OM System PEN - pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe (RAW)

OM System reaktywuje amatorską serię PEN, prezentując przy okazji pierwszy od lat aparat z wizjerem w stylu dalmierza. Nowy PEN to piękne i zaskakująco przyjemne nawiązanie do klasyki, które może zainteresować hobbystów i fotografów ulicznych. Czy jednak ma wszystko, by godnie rywalizować z mocną konkurencją? Kompaktowy korpus mieliśmy już okazję sprawdzić w praktyce.

Dodaj do źródeł Skomentuj Kopiuj link
Posłuchaj
00:00

Wszyscy kochamy wygląd i styl starych aparatów. Nic dziwnego, że na fali nostalgii wyrosła kategoria stylizowanych korpusów w klimacie retro - trend, który w ostatnich latach, dzięki influencerom znacznie przybrał na sile i który w szczególności upodobał sobie konstrukcje z wizjerem na boku. Czy to prawdziwe aparaty dalmierzowe Leiki czy hybrydowe modele Fujifilm - cała kategoria zanotowała widoczne podwyżki, a na rynku pojawiają się nowe konstrukcje celujące w tę właśnie niszę.

W ostatnim czasie widzieliśmy chociażby reaktywację serii Fujifilm X-E czy kompaktu Sony RX1R, a także pierwszą Leicę M z cyfrowym wizjerem. Do tego Sony ma w swojej ofercie skonstruowany na podobnej zasadzie korpus pełnoklatkowy (A7C/A7C II), a w internecie plotkuje się o nadchodzącej, podobnej konstrukcji Nikona. Teraz do gry dołącza także OM System, który prezentuje być może najciekawszą konstrukcję tego typu dotychczas. Nie dlatego, że najlepszą, ale najbardziej dostępną dla hobbystów, którzy to przecież stanowią główny target aparatów z wizjerem w stylu dalmierza.

OM System PEN to nowe otwarcie segmentu amatorskiego Mikro Cztery Trzecie

Nowy OM System PEN reaktywuje serię kompaktowych korpusów PEN, której ostatnią odsłonę (EP-7) ujrzeliśmy w 2021 roku i stanowi dla producenta nowe otwarcie w segmencie amatorskim. To o tyle istotne, że po latach perypetii związanych ze sprzedażą działu obrazowania Olympusa, firma wreszcie odzyskała pełną autonomię (pakiet większościowy OM System przejął obecny CEO) i może dokonywać w pełni niezależnych decyzji w kwestii rozwoju oferty.

Nowy PEN i towarzyszące mu nawiązania do klasycznej, analogowej serii Olympusa o tej samej nazwie rodzą więc nadzieje na to, że system Mikro Cztery Trzecie odżyje w swoim pierwotnym i moim zdaniem najbardziej atrakcyjnym założeniu - przystępnych i niewielkich aparatów systemowych dla hobbystów. Biorąc pod uwagę, że nowy OM System PEN to najtańszy dotychczas na rynku aparat cyfrowy w stylu rangefindera, jest na to spora szansa.

Z nowym aparatem miałem okazję zapoznać się bliżej podczas wydarzenia przedpremierowego w Berlinie. Zanim jednak przejdę do omawiania konstrukcji, krótki rys historyczny. OM System PEN nie jest bynajmniej pierwszym tego typu aparatem w systemie M43. W zeszłej dekadzie podobną linię rozwijał Panasonic (seria Lumix GX), a także samo OM System (jeszcze pod szyldem Olympusa), prezentując w 2017 roku celujący w użytkownika premium model PEN-F.

Choć wszystkie były ciekawymi i naprawdę niezłymi aparatami, ostatecznie nie przetrwały próby czasu i rynku, który wówczas zaczął koncentrować się wokół pełnej klatki. Czy z nowym PEN-em będzie inaczej? A może bardziej opłaci się wyszperanie na rynku wtórnym właśnie wspomnianych modeli sprzed lat?

Coś więcej, niż typowy korpus entry level

Aby spróbować odpowiedzieć sobie na te pytania, należy uświadomić sobie czym jest a czym nie jest nowy OM System PEN. Nowy korpus, będąc konstrukcją bardziej hobbystyczną, nie celuje w segment premium, jak wcześniejszy PEN-F czy też popularna seria Fujifilm X100. Biorąc pod uwagę specyfikację (o której dalej) nie próbuje też pobić wspomnianego X-E5. Jednocześnie jest konstrukcją, która widocznie wykracza poza typowy segment entry level, reprezentowany przez dotychczasowe modele z serii PEN.

OM System PEN ląduje więc pomiędzy półką amatorską a średnio-zaawansowaną, będąc czymś w rodzaju współczesnego odpowiednika modelu E-M10 - niewielkim, ale dobrze wyposażonym korpusem do odkrywania fotografii, rozwijania pasji czy po prostu codziennego fotografowania. To pozycjonowanie potwierdza zresztą slogan towarzyszący premierze: „Everyday Life, Captured”.

Producent robi wiele, by nowa konstrukcja była atrakcyjna zarówno dla nieco bardziej zaawansowanych hobbystów, jak i tych którzy dopiero przesiadają się ze smartfona i po raz pierwszy biorą do ręki aparat. Po drodze zalicza też jednak kilka drobnych - moim zdaniem - wpadek. Zacznijmy jednak od początku.

Nowy PEN to amatorski korpus, który próbuje być obiektem pożądania. Wychodzi to naprawdę nieźle, choć niektórych rzeczy nie przeskoczymy

Pierwsze wrażenie po wzięciu aparatu do ręki jest naprawdę świetne. Stylizowany korpus wygląda pięknie i ze swoją wyważoną, asymetryczną formą stanowi w moim mniemaniu jeden z najbardziej atrakcyjnych współczesnych stylizowanych korpusów. Mamy retro feeling, ale nie przesadzony, z nowocześnie i dynamicznie ściętą górną ścianką, a całości dopełnia względnie rozbudowana ergonomia z niewielki, ale wygodnym gripem, pierścieniem PASM, dwoma pokrętłami funkcyjnymi, obracanym i dotykowym ekranem oraz wystarczającą liczbą przycisków.

Dobre wrażenie robi także sam wizjer. Oczywiście nie należy do największych i najlepszych, z jakimi mieliśmy do czynienia i pamięta poprzednią dekadę (OLED, 2,36 Mp), ale to nadal w zupełności wygodna, wystarczająco jasna i kontrastowa jednostka na potrzeby hobbystyczne. A dzięki kwadratowej, większej muszli ocznej wydaje mi się nawet wygodniejszy od tego ze wspomnianego wcześniej modelu PEN-F.

Samo body otrzymuje także złącze mikrofonowe, co pozwoli wykorzystać aparat do vlogowania (specyfikacja trybu wideo nie jest przesadnie rozbudowana, ale na podstawowe potrzeby w zupełności wystarczy), a także nową baterię BLS-7, która jest mniejsza, ale bardziej wydajna od ogniw dotychczas używanych przez producenta. Według specyfikacji pozwoli ona na wykonanie około 410 zdjęć na jednym ładowaniu i rejestrację 80-130 minut materiału wideo (w zależności od warunków). To niewielki, ale jednak widoczny skok względem wyniku ok. 350 zdjęć uzyskiwanych z poprzednimi bateriami BLS-50.

W tym wszystkim trochę szkoda, że producent mimo wszystko nie zdecydował się na metalową obudowę. Zewnętrzny korpus to w całości tworzywo. I choć użyty lakier bardzo dobrze imituje wrażenie obcowania z metalem, a całość wydaje się sztywna i wytrzymała, to jednak nie otrzymujemy tego samego wrażenia pancerności, co w przypadku metalowych aparatów. I nie mówcie, że to niemożliwe w przypadku tego segmentu, bo ciągle dobrze pamiętamy magnezowe body E-M10 Mark II, które w dniu swojej premiery w 2015 roku kosztowało raptem 2500 zł. Zainwestowanie w premium feel miałoby szansę nadać tej konstrukcji status pozycji kultowej. Niestety wygrały oszczędności.

Nowy PEN to jeden z niewielu amatorskich korpusów wyposażonych w pełny, zaawansowany system uszczelnień. Uszczelniony jest również najnowszy obiektyw kitowy.

Mimo to budowa aparatu i tak wykracza poza standardy segmentu amatorskiego. A to dzięki uszczelnieniom tej samej klasy, co w przypadku topowych korpusów producenta (IPX1). Oznacza to, że bez obaw będziemy mogli fotografować w nawet najbardziej niesprzyjających warunkach.

Jeżeli chodzi o samą obsługę, trochę szkoda, że tylne pokrętło nie przypomina tego z serii E-M10, lub po prostu tego umieszczonego na froncie. To jedno z najprzyjemniejszych pokręteł na rynku i z pewnością byłoby lepiej wyczuwalne niż to zatopione w obudowie. Niektórzy mogą też narzekać na brak joysticka AF.

Wszystko to nie są jednak rzeczy, które realnie ograniczałyby nasze możliwości. Odświeżony układ menu i bardzo dobrze działająca obsługa dotykowa sprawiają bowiem, że nawigacja po funkcjach jest szybka i przyjemna, a funkcję standardowego joysticka skutecznie przejmuje tylny wybierak. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że to jeden z przyjemniejszych w obsłudze amatorskich korpusów, jakie miałem w ręce.

To jeden z najbardziej wszechstronnych i użytecznych korpusów tego segmentu. Nawet mimo tego, że bazuje na rozwiązaniach, które znamy od lat

Aby zaskarbić sobie przychylność amatorów, producent oferuje garść funkcji, które mają uatrakcyjnić konstrukcję i sprawić, że przesiadka ze smartfona nie będzie bolesna. Otrzymujemy między innymi łatwy dostęp do trybów slow-motion/hyperlapse, trybów scen czy filtrów efektowych. Najważniejszy wydaje się być tu jednak tryb Color Creator, do którego przechodzimy przełączając dźwignie na przednim panelu.

Przełącznik trybu Color Creator
Standardowy profil kolorystyczny aparatu
Profil stworzony w menu Color Creator

Menu Color Creator to coś na wzór połączenia zakładki symulacji filmów znanej z aparatów Fujifilm z rozbudowanym menu stylu kolorów. Poza filtrami imitującymi kolorowe i czarno-białe profile analogowe, otrzymujemy tu dostęp do regulacji krzywych czy nawet możliwość selektywnej edycji poszczególnych barw widma RGB. W ten sposób każdy użytkownik może stworzyć własne style/presety kolorystyczne, które pozwolą uzyskać atrakcyjny obrazek bez konieczności edycji na komputerze. Profile można zapisywać w pamięci aparatu, a także dzielić się nimi z innymi użytkownikami w ramach dedykowanej aplikacji mobilnej.

Nieco bardziej zaawansowani użytkownicy otrzymują z kolei wygodny dostęp do trybów podwójnej ekspozycji czy funkcji Live ND / Live Composite, imitującej użycie filtra ND, lub ułatwiającej wykonywanie długich ekspozycji, gdzie aparat czuły jest np. tylko na nowe światło pojawiające się w kadrze, pozwalając na wykonywanie zdjęć z bardzo długim czasem naświetlania, bez obaw o przepalenia i kłopotów z późniejszym łączeniem ekspozycji w postprodukcji. Oprócz tego, mamy też tryb stackingu ostrości, wykonywania wielokrotnych ekspozycji czy funkcję High Res Shot, gdzie sekwencja zdjęć z przesunięciem matrycy łączona jest w kadr o podwyższonej rozdzielczości (działa także w przypadku fotografowania z ręki).

OM System PEN to jedyny współczesny korpus klasy amatorskiej wyposażony w układ stabilizacji matrycy

Jednym słowem otrzymujemy bardzo dużo funkcji, dzięki którym użytkowanie aparatu ma być wygodne, ale przede wszystkim takich, dzięki którym odkrywanie fotografii będzie dobrą zabawą. Komfort użytkowania podnosi dodatkowo jak zawsze świetny, 5-osiowy układ stabilizacji sensora (nadal rzadkość w tej klasie sprzętu) oraz zaskakująco sprawnie działający autofokus.

OM System PEN wykorzystuje bowiem układ detekcji fazy (121 punktów) i jest pierwszy modelem w serii wyposażonym w nowoczesne algorytmy śledzenia twarzy, zwierząt i obiektów, wytrenowane przez AI. W efekcie wydaje się, że pod tym względem amatorskie korpusy OM System wreszcie dogoniły rynkową czołówkę.

Usprawniony, wytrenowany na AI układ ostrzenia skutecznie wykrywa i śledzi twarze oraz sylwetki, nawet gdy obiekty odwrócony jest do nas plecami

Jak pisałem, z aparatem miałem okazję spędzić raptem kilkadziesiąt minut, toteż nie byłem w stanie dokładnie sprawdzić wszystkich niuansów działania systemu AF, jednak jego ogólna skuteczność bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Układ rozpoznaje sylwetki i twarze nawet z bardzo daleka (co prawda zdarza mu się zobaczyć je również tam gdzie ich nie ma) i bardzo skutecznie radzi sobie ze śledzeniem obiektów. Przynajmniej na tyle, by w ułamku sekundy bez większego problemu zablokować ostrość na blisko mijających nas przechodniach w sytuacjach typowo ulicznych (warto przypomnieć, że z takimi właśnie sytuacjami problem ma choćby kultowy X100VI). Co ciekawe moje wrażenia dotyczą głównie dość leciwego obiektywu M.Zuiko ED 25 mm f/1.8. Z nowszymi szkłami powinno być więc jeszcze lepiej.

Do tego system AF pozwala programować własne strefy punktów, dobrze reaguje na nawigację przyciskami i pozwala także wykorzystać część panelu LCD w formie dotykowego joysticka. Wisienką na torcie pozostaje zaś tryb Pro Capture (Pre Capture), który rejestrując obraz w pętli pozwoli zapisać zdarzenia sprzed ostatecznego wciśnięcia spustu migawki (przydatne w przypadku sytuacji wymagających refleksu). Myślę, że do zastosowań hobbystycznych nie potrzeba nic więcej. Nowy układ AF, razem z wygodniejszym, uwspółcześnionym menu to zresztą również jedne z głównych argumentów za tym, dlaczego lepiej zainteresować się nowym PEN-em, niż poszukiwać podobnych konstrukcji sprzed lat.

Nowy PEN to świetnie wyważony aparat, choć nie da się ukryć, że większość podzespołów pamięta jeszcze poprzednią dekadę

OM System PEN to więc aparat zgrabny, dobrze przemyślany i wydajny, mający predyspozycje, by stać się rynkowym hitem. Nie obyło się jednak bez potknięć. Jeden z głównych problemów, jakie mam z tą konstrukcją jest fakt, że w doskonałej większości otrzymujemy tu recykling podzespołów, które znamy już od ponad dekady, co w żaden istotny sposób nie posuwa oferty producenta naprzód. Fakt, nowy procesor pozwolił usprawnić kwestie ostrzenia i nieco przyspieszył aparat, ale całość bazuje tu ciągle na tej samej 20,4-megapikselowej matrycy z 12-bitowym zapisem RAW, a podgląd odbywa się na tym samym 3-calowym, nie do końca pasującym do formatu sensora ekranie 3:2 o przeciętnej rozdzielczości 1,04 Mp (choć teraz przynajmniej obracanym) i takim samym wizjerze (o którym wspominałem wcześniej). Nie powalają także możliwości szybkiego fotografowania, które w przypadku korzystania ze śledzącego autofokusu kończą się na 8 kl./s (do 30 kl./s w trybie pojedynczym) i dość bazowa specyfikacja trybu wideo. Oczywiście to aparat amatorski, ale nie licząc stabilizacji, dziś więcej oferuje większość rynkowych rywali (również tych z segmentu pełnej klatki). Ba, nawet złącze USB-C działa tu jedynie w standardzie 2.0 i nie obsługuje stałego zasilania, co obecnie jest już w zasadzie normą.

To wszystko jednak rzeczy, które można zrzucić na karb hobbystycznego przeznaczenia aparatu i które dla typowych amatorów nie będą miały aż tak dużego znaczenia. W końcu, jak pisałem, aparat ma w zasadzie wszystko, by zadowolić średnio zaawansowanego użytkownika (i jeszcze więcej). Producentowi trudno jednak wybaczyć wybór obiektywu dołączanego do zestawu.

Nowy PEN to przepis na rynkowy sukces. Niestety producent dosypuje łyżkę dziegciu w postaci kitowego zoomu

Dołączany do zestawu zoom OM System 14-42 mm f/3.5-5.6 jest mały i uszczelniony, ale na tym kończą się jego zalety

Byłem przekonany, że historia smartfonów, które pożarły rynek aparatów amatorskich i które obecnie mocno wgryzają się także w segment hobbystyczny czegoś producentów aparatów jednak nauczyła. Niestety, OM System powiela ciągnący się od dekad i kładący się cieniem na segmencie amatorskich schemat - nowy PEN debiutuje ze standardowym, ciemnym kitowym zoomem 14-42 mm f/3.5-5.6 III (w zakresie plastyki ekwiwalent pełnoklatkowego obiektywu 28-84 mm f/7-11). W swojej najnowszej odsłonie jest to co prawda obiektyw uszczelniony, ale to nadal szkło ciemne i pozbawione plastyki, które przeciętnemu użytkownikowi nie pozwolić odkryć potencjału drzemiącemu w tym aparacie i które najprawdopodobniej szybko go zrazi. W swoim otoczeniu widziałem zbyt wiele sytuacji, gdzie mniej świadomi użytkownicy z tego powodu powracali do smartfona, by uwierzyć producentom, iż ciemny zoom jest rzeczywiście tym, czego oczekują początkujący adepci fotografii.

A wystarczyło trochę odwagi i standardowe wyposażenie aparatu w obiektyw typu M.Zuiko ED 25 mm f/1.8 (ekwiwalent 50 mm) czy M.Zuiko ED 17 mm f/1.8 (ekwiwalent 35 mm). Nawet gdyby miały to być ich okrojone, budżetowe wersje, utworzyłoby to ciekawy precedens, pokazało że podstawowym zestawem można zrobić naprawdę ładne zdjęcia i znacznie zwiększyło szansę na rynkowy i marketingowy sukces aparatu. Nawiązanie do starych, analogowych praktyk, gdzie obiektywami dołączanymi do zestawów były właśnie standardowe 50-tki byłoby tematem, który przewinąłby się w absolutnie każdej instagramowej rolce na temat tego modelu, pozwalając viralowo podbudować renomę marki, która stara się odzyskać rynkowe znaczenie. Tym bardziej, że nowa forma PEN-a wprost określa ten model jako aparat spacerowo-uliczny, gdzie tego typu szkła sprawdzają się najlepiej.

Z niewielką, jasną stałką pokroju 25 mm f/1.8 konstrukcja ta nabiera dużo więcej sensu

Według mnie to stracona szansa, by zapisać ten model w historii i wbić się do zbiorowej świadomości z przesłaniem, że oto w nieco zapomnianym systemie w dobrej cenie amatorzy znajdą wszystko to, do czego obecnie tylko wzdychają. Nie ma to również uzasadnienia cenowego, gdyż w osobnej sprzedaży nowy kit wyceniany jest podobnie, jak wspomniane stałki (1790 zł). Przy swojej obecnej pozycji rynkowej OM System nie powinno bać się proaktywnych posunięć, najwyraźniej jednak wygrała obawa, że w zbyt atrakcyjnej formie aparat mógłby kanibalizować plasowany wyżej model OM3.

Oczywiście OM System Pen to aparat systemowy, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by zakupić samo body i dobrać do niego atrakcyjną, niedrogą stałkę, ale to już wymaga pewnego obeznania, którego początkujący zwyczajnie nie posiadają. Dodatkowo winduje to także cenę aparatu, gdyż poza słabo dostępnymi modelami chińskich producentów, w Mikro Cztery Trzecie nie ma natywnego taniego (kilkaset złotych) standardu, który znajdziemy w każdym innym systemie. A koszt samego body również jest tu dyskusyjny. 4300 zł za amatorski korpus Mikro Cztery Trzecie, wykorzystujący znane od lat podzespoły, to jednak dosyć sporo. Taniej, lub w zbliżonym pułapie debiutowały w ostatnim czasie podobnie pozycjonowane - a pod niektórymi względami potężniejsze - modele z większymi matrycami APS-C, jak Fujifilm X-T30 III czy Nikon Z50 II.

Podsumowanie

Najnowszy OM System PEN to więc bardzo zgrabna, ale przede wszystkim przyjemna i kompaktowa propozycja na aparat do rozwijania fotograficznej pasji czy po prostu niezobowiązującego fotografowania codziennych chwil. Choć w dużej mierze bazuje na podzespołach znanych od lat, jest to konstrukcja naprawdę dobrze wyposażona, będąca w stanie zaspokoić doskonałą większość potrzeb twórców, do których jest kierowana.

Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że to jeden z najlepiej wyważonych amatorskich korpusów ostatnich lat. Nawet jeśli poszczególnymi punktami specyfikacji nie przebija konkurencji, to ma w zasadzie wszystko, czego mógłby oczekiwać początkujący twórca, a nawet nieco bardziej zaawansowany hobbysta. Jako jedyny w tym segmencie może pochwalić się chociażby systemem stabilizacji matrycy, wysokiej klasy uszczelnieniami i tak rozwiniętymi funkcjami „fotografii obliczeniowej”.

Jest to ponadto aparat naprawdę ładny, który świetnie łączy stylistykę retro z nowoczesnymi rozwiązaniami. Zbytnio nie przeszkadza nawet fakt, ze korpus jest tu w całości wykonany z plastiku. Co chyba jednak najważniejsze, to model, który bez problemu będzie w stanie nadążyć za użytkownikiem i akcją. Nowoczesny system AF z rozwiniętymi funkcjami śledzenia i rozpoznawania obiektów sprawia, że fotografuje się nim równie wygodnie, jak korpusami segmentu profesjonalnego.

Jeżeli jednak zamierzacie go kupić zachęceni „inspiracyjną” kampanią marketingową, nie zawracajcie sobie głowy zestawem z kitowym zoomem. Choć jest to obiektyw uszczelniany, z racji ciemnej optyki nie pozwoli wam wykorzystać większości potencjału, który drzemie w tym aparacie. Dużo lepszym rozwiązaniem będzie zakup samego korpusu i wyszukanie niedrogiej, jasnej stałki z przedziału ogniskowych 28-50 mm (czyli od 14 do 25 mm w przypadku szkieł systemu Mikro Cztery Trzecie). Być może podniesie to nieco koszt całego zestawu, ale przynajmniej zaoszczędzi frustracji i pozwoli cieszyć się ładnie wyglądającymi zdjęciami.

Plusy
  • Atrakcyjne wzornictwo
  • Kompaktowe wymiary
  • Stabilizacja matrycy
  • Fazowy autofokus z systemami detekcji AI
  • Unowocześnione menu
  • Skuteczna i szybka obsługa dotykowa
  • Bogactwo funkcji „obliczeniowych”
  • Tryb Color Creator
  • Tryb Pro Capture
  • Nowa, wydajniejsza bateria
  • Uszczelnienia (klasa IPX1)
  • Złącze mikrofonowe
  • Przyjemność fotografowania
Minusy
  • Body w całości wykonane z tworzywa
  • Podzespoły pamiętające poprzednią dekadę
  • Przeciętne możliwości trybu seryjnego
  • Mało atrakcyjny obiektyw w zestawie

Zdjęcia przykładowe

Zdjęcia przykładowe wykonaliśmy korzystając z obiektywów M.Zuiko Digital 14-42 mm f/3.5-5.6 III oraz M.Zuiko Digital 25 mm f/1.8 II i M.Zuiko Digital ED 60 mm f/2.8 Macro. Dla zainteresowanych także paczka z plikami RAW.

Zdjęcia przykładowe do pobrania:

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Fotopolis do ulubionych źródeł
Komentarze
Przeczytaj także
Zobacz więcej z tagiem: OM System
Magazyny
Zamów