„Krajobraz malowany światłem” - wywiad z Maciejem Markowiczem

W tym roku obchodzimy 200. rocznicę narodzin fotografii. Z tej okazji polski fotograf mieszkający w Berlinie, Maciej Markowicz, zrealizował projekt i wystawę "Above the River and Under the Sky" w galerii INN SITU, z której prace trafiły do jednej z najbardziej prestiżowych kolekcji sztuki w Austrii. Z twórcą rozmawia Wiktoria Michałkiewicz, dziennikarka i założycielka Rezo Agency.

Skomentuj Kopiuj link
Posłuchaj
00:00

W 1826 roku Joseph Nicéphore Niépce wykonał pierwsze w historii trwałe zdjęcie za pomocą camera obscura. Hans-Joachim Gögl, kurator galerii INN SITU, do wystawy z okazji 200-lecia medium fotograficznego poszukiwał artysty, który w szczególny sposób łączy współczesną praktykę z tą pierwotną techniką. Do realizacji wystawy wybrał Macieja Markowicza - twórcę, który od lat tworzy wielkoformatowe fotografie za pomocą ruchomej camery obscury - czy to w formie przerobionego vana czy pływającej barki.

Jak zaczęła się twoja fascynacją sztuką

Wszystko zaczęło się w dzieciństwie, w Nowym Sączu. Dorastałem w latach 80. w małym mieście z jednym teatrem i jedną biblioteką. Babcia nazywała mnie „pędziwiatrem” - zawsze byłem w ruchu. Pierwsze prawdziwe spotkanie ze sztuką przeżyłem w kinie. Obejrzałem „Człowieka z kamerą” Dzigi Wiertowa i to było olśnienie. Pamiętam słynne zdanie z filmu: „Jestem maszyną, która pokazuje wam świat takim, jakim tylko ja mogę go widzieć”. Dokładnie o to chodziło - o zupełnie inny punkt widzenia na rzeczywistość. Nie o zatrzymywanie czasu, ale o pokazanie go w nowy, dynamiczny sposób.

Dokumentacja wystawy "Above the River and Under the Sky", Fot. Andreas Moser

Potem odkryłem Marka Rothko. Te wielkie, unoszące się prostokąty koloru działały na mnie jak okna, przez które zagląda się w samą istotę czasu. Nie wiedziałem jeszcze, że całe moje życie będzie próbą przejścia przez takie okno.

Kluczowym doświadczeniem była ciężka choroba w dzieciństwie. Od tamtej pory czas stał się dla mnie czymś namacalnym - kruchym i bezcennym. Zrozumiałem, że jesteśmy tu teraz, ale jutro nie jest pewne.

Dokumentacja wystawy "Above the River and Under the Sky", Fot. Andreas Moser
Maciej Markowicz w swoim studiu, Fot. Norbert_Steinke

W szufladzie ojca leżał zakazany Zenit. Ojciec powtarzał: „Nie ruszać, to moje”. Oczywiście ciekawość zwyciężyła. Kiedy wychodził do pracy, brałem aparat, kupowałem za kieszonkowe film i chodziłem po lasach wokół Nowego Sącza. Robiłem zdjęcia, nie mając pojęcia, co właściwie robię. To była czysta magia.

Przez wiele lat szukałeś własnego języka. Co było największą trudnością?

Próbowałem różnych dróg - rysunek, wideoinstalacje, fotogramy, kalotypie, camera obscura stacjonarna. Wszystko wydawało mi się jednak tylko fragmentem czegoś większego. A ja chciałem połączyć w jednej pracy przemijanie czasu, siłę światła i pamięć miejsca.

Przełom nastąpił w 2012 roku w Nowym Jorku. Jechałem metrem, pociąg wjechał w tunel, światła zgasły. Przez okna zaczęły migać refleksy tunelowych lamp - bum, bum, bum. I nagle zrozumiałem: ruch to czas uczyniony widzialnym. To był ten brakujący element. Musiałem wprawić camera obscurę w ruch.

Fot. Maciej Markowicz, "Motiongraph #412, East view - Valley between Warth, Tyrol, and Warth", Vorarlberg, Austria

Przebudowa starej furgonetki zajęła mi trzy lata. Nauczyłem się pracować w całkowitej ciemności, prowadzić i jednocześnie kontrolować ekspozycję. Było mnóstwo nieudanych prób, zanim powstał pierwszy dobry obraz.

Jak wygląda Twój proces twórczy w praktyce?

To przede wszystkim czekanie i precyzja. Jadę wzdłuż rzek - Inn, Lech - najczęściej zatrzymuję się na mostach. Obserwuję. Czekam na moment, w którym wszystko się układa: światło, chmury, energia krajobrazu.

Dokumentacja wystawy "Above the River and Under the Sky"

Kiedy czuję, że to jest ten moment, otwieram migawkę dokładnie na osiem sekund. W tym czasie światło samo maluje obraz bezpośrednio na papierze chromogenicznym. Pracuję na negatywie - nie robię pozytywów. Odwrócone kolory są autentycznym „pismem światła”.

Most pojawia się w większości Twoich prac z najnowszego cyklu, a jednocześnie jest w nich niewidoczny. Opowiedz o tym motywie.

Most jest moim progiem - dosłownie i metaforycznie. Zawiesza mnie nad płynącą wodą, pod przesuwającym się niebem. W Austrii te mosty przerzucone są czasem setki metrów nad dolinami - poczucie zawieszenia jest tam niezwykłe. A ponieważ van się porusza, sam most znika w obrazie. Zostaje tylko to, co most odsłania: rzeka, góry, niebo. Moja praktyka stała się sama w sobie mostem - między obecnością a percepcją, między chwilą a pamięcią.

A dlaczego akurat osiem sekund?

Osiem sekund to pełny, świadomy oddech. W dzisiejszym świecie proszenie kogoś, żeby zatrzymał się na osiem sekund, to bardzo dużo. Dla mnie te osiem sekund to akt obecności - zarówno mojej, jak i widza. W tym krótkim czasie światło odbywa kosmiczną podróż - od Słońca do kawałka papieru fotograficznego w mojej ruchomej ciemni. To zawsze wywołuje we mnie dreszcze.

Dokumentacja wystawy "Above the River and Under the Sky"
Dokumentacja wystawy "Above the River and Under the Sky"

Bergson - filozof, który pisał o czasie jako ciągłym trwaniu, nie serii oddzielnych chwil - nazwałby te ekspozycje małymi eksperymentami z pamięcią. Papier fotograficzny akumuluje światło tak, jak pamięć akumuluje doświadczenie - nie jako oddzielne zdjęcia, lecz jako warstwy trwania. Rozmycie nie jest błędem. To wizualny dowód przenikania czasu.

Skąd tytuł Above the River and Under the Sky?

Odnosi się zarówno do samego krajobrazu, jak i naszej relacji z nim jako ludzi - jesteśmy częścią naszego otoczenia. Większość z nas żyje właśnie w tej przestrzeni - nad rzeką, nad ziemią, pod niebem. W Tyrolu i Vorarlbergu ta formuła nabiera szczególnej siły. Rzeka to czas - płynie, nigdy się nie zatrzymuje. Góry to z kolei pionowa energia, zawieszenie między ziemią a niebem. To idealne tło dla mojej pracy.

Wróciłeś do krajobrazu górskiego, w którym dorastałeś.

To było bardzo emocjonalne. Gdy tylko wjechałem w doliny i lasy wokół Lingenau czy Imst, poczułem się jak w domu. Ten sam zapach, ta sama cisza poranka, ta sama wertykalność krajobrazu. Beskidy i Alpy mają w sobie coś pokrewnego. To było głębokie, prawie mistyczne poczucie powrotu.

Fot. Maciej Markowicz, "Motiongraph #406, View over Imst and River Inn valley from the bridge", Tyrol, Austria

Twoja praca to nie tylko pejzaże, ale też spotkanie z ludźmi.

Czasem zatrzymuję się i robię portrety. Ludzie stoją przed obiektywem również osiem sekund - nieruchomo, świadomie. Powstają wtedy obrazy, które mają w sobie coś z fotografii sprzed 150 lat - magiczne, widmowe. To performance bycia tu i teraz.

Na koniec - kim jesteś jako artysta?

Jestem artystą, który żyje wewnątrz kamery. Moim zadaniem jest nie tylko tworzyć obrazy, ale też zapraszać ludzi do spowolnienia i zauważenia tego, co zwykle umyka.

Wystawę „Above the River and Under the Sky” można oglądać w galerii INN SITU, przy ul. Stadtforum 1 w Innsbrucku do 18 lipca 2026 roku. Galeria otwarta od poniedziałku do piątku w godz. 11.00-18.00 oraz w soboty w godz. 11.00-15.00.

Maciek Markowicz - sylwetka autora
Urodzony w Nowym Sączu w 1981 roku. Unowocześnił technikę Camera Obscura wykorzystując mobilne pojazdy. Opierając się na podstawowych zasadach fotografii: świetle i materiale światłoczułym, Markowicz fotografuje z wnętrza swojego vana lub barki. Jego prace znajdują się w publicznych kolekcjach francuskiego Muzeum Fotografii i Niemieckiej Kolekcji Sztuki w Bundestagu, oraz wielu prywatnych kolekcjach w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Europie. Mieszka i pracuje w Berlinie.
 
Komentarze
Przeczytaj także
Zobacz więcej z tagiem: Camera obscura
logo logo
Magazyny
Zamów