Fujifilm X-E3 - pierwsze wrażenia

Fujifilm X-E3 - pierwsze wrażenia

Zaprezentowany przed kilkoma dniami X-E3 odziedziczył po flagowcach aparatach firmy znaczną część specyfikacji. Do tego nowy model oferuje niespotykane nigdy wcześniej u Fujifilm podejście do ergonomii i fotografowania. Sprawdziliśmy jak wypada w praktyce.

Na przestrzeni ostatnich kilku lat oferta Fujifilm mocno dojrzała i nabrała kształtu. Producent zaprezentował kolejne odsłony swoich zaawansowanych modeli wprowadzając w nich szereg usprawnień i funkcjonalnych rozwiązań. Otrzymaliśmy X100F, czyli jeszcze wydajniejszą wersję stylowego kompaktu dla profesjonalistów. Z kolei flagowe X-Pro2 i X-T2 przekroczyły kolejne granice zarówno pod względem ergonomii, jak również jakości obrazu. Podobnie jak druga generacja X-T20, która zaczerpnęła wiele rozwiązań z topowych aparatów firmy, dzięki czemu niemal z miejsca stała się jednym z popularniejszych bezlusterkowców.

Jednak pomimo licznych premier kolejnych modeli, wciąż wielu fotografów oczekiwało na nowego przedstawiciela serii X-E. Ostatni prawdziwy reprezentant tej linii - Fujifilm X-E2 - swoją premierę miał już prawie 4 lata temu. W między czasie producent pokazał model X-E2s, jednak w rzeczywistości oferował on wyłącznie usprawnienia na poziomie oprogramowania, dlatego też nie można traktować go jako pełnoprawnego następcy.

Teraz jednak fani klasycznej stylistyki mogą mieć powody do zadowolenia. Firma bowiem zaprezentowała model X-E3, który spokojnie może być uznany za mniejszego brata X-Pro2. Odziedziczył zresztą po nim mocną specyfikację z matrycą i wydajnym procesorem na czele. Co więcej, niektóre zastosowane rozwiązania do tej pory były niespotykane w świecie Fujifilm. Nic więc dziwnego, że nie mogliśmy się doczekać, kiedy to do naszej redakcji zawita najnowszy X-E3. Niestety otrzymany egzemplarz był modelem przedprodukcyjnym - choć mocno zbliżonym do finalnej wersji - dlatego też nie możemy podzielić się wykonanymi zdjęciami.

Podobna budowa, odświeżony design

Jak zwykle w przypadku Fujifilm mamy do czynienia z aparatem zaprojektowanym w najdrobniejszym calu. Korpus to połączenie magnezu oraz wysokiej klasy tworzyw sztucznych, dzięki czemu aparat sprawia wrażenie odpornej konstrukcji. Niemniej jednak do pełni szczęścia zabrakło uszczelnień obudowy, ale tą cechą - co zresztą zrozumiałe - mogą pochwalić się jedynie flagowe modele Fujifilm.

Natomiast jeśli chodzi o wygląd to ten praktycznie pozostał niezmieniony. Tak więc otrzymujemy dobrze znaną sylwetkę wzorowaną na dawnych aparatach dalmierzowych. Taki design z pewnością spodoba się osobom, które od aparatu oczekują także nieprzeciętnego wyglądu, a które nie mogły sobie pozwolić na zakup X-Pro2.

Jednak tylko na pierwszy rzut oka korpus jest łudząco podobny do poprzednika. Przy bezpośrednim zestawieniu obu aparatów, wybiją się już zasadnicze różnice. Po pierwsze nowy X-E3 to bardziej kompaktowa konstrukcja, która jest o prawie 8 mm węższa i 13 g lżejsza. Poza tym krawędzie nowego korpusu nie są już tak ostro zarysowane, jak miało to miejsce w modelu X-E2 (X-E2s). Zmienił się także rodzaj lakieru, którym został pokryty górny panel - ten jest delikatnie bardziej matowy, przez co nie tylko ładniej się prezentuje, lecz także powinien być odporniejszy na zabrudzenia i zarysowania. Ale na tym producent nie poprzestał.

Mimo mniejszych rozmiarów X-E3 znacznie lepiej leży w dłoniach. Wszystko za sprawą nowej, chropowatej okładziny wyglądem imitującej skórę. W pewniejszym chwycie pomaga także nieznacznie większy i lepiej zaakcentowany grip, który z kolei został wyłożony bardziej gumową okleiną - przypomina tę wykorzystaną w X-Pro2 czy X-T2. Rewelacyjnie przeprojektowano również anatomiczny profil kciuka, który jest mniejszy, ale za to wyraźniej odstaje od korpusu.

Wizualne walory X-E3 uzupełniają również detale zaprojektowane i wykonane z niezwykłą starannością. Pokrętła górnego panelu - podobnie jak w innych modelach firmy - zostały wyfrezowane z aluminium, co jeszcze bardziej podkreśla stylowy wygląd aparatu. Natomiast przyciski - choć niewielkie i pozbawione jakiejkolwiek faktury - są odpowiednio wyczuwalne, dzięki czemu ich użycie jest wygodne.

Niemniej jednak, gdy baczniej przyjrzymy się konstrukcji, to okazuje się, że pojawiło się na niej sporo ważnych nowości. Poza tym wiele rozwiązań przeniesiono wprost z zaawansowanego modelu X-Pro2.

Nowa ergonomia, do której trzeba przywyknąć

Pierwszą ważną zmianę - w porównaniu do poprzednika - zauważymy już na przednim panelu aparatu. Nowy X-E3, wzorem starszych braci, otrzymał dodatkowe pokrętło sterowania, które po raz pierwszy zostało zastosowane w serii X-E. Znajdziemy je dokładnie pod palcem wskazującym, dzięki czemu korzystanie i wybieranie przypisanej do niego funkcji jest intuicyjne i natychmiastowe. Poza tym, pojawienie się przedniego pokrętła spowodowało, że dioda AF została przeniesiona i teraz znajduje się bliżej środka panelu.

Wyraźnie przeprojektowano także górną ściankę aparatu. Po pierwsze, zniknęła z niej  wbudowana lampa błyskowa, co może już nie spodobać się mniej zaawansowanym użytkownikom. Na szczęście w zestawie handlowym znajdziemy dedykowany flasz, który zamocujemy na gorącą stopkę. Ta z kolei została przesunięta na środek górnego panelu i znajduje się idealnie na osi optycznej obiektywu. 

Obok umieszczono standardowe pokrętło czasów. Producent nie zdecydował się na wprowadzenie rozwiązania wykorzystanego w modelach X-Pro2 czy X100F, czyli pierścienia z kombinacją czasu i czułości matrycy. Akurat brak tej funkcji oceniamy na plus, ponieważ nie poprawiała ona ergonomii - wręcz przeciwnie.

Poza tym pokrętło czasów zostało wyposażone w nową dla serii X-E niewielką dźwignię znaną z X-T20. Jej przesunięcie aktywuje w pełni automatyczny tryb Auto SR. Różni się on od klasycznego trybu Auto tym, że aparat sam ocenia rodzaj fotografowanej sceny, na przykład krajobraz, makro czy portret. Ponadto nie tylko dostosuje parametry czasu naświetlania, przysłony i czułości ekspozycji, lecz także wybiera optymalne ustawienia dla fotografowanej sceny. Tak więc takie rozwiązanie powinno ucieszyć początkujących fotografów.

Natomiast drugie z pokręteł górnego panelu odpowiada za kompensację ekspozycji. Jest ono niewielki i mogłoby być mocniej wysunięte poza obrys korpusu, dzięki czemu nie tracilibyśmy pewności chwytu podczas wprowadzania korekcji. Na szczęście na pokrętle umieszczono pozycję C, która nie tylko poszerza zakres kompensacji od -5 do +5, lecz także umożliwia dokonanie korekty za pomocą przedniego kołowego wybieraka - wystarczy go wcisnąć i obrócić w którąś ze stron.

Natomiast najwięcej zmian zauważymy na tylnym panelu X-E3, który został gruntownie przeprojektowany. Teraz - w pewnym sensie - stanowi mieszankę rozwiązań zastosowanych w X-Pro2 i X100F.

Kolumnę przycisków przeniesiono na prawą stronę korpusu. Z kolei ekran, który został przesunięty maksymalnie do lewej krawędzi, przypomina ten zastosowany w modelu X-E2 (X-E2s). Otrzymujemy więc 3-calowy, nieuchylny wyświetlacz o rozdzielczości 1,04 Mp. Jest jednak zasadnicza różnica - ekran LCD został wyposażony w dotykowy panel.

Pojawił się także - znany z flagowych modeli - wielokierunkowy joystick. Jest on mały, jednak wyraźnie odstaje poza obrys korpusu, dzięki czemu zmiana punktów ostrości to czysta przyjemność. Wszystko działa płynnie, precyzyjnie i sprawnie, a jego wciśniecie powoduje natychmiastowy powrót do punktu centralnego.

Z tylnej ścianki X-E3 zniknął natomiast tradycyjny 4-kierunkowy wybierak, do którego mogliśmy przypisać najczęściej używane opcje. W zamian producent wprowadził rozpoznawanie gestów - przesunięcie palcem w określonym kierunku po dotykowym ekranie przywoła zaprogramowaną funkcję (coś na wzór wirtualnych przycisków). Tego typu rozwiązanie nie było wcześniej wykorzystane w aparatach Fujifilm - nawet w topowych modelach.

Na początku mocno sceptycznie podchodziliśmy do takiej ergonomii. Przecież fizyczne przyciski, znajdujące się zawsze w okolicy kciuka, wydają się pewniejszym i bardziej intuicyjnym rozwiązaniem, dzięki któremu natychmiastowo aktywujemy wybraną funkcję. Niemniej jednak dla wielu fotografów wszystkie 4 przyciski kierunkowego wybieraka i tak zazwyczaj służyły do ustawiania punktu autofokusa. W efekcie inne opcje - poza AF - nie były do niego przypisane. Teraz tę możliwość zapewnia precyzyjny joystick.

Nieco inaczej wygląda sytuacja, gdy tylko jeden z przycisków wybieraka służył do zmiany punktu AF, a pozostałe aktywowały inne ustawienia. Tu wydawać by się mogło, że tracimy aż trzy przyciski funkcyjne. Jednak, dzięki rozpoznawaniu gestów zostały one przeniesione na ekran X-E3.

 

Nie będziemy ukrywać - do takiego rozwiązania trzeba się po prostu przyzwyczaić. Niemniej jednak funkcjonalność zaproponowana przez Fujifilm wygląda naprawdę obiecująco i w efekcie może poprawić ergonomię. Aby uruchomić wcześnie skonfigurowaną opcję musimy pewnie i szybko przesunąć palcem po wyświetlaczu. Gdy zrobimy to zbyt wolno nie zostanie ona aktywowana. Na początku było to niezwykle irytujące, jednak już po chwili precyzyjnie korzystaliśmy z gestów i cieszyliśmy się z 4 wirtualnych skrótów.

Jest także kilka aspektów, które można poprawić. Przykładowo mamy do czynienia z rozwiązaniem hybrydowym - główną opcję uruchamiamy za pomocą dotyku, jednak szczegółowych nastaw musimy już dokonać przy użyciu kierunkowego joysticka lub przycisku OK, co w efekcie spowalnia naszą pracę. Poza tym w momencie, gdy mamy uruchomiony dotykowy AF rozpoznawanie gestów nie działa tak, jak moglibyśmy tego oczekiwać. Kilkukrotnie przez przypadek zamiast włączyć przypisaną opcję zmieniliśmy położenie pola AF lub dotykowo wyzwolimy migawkę. Warto jednak przypomnieć, że trafił do naszej redakcji egzemplarz przedprodukcyjny i być może te mankamenty znikną wraz z zainstalowaniem finalnego oprogramowania

Niemniej jednak rozpoznawanie gestów może mieć zarówno swoich zwolenników jak i przeciwników. Ci ostatni z pewnością będą narzekać na brak fizycznych przycisków, którym przypiszą najważniejsze ustawienia dotyczące zmian parametrów ekspozycji. Ale czy faktycznie mamy aż takie powody do zmartwień? Mimo mniejszej niż w przypadku poprzednika liczby klawiszy wcale nie tracimy intuicyjnej ergonomii. Wręcz przeciwnie. Zyskujemy przecież przedni kołowy wybierak, którym na przykład zmienimy kompensację ekspozycji. Z kolei czułość matrycy możemy przypisać pod tylne pokrętło, którego wciśnięcie wyświetli wartości ISO. Przysłonę zmienimy za pomocą pierścienia znajdującego się na większości obiektywów Fujinon. Zaś odpowiedni czas ustawimy dzięki pokrętłu górnego panelu. Słowem, każdy parametr ekspozycji zostanie wyciągnięty na zewnątrz korpusu. A przecież pozostaje nam jeszcze jeden przycisk funkcyjny, który znajdziemy w wygodnym miejscu, zaraz obok spustu migawki. Nie wspominając już o wirtualnych nastawach kontrolowanych gestem.

W szybkim fotografowaniu pomoże również podręczne menu Q. Znajdziemy w nim aż 16 konfigurowalnych pozycji, do których przypiszemy wybrane przez siebie funkcje. Co więcej, możemy zapisać 7 własnych wariantów podręcznego menu. Tak więc z pewnością jest to odpowiednie miejsce, z którego przywołamy ulubione ustawienia w każdej możliwej sytuacji zdjęciowej. Jednak to nie wszystko. Wreszcie zmian w podręcznym menu Q możemy dokonać za pomocą dotyku, a tej możliwości nie zapewniają nawet flagowe modele Fujifilm.

 

Względem poprzednika zmieniło się także menu główne. X-E3 otrzymał nowy layout znany z ostatnich generacji aparatów Fujifilm. Teraz menu jest o wiele bardziej przejrzyste i intuicyjne. Wszystko dzięki odpowiedniemu ułożeniu i nazwaniu 6 pionowych zakładek, które zostały pogrupowane w logiczny sposób. Niestety nie otrzymaliśmy możliwości dotykowego nawigowania, jednak z pomocą przychodzi wielofunkcyjny joystick, dzięki któremu szybko wybierzemy poszukiwaną opcję.

Wnętrze zaczerpnięte z flagowca

Nie mogło być inaczej - nowy X-E3 korzysta w najbardziej zaawansowanych rozwiązań jakimi obecnie dysponuje Fujifilm. W jego wnętrzu znajdziemy nową generację sensora, który zadebiutował wraz z premierą flagowych modeli X-T2 i X-Pro2. Mamy więc do czynienia z pozbawioną filtra dolnoprzepustowego 24-milionową matrycą APS-C, która zapewnia 50% większą rozdzielczość obrazu. Wykonano ją w autorskiej technologii X-Trans CMOS III, gdzie filtry barwne zostały rozłożone nieregularnie. W efekcie niepożądana mora jest zminimalizowana, a obraz na wyższych czułościach odznacza się przyjemniejszym dla oka cyfrowym ziarnem.

Otrzymujemy także najnowszy procesor obrazu X-Processor Pro, który ma poprawić osiągi, a także ogólną jakość zdjęć. Wzrósł także natywny zakres czułości, który teraz wynosi ISO 200 - 12800. Jednak jeśli okaże się on niewystarczający to zawsze możemy go rozszerzyć do ISO 100 - 51200. Warto podkreślić, że w całym dostępnym przedziale jesteśmy w stanie fotografować w formacie RAW, co było niemożliwe w przypadku poprzednika, X-E2. Poprawie uległ także tryb zdjęć seryjnych. Teraz będziemy w stanie fotografować z prędkością 8 kl./s. Jednak jeśli wyda się to mało, to zawsze możemy skorzystać z 14 kl./s w trybie migawki elektronicznej. Do tego aparat pozwala także na filmowanie w rozdzielczości 4K z prędkością 30 kl./s (60 kl./s dla rozdzielczości Full HD).

Nowy procesor dał nowe życie modelowi, który względem poprzednika wyraźnie przyspieszył. Poprzednia generacja bezlusterkowca potrzebowała aż dwóch sekund na uruchomienie. Równie długo trwało wybudzanie. Teraz X-E3 potrzebuje około 0,7-0,8 sekundy na wykonanie pierwszego zdjęcia - a trzeba zaznaczyć, że wlicza się w to uruchomienie oraz czas potrzebny na poprawne ustawienie ostrości. Niestety przełączanie pomiędzy ekranem a wizjerem wciąż trwa długo - około 1 sekundy. Jednak cieszy fakt, że Fujifilm X-E3 wykonamy znacznie więcej zdjęć w jednej serii.

X-E3 zaczerpnął także z flagowych modeli system autofokusa. Otrzymujemy więc dobrze znany rozkład 91 pól (w układzie 13x7), z których aż 49 to punkty detekcji fazy. Co więcej, pokrywają one większą część kadru - około 40% całego planu fotograficznego (75% w pionie i 50% w poziomie). Oczywiście, gdy potrzebujemy większej precyzji, widok autofokusa możemy rozszerzyć do 325 punktów AF (w układzie 25x13). To tryb pojedynczy. Z kolei w trybie ciągłym mamy do wyboru trzy rodzaje AF: punktowy, a także bardziej rozbudowane strefowy i szeroki ze śledzeniem, które zapewniają możliwość wyboru obszarów ostrości. Znajdziemy również funkcję precyzyjnej regulacji systemu AF, która po raz pierwszy pojawiła się w modelu X-T2. Niestety proponowane opcje nie są tak rozbudowane jak we wspomnianym flagowcu. Dostajemy 5 zakładek, które - w zależności od rodzaju fotografowanego ruchu - zoptymalizują system śledzenia. Jednak nie jesteśmy w stanie wybrać i zmienić parametrów dotyczących czułości i szybkości całego układu.

Jest także nowość, której nie mają inne modele Fujifilm. W ustawieniach autofokusa znajdziemy nowy tryb o nazwie „wszystko“. Łączy on w jedną opcję trzy wspomniane powyżej tryby pracy, co znacznie ułatwia fotografowanie w szybko zmieniających się warunkach. Wystarczy wcisnąć joystick, a tylnym kołowym wybierakiem ustawimy odpowiedni tryb pracy: punktowy, strefowy lub szeroki ze śledzeniem. Tę funkcję otrzymają inne aparaty Fujifilm wraz z zapowiedzianą na koniec tego roku aktualizacją systemu.

Pod względem AF nowy X-E3 może zaskoczyć. Ten niepozorny model zapewnia taką samą wydajność pracy i szybkość przeostrzania co flagowy X-T2. A w niektórych kwestiach go nawet przewyższa. Przykładowo, za pomocą dotykowego ekranu jesteśmy w stanie wybrać odpowiednie pole lub natychmiastowo wyzwolić migawkę. Ale to nie wszystko. Zyskujemy także taką samą możliwość zmiany punktu ostrości w momencie, gdy fotografujemy przez wizjer elektroniczny (rozdzielczość 2.360.000 punktów i 100% pokrycia kadru). W tym miejscu warto nadmienić, że obraz w celowniku  jest szybko odświeżany, dzięki czemu nie ma mowy o spowolnieniu lub wstrzymaniu wyświetlanej sceny.

 

Jest jeszcze jedna rzecz, która X-E3 stawia na czele stawki. Ten model jako jedyny aparat Fujifilm został wyposażony w łączność Bluetooth, która pozwoli na pozostanie w ciągłym kontakcie ze smartfonem lub tabletem i jeszcze wygodniejsze przesyłanie zdjęć. Niestety tej funkcji nie mogliśmy sprawdzić, ponieważ aplikacja mobilna czeka na odpowiednią aktualizację. Poza łącznością Bluetooth znajdziemy także moduł Wi-Fi. Zaś pod klapką (lewa strona korpusu) umieszczono gniazdo mikrofonu, mikro HDMI oraz port USB Typ 2.0. X-E3 korzysta z baterii NP-W126S, która powinna wystarczyć na wykonanie około 350 zdjęć. Obok akumulatora znalazł się slot na jedną kartę SD/SDHC/SDXC.

Pierwsze wnioski

Śmiało możemy powiedzieć, że nowy X-E3 jest naturalnym i potrzebnym uzupełnieniem oferty japońskiego producenta. Mamy przecież flagowy X-T2 i jego mniejszy odpowiednik X-T20. A teraz swojego młodszego brata doczekał się także stylowy X-Pro2. Tak więc Fujifilm X-E3 to aparat, na który czekało niemałe grono fotografów - głownie tych, którzy uwielbiają streeta i dokument oraz cenią klasyczny design przypominający analogowe aparaty dalmierzowe.

Poza tym całkiem atrakcyjnie prezentuje się również cena X-E3. Body zostało wycenione na 3899 zł, czyli podobnie co model X-T20 w dniu premiery. Aparat ma być także dostępny w zestawach ze szkłami 18-55 mm oraz 23 mm f/2 WR.

X-E3 zrobił na nas dobre wrażenie oferując wszystko to, z czego słynie Fujifilm. Otrzymujemy nową generację matrycy X-Trans oraz procesora X-Processor Pro. Dzięki temu jakość obrazu powinna być taka sama jak w przypadku flagowców firmy, co zresztą sprawdzimy i porównamy, jak tylko w nasze ręce trafi finalny egzemplarz aparatu. Ale przeglądając wykonane fotografie możemy zdradzić, że jest dobrze.

Jednak nowy X-E3 to także sporo ciekawych rozwiązań (na przykład opcja łącząca tryby AF), jak i nowe - jak na Fujifilm - podejście do ergonomii, które w efekcie sprawiło, że z korpusy zniknęły tradycyjne konfigurowalne przyciski. Mimo to spersonalizowane opcje uruchomimy za pomocą dotykowego ekranu (szkoda, że nie zwiększono jego rozdzielczości), który skutecznie rozpoznaje nasze gesty. Poza tym otrzymujemy wygodny joystick AF i przednie pokrętło, które poprawiają ogólną ergonomię. Do tego system ustawiania ostrości jest szybki i pewny, a sam aparat wyraźnie przyspieszył - choć nie możemy też nazwać go demonem prędkości. Niemniej jednak na ostateczne wnioski musimy poczekać do wykonania pełnego testu.

Stały bywalec naszego laboratorium. Ciągle patrzy na świat przez różne ogniskowe oraz przemierza miasta i wioski obwieszony sprzętem fotograficznym. Uwielbia stylowe aparaty, a także eleganckie i funkcjonalne akcesoria. Ma słabość do monochromu i suwaków w programie Lightroom, po godzinach – do literatury faktu i muzyki country.

 
 
Komentarze
Polecane artykuły
X-Rite i1Studio - przyglądamy się funkcjom nowego spektrofotometru
14 Lis 2017
Nowy X-Rite i1Studio, to kompleksowe rozwiązanie do zarządzania barwą. Prosta w użyciu i wszechstronna konstrukcja powstała z myślą o tych, dla których fotografowanie, skanowanie, edycja oraz druk to ważne elementy pracy. Do czego więc możemy ją wykorzystać?
0
Migawka elektroniczna - dlaczego warto z niej korzystać?
31 Paź 2017
Migawka elektroniczna to jedna z bardziej istotnych zalet aparatów bezlusterkowych. Wiele osób wciąż jednak nie wie, na jakiej zasadzie migawka ta funkcjonuje i jakie korzyści ze sobą niesie.
5
Lampa Profoto A1 w akcji - opinia Dawida Markoffa
30 Paź 2017
Profoto A1 ma łączyć niewielkie wymiary kompaktowych systemówek, z wszechstronnością lamp studyjnych. Jak spisuje się w praktyce? Sprawdził wykładowca Akadami Fotografii Dawid Markoff, podczas sesji dla magazynu Digital Camera Polska!
0
Przetestuj 3 obiektywy Samyang AF - opinia Adama Jędrysika
10 Paź 2017
Pod koniec lipca zaprosiliśmy Was do udziału w testach konsumenckich najnowszych obiektywów Samyang z autofokusem. Spośród wszystkich zgłoszeń wyłoniliśmy trzech uczestników. Dziś prezentujemy wam opinię ostatniego z nich, Adama Jędrysika.
3