Sony A7 III - test aparatu

Sony A7 III - test aparatu ocena 87%

Choć wiele elementów zaczerpnięto z flagowego modelu, A7 III kosztuje ponad połowę mniej. Czy to najbardziej uniwersalna pełna klatka na rynku?

Wykonanie i ergonomia

Sony A7 III wnosi nową jakość w kwestii budowy oraz ergonomii, ponieważ zaczerpnął kilka ważnych cech z flagowego modelu A9.

Budowa i design

Sony A7 III utrzymany jest w podobnej stylistyce, co jego poprzednik. Korpus ma proste, surowe wzornictwo i naprawdę może się podobać. Pierwszy raz w tej serii aparatów, w parze z wyglądem, idzie również dopracowana ergonomia.

Porównanie rozmiarów z aparatami Canon EOS 6D Mark II, Nikon D750 i Sony A7 II, fot. Camerasize.com

Korpus ma rozmiary 126,9 x 95,6 x 73,7 mm i waży 650 g (z akumulatorem i kartą pamięci), czyli jest o 14 mm grubszy i o 51 g cięższy, niż jego poprzednik. Delikatne powiększenie to skutek zastosowania większego akumulatora. A7 III w porównaniu do A7 jest już prawdziwym grubaskiem, ale dzięki temu lepiej leży w dłoniach, a grip jest bardziej głęboki.

Nigdy nie mogliśmy natomiast narzekać na jakość materiałów stosowanych w aparatach z serii Sony A7. Nie inaczej jest i w tym wypadku. Do wykonania aparatu zastosowano stop magnezu, który z przodu na uchwycie oraz częściowo z tyłu pokryto przyjemnym w dotyku, fakturowanym tworzywem sztucznym. Obudowa jest zabezpieczona przed pyłem i wilgocią, o czym świadczą chociażby uszczelki okalające gniazda na karty SD. Precyzja wykonania objawia się też w tym, że wszystkie przyciski i pokrętła pracują z dużą kulturą. Są dokładne, stawiają odpowiedni opór, mają przyjemną fakturę.

Sony A7 III ma dwa sloty kart pamięci SD. Podobnie, jak w modelu A9, tylko jeden z nich oferuje wsparcie dla standardu UHS-II. Zastanawia nas dlaczego karty wciąż wkłada się jakby odwrotnie, przez co nie widać ich oznaczeń. To szczegół, ale bywa irytujący.

Po drugiej stronie korpusu znajdziemy masę złącz przydatnych profesjonalnym fotografom. Nowością jest port USB-C (3.1), który nie tylko umożliwia szybszy transfer danych, ale też zamienia się w złącze do ładowania. Sprawdziliśmy - aparat ładuje się przez ładowarkę do nowego MacBooka Pro, ale też z power banka.

Nie zabrakło również portu microUSB (2.0), a także wejścia mikrofonowego, wyjścia słuchawkowego i złącza microHDMI. Sony A7 III nie ma wbudowanej lampy błyskowej, ale wyposażono go w stopkę Multi-interface, która umożliwia podłączenie zewnętrznych akcesoriów. Nie znajdziemy tu natomiast łącza PC Sync.

Ergonomia i użytkowanie

Aparat dobrze leży w dłoni, jest odpowiednio wyważony, szczególnie z niedużymi obiektywami, jak świetny Zeiss 24-70 mm f/4. Z teleobiektywami, typu 70-200 mm f/2.8 już tak dobrze nie jest, a przy dłuższym fotografowaniu z teleobiektywem 100-400 mm robi się wręcz niewygodnie - tylny kant jest zbyt mało zaokrąglony i wbija się w dłoń.Pogrubienie korpusu sprawiło, że grip jest nieco głębszy, co pozytywnie wpłynęło na komfort pracy, chociaż nadal nie jest to ten poziom komfortu, co np. w Olympusie OM-D E-M1 Mark II. Problemem jest zwłaszcza  niewielki odstęp między gripem a mocowaniem obiektywu, co sprawia, że w przypadku większych szkieł zwyczajnie trudno zmieścić w tej przestrzeni palce.

Z tyłu aparat wygląda praktycznie identycznie, jak model A7R III i podobnie, jak A9. Najważniejszą nowością jest praktyczny joystick służący do wyboru punktów AF, który umieszczono w miejscu dźwigni AF/MF/AEL. To coś, czego bardzo brakowało poprzednikowi i zarazem jeden z najważniejszych elementów ergonomii każdego aparatu. W miejscu przycisku C3, który przesunięto w lewy, górny róg, znajduje się AF-ON. To sprawia, że większość najważniejszych funkcji mamy w zasięgu kciuka. Tymczasem przycisk REC przeniesiono z bocznej krawędzi gripa w okolice wizjera, dzięki czemu nie trzeba odrywać dłoni od korpusu, aby sterować nagrywaniem filmów.

Wspomniany wcześniej joystick sprawuje się świetnie. Nie jest za mały, ma przyjemny skok, odpowiednią czułość i znajduje się dokładnie tam, gdzie być powinien. Co ważne - umożliwia nie tylko przełączanie punktów AF w górę i w dół, ale także po skosie. To spore ułatwienie, które pozytywnie wpływa na jakość pracy z aparatem.

Niektórzy fotografowie krytykują A7 III za brak chociaż małego górnego wyświetlacza. Zwłaszcza, że w Sony A7 III teoretycznie udałoby się znaleźć dla niego miejsce - wystarczyłoby przesunąć pokrętło trybów na lewą stronę, a w jego miejscu wstawić LCD. Zapewne wymagałoby to jednak sporych zmian w konstrukcji wewnętrznej aparatu i większych nakładów finansowych, co zapewne owocowałoby większa końcową ceną aparatu. Pamiętajmy, że A7 III jest jednak podstawowym modelem pełnoklatkowego bezlusterkowca, zatem spodziewalibyśmy się wprowadzenia drugiego LCD najpierw w serii A9.

Menu i personalizacja

Aparat oferuje aż 13 przycisków konfigurowalnych w trybie fotografowania/filmowania oraz 4 przyciski w trybie odtwarzania. Co więcej, ustawienia aparatu można zarejestrować (maksymalnie dwa w aparacie i cztery na karcie pamięci), aby umożliwić szybki dostęp za pomocą pokrętła trybu pracy. Do programowalnych przycisków można w sumie przypisać maksymalnie 81 funkcji, a do zdjęć, filmów i odtwarzania można przypisać nawet zestawy funkcji.

Menu podręczne aparatu Sony A7 III

W sytuacjach, kiedy potrzebujemy więcej ustawień, możemy zajrzeć najpierw do podręcznego menu (przycisk Fn), a potem do menu głównego Dostęp do przycisku Fn jest wygodny, ponieważ umieszczono go pomiędzy joystickiem, a tarczą. Skrócone menu prezentuje się przejrzyście. Jego układ składa się z dwóch linii, gdzie w każdej jest po 6 kafli. Szkoda, że nie mamy możliwości sterowania poprzez dotyk.

Menu główne modelu Sony A7 III

Główne menu zostało odświeżone względem poprzednika i przypomina to z modelu A9. Mamy 6 zakładek, wśród których ostatnia to „Moje menu”, czyli zakładka, którą można dowolnie zaprogramować. Menu jest zdecydowanie bardziej przejrzyste, niż w A7 II, ale nadal można się w nim zagubić, a znalezienie niektórych funkcji zajmuje sporo czasu ze względu na mało logiczne ułożenie.

Wizjer i ekran

Jako podstawowy aparat tej serii, Sony A7 III nie ma tak świetnego wizjera elektronicznego jak flagowy A9 czy A7R III. To niemal identyczna konstrukcja, co u poprzednika. 0,5-calowy wizjer ma rozdzielczość 2,36 Mp, a odświeżanie wynosi 100 kl./s. Tyle, że w A7 III zastosowano inną optykę wizjera, co daje większe powiększenie (0,71x kontra 0,78x). W efekcie, mamy wrażenie większego obrazu, ale nieco bardziej wyczulone oko może dostrzec piksele, delikatne szumy w gorszych warunkach oświetleniowych, a po bokach delikatne zniekształcenia optyczne. Dodatkowo, po wciśnięciu spustu wyraźnie widoczny jest efekt blackout, czyli czarne klatki po wykonanych zdjęciach (w trybie seryjnym tylko po pierwszej klatce, ponieważ później są odtwarzane wykonywane zdjęcia).

Złego słowa nie możemy powiedzieć natomiast o praktyczności wizjera. Podobnie, jak w innych aparatach tej serii, u góry i na dole ekranu wizjera znajdują się cienkie paski z wyświetlanymi najważniejszymi parametrami, takimi jak: tryb pracy, zapełnienie kart, format zapisu u góry oraz wartość przysłony, czas naświetlania, parametry ekspozycji i czułość ISO na dole. Dodatkowo możemy włączyć podgląd histogramu na żywo oraz poziomicę. W głównym menu możemy też ustawić jasność wizjera i jego temperaturę barwową. Ogólnie wizjer jest dobry i w większości wypadków wspomniane kwestie nie są w praktyce zauważalne lub nie przeszkadzają, ale trzeba przyznać, że nie jest to obecnie konstrukcja z najwyższej półki.

3-calowy ekran LCD to chyba jedyny element tego aparatu, który jest… wyraźnie gorszy, niż u poprzednika. Konstrukcja nie tylko ma mniejszą rozdzielczość (0,92 Mp w A7 III kontra 1,22 Mp w A7 II), ale mamy wrażenie, że nie jest też równie jasny. Na szczęście ekran jest nadal odchylany maksymalnie o ok. 107° w górę i około 41° w dół.

 

Nowością jest funkcja dotyku, która jednak jest dosyć ograniczona - można jej używać do ustawiania punktu AF oraz przybliżania wykonanych zdjęć. AF można ustawić w jednym, zablokowanym na sztywno punkcie, ale punkt AF potrafi też podążać za naszym palcem przesuwanym po wyświetlaczu. Niestety, ustawienie w ten sposób punktu ostrości, nie sprawia, że aparat od razu ustawia tam ostrość. W tym celu musimy wcisnąć do połowy spust. Nie jesteśmy też w stanie dotykowo wyzwolić migawki.

Ekran może też służyć jako płytka dotykowa do ustawiania punktu AF, kiedy fotografujemy przez wizjer. W menu jest sporo możliwości ustawień tej funkcji - możemy na przykład wybrać jaka część ekranu będzie służyć za panel. Do wyboru jest cały ekran, 1/2, 1/3 lub 1/4 u góry, na dole czy po bokach. W podglądzie możliwe jest tylko przybliżenie zdjęć poprzez dwukrotne stuknięcie w ekran i przesuwanie zdjęcia. Niestety, oddalanie czy dalsze przybliżanie nie jest możliwe gestami, jak w smartfonie, tylko przyciskami AF-ON oraz AEL. Aparat nie umożliwia też zmiany ustawień poprzez dotyk ekranu. W dobie smartfonów, tabletów i inteligentnych zegarków, tego typu ograniczenia w funkcji dotyku są nieco irytujące i raczej niezrozumiałe.

Funkcje bezprzewodowe

Sony A7 III oferuje też moduł łączności Wi-Fi i Bluetooth, umożliwiający proste przesyłanie zdjęć z aparatu na smartfona, komputer czy telewizor oraz zdalne sterowanie. Parowanie z aplikacją jest proste i odbywa się przez NFC lub zeskanowanie kodu QR. W aplikacji SonyPlayMemories App mamy do dyspozycji większość ustawień aparatu, a także opcję automatycznego i bezpośredniego wysyłania wykonywanych zdjęć na smartfona. Z kolei Bluetooth umożliwia powiązanie informacji o lokalizacji.

Aplikacja mobilna Sony

Widzimy tu kilka drobnych, ale jednak istotnych problemów. Przede wszystkim nie możemy w czasie jednego połączenia przeglądać zdjęć i ich pobierać na smartfona, by zaraz potem sterować zdalnie aparatem. Sam proces łączenia trzeba zainicjować albo wciskając przycisk Fn przy podglądzie (wtedy wybieramy zdjęcia w aparacie) albo wertując menu główne w poszukiwaniu dwóch osobnych pozycji - „Fun. Wyśl. do smartf.” >> „Wyślij do smartfona” lub  „Steruj ze smartfonu”. Potem wybieramy odpowiednią sieć Wi-FI na smartfonie i otwieramy aplikację Sony. Chcąc zatem najpierw obejrzeć wykonane zdjęcia, wybrać kilka i je przesłać na smartfona, a następnie sterować aparatem zdalnie, trzeba połączyć się, zerwać połączenie i ponownie połączyć. Przedziwne rozwiązanie, które mocno zniechęca do korzystania z Wi-Fi. Sony ma tu duże pole do poprawy. Na koniec warto też dodać, że to kolejny model, który nie ma wsparcia dla systemu PlayMemories Camera Apps, dzięki którym można rozszerzać możliwości aparatu przez dodatkowe aplikacje. Czyżby Sony porzuciło swój, jak by nie było, innowacyjny produkt?

Dziennikarz, fotograf, wydawca. Od lat związany z mediami foto. Kocha szczery fotoreportaż, fotografię uliczną, zdjęcia pokazujące prawdziwe życie. Miłośnik dobrego jedzenia i mocnej kawy, podróży z małymi aparatami, muzyki świata i technologicznych nowości.

Komentarze
Polecane artykuły
Czy fotografia i zjawiska nadprzyrodzone to dobrana para? Odwiedziliśmy tegoroczny Fotofestiwal
3 Lip 2019
Z niektórymi miesiącami związane są nieodłącznie pewne wydarzenia. I tak czerwiec od razu kojarzy nam się z łódzkim Fotofestiwalem. Staramy się go odwiedzić co roku, choć na chwilę. Przyglądamy się tegorocznej edycji wydarzenia.
0
Fujifilm GFX 50R - w podróży po bezdrożach Jordanii
25 Cze 2019
Jordania. Kraj skał i piasku, cały mieniący się w żółciach i czerwieniach. O tym Google Maps powiedziało mi jeszcze przed wyjazdem. Nie wiedziałam natomiast, że jest to kraj głównie górzysty. W tygodniowej podróży towarzyszył mi kompaktowy średni format Fujifilm GFX 50R. Jak sprawdził się w niełatwych warunkach fotografii podróżniczej?
3
Capture One Pro 12 pod lupą House of Retouching
3 Maj 2019
Capture One Pro 12 pojawił się na rynku już jakiś czas temu. Czy inżynierom udało się stworzyć kolejne narzędzia, które wycisną ostatnie soki z plików RAW i czy wypracowali nowe sposoby na przyśpieszenie pracy? A może pojawiły się bardziej zaawansowane opcje retuszu?
0
Panasonic Lumix G90 - pierwszy wybór, nie tylko dla fotografa
1 Maj 2019
Najnowszy Panasonic Lumix G90 to najlepsze cechy poprzednika i jeszcze bardziej zaawansowany tryb wideo, zbliżający go do topowych filmujących modeli z serii Lumix.
0