Podsumowanie
Zamiast kosmetycznej aktualizacji dostaliśmy obiektyw przebudowany od podstaw - tak, by w mniejszym stopniu kojarzył się z ciężkim, „flagowym” szkłem, a bardziej z narzędziem, które da się swobodnie nosić i używać na co dzień. Ale poręczność to nie jedyna zaleta tego obiektywu.
Nowa Sigma 35 mm f/1.2 DG II Art oferuje bardzo wysoką rozdzielczość względną już od f/1.2 i wręcz doskonałą od f/1.4. Do tego praktycznie zerową dystorsję, minimalne winietowanie i znikomą aberrację chromatyczną. A decydując się na obsługę profili obiektywu w aparacie możemy być pewnie, że wszystkie drobne niedociągnięcia optyczne zostaną świetnie skorygowane praktycznie do zera.
Przy tym wszystkim obiektyw bardzo dobrze pracuje też pod światło i bez zastrzeżeń ostrzy, bezbłędnie współpracując z detekcją i śledzeniem obiektów w korpusach Sony.
Czy Sigma wygrywa z Viltroxem? Na pewno wagą, poręcznością i ergonomią użytkowania, która raczej nie ma niedociągnięć. Sigma charakteryzuje się też zerowym breathingiem podczas przeostrzania - to z pewnością przeważy u filmujących. Jednak ogólna jakość obrazu w obu tych obiektywach wydaje w praktyce bardzo zbliżona. Trudno tu jednoznacznie wyłonić faworyta. Być może test jeden do jednego w tym samych warunkach pokazałby przewagę któregoś z nich, ale ewentualne różnice będą tak małe, że i tak nie wpłyną na odbiór zdjęcia nawet przy mocnym cropie.
Sigma 35 mm f/1.2 DG II Art - plusy i minusy
- Solidna obudowa
- Poręczny i lekki jak na taką jasność
- Pełne uszczelnienia
- Przycisk funkcyjny
- Pierścień przysłony pracujący stopniowo lub bezstopniowo
- Bardzo wysoka rozdzielczość obrazu od f/1.2
- Znikoma aberracja chromatyczna
- Znikoma dystorsja
- Względnie nieduże winietowanie
- Okrągła 11-listkowa przysłona
- Szybki i skuteczny autofokus
- Niewidoczny breathing
- Luźne elementy w tubusie po wyłączeniu zasilania
- Aberracja chromatyczna podłużna mogłaby być mniejsza