Przyjdź na spotkanie! Podczas tegorocznej Fujikiny w Warszawie Karolina i Rafał poprowadzą spotkanie „Daleko od komfortu. Film i fotografia w warunkach granicznych” w sobotę 13 czerwca o 16:00.
Dlaczego postanowiłaś zostać fotografką?
Wyszło to zupełnie przypadkiem. Zaczęłam interesować się fotografią, kiedy tata dał mi swojego Zenita, miałam wtedy 18 lat. Byłam bardzo zamkniętym, introwertycznym dzieciakiem, aparat dawał mi przepustkę do opowiadania o swoim świecie. Ale wtedy to było czyste hobby. Wszystko zmieniło się, gdy moja mama zachorowała na raka. W Warszawskiej Szkole Filmowej profesor Jarnuszkiewicz pokazał mi fotografię od strony emocjonalnej. I że fotografia to nie tylko ładne zdjęcia, ale historia, opowiadanie.
Koniec szkoły zbiegł się ze śmiercią mojej mamy. Fotografia przekształciła się wtedy w coś bardzo autoterapeutycznego. Przerzuciłam się na zdjęcia czarno-białe i tworzyłam sploty swoich emocjonalnych przeżyć. Z tym portfolio poszłam na Filmówkę i dostałam się za pierwszym razem. Wtedy dotarło do mnie, że fotografia to jest coś, co bardzo chciałabym w życiu robić.
Co było dla Ciebie punktem zwrotnym?
Przełomem był cykl zdjęć, który powstał znów dla mnie, i nie chciałam go nikomu pokazywać. To był „Autoportret z matką”, który powstał w 2012 roku. To było absolutnie osobiste, ani przez chwilę nie pomyślałam, że ktokolwiek może się z tym utożsamić. Na Filmówce często nam powtarzano, że zdjęcie mówi więcej niż tysiąc słów, że kadry muszą być piękne i wystudiowane. A ja nigdy nie byłam mistrzynią w pięknych, wystudiowanych kadrach. Natomiast zawsze opowiadałam historie.
Poszłam do domu babci w czwartą rocznicę śmierci mojej mamy. Było strasznie zimno, więc zajrzałam do szafy, w której trzymałam rzeczy mamy, i założyłam jej płaszcz. Pierwszy raz od czterech lat poczułam niesamowitą ulgę. To było bardzo mistyczne doznanie. Popatrzyłam na tę szafę i dokładnie pamiętałam, kiedy mama nosiła poszczególne rzeczy, bo miała ich niewiele. Zrobiłam więc cykl zdjęć, w którym ubieram stroje mojej mamy. Moja siostra napisała teksty. Działo się to w domu mojej babci, więc to historia kilku pokoleń kobiet.
Pokazałam ten cykl na Filmówce. Powiedzieli, że muszę zrobić z tego licencjat. I zrobiłam. Później przyszła wystawa dyplomowa. Zdjęcia wylądowały w Bunkrze Sztuki, na Miesiącu Fotografii i w „Wysokich Obcasach”. Punktem zwrotnym byli tak naprawdę odbiorcy tego cyklu. Nie spodziewałam się tylu wiadomości, maili i komentarzy od ludzi, którzy również przeżywali żałobę i utożsamiali się z tymi zdjęciami, mimo że to są proste fotografie, które nie funkcjonują bez tekstu. To było dla mnie przełomowe. Zaczęłam zupełnie inaczej myśleć o fotografii.
Ważne było też otrzymanie World Press Photo. Projekt „Reborn”, o lalkach, które wyglądają jak prawdziwe dzieci, poszedł w świat i zobaczyło go dużo osób. Cieszy mnie to, że lalki budzą dziś większe zainteresowanie psychologów, i zaczyna się na nie patrzeć jak na przedmiot terapeutyczny, a nie jak na coś dziwnego.
Który z Twoich projektów uważasz za najważniejszy?
„Autoportret z matką” był pierwszym i przełomowym, ale każdy projekt jest dla mnie bardzo ważny, bo każdy odsłania inną stronę straty. Zazwyczaj długo pracuję nad tematami i dużo czasu poświęcam bohaterom, bo chcę ich lepiej poznać i chcę, żeby oni poznali mnie. Dużo opowiadam o swoich przejściach, bo to jest ważne. Jeśli chce się stworzyć dobry, długoterminowy cykl i być szczerym, trzeba być też szczerym z bohaterami.
Oczywiście pracuję zawodowo i robię zlecenia dla magazynów, ale nie jestem fanką takiego stylu pracy. Mam wrażenie, że pojawiam się i znikam w życiu tych ludzi, a te historie zostają ze mną. Chętnie pociągnęłabym wiele tych reportaży jako projekty, ale życia by mi nie starczyło.
O czym będzie Twój kolejny projekt?
Pracuję nad projektem, o którym myślałam od wielu lat. Chodzi o Górny Śląsk, bo jestem ze Śląska, jestem córką górnika. Od zawsze chciałam o Śląsku opowiadać, ale kiedy tam żyłam, nie miałam dystansu. Dopiero gdy wyjechałam do Warszawy i zaczęłam wracać, zaczęłam też dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie widziałam. Jedną z nich były górnicze orkiestry dęte i fakt, że wraz z powolnym zamykaniem kopalń będzie zanikać kultura śląska, jeśli nie będziemy o nią dbać.
Opowieść o Śląsku poprzez górnicze orkiestry jest dla mnie o tyle ważna, że łączy górnictwo i muzykę, czyli moich rodziców. Jak będzie wyglądał ten projekt jeszcze nie mogę zdradzać. Chcę jednak tę fotografię rozszerzyć i poeksperymentować z innymi formami. Pierwszy raz to nie będzie projekt stricte fotograficzny.
Co było dla Ciebie ostatnio największym technologicznym zaskoczeniem?
W 2022 roku robiłam „Kolekcję Wrzesińską”. Projekt wymagał bardzo dobrego sprzętu, bo większość zdjęć robiłam w nocy. Testowałam różne aparaty i w końcu kupiłam GFX100S, bo najlepiej radził sobie z wysokimi czułościami, również plastyka obrazu totalnie mnie powaliła. Ostatnio robiłam nim zorzę polarną. Miałam obiektyw GF 55 mm f/1.7, ISO 6400 – zdjęcia wyszły czyste i wyraźne – bez statywu!
O czym będziesz opowiadać podczas nadchodzącej Fujikiny?
Podczas Fujikiny będę występować wraz z mężem, Rafałem Sieradzkim. Razem sporo podróżujemy i ukochaliśmy Laponię. Jeździmy tam na tak zwane „czyszczenie matrycy”, do tego minimalistycznego krajobrazu pozbawionego ludzi. To jest po prostu biała, czysta kartka: mróz, piękne drewniane chaty co kilkanaście kilometrów, w których można odpocząć i się ogrzać, zorze polarne, renifery.
Będziemy opowiadać o fotografii w warunkach ekstremalnych. Mój mąż ma jeszcze większe doświadczenie niż ja, dużo filmował dla National Geographic i Discovery, brał udział w zdjęciach wysokościowych w Tatrach. Będziemy więc rozmawiać o fotografii w warunkach ekstremalnych i o tym, jak dbać o sprzęt. Zmiany temperatur są katastrofalne dla sprzętu. To będzie podróż przez różne piękne rejony i przy okazji opowiemy, jak się sprzętem opiekować, żeby służył jak najdłużej!
www.karolinajonderko.com