Fujifilm X-H1 - pierwsze wrażenia

Fujifilm X-H1 - pierwsze wrażenia

Rozwinięta ergonomia, poprawione osiągi i tryb filmowy 4K mają przyciągnąć zawodowców, którzy szukają kompaktowej i wydajnej alternatywy. Czy nowy X-H1 spełni ich oczekiwania? Podczas oficjalnej premiery mieliśmy okazję przyjrzeć mu się nieco bliżej. Oto nasze pierwsze wnioski.

Modelem X-H1 Fujifilm rozpoczyna nową, profesjonalną linię aparatów z matrycą APS-C. Wyposażony w duży grip, górny wyświetlacz czy opcjonalny pionowy uchwyt, X-H1 ma ambicje konkurować nie tylko z cenionym Olympusem OM-D E-M1 II i zaprezentowanym niedawno Panasonikiem G9, ale również Nikonem D500 czy Canonem 80D. Czy aparat podbije rynek zaawansowanych bezlusterkowców? Specyfikacja wygląda obiecująco, a smaku rywalizacji dodaje atrakcyjna cena ustalona na polskim rynku na 7999 zł. Przyjrzyjmy mu się z bliska!

Budowa i ergonomia

Fujifilm X-H1 to aparat, który łączy niewielkie wymiary modelu X-T2 z zaawansowanymi rozwiązaniami, które sprawdziły się również w średnioformatowym GFX 50S. I choć w pierwszej chwili wydaje się tylko rozwinięciem linii X-T, szybko orientujemy się, że jest to korpus zaprojektowany praktycznie od nowa.

Po lewej Fujifilm X-T2, po prawej Fujifilm X-H1

Stylistycznie wpisuje się oczywiście w cały lineup bezlusterkowców Fujifilm. Bryła aparatu jest nadal prosta i surowa, choć gdy przyjrzymy się bliżej zauważymy kilka finezyjnych, nowoczesnych niuansów, jak ścięcie przycisku korekcji ekspozycji, czy profil w prawym dolnym rogu tylnej ścianki, który idealnie zazębia się z wypustką dedykowanego gripa. Estetykę pozostawiamy do indywidualnej oceny, ale nie ma wątpliwości, że aparat może się podobać.

Korpus jest zauważalnie większy, na co wpływ miało przede wszystkim zastosowanie regularnego gripu. W modelu X-T2 uchwyt zaznaczony był bardzo delikatnie, co niemniej wystarczało podczas pracy z kompaktowymi stałkami, czy krótkimi zoomami. X-H1 jest jednak aparatem dedykowanym dla wymagających fotografów, również sportu i przyrody, konieczne było więc zapewnienie wystarczająco pewnego chwytu podczas pracy z dłuższymi i cięższymi szkłami, których w systemie X cały czas przybywa (podczas premiery zapowiedziano pojawienie się m.in. stałki 200 mm o świetle f/2).

Uchwyt jest więc tym razem duży i wygodny, choć naszym zdaniem mógłby być nieco bardziej masywny lub odrobinę głębszy. Żadnych zastrzeżeń nie mamy za to do komfortu pracy z pionowym gripem - ten okazuje się zdecydowanie wygodniejszy niż w większości profesjonalnych reporterskich lustrzanek. Plusem jest też niewątpliwie wyraźny profil dający bardzo dobre podparcie dla kciuka na tylnej ściance.

Uszczelnienia modelu X-H1

Magnezowe elementy korpusu

Korpus wykonano bardzo solidnie. Producent chwali się zaawansowanymi uszczelnieniami (w 94 punktach) i wzmocnieniami. 25% grubsze elementy magnezowe mają przekładać się na dwukrotnie wiekszą wytrzymałość. Ponadto usztywniono mocowania bagnetowe (ponownie z myślą o stosowaniu większych i cięższych szkieł), a całość korpusu pokryto 3-warstwową, odporną powłoką zabezpieczającą przed uszkodzeniami mechanicznymi. Ze względu na rozwinięty tryb filmowy postarano się również o odpowiednie odprowadzanie ciepła. Nowa konstrukcja płyty głównej ma zapobiegać przegrzewaniu się sensora podczas filmowania.

 

 

Istotne dla wygody pracy zmiany to również mocno odsunięty od tylnej ścianki wizjer z większą i głębszą muszlą (bardzo przyjazny nawet dla okularnika!), uwypuklone przyciski (zwłaszcza AF-ON i AE-L), szersze pierścienie trybu pracy migawki i pomiaru światła, lepiej wyczuwalny klik tylnego i przedniego pokrętła, oraz oczywiście znany z modelu GFX, duży i przejrzysty górny ekran pomocniczy, z podświetleniem i możliwością samodzielnej konfiguracji wyświetlanych informacji.

Górny wyświetlacz zbliża X-H1 do profesjonalnych lustrzanek. Jest bardzo duży i wygodny, ale między dziennikarzami podczas premiery toczyła się dyskusja, czy lepszym rozwiązaniem nie byłoby pozostawienie w tym miejscu pokrętła korekcji ekspozycji - zwłaszcza, że przycisk kompensacji pracujący w parze z tylnym pokrętłem licuje się niemal idealnie z obudową, przez co znalezienie go bez odrywania oka od wizjera bywa trudne i frustrujące. Być może po jakimś czasie użytkowania znajdziemy go już intuicyjnie, ale stosowana chociażby w aparatach Canon delikatna wypustka byłaby z pewnością bardzo pomocna. Ciekawostka - górny ekran nawet po wyłączeniu wyświetla informacje dotyczące pamięci i zasilania: wybranego slotu, pozostałych klatek i stanu każdej z trzech baterii (po podpięciu gripa).

Wracając do wizjera. Wyświetlany obraz jest jasny i klarowny, i co chyba najważniejsze, nie przekłamuje ekspozycji, jak to miało miejsce w przypadku modelu GFX. Również odwzorowanie kolorystyki zdaje się zgadzać z tym co obserwujemy na ekranie monitora po zrzuceniu zdjęć na komputer. Oferuje rozdzielczość 3,7 Mp i odświeżanie na poziomie 100 kl./s, które możemy dodatkowo zwiększyć w trybie boost. Dzięki temu wizjer dobrze zachowuje się nawet w gorszym świetle, nie zauważymy żadnego smużenia ani zaszumienia podglądu. Generalnie spisuje się znakomicie, nie jesteśmy jedynie w stanie stwierdzić od czego zależy szybkość przekazywania obrazu z tylnego LCD do wizjera - przeważnie odbywa się to natychmiast, ale czasem z opóźnieniem dochodzącym nawet do sekundy. W tej klasie aparatu to bardzo długo.

Tylny, 3-calowy ekran, podobnie jak w GFX możemy odchylać w dwóch płaszczyznach, dzięki czemu wyjątkowo wygodnie kadrować będziemy również w orientacji pionowej. Docenią to zwłaszcza fotografowie krajobrazu, ale również portreciści, którzy lubią eksperymentować z perspektywą i nietypowymi kątami. Ekran jest oczywiście dotykowy, co ułatwi precyzyjne ustawianie ostrości we wskazanym punkcie. Dziwi jedynie opóźnienie migawki sięgające 1-1,5 s. Dla przykładu w aparatach Olympusa wykonanie zdjęcia następuje dosłownie w chwili dotknięcia panelu koniuszkiem palca.

Uwagę zwraca również wyjątkowo miękki i czuły spust, do czego musimy się po prostu przyzwyczaić. Gdy już uda nam się go wyczuć docenimy jego responsywność i minimalne opóźnienie wyzwolenia migawki jakie się z tym wiąże. Podobnie jak w przypadku reporterskich lustrzanek z górnej półki, w trybie seryjnym ciężko zrobić tylko jedno zdjęcie. W tym miejscu warto dodać, że migawka nawet w trybie mechanicznym pracuje wyjątkowo cicho i przyjemnie. Producent podkreśla, że w X-H1 zastosowano specjalny mechanizm tłumiący drgania wywoływane przez ruch kurtyny. Aparat oczywiście oferuje tryb migawki elektronicznej jeśli chcemy fotografować naprawdę niepostrzeżenie.

Uwagę zwraca również wyjątkowo miękki i czuły spust. Gdy już uda nam się go wyczuć docenimy jego responsywność i minimalne opóźnienie wyzwolenia migawki jakie się z tym wiąże.

Drobiazg nie bez znaczenia to świetnie wykonany, dołączany w zestawie pasek aparatu. Jest szeroki, wykończony miękkim i przyjemnym w dotyku materiałem, a do tego pozbawiony wyraźnych oznaczeń, które już z daleka krzyczą, że mamy na szyi drogi, profesjonalny aparat.

Szybkość i wydajność

Autofokus to pod względem architektury dokładnie ten sam układ, który znamy już z X-T2, ale zastosowanie nowego algorytmu ma wyraźnie poprawiać jego wydajność (Czułość do f/11 i przede wszystkim lepsza praca w warunkach słabego kontrastu). Oznacza to, że z poziomu firmware’u możliwe byłoby przyspieszenie systemu AF również w X-T2, ale przedstawiciele Fujifilm bronili się przed odpowiedzią na pytanie czy taka aktualizacja jest planowana. Naszym zdaniem producent będzie się jednak starał zachować dystans między tymi modelami.

Na testy mieliśmy zaledwie kilka godzin, ale pierwsze wrażenia są zdecydowanie pozytywne. W połączeniu z zaawansowanym zoomem XF 16-55 mm f/2,8 aparat ostrzył błyskawicznie w zasadzie bez względu na warunki. Wyraźnie wolniej ustawiał ostrość z budżetową stałką 35 mm f/2. Trudno ocenić już jednoznacznie tryb śledzenia, który zdaniem producenta ma być jednym z lepszych na rynku. Zadbano o możliwość precyzyjnej kalibracji jego czułości w zależności od typu wykonywanych zdjęć (sposób i dynamika poruszania się fotografowanych obiektów), ale jego skuteczność i precyzję pokażą dopiero pogłębione testy.

Aparat startuje błyskawicznie, problemów nie zauważyliśmy również podczas wybudzania, poruszania się po menu, przewijania czy powiększania zdjęć. By szybko ocenić jakość obrazu w 100%, podobnie jak w poprzednich modelach wystarczy wcisnąć tylne pokrętło. To bardzo wygodne rozwiązanie!

Pojemność bufora przetestowaliśmy korzystając z szybkiej karty SDXC 64 GB UHS-II U3 Class 10. W trybie zdjęć seryjnych 8 kl./s rejestrowaliśmy średnio 27 ujęć RAW a zapis zdjęć na karcie trwał niecałe 10 sekund. W trybie boost (11 kl./s), mimo znacznie zwiększonej szybkości zapisaliśmy jeszcze klatkę więcej a czas opróżniania bufora spadł do średnio 6-7 sekund. To wynik, który powinien zadowolić nawet wymagających fotografów sportu i przyrody.

Tryb Boost jest oczywiście bardzo prądożerny. Co więc z zasilaniem? Niestety producent nie zdecydował się na zastosowanie nowej baterii o większej pojemności - tak jak Panasonic, który wykorzystał okazję i umieścił ją w powiększonym gripie konkurencyjnego modelu G9 bardzo wydajne ogniwo. Fotografując w typowo wakacyjnym trybie, przez cały dzień można zużyć nawet 3 akumulatory. Pracując zawodowo pewnie nawet więcej. Warto jednak wspomnieć, że podobnie jak w modelu X-T2 mamy możliwość podłączenia opcjonalnego gripa, który pomieści 2 dodatkowe baterie.

Fujifilm X-H1 to też pierwszy bezlusterkowiec tego producenta wyposażony w system 5-osiowej stabilizacji matrycy IBIS i jak podkreśla producent, pierwszy na rynku, który wykorzystuje w tym celu dedykowany podwójny procesor wykonujący 10 tys. kalkulacji na sekundę. Deklarowana wydajność to 5,5 EV, w praktyce z obiektywem o ekwiwalencie ogniskowej 50 mm bez problemu ostre zdjęcia wykonywaliśmy przy 1/8 s.

 

Jakość zdjęć

Również 24-milionowa matryca X-Trans formatu APS-C to element przeniesiony z modelu X-T2. Prawdopodobnie oprogramowana została w nieco inny sposób, ale osiągi wydają się zgoła podobne. Dobry pomiar światła nawet w kontrastowych warunkach. Balans bieli, który radzi sobie zarówno w ciepłym świetle żarowym jak i zimnym już po zachodzi słońca. 

Co najmniej przyzwoita dynamika i niskie szumy do ISO 6400 to obietnica dobrych wyników w studyjnych pomiarach. Jakość obrazu możecie ocenić już sami pobierając pełne rozdzielczości wykonanych przez nas zdjęć przykładowych.

Podsumowanie

Krótkie testy nowego H-X1 pozostawiają jak najbardziej pozytywne wrażenie. Widać, że producent nie tylko przygląda się poczynaniom konkurencji, ale słucha też opinii użytkowników i liczy się z ich zdaniem. Aparat jest szybki, wygodny i bardzo intuicyjny. Wprowadza wiele nowych udogodnień ale też istotnych nowości, jak chociażby system stabilizacji, którego wyraźnie brakowało. Biorąc pod uwagę rosnącą ofertę optyki i niewygórowaną cenę, naszym zdaniem ma szansę przyciągnąć nie tylko tych już przekonanych do aparatów bezlusterkowych, ale również bardziej konserwatywnych użytkowników przywiązanych do modeli z lustrem na pokładzie.

 

Redaktor naczelny serwisu fotopolis.pl i miesięcznika Digital Camera Polska – wielki fan fotografii natychmiastowej, dokumentalnej i podróżniczego street-photo. Lubi małe dyskretne aparaty, kolekcjonuje albumy i książki fotograficzne.

słowa kluczowe:
 
 
Komentarze
Polecane artykuły
Czy filmy małoobrazkowe sprawdzą się we współczesnej fotografii krajobrazu?
18 Wrz 2018
Aparaty analogowe dają możliwość niedrogiego rozpoczęcia przygody z bardziej świadomym fotografowaniem. Czy jednak w obecnych czasach film nadal może konkurować z cyfrą pod względem jakości obrazu?
0
Panasonic GH5, GH5S i G9 - mistrzowskie trio
28 Sie 2018
Linia topowych korpusów Panasonic to dziś propozycja zarówno dla wymagających filmowców jak i profesjonalnych fotografów. Przyglądamy się bliżej flagowym modelom.
0
“Każde spotkanie z nimi jest wspaniałym przeżyciem”. O fotografowaniu niedźwiedzi opowiada Marcin Dobas
10 Sie 2018
Fotografia dzikich zwierząt to nie sport dla wybranych. Zapierające dech w piersiach ujęcia natury są w zasięgu większości z nas. Trzeba tylko dobrze się przygotować, planować i wiedzieć gdzie szukać interesujących nas osobników. O tym, jak fotografować dzikie niedźwiedzie opowiada fotograf i podróżnik, Marcin Dobas.
0
Notebook z górnej półki czy budżetowy monitor graficzny? O to, co lepiej sprawdzi się w edycji zdjęć zapytaliśmy eksperta
31 Lip 2018
Czy dobry notebook jest wystarczający do zawodowej pracy fotograficznej? Jak wypada w zestawieniu z najtańszymi na rynku monitorami graficznymi?  Na co zwracać uwagę przy wyborze monitora? Zapytaliśmy o to eksperta, Radka Witana ze sklepu Wzorniki.eu.
0