już wiosną. Nie weźmie w niej jednak udziału trzech głównych producentów sprzętu. Czy firmom fotograficznym targi są jeszcze do...
4
6
Nagradzany chiński fotoreporter Lu Guang znów na wolności. Nie chce udzielać wywiadów
Nagradzany chiński fotoreporter Lu Guang znów na wolności. Nie chce udzielać wywiadów
Zatrzymany przed rokiem przez chińską służbę bezpieczeństwa, jeden z najbardziej znanych fotoreporterów Pańswa Środka,...
9
0
Sigma porzuca mocowanie K. Co dalej z Pentaksem?
Sigma porzuca mocowanie K. Co dalej z Pentaksem?
Pentax, choć cały czas ma wierne grono użytkowników, już od dłuższego czasu wędruje poboczem rynku fotograficznego. W obliczu działań Sigmy producentowi będzie jeszcze...
25
24
Powiązane artykuły
Wczytaj więcej (18)