Chorobę u Jacka wykryto w lutym, po nagłym pogorszeniu samopoczucia. Rezonans magnetyczny wykazał guza mózgu, a późniejsze badania molekularne potwierdziły diagnozę. Krótko po rozpoznaniu Jacek przeszedł operację usunięcia guza, a następnie cykl chemioterapii i radioterapii, zakończony pod koniec kwietnia. Jednak kilka tygodni temu pojawiło się podejrzenie progresji choroby.
Dalsze leczenie wymaga niestety terapii, która nie jest obecnie refundowana w Polsce. Chodzi o metodę wykorzystującą pola elektryczne do hamowania podziałów komórek nowotworowych. Według opisu zbiórki jest to jedna z niewielu terapii, które w badaniach klinicznych wykazały wydłużenie przeżycia pacjentów z glejakiem. Jej miesięczny koszt przekracza jednak możliwości finansowe rodziny.
Jacek ma 51 lat, żonę, dwie córki w wieku 5 i 10 lat oraz 22-letniego syna. Jak pisze w opisie zbiórki, walczy przede wszystkim o czas - kolejne miesiące i lata z rodziną.
Wsparcie można okazać poprzez wpłatę na stronie https://www.siepomaga.pl/ i udostępnienie zbiórki dalej.
Dokładnie sześć lat temu, w lipcowym wydaniu „Digital Camera Polska”, ukazała się świetna rozmowa z Jackiem o fotografii ulicznej. Dziś warto do niej wrócić - nie tylko po to, by przypomnieć jego spojrzenie na fotografowanie, ale także by zachęcić do wsparcia go w najważniejszej walce, jaką teraz toczy.
Wywiad przeprowadził Krzysztof Basel
Wielu fotografów opowiada, że ich początki były związane z pierwszym aparatem na film, który dostali lata temu od ojca. Jak było u Ciebie?
Trochę inaczej. Zaczynałem od aparatów cyfrowych, dopiero długo potem fotografowałem tradycyjnym dalmierzem, aby w końcu wrócić do współczesnych aparatów cyfrowych. U mnie wszystko zaczęło się od tego, co mnie od zawsze nakręca, czyli technologii, a dopiero potem przyszła pasja do zdjęć i obserwowania przez nie świata.
Rzadko słyszy się takie rzeczy od doświadczonych fotografów.
Wyobraź sobie koniec lat 90. Wtedy mój ojciec przyniósł do domu aparat cyfrowy Casio QV100. Zafascynowałem się tym aparatem, mimo że jakość zdjęć była, jak na dzisiejsze standardy, beznadziejna, ale nie o to tu chodziło. Szybko zauważyłem, że różnica w cenie zakupu w Niemczech i w Polsce była ogromna, zatem sprzedałem go z dużym zyskiem na giełdzie komputerowej we Wrocławiu. Chwilę później ojciec kupił kolejny aparat. I tak zacząłem handlować aparatami, aż w końcu mój ojciec musiał zacząć płacić cło. Z czasem różnica w cenach spadła, interes przestał się opłacać. Skończyłem z jednym aparatem – Canonem G5.
I w końcu zacząłeś fotografować?
Nie, ale pojechałem z nim kilka razy do Indii na delegację. Sumarycznie spędziłem tam kilka miesięcy. Wtedy czułem już, że warto podglądać ludzi, mimo że nie znałem jeszcze nawet terminu „fotografia uliczna”. Podświadomie zacząłem się tym zajmować, nie wiedząc nic o fotografii. Zrobiłem tam kilka tysięcy zdjęć i może jakieś jedno wyszło mi przez przypadek. Później miałem przerwę w fotografii. Kupiłem lustrzankę, Canona EOS 50D aby robić zdjęcia rodzinne kiedy syn miał kilka lat. Szybko jednak poszedłem w stronę fotografii ulicznej. Głównym przeskokiem był moment zakupu aparatu dalmierzowego Zeiss Ikon, czyli klona Leiki M. Ten aparat mnie zainspirował do częstszego fotografowania ludzi i kompletnie w to wsiąkłem. Później korzystałem z cyfrowego Fujifilm X100, a obecnie fotografuję Leiką Q. Jak widzisz, moja przygoda z fotografią zaczęła się dosyć nietypowo.
Powiedziałeś, że jak zaczynałeś fotografować w Indiach, to nie znałeś nawet określenia „fotografia uliczna”. Czym zatem jest dla Ciebie fotografia uliczna dzisiaj?
Panuje duże zamieszanie odnośnie tego, czym jest fotografia uliczna. Moim zdaniem bierze się to z niefortunnego dobrania nazwy. Ten rodzaj fotografii nie musi dotyczyć fotografowania ulicy. Fotografie uliczne możesz robić na plaży, w parku, a nawet w domu.
Fotografia uliczna w domu? Niektórzy fotografowie pewnie spadną z krzesła, czytając to, co powiedziałeś.
Tak, w domu. Sam mam zdjęcia, które moim zdaniem można zaliczyć do fotografii ulicznej, a które wykonałem w domu.
To może powinniśmy zmienić nazwę fotografii ulicznej?
Fotografia uliczna to odłam fotografii dokumentalnej, w którym mniej liczy się sam dokument, a więcej sposób myślenia fotografa. To subiektywne podejście do dokumentu, czyli fotografii niepozowanej, gdzie samo zdarzenie jest na drugim miejscu, bo bardziej chcesz pokazać indywidualne cechy artysty, w jaki sposób on myśli i postrzega rzeczywistość.
Dokument emocjonalny?
Tak, ale te emocje wynikają z zaciekawienia fotografa światem, a nie konkretnym wydarzeniem. Fotografia, którą nazywamy uliczną, z czasem nabiera więcej cech dokumentalnych, których na początku tak nie widać. Zdjęcia tego typu mają wydźwięk bardziej indywidualny i subiektywny, ale po 30 latach odkrywamy, że te zdjęcia uliczne jednak mają też ogromną wartość dokumentalną, pokazują, jak ludzie kiedyś żyli.
Co jest najważniejsze w tego typu fotografii?
Kluczem do fotografii ulicznej jest synteza. Za pomocą jednego zdjęcia syntezujesz to, co chcesz przekazać. Jest skrótem myślowym, czymś, co chciałbyś opowiedzieć wieloma słowami, ale nie jesteś pisarzem i chciałbyś to umieścić w jednej klatce.
Jak rozumiesz syntezę w fotografii ulicznej?
Synteza to skrót myślowy tworzący nową jakość. Oznacza łączenie elementów pozornie odległych od siebie, w to, co próbujesz zawrzeć na jednym zdjęciu. Dzięki temu mogę skrócić dystans pomiędzy artystą a odbiorcą i w jednej myśli mu coś interesującego powiedzieć.
Jak tego szukasz? Masz gotowy zestaw elementów, które zawsze u Ciebie na zdjęciach dobrze grają, czy poszukujesz ich indywidualnie za każdym razem?
Kolor odgrywa dużą rolę. Często bawię się kolorami na swoich zdjęciach. Nie widzę czarno-białych kadrów. Nie potrafię ich robić. Cenię świeże podejście do zdjęć, zatem szukam tych elementów, bazując na tym, co w danym momencie widzę.
Czy jak widzisz jakiś ciekawy motyw do zdjęć, to czekasz cierpliwie, aż coś się tam wydarzy, czy robisz zdjęcia zupełnie spontanicznie, bez zatrzymywania się?
Jestem zbyt niecierpliwy, aby czekać. Wiem, że niektórzy czekają, ale staram się dosyć szybko iść i nie czekać na zdarzenia. Nie lubię wymuszania zdjęć, czekania, aż coś się tam złoży. Mnie takie zabiegi po prostu nie wychodzą.
Czy fotografia uliczna nie jest trochę efekciarskim rodzajem fotografii? Mówię o kultywowaniu pozornie śmiesznych i przyciągających motywów, które tak naprawdę są tylko trikiem fotografa czy mało znaczącym zbiegiem okoliczności.
Są zdjęcia uliczne, które rzeczywiście są bliskie temu opisowi, ale to tylko pewna część. I ja takiej fotografii ulicznej nie lubię, nie chcę, aby moje prace takie były.
To jaka jest Twoja fotografia uliczna?
Dążę do tego, aby na swoich zdjęciach ulicznych pokazać też jakieś zjawisko socjologiczne, opowiedzieć o naturze człowieka. Świat się szybko zmienia i warto, aby zdjęcia to pokazywały. To mnie interesuje. Jak na zdjęciach króluje tylko śmieszne efekciarstwo, to mieści się to w kanonie fotografii ulicznej, ale zazwyczaj jest to klisza, odtwarzanie czegoś, co było. No chyba, że ma też ważny, interesujący i głęboki przekaz. Poza tym sama treść się mniej liczy niż subiektywne spojrzenie fotografa. Zatem łatwiej przekazać tu historię w jednym zdjęciu niż w klasycznej fotografii dokumentalnej.
W jaki sposób kształtujesz swoją świadomość, wrażliwość fotograficzną?
Szczerze mówiąc, to nie wiem, czy można w pełni kształtować tę świadomość. Ja mam po prostu pewne cechy umysłu, które gonią za jakimś porządkiem, syntezą, czasem żartem. I to sprawia, że widzę różne kadry i fotografuję. Po prostu jestem ciekaw świata, dużo czytam, oglądam, to zdecydowanie może pomóc.
Skąd to się bierze?
Mogę tylko przypuszczać, to taka moja teoria. Czytam sporo książek na temat neurobiologii i działania ludzkiego mózgu. Jedną z podstawowych cech umysłu ludzkiego jest próba przewidywania i kojarzenia różnych faktów. U mnie ta cecha się rozwinęła dobrze i muszę kojarzyć rzeczy, które pozornie są od siebie daleko, tworząc skróty myślowe. Wydaje mi się, że podobnie to działa u wielu fotografów, chociaż może nie artykułują tego w taki sposób jak ja.
Co dla Ciebie jest najtrudniejsze w fotografii ulicznej?
Obecnie największą trudność sprawia mi znalezienie czasu na zdjęcia.
A jak już ten czas znajdziesz?
Trzeba uchwycić ten specyficzny moment nakręcenia się na zdjęcia. Gdybym teraz wstał, wyszedł na ulicę z aparatem, to zapewne nic ciekawego bym nie sfotografował, bo w tej chwili nie mam odpowiedniego nastroju, nie jestem nakręcony. Muszą się złożyć razem wszystkie czynniki. Zazwyczaj wygląda to tak, że idę robić zdjęcia i powoli się rozkręcam. Coś tam gdzieś zauważę, dostrzegę, spróbuję uchwycić i już zaraz potem aktywuje się cały proces, kiedy nagle czujesz, że to będzie ten dzień. Sam wewnętrznie się nakręcam i już idzie z górki.
Jak wprowadzić się w taki stan?
Nie wiem, nie mam jakiegoś określonego sposobu. Wiem natomiast, co mi w tym przeszkadza. Nie mogę mieć za dużo rzeczy ze sobą np. parasola czy ciężkiego plecaka. Dużą rolę odgrywają też wygodne buty. Jak wybieram się na spacer z aparatem, to ograniczam rzeczy do minimum. Zostawiam w domu portfel, biorę tylko klucze i aparat. Jak potrzebuję coś kupić, to płacę telefonem.
Skoro idziesz w taki minimalizm, to pewnie Twoja postawa rzutuje też na aparat. Aparat potrafi Ci przeszkadzać robić zdjęcia?
Aparat powinien być prosty w obsłudze, bez zbędnych „przeszkadzajek”, bez zoomu, z prostym paskiem, z odpowiednio dobraną długością. Aparat nie powinien przeszkadzać w robieniu zdjęć. Mój mi nie przeszkadza.
Wielu ludzi obawia się fotografowania ludzi. Nie masz z tym problemu?
Kiedyś miałem opór przed fotografowaniem ludzi, bałem się ich, czułem, że mogę coś zrobić źle, że ktoś na mnie krzywo popatrzy, będzie mieć pretensje. To już dosyć dawno puściło.
Co Ci pomogło przełamać strach przed ludźmi w fotografii ulicznej?
Trzeba sobie uświadomić, że tak naprawdę nie robisz fotografią uliczną nikomu krzywdy, a ludzie zazwyczaj są nastawieni pozytywnie. Pomyśl nad tym wszystkim. To Twój aparat, masz pełne prawo zrobić zdjęcie tym ludziom. Świat widziany przez moje oczy to mój świat. Dlaczego ja nie mam prawa tego sfotografować? Przecież ja nic innego nie robię, tylko rejestruję coś, co już i tak uchwyciłem na mojej siatkówce oka. Poza tym, w dzisiejszych czasach, na każdym kroku napotykamy na monitoring. Google wie o nas prawie wszystko, a sztuczna inteligencja dużych korporacji niekiedy potrafi lepiej opisać nasz charakter, upodobania i cechy niż my sami. Co to zmieni, że ja zarejestruję rzemieślniczo tę jedną, skromną klateczkę? Trzeba to oswoić, zracjonalizować, trochę jak w terapii poznawczo-behawioralnej. A potem próbować!
Mówisz, że ludzie zazwyczaj są nastawieni pozytywnie. Nigdy nie miałeś żadnej nieprzyjemnej sytuacji, gdy kierowałeś swój obiektyw w twarze ludzi?
Miałem raz dosyć wesołą historię, która wydarzyła się na placu Dominikańskim we Wrocławiu, tuż obok Galerii Dominikańskiej. Zobaczyłem dwudziestoparoletniego chłopaka, który trzymał w ustach bilet. Odruchowo od razu zrobiłem mu zdjęcie, wtedy jeszcze aparatem na kliszę, zatem nie mogłem mu nawet pokazać, jak to zdjęcie wyszło. Chłopak mnie zauważył i ewidentnie mu się to nie spodobało. Zażądał skasowania zdjęcia i zapowiedział, że jeśli nie zrobię tego, to wezwie policję. Nie był to na szczęście typ człowieka, z którym nie da się logicznie argumentować. Wziąłem go na bok i wyjaśniłem, że zajmuję się fotografią uliczną, chodzę po mieście i próbuję coś tam złapać. Pomyślał trzy sekundy i mówi: „A, to przepraszam. Możesz nawet opublikować to zdjęcie”.
Tyle lat fotografowania i to wszystko?
Miałem jeszcze kilka sytuacji. Jedną w Kornwalii, gdzie byłem razem z Pawłem Piotrowskim. Fotografowałem na plaży, gdzie było pełno dzieci. W pewnym momencie podeszła do mnie kobieta i zapytała, czy robię zdjęcia jej dzieciom. Lekko zamarłem, bo na Wyspach trochę inaczej się patrzy na facetów robiących zdjęcia dzieciom. Byłem przekonany, że zaraz mnie oskarży o pedofilię. Powiedziałem jej, że fotografowałem tylko cienie tych dzieci. Kobieta przyjęła wyjaśnienie, a zdjęcie trafiło nawet na wystawę do Leica Gallery w Warszawie.
Kolejna historia była potencjalnie najbardziej niebezpieczna. Na placu Jana Pawła II we Wrocławiu dostrzegłem trzech dobrze zbudowanych młodzieńców w szerokich dresach, którzy w środku dnia stali tam z wielkimi prętami w dłoni. Widok był niecodzienny i czułem, że muszę zrobić zdjęcie. Miałem ze sobą dwa aparaty, szybko przeliczyłem w głowie, ile mogę potencjalnie stracić. Wyszło jakieś 12 tys. To mnie jednak nie zatrzymało. Chciałem początkowo zrobić zdjęcie dokładnie naprzeciwko nich, a następnie od razu uciec na drugą stronę ulicy. Na szczęście nie wcieliłem tego planu w życie. Zrobiłem zdjęcie z innej strony, tak, aby mnie nie zobaczyli. Nie wyszło tak dobrze, jak chciałem, ale uchwyciłem jeszcze dziadka z laską, który stał obok nich. Nie było to idealne zdjęcie, ale wydaje mi się, że gdybym zrobił to idealnie, to zauważyliby mnie i pręty poszłyby w ruch.
Od przeszłości przejdźmy do przyszłości. Jak Twoim zdaniem rozwinie się ten rodzaj fotografii?
Nie chcę oceniać fotografii ulicznej, czy zmieni się na lepsze, czy na gorsze. Ten gatunek fotografii jest dosyć zachowawczy, zmiany następują powoli. Jest dużo kliszy, kopii, ludzie pokazują to samo. Brakuje świeżości. Być może sytuację zmieni jakaś nowinka technologiczna jak aparaty Leica w latach 30. Może to sprawi, że powstanie nowy gatunek fotografii ulicznej. Pełno jest niewyeksplorowanych miejsc i dziedzin, sporo pomysłów na nowe aparaty. Firmy próbują pokazać coś nowego jak np. moduły Sony QX100 i QX10, ale póki co niewiele z tego wychodzi. Myślę jednak, że idzie to w dobrym kierunku i z czasem pojawi się coś, co zmieni fotografię. Na to liczę.