Yashica Tank - kompaktowy digicam za 400 zł. Zastanów się dwa razy (albo lepiej trzy)

Yashica prezentuje kolejny kompakt - tym razem w klimacie kompaktowych digicamów z końca lat 2000. Jest zgrabny, naprawdę tani i ma nawet odchylany ekran, ale czy na pewno jest ci potrzebny?

Skomentuj Kopiuj link
Posłuchaj
00:00

Jeśli jakimś cudem jeszcze tego nie wiecie, za sprawą tik-tokowych trendów najgorętszym obecnie fotograficznym towarowem są stare, proste cyfrowe kompakty, które - wydawałoby się - na dobre już pożegnaliśmy. W sumie nie ma się czemu dziwić, w dobie algorytmów AI i zakrzywiających rzeczywistość systemów przetwarzania w smartfonach, stare aparaty oferują nostalgiczny powrót do bardziej naturalnej i niezobowiązującej zabawy z fotografią.

Nic więc dziwnego, że na pociąg o nazwie „stare digicamy” próbują załapać się również producenci aparatów, którzy np. wznawiają zatowarowanie blisko 10-letnich modeli. Z kolei królem sprzedaży na japońskim rynku od pewnego czasu pozostaje Kodak PixPro FZ55 - aparat tak budżetowy, że o jego premierze nawet nie wiedzieliśmy.

Yashica Tank wygląda zachęcająco, ale jej możliwości prawdopodobnie rozczarują

Teraz na ten kawałek tortu próbuje załapać się także Yashica, która choć kojarzy się dobrze, to ze starą Yashicą dzieli tylko nazwę i współcześnie produkuje aparaty, które zakwalifikowalibyśmy do kategorii „scamera” - tanich cyfrówek, które udają coś więcej niż sobą reprezentują. Czy nowa Yashica Tank to coś więcej?

Yashica Tank oferuje schludny, kompaktowy design (10 x 5 x 5,5 cm), przypominający kompakty z okolicy 2010 roku. Do tego prostą, wygodną ergonomię i nawet odchylany ekran. Do tego 12-megapikselowa matryca i jasny szerokokątny obiektyw 22 mm f/1.8. Jednym słowem w sam raz do kieszeni czy torebki na niezobowiązujące zdjęcia z imprez czy spotkań z przyjaciółmi.

Pozostaje jedynie kwestia jakości i wydajności. Matryca ma rozmiar 1/2.8”, czyli mniej więcej taki, jaki widywaliśmy w smartfonach z pierwszej połowy poprzedniej dekady. Takiej też jakości możecie się po niej spodziewać. Prawdopodobnie otrzymamy względnie ostre i dobrze wyglądające zdjęcia w świetle dziennym, ale w gorszych warunkach możemy się już mocno rozczarować. Co prawda na pokładzie znajduje się lampa błyskowa, ale to lampa LED - dużo mniej wydajna od mocnych ksenonowych flashy, z którymi kojarzymy stare kompakty.

Do tego bardzo niska rozdzielczość ekranu (360 x 640 px) i pytania o kulturę pracy. Choć oczywiście nie mieliśmy okazji jeszcze sprawdzić aparatu w praktyce, to większość tego typu „aparatów z Aliexpress” odznacza się powolną obsługą, kiepską baterią, lagami i mocnym opóźnieniem migawki, które często psują radość z fotografowania.

Yashica Tank to więc raczej zabawka z najniższej możliwej półki cenowej. Ładnie wygląda i może zaoferować parę chwil nostalgicznej zabawy, ale efekty zapewne okażą się dużo gorsze od naszych oczekiwań. Z pewnością dużo lepszym wyborem w tym temacie będzie po prostu zakup starego kompaktu z matrycą CCD z rynku wtórnego. Fakt, te również nie będą szybkie i mogą na przykład wymagać wyposażenia się w stare karty CF, ale przynajmniej otrzymacie dokładnie taki obrazek, jakiego poszukujecie oraz lampę błyskową, która wypełni światłem cały ogródek i spowoduje kilkusekundową ślepotę u fotografowanych.

Cena i dostępność

Yashica Tank trafia na rynek w cenie 798 dolarów hongkońskich, czyli ok. 370 zł. Na razie nie wiemy czy aparat będzie dostępny także na polskim rynku.

Więcej informacji znajdziecie na stronie yashica.com.

Komentarze
Przeczytaj także
Zobacz więcej z tagiem: Yashica
logo logo
Magazyny
Zamów