Panasonic Lumix L10 - nowy gracz na rynku kompaktów premium

Panasonic świętuje 25 lat marki Lumix i prezentuje swój najbardziej zaawansowany (i najładniejszy!), kompakt premium. Czy L10 to dziś najlepszy podróżniczy aparatów na rynku?

Skomentuj Kopiuj link
Posłuchaj
00:00

Nowy kompakt to duchowy następca wygaszonej na długo linii Lumix LX, czyli aparatów zgrabnych, poręcznych, ze stosunkowo dużą matrycą 4/3 i uniwersalnym, jasnym zoomem. Zaprezentowany właśnie L10 to więc następca LX100 z 2014 roku, ale dobrze znaną formułę wypełniono już nowymi podzespołami. 

Sercem aparatu jest 26-milionowy sensor BSI CMOS (4/3), a więc ten sam co w GH7, ale obsługiwany teraz przez najnowszy procesor, z którego korzysta topowy S1RII. A to oznacza, że mamy już do czynienia z aparatem zupełnie innej klasy, m.in. z fazowym AF (779 punktów) i nowoczesnymi systemami detekcji i śledzenia obiektów.

Nowy procesor ma też zapewniać lepsze niż w GH7 i G9II przetwarzanie obrazu, z szerszym zakresem dynamicznym i najnowszym „color science” Lumix. To też lepsza wydajność, która objawia się m.in. w postaci zdjęć seryjnych do 30 kl./s.

Pojawiają się też nowe „analogowe” style obrazu, w tym L.Classic, z miękkimi tonami i stonowaną kolorystyką, który ma tworzyć subtelny, delikatny klimat, oraz L.ClassicGold, z ciepłymi, bursztynowymi światłami i „nostalgicznym kontrastem”.

Niewymienny, stabilizowany obiektyw nie zmienia parametrów. Leica DC Vario-Summilux to nadal ekwiwalent standardowego 24-75 mm o dużej jasności f/1,7-2,8. Producent twierdzi, że został on usprawniony, nie zdradzając jednak, czy chodzi o samą konstrukcję optyczną, czy też jego mechanikę. Mamy w każdym razie nadzieję, że start i zoomowanie choć trochę przyspieszyły.

Podobnie jak w LX100, obiektyw nie kryje w pełni sensora, co daje zapas do fotografowania w różnych formatach (np. 3:2, 1:1 czy 16:9, wybieranych pierścieniem na obiektywie), z zachowaniem tej samej rozdzielczości, ok. 20 Mp.

Zaprojektowany w „dalmierzowym stylu”, L10 jest nadal mały i stosunkowo lekki (508 g), ale solidny (obudowa wykonana została w całości ze stopów metalu). Aparat będzie dostępny w trzech wersjach kolorystycznych: czarnej, srebrnej oraz limitowanej edycji jubileuszowej Titanium Gold – z bardzo subtelnym brandingiem (tylko na tylnej ściance), wykończeniem imitującym skórę Saffiano i stylistycznie dopasowanym layoutem menu.

Przewidziano również dedykowane akcesoria, w tym miękki spust, osłonę przeciwsłoneczną i pasek na ramię. Przewidziano również dedykowane akcesoria, w tym miękki spust, osłonę fotograficzną i pasek na ramię. Producent już zastrzega, że edycja Titanium Gold będzie dostępna w ograniczonej dystrybucji i głównie za pośrednictwem oficjalnego sklepu internetowego Panasonic.

Cieszy obecność wizjera, z którego producent zrezygnował np. w nowej wersji kompaktów TZ99/200 (nie ma go też kompaktowy S9). Tu zastosowano nieduży (0,74x, 2,36 Mp), ale jasny panel OLED. Odchylany do boku ekran ma ułatwiać filmowanie, choć pod tym względem L10 wypada raczej skromnie.

Oferuje co prawda 10-bitowy zapis 5.2K open-gate (4K/120) oraz funkcję REAL TIME LUT (umożliwia użytkownikom wgrywanie własnych tabel LUT), ale nie znajdziemy tu np. wyjścia mikrofonowego czy słuchawkowego oraz bardziej zaawansowanych funkcji wspierających filmowanie. Jest za to kodek MP4 Lite, co potwierdza, że producent postawił tu przede wszystkim na możliwość szybkiego „gradingu” i publikacji klipów w social mediach.

Wersje czarna i srebrna zostały wycenione na 1499,99 dol., a limitowana Titanium Gold będzie o 100 dolarów droższa.

Komentarze
logo logo
Magazyny
Zamów