Niegdyś opinie na temat aparatów kształtowali głównie dziennikarze i fora tematyczne z opiniami użytkowników. Dekadę temu do tego grona dołączyli youtuberzy, którzy dorzucili do tego element rozrywki, ale sprawili też, że przeciętnemu użytkownikowi znacznie trudniej było oddzielić rzeczowe recenzje od marketingu. Jednak nawet i oni nie spodziewali się tego, co nadejdzie po nich. Od paru lat aparaty „sprzedają” TikTokowe trendy, gdzie kilkusekundowe filmiki influencerów (niekoniecznie związanych z fotografią) potrafią spowodować taki szał na dane modele, iż znikają one z rynku wtórnego, a producenci, na fali popytu reaktywują stare modele w cenach sporo wyższych od pierwotnych.
Ma to swoje dobre i złe strony. Dobra jest taka, że z racji coraz łatwiej przyswajanej formy zainteresowanie fotografią dociera poza hermetyczne grupki zapaleńców, popularyzując ją wśród osób, które w inny sposób być może nigdy by się nią zainteresowały. Internetowe trendy sprawiają też, że na rynku pojawia się coraz więcej oryginalnych konstrukcja i potrafią odwracać losy całego segmentu. To przecież głównie za sprawą TikToka i Instagrama fotografia analogowa cieszy się dziś rekordowym zainteresowaniem, a na rynku pojawiają się pierwsze współczesne aparaty na film - rzecz, która jeszcze kilka lat temu była nie do pomyślenia.
Z drugiej strony, internetowe mody potrafią znacznie ograniczać dostępność, windują ceny a nierzadko też niestety zakrzywiają rzeczywistość. Choć w TikTokowe „odkrycia” łatwo uwierzyć, często to tylko pompowanie bańki, która szybko pryska, gdy użytkownicy na własną rękę stykają się ograniczeniami polecanych konstrukcji. Prosto zachwycić się np. oldschoolowym klimatem starych digicamów, ale potwornie długim czasem startu, mozolną obsługą i akumulatorami wystarczającymi na zrobienie kilkudziesięciu zdjęć - już znacznie trudniej.
Jednym z najmocniej wybijających trendów w ostatnim czasie są właśnie różnej maści kompakty. Od wspomnianych digicamów, poprzez fokusowane na konkretne grupy odbiorców modele współczesne, aż po konstrukcje typu digital detox, łączące funkcjonalność proste cyfrowej małpki z doświadczeniem pracy z analogiem. Czy warto poświęcam im większą uwagę? Żeby pomóc Wam w decyzji, wspólnie ze sklepem cyfrowe.pl przeglądamy najpopularniejsze kompaktowe modele dostępne na rynku, dzieląc się naszymi spostrzeżeniami.
Viralowe kompakty - przegląd rynku
Ostatnia odsłona serii G i aparat, który najwyraźniej wyprzedził swoje czasy. Odkryty ponownie przez Gen Z w 2025 roku bije rekordy popularności, kosztuje drożej niż w dniu swojej premiery w 2018 roku i doczekał się nawet edycji specjalnej, przygotowanej z okazji 30-lecia serii PowerShot.
Czy jednak jest sens kupować prawie 8-letni kompakt? Jeśli nie liczysz na „kinowe" możliwości trybu wideo i bardzo długi czas pracy na baterii, G7 X Mark III prawdopodobnie nadal będzie w stanie zaspokoić większość twoich potrzeb. Wyposażony w stosunkowo dużą, 1-calową matrycę 20 Mp w technologii warstwowej dostarcza niezłej jakości obrazu i oferuje superszybki tryb seryjny oraz wydajny autofokus Dual Pixel. Obiektyw o ekwiwalencie 24-100 mm oferuje z kolei dużą swobodę kadrowania - od szerokich scen po ujęcia portretowe i dalekie zbliżenia.
Do tego świetny dotykowy interfejs, odchylany ekran, mocna lampa błyskowa, całkiem duże możliwości manualne kontroli parametrów i tryb wideo 4K 30 kl./s i Full HD 120 kl./s wraz z możliwością podłączenia zewnętrznego mikrofonu i streamingu na żywo. Nie oferuje tak zaawansowanych kodeków jak nowy V1, ale jeśli potrzebujecie po prostu alternatywy dla smartfona do nagrywania rolek, robienia fotek na imprezach i dokumentowania codziennego życia, to nadal ciekawa, choć nieco przesadnie wysoko wyceniona opcja. Warto jedynie pamiętać, że obiektyw 24-100 mm może być jednak za wąski jak na dzisiejsze trendy w temacie vlgowania.
Pozycja głośno komentowana w zeszłym roku wśród „twórców contentu”. Nie bez powodu. To bowiem wreszcie vlogerski kompakt zrobiony naprawdę dobrze, a zarazem jedna z najtańszych a na pewno najbardziej sensownych opcji na wejście w świat nieco bardziej jakościowych materiałów wideo.
Dzięki dużej (format analogiczny do 4/3) matrycy i 10-bitowemu, skalowanemu z rozdzielczości 5,7K zapisowi w kodekach wysokiej jakości, aparat dostarcza bardzo dobrze wyglądający obrazek, a wbudowany mikrofon kierunkowy niweluje konieczność korzystania z zewnętrznych rejestratorów. Oferuje też aktywne chłodzenie, które pozwoli na realizację długich streamów oraz zaawansowany system AF i obiektyw o bardzo użytecznym zakresie 16-50 mm. Obecnie zdecydowanie najlepszy kompakt do wideo, jeśli jednak myślicie głównie o fotografii warto pamiętać, że nie posiada on wbudowanej lampy błyskowej.
Druga odsłona vlogerskiego kompaktu Sony to prawdopodobnie najmocniejsza konkurencja dla wspomnianego wyżej Canona V1. Względem pierwszej generacji otrzymała wreszcie szerszy obiektyw, pełnoprawną obsługę dotykową i usprawniony mikrofon. ZV-1 II jest też aparatem fantastycznie kompaktowy, który można zmieścić do kieszeni.
Niestety jest to również aparat drogi, jak na swoje możliwości, które niestety ustępują większości konkurencji. Główne minusy to ciągle tylko 8-bitowy tryb wideo, brak stabilizacji optycznej (tylko stabilizacja cyfrowa zawężająca pole widzenia), tendencje do przegrzewania, przeciętna wydajność bateriii brak złącza słuchawkowego. Z racji braku mechanicznej migawki nie będzie też idealnym wyborem do fotografowania.
Ostatni kompaktu z kultowej w swoim czasie kompaktowej serii RX100 od ponad 6 lat nie doczekał się następcy. Jednym z powodów była z pewnością pikująca sprzedaż kompaktów (trend ten odwrócił się dopiero ostatnio), ale powiedzmy sobie szczerze - następca zwyczajnie nie był tu potrzebny. Mimo tylu lat na karku to bowiem ciągle najbardziej zaawansowany kompakt z 1-calową matrycą na rynku.
Sony RX100 VII to bezpośredni konkurent Canon G7 X Mark III i oferując bardzo zbliżona specyfikację może być bardzo atrakcyjną propozycją dla tej samej grupy odbiorców. Z konkurencją spod znaku Canona wygrywa jednak dłuższym zakresem obiektywu (do 200 mm), a także… jedynym w tej klasie sprzętu wbudowanym wizjerem elektronicznym. A to wszystko w zupełnie kieszonkowej formie o wymiarach 102 x 58 x 43 mm.
Nie jest to jednak aparat bez wad. Po niemal 7 latach od premiery w oczy rzuca się m.in. mocno ograniczona kontrola dotykowa, nieintuicyjny układ menu, ograniczenia zapisu 4K, przeciętna wydajność baterii i dość ciemny obiektyw, który niezbyt dobrze radzi sobie w słabszym świetle. W końcu, to model który mimo upływu lat ciągle utrzymuje bardzo wysoki pułap cenowy.
Eksperymentalny wybryk Fujifilm i jeden z najbardziej oryginalnych kompaktów, jakie powstały. X-Half stara się przełożyć ideę analogowego aparatu półklatkowego na język cyfry. Oferuje typowo analogowy workflow z fizyczną „wajchą naciągu filmu”, konieczność oczekiwania na zobaczenie wykonanych zdjęć i i jako jedyny aparat na rynku ma matrycę ustawioną pionowo. To wszystko okraszone pięknym designem i popularnymi symulacjami filmów Fuji.
Fotografowanie X-Halfem to świetna zabawa i powrót do beztroskich czasów kompaktowych małpek. Niestety niekiedy to również sporo frustracji. Aparat jest powolny, ma stosunkowo ciemny obiektyw, mało wydajną lampę błyskową, nie posiada stabilizacji i nie powala też jakością wykonania. Może dać sporo satysfakcji, ale warto zdawać sobie również sprawę z jego ograniczeń.
Kompakt klasy premium, który znikał ze sklepowych półek zanim jeszcze się na nich pojawił. Fujifilm X100VI to chyba najlepszy przykład tego, jak internetowa mania może wpłynąć na dostępność i cenę sprzętu. Czy była to mania uzasadniona?
Seria X100 to zdecydowanie jedne z najciekawszych (i najładniejszych) kompaktów segmentu premium, które przez lata upodobali sobie zwłaszcza dokumentaliści i fotografowie uliczni. To więc konstrukcja kierowana do konkretnej niszy, w której sprawdza się naprawdę dobrze. Co więcej, jako 6. aparat z serii jest to już także konstrukcja w pełni dojrzała, która zarazem wprowadza linię X100 do świata wysokich rozdzielczości (matryca 40,2 Mp) i jako pierwsza oferuje system stabilizacji.
A wady? Przeciętna wydajność baterii i powolny silnik AF w obiektywie, który potrafi utrudniać dynamiczną pracę. To jednak nadal jeden z najlepszych aparatów kompaktowych na rynku. Zdecydowanie nie jest to jednak konstrukcja do vlogowania.
Święty graal fotografów ulicznych i dla wielu kompakt ostateczny, który w miniaturowym, dyskretnym i niepozornym korpusie zamyka zaskakująco dużą matrycę (format APS-C) oraz rozbudowaną, sprytną ergonomię, pozwalająca błyskawicznie reagować w praktycznie każdej sytuacji. O praktyczności tej konstrukcji nie ma co dyskutować. Dziedzictwo serii GR sięga 1996 roku, a jej głównym przeznaczeniem od początku była właśnie ulica. Przez 30 lat producent dopracował tę konstrukcję w zasadzie do perfekcji.
Czwarta odsłona cyfrowego wcielenia serii GR zmienia niewiele w zakresie ergonomii i samych możliwości, ale otrzymuje bardziej dopracowaną optykę i nowocześniejszą matrycę z układem stabilizacji oraz wreszcie naprawdę pojemną pamięć wewnętrzną (53 GB) i usprawnioną łączność z nową, wygodną aplikacją mobilną.
To aparat, w którym naprawdę trudno doszukać się wad. Zainteresowani powinni jednak wziąć pod uwagę dwie kwestie. Podobnie jak Fujifilm X100VI, to aparat oferujący stałą ogniskową, co choć jedni uwielbiają, drudzy mogą uznać za ograniczenie. Dodatkowo ogniskowa 28 mm może być dla niektórych nieco zbyt szeroka (tym polecamy skierować się do starszego modelu GR IIIx z obiektywem 42 mm).
Model przywrócony z zaświatów na fali rosnącej popularności kieszonkowych kompaktów. Jego główne zalety to miniaturowe wymiary i prosta obsługa, ale warto pamiętać, że ten aparat miał swoją oryginalną premierą w 2016 roku.
Canon IXUS 285 HS A oferuje 20-megapikselową matrycę oraz obiektyw zoom o imponującym zakresie 25-300 mm. Z racji niewielkiego rozmiaru matrycy (1/2.3″) oraz dość ciemnego obiektywu f/3.6-7 bez użycia lampy błyskowej raczej nie ma co liczyć na jakość w słabym świetle. Bazuje też na systemie AF starego typu (detekcja kontrastu) i nie oferuje obsługi dotykowej. To jednak jeden z najtańszych aparatów w tym zestawieniu i przy swoich gabarytach może być ciekawą propozycją na niezobowiązujący aparat „imprezowy".
Kolejny kieszonkowy kompakt typu superzoom sprzed lat, który przeżywa chwile popularności. To aparat zbliżony możliwościami do IXUS-a, ale nowszy (premiera w 2018 roku), wyposażony w jeszcze dłuższy zoom (24-960 mm), szybszy procesor (zdjęcia seryjne do 10 kl./s) i odchylany ekran. Ma też nieco bardziej rozwiniętą ergonomię, z szybszym dostępem do poszczególnych funkcji.
Podobnie jak IXUS, będzie kiepsko radził sobie w słabym świetle, a ze względu na rozmiar matrycy nie należy też liczyć na świetną jakość zdjęć. Może być jednak ciekawą propozycją na aparat „wycieczkowy”, gdzie ekstremalny zoom pozwoli uchwycić każdy odległy detal, a odchylany ekran ułatwi robienie selfie.
Kolejna konstrukcja starająca się wykorzystać modę na niewielkie kompakty. Choć ma nową nazwę, to w większości ten sam aparat, co model TZ95, zaprezentowany oryginalnie w 2019 roku. Jedyne nowości to złącze USB-C (ale nadal w standardzie 2.0) oraz unowocześniony moduł Bluetooth.
Lumix TZ99 to główna konkurencja dla wspomnianego wyżej PowerShota SX740 HS, czyli aparat starający się zaoferować jak największą wszechstronność obiektywu w jak najmniejszym body. Na pokładzie 20-calowa matryca (rozmiar 1/2.3”) i obiektyw 24-720 mm. Nieco krótszy niż u Canona, ale za to Lumix oferuje także wizjer elektroniczny, funkcje dotykowe ekranu i umożliwia fotografowanie w formacie RAW. Jest też nieco przystępniej wyceniony.
Najlepiej sprzedający się aparat w Japonii i najtańszy model w tym zestawieniu. W ostatnim miesiącach szturmem wziął media społecznościowe. Czy rzeczywiście jest tak dobry? Nie oczekujcie po nim zbyt wiele w zakresie wydajności, ale to jedna z najmniejszych i najbardziej przystępnych opcji na uzyskanie obrazka zbliżonego wyglądem do starych cyfrówek.
Kodak PixPro FZ55 bazuje na 16-megapikselowej matrycy w rozmiarze 1/2.3” i obiektywie 28-140 mm f/3.9-6.3, pozwalając na fotografowanie z prędkością 5 kl./s. Nie ma RAW-ów, nie jest demonem prędkości i oferuje bardzo prostą ergonomię. Jeśli jednak nie macie zbyt wysokich oczekiwań, będzie jednym z najbardziej racjonalnych wyborów na snapshotowe dokumentowanie chwil oraz imprezowe fotki z Flashem.
W ostatnim czasie sporą popularnością cieszą się także proste, cyfrowe kompakty bez ekranu, takie jak Flashback One, Camp Snap czy Paper Shoot, gdzie cała obsługa sprowadza się do wciśnięcia spustu migawki. To urocze urządzenia, które starają się imitować doświadczenie fotografowania analogowym aparatem jednorazowym - zarówno pod względem ergonomii, jak i uzyskiwanych efektów.
Aparaty tego typu celują w estetykę lo-fi i często kuszą dodatkowym twistem, jak „pokrętło naciągu filmu” czy konieczność oczekiwania na „wywołanie” zdjęć w dedykowanej aplikacji. To zdecydowanie ciekawa propozycja na fotograficzna zabawę i detoks od smartfona i w większości przypadków także rozsądnie wyceniona, ale należy pamiętać, że wszystkie konstrukcje tego typu bazują na bardzo małych matrycach i będą oferowały gorszą jakość obrazu od większości standardowych kompaktów. Zwykle dysponują też słabszą lampą błyskową. Ich zaletą jest natomiast to, że są stosunkowo niedrogie.
Zainteresowanie kompaktami naturalnie rozgrzewa rynek wtórny, na który trafiają całe masy aparatów sprzed 20 lat. Z racji tego, że w tamym okresie kompakty przeżywały swój największy boom, do kupienia znajdziemy najprzeróżniejsze konstrukcje tego typu. Możemy więc trafić zarówno na modele bardzo podstawowe, jak i naprawdę zaawansowane, uchodzące wtedy za klasę premium. Przed zakupem warto więc zrobić dokładny research na temat danego aparatu.
Niezależnie jednak od typu aparatu, możemy być niemal pewni kilku kompromisów, z którymi będziemy się musieli pogodzić się, decydując się na konstrukcję "z epoki”. Wszystkie modele z tamtego okresu dzieliły bowiem między sobą podobne wady. Przede wszystkim będą to sensory CCD, które choć potrafią oczarować specyficznym sposobem reprodukcji, to jednak charakteryzują się niską czułością i bardzo słabo wypadają w gorszym świetle. W większości trudniejszych sytuacji będziemy więc w całości zdani na lampę błyskową. Poza tym, to powolne systemy AF, ekrany o niskiej rozdzielczości, ślamazarna obsługa, brak szybkich funkcji łączności oraz przeciętna wydajność akumulatorów.