Fujifilm X-Pro1 - test

Fujifilm X-Pro1 to aparat, który budzi wielkie emocje. Klasyczny dizajn, nowatorska konstrukcja matrycy, bagnet XF z trzema jasnymi stałkmi do wyboru, to wszystko sprawia, że z niecierpliwością oczekiwaliśmy na bezlusterkowiec japońskiego producenta. Zapraszamy do lektury naszego pełnego testu.
0
Patryk Wiśniewski
15 Czerwiec 2012
Artykuł na: 6-9 minut

3. Ergonomia i funkcję przycisków

Pierwsze wrażenie
Fujifilm X-Pro1 zrobił na nas bardzo dobre pierwsze wrażenie. Aparat jest solidnie wykonany. Metalowa obudowa została pokryta błyszczącym, czarnym lakierem. Elementy sterujące oraz przyciski zostały zrobione dokładnie w tym samym odcieniu. Gładkie metalowe części obudowy zostały rozdzielone chropowatym tworzywem sztucznym.


Korpus nowego Fujifilm jest zwarty, wszystkie elementy są dobrze spasowane i zostały wykonane z dużą starannością. Jedyne zastrzeżenia jakie mamy dotyczą zaślepki gniazda X, którą bardzo łatwo zgubić.

Przy cenie ponad 7000 za sam korpus ciężko nie wymagać uszczelnień. Niestety X-Pro1 ich nie oferuje. Przy takiej cenie i dodaniu słowa "Pro" w nazwie jest to dosyć poważne uchybienie. Zwłaszcza, że konkurencyjne aparaty zostały w tego typu udogodnienie wyposażone.

To co większość użytkowników dziwi przy pierwszym kontakcie z aparatem to jego waga. X-Pro1 jest jednym z większych bezlusterkowców na rynku, mimo swoich rozmiarów aparat jest bardzo lekki. Sprawia to dziwne wrażenie przy pierwszym kontakcie oraz w pierwszych chwilach fotografowania. Solidny obiektyw jak Fujifilm Fujinon XF 35mm f/1.4 R delikatnie przeważa cały zestaw "do przodu".


Rozmiar aparatu oraz sposob zmiany przysłony i czasu uniemożliwia jego obsługę przy użyciu jednej ręki. W przypadku tradycyjnego chwytu aparat trzyma się wygodnie. Chwyt mógłby być większy, ale dla osób, które tego wymagają producent przygotował doczepiany grip.

Funkcje przycisków
Pod względem rozmieszczenia przycisków Fujifilm X-Pro1 jest bardzo podobny do swojego mniejszego brata - Fujifilm FinePix X100. Przednia, oszczędna ścianka została wyposażona w dwa elementy sterujące, przełącznik trybu autofokusa oraz dźwignie zmieniającą wizjer optyczny na cyfrowy i odwrotnie. Obie dźwignie działają bez zarzutu, umieszczenie przełącznika wizjera w takim miejscu jest bardzo korzystne. Bez problemu sięgamy do niego środkowym i wskazującym palcem.


Na górnej ściance umieszczono tylko dwa przyciski i dwie tarcze nastawcze. Największa tarcza, umieszczona obok gorącej stopki umożliwia nam zmianę czasów. Do wyboru mamy oprócz B i T czasy od 1 do 1/4000 sekundy oraz tryb automatycznego doboru czasów. Tarcza została wyposażona w przycisk, który blokuje ją w pozycji A.


Na prawo od tarczy czasów znalazł swoje miejsce spust migawki, który został otoczony włącznikiem On/Off. Spust jest wyczuwalny pod palcem, ma odpowiedni skok i dobrze reaguje na nacisk, ponad to został wyposażony w tradycyjny gwint wężyka spustowego.

Skrajnie z prawej strony znajduje się przycisk Fn, któremu użytkownik może może przypisać jedną z 13 funkcji oraz tarcza korekty ekspozycji. Tarcza korekty w przeciwieństwie do pokrętła czasów nie została wyposażona w przycisk. Skutkuje to tym, że zdarza się jej przypadkowo przestawić. Nie jest to tak uciążliwe jak w X100, jednak zanim zaczniemy fotografować warto na nią rzucić okiem.

funkcje, które możemy przypisać przyciskowi Fn

Jak zwykle najbardziej obfitą w przyciski jest tylna ścianka aparatu. Omawianie kolejnych klawiszy rozpoczniemy od lewej strony. Skrajnie w pionowej linii na lewo od wyświetlacza znajdują się trzy przyciski. Pierwszy od góry to przycisk trybu pracy, pod nim znajduję się przycisk pomiaru światła, a na samym dole umieszczono klawisz wyboru punktu autofokusa. W trybie odtwarzania te same klawisze spełniają rolę, przybliżania, oddalania oraz kosza.


Nad ekranem LCD, dominującym na tylnej ściance, umieszczono przycisk View mode, który pozwala na przełączenie się między monitorem, a wizjerem. Do dyspozycji mamy wyłącznie ekran LCD, czujnik wizjera, wtedy możemy korzystać z wizjera i z ekranu LCD, oraz tylko wizjer.


Na prawo od niej znajduje się obrotowa i wciskana tarcza. Ma ona wiele zastosowań od powiększania zdjęć w trybie odtwarzania, przez powiększanie punktu ostrości, po obsługę menu podręcznego.


Pod nią znajduję się klawisz, który kieruje nas do trybu odtwarzania. Następnie widzimy nawigator, który w przeciwieństwie do X10 oraz X100 został pozbawiony obrotowej tarczy. Nawigator to tradycyjne przyciski z centralnie umieszczonym przyciskiem Menu. Tylko jeden przycisk na nawigatorze ma dodatkową funkcję poza wyznaczaniem kierunku - górny klawisz uruchamia tryb makro. Na samym dole znajduje się przycisk, który umożliwia zmianę wyświetlanej informacji na ekranie LCD oraz w wizjerze optycznym.


Skrajnie z prawej strony znajduję się plastikowa wypustka pod kciuk, na której umieszczono dwa przyciski. U góry widzimy blokadę ekspozycji i autofokusa, pod nim znajduję się klawisz oznaczony literą Q, który kieruje nas do obszernego menu podręcznego.

Ergonomia
Producent X-Pro1 zdecydował się na zwrot w stronę stylistyki retro. W przypadku tego aparatu, nie wyszło to do końca na dobre. Prosta i intuicyjna ergonomia analogowych dalmierzy, w połączeniu z cyfrową technologią dała aparat skomplikowany w obsłudze. Bezlusterkowiec Fujifilm nie jest na pewno aparatem, którym z marszu, bez najmniejszych problemów zaczniemy w pełni swobodnie fotografować.


Warto zapoznać się z instrukcją obsługi, ponieważ nie wszystkie funkcje obsłużymy przy pierwszym kontakcie. Jeżeli chodzi o czysto fotograficzne podejście, nie mamy już takich zastrzeżeń, czasy, przysłona, korekta ekspozycji działają bez najmniejszych problemów. Zostały umieszczone na zewnątrz korpusu i użytkownik ma do nich łatwy dostęp. Szybkie menu, obsługuje się w prosty sposób, przy użyciu nawigatora i tarczy.

Podsumowanie
Flagowy model serii X zrobił na nas dobre pierwsze wrażenie. Fujifilm całymi garściami czerpał z doświadczeń ery analogowej dlatego pod względem dizajnu nie możemy mówić o rewolucji. Na pierwszy rzut oka aparatowi nie można było nic zarzucić poza wagą. Niewiele osób spodziewa się tak lekkiej wagi w korpusie, o takich rozmiarach. Niestety na bardzo dobrym wizerunku aparatu pojawiają się rysy i to dosłownie. Lakier, którym został pokryty X-Pro1 jest dosyć miękki w trakcie naszej procedury zaczęły się na nim pojawiać niewielkie odpryski. Można powiedzieć, że się czepiamy i użytkownik raczej tego nie zauważy w codziennym fotografowaniu. Niestety tego typu wpadki w aparacie tej klasy nie powinny się pojawiać.

Ergonomia została uproszczona co zostało podytkowane stylistyką aparatu. Na początku może być to uciążliwe, ale użytkownik stosunkowo szybko się przyzwyczaja do obsługi tego modelu. Osoby, które cenią sobie prostotę, Fujifilm X-Pro1 na pewno przypadnie do gustu.

+ metalowa obudowa
+ gniazdo X
+ tarcza czasów blokowana przyciskiem
+ programowalny przycisk Fn
+ wygodny nawigator
+ wciskana i obrotowa tarcza

- przypadkowo przestawiająca się tarcza korekty ekspozycji
- odpryskujący lakier

Komentarze
Więcej w kategorii: Aparaty
Fujifilm X-T30 - test aparatu
Fujifilm X-T30 - test aparatu
Lwia część specyfikacji zapożyczona z X-T3, wyraźnie poprawiony AF z funkcją wykrywania oka oraz dobrze znany korpus z jeszcze bardziej uproszczoną obsługą - czy to...
10
14
Olympus OM-D E-M1X - test aparatu
Olympus OM-D E-M1X - test aparatu
Pierwszy reporterski korpus Olympusa wzbudził wiele kontrowersji. Dla jednych to aparat, na który czekali od dawna, dla innych - zaprzeczenie idei Mikro 4/3. Czy na...
0
4
Sony RX100 VII - zdjęcia przykładowe
Sony RX100 VII - zdjęcia przykładowe
Najnowszy kompakt z rodziny RX100 wprowadza matrycę bazującą na tej samej technologii co we flagowym modelu A9 oraz zoom o uniwersalnym zakresie 24-200 mm. Jak ten mały gigant sprawdza się w...
10
13
Powiązane artykuły
Wczytaj więcej (17)