Analogowa zabawa bez analogowych kosztów. Przetestowałem prototyp Rewindpix

Czy cyfrowy kompakt może skutecznie imitować wygląd analogowych zdjęć? A przynajmniej wrażenie obcowania z tradycyjnym aparatem? Aby się o tym przekonać przetestowałem Rewindpix - najnowszego i najciekawszego przedstawiciela nowego segmentu „wielorazowych jednorazówek”.

Skomentuj Kopiuj link
Posłuchaj
00:00

Fotografię analogową kocham całym sercem, jednak od dłuższego czasu coraz rzadziej sięgam po analoga. Ze względu na czas i koszta, swoje działania ograniczam zazwyczaj do 2-3 rolek wypstrykanych podczas wakacyjnych wyjazdów, po których i tak zawsze zastanawiam się czy aby na pewno było to warte wydawania setek złotych na filmy, skanowanie itp. Dawno już też odkryłem, że prawie wszystko, czego poszukiwałem w zakresie estetyki zdjęć analogowych, są mi w stanie zastąpić różnego rodzaju aplikacje. Być może nie jest to autentyczne, ale (gdy się wie z czego korzystać) robi robotę i nie mam z tym większego problemu.

Jedyne za czym naprawdę tęsknię, to samo doświadczenie analogowego fotografowania. Brak możliwości bezpośredniego podejrzenia efektów, konieczność bardziej przemyślanego podejmowania decyzji czy w końcu czas, jaki upływa od wykonania do zobaczenia zdjęcia - wszystko to ma w sobie element magii, dzięki któremu po raz pierwszy zainteresowałem się fotografowaniem i który to według mnie w głównej mierze odpowiada za obecny renesans analoga. W czasach smartfonów, które pozwalają nam udostępniać nasze życie na żywo i stale rozpędzającego się krajobrazu social mediów, podświadomie poszukujemy dla tego odskoczni, a wymuszająca spowolnienie fotografia analogowa okazuje się wspaniałym remedium. Nie wszyscy mają jednak tyle cierpliwości, by zostać z nią na dłużej. 

Rewindpix to prosty cyfrowy kompakt udający analoga - jeden z najnowszych trendów na rynku aparatów

Wszystkie te problemy bezbłędnie zidentyfikował „rynek”, który od kilka lat amatorom analogowego pstrykania oferuje konstrukcje zupełnie nowego segmentu: aparatów udających analogi, które zwykle przybierają formę czegoś w rodzaju wspomnianych we wstępie „wielorazowych jednorazówek”. To proste cyfrowe kompakty typu Point & Shoot, które będąc pozbawione ekranu mają imitować wrażenie fotografowania tradycyjną małpką z lat 90. XX wieku - narządzia, jakie przez lata było na podstawowym wyposażeniu każdej rodziny wybierającej się na wakacje. Tylko czy to w ogóle możliwe?

Do tej pory na rynku mieliśmy w zasadzie dwie konstrukcje tego typu, stylowo wyglądający kompakt Flashback ONE35 V2 (który skądinąd także obecnie testujemy) oraz bardziej budżetowy aparat Camp Snap (ten doczekał się niedawno także nieco bardziej rozbudowanej wersji Pro). Obydwie konstrukcje - według użytkowników - mają jednak swoje wady. Oprócz nich, pojawił się także ekstrawagancki Fujifilm X-Half, ale tę konstrukcje pogrzebała z kolei wysoka cena. Dlatego gdy kilka miesięcy temu odezwał się do nas twórca aparatu Xiao Liu, z propozycją beta testów prototypu Rewindpix PS135, z miejsca się zgodziliśmy. To bowiem projekt, który od samego początku wydawał się najbardziej obiecującym z tego typu przedsięwzięć. Liu rozpoznał problemy konkurentów i w swojej konstrukcji postanowił je naprawić, a także zaoferować użytkownikom znacznie większe możliwości kreatywnej zabawy. Ale do rzeczy.

Aparat finalnie trafił do nas pod koniec lutego, na kilka dni przed oficjalnym startem kampanii na Kickstarterze. Recenzja pojawia się jednak dopiero teraz, gdyż jak to bywa z prototypami, cierpią one na choroby wieku dziecięcego. W naszym przypadku była to ciągle crashująca aplikacja mobilna w wersji beta, która jest jednym z filarów działania tego aparatu. Po kilku aktualizacjach firmware’u, aparat stał się jednak w pełni używalny i zaczął przypominać finalny produkt. A producent dorzucił nawet kilka funkcji zaproponowanych przez testerów, co również pokazuje z jakim zaangażowaniem rozwijany jest ten produkt. Tak czy inaczej, bierzcie pod uwagę, że nasze wrażenia bazują na modelu przedprodukcyjnym, mogącym nieco różnić się od aparatu, który finalnie trafi do użytkowników. Twórca obiecuje m.in. jeszcze dokładniejsze odlewy, poprawę stabilności oprogramowania i pomniejszych bugów.

Rzeczą, która od razu Rewindpix wyróżnia się na tle konkurencji jest sama budowa, z wysuwającym się na pierwszy plan dużym, wygodnym celownikiem optycznym. Jeśli bryła aparatu wygląda dla was znajomo, to nie jesteście w błędzie. Korpus mocno inspirowany jest bowiem aparatem Agfa Optima.

Całość sprawia zaskakująco solidne wrażenie. Choć to aparat, który balansuje na pograniczu gadżetu, jest zaskakująco dobrze przemyślany i wygodny. Całość wykonana jest z plastiku, ale grubego i sztywnego, co nie rodzi większych obaw o wytrzymałość. Jak wspomniałem, według twórcy odlewy produkcyjne mają jeszcze zostać poprawione, ale prawdę mówiąc nie ma tu się do czego przyczepić.

Co najważniejsze, korpus nie sprawia wrażenia typowej zabawki i jest naprawdę dobrze dopracowany. Uwagę przykuwa tu zwłaszcza stylowy, metalowy spust migawki, który przede wszystkim jest wygodny, ale który jest także ukłonem w stronę analogowych nerdów, lubiących customizowanie aparatów. Spust możemy bowiem wykręcić i zamienić na drugi, w bardziej stosowanej kolorystyce, który znajdziemy w zestawie (oczywiście na ich miejsce możemy nakręcić dowolny „miękki” spust, jakich setki możemy znaleźć w internecie). Oprócz niego, w pudełku otrzymujemy także śrubokręcik, gdyby kiedykolwiek przyszło nam otwierać komorę baterii i karty pamięci. Niemal na każdym kroku widać, że Rewindpix to bardzo osobisty projekt, czego sam twórca zresztą nie ukrywa.

Kolejnym istotnym elementem budowy jest wspomniany wizjer. Ten jest ogromny i pozwala wygodnie omiatać okiem całą obserwowaną scenę, dzięki czemu staje się zdecydowanie najbardziej komfortowym celownikiem nie tylko wszystkich konstrukcji tego typu, ale większości kompaktów w ogóle. Biorąc pod uwagę konieczność mrużenia oka, by w ogóle coś dojrzeć w konkurencyjnym Flashbacku, ten mały szczegół robi ogromną różnicę. Inną sprawą jest to, na ile dobrze wizjer pokrywa się z ramką kadru.

W przypadku tego typu konstrukcji, wizjer jest tylko swego rodzaju pomocą. Raczej nie ma tu mowy o precyzyjnym komponowaniu kadru, co do milimetra, ale możemy przynajmniej nauczyć się „centrować” kadry. Z racji tego że celownik nie jest umiejscowiony w osi optycznej, zdjęcia będą lekko przesunięte w prawo względem tego, co widzimy naszym okiem. W przypadku portretów i bliższych kadrów warto więc lekko przesunąć aparat w lewo przed dociśnięciem spustu migawki - technika standardowa dla tego typu konstrukcji.

Tak czy inaczej, finalny kadr zdaje się być nieco szerszy, niż to co widzimy w wizjerze (a przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie). Według twórcy Rewindpix oferuje obiektyw o ekwiwalencie 35 mm, co powinno dosyć dobrze odpowiadać wizjerowi z modelu Agfa Optima 335 (gdzie obiektyw miał 40 mm). W praktyce, sądząc po zdjęciach faktyczna ogniskowa wydaje mi się nieco szersza. Ale to generalnie dobrze, bo mamy pewien margines błędu względem tego, co widzimy. Nie należy jedynie kierować się zbytnio ramką paralaksy w wizjerze - nie dość, że w większości sytuacji jest dość słabo widoczna, to nie ma przełożenia na finalny kadr. Po prostu tam jest.

Z kwestii nieco wątpliwych, mamy tu także stopkę akcesoriów. Fajnie, że jest metalowa i wygląda naprawdę solidnie, ale w praktyce nie ma zbytniego zastosowania. Z racji tego, że jest to stopka pasywna (zimna) możemy na niej zamocować co najwyżej zewnętrzną lampę LED (co wydaje się mało praktyczne) czy też kamerkę do rejestracji ujęć FPV (ale to scenariusz jeszcze bardziej niszowy, ograniczony do garstki influencerów). Większego przeznaczenia nie widzi w niej najwyraźniej również sam twórca - w kampanii na Kickstarterze stopka pojawia się głównie w roli „uchwytu” na personalizowane zaślepki. W przyszłości pojawić ma się jednak nakładany na stopkę wizjerek do kadrowania z biodra. Choć nie uważam, żeby był to idealny aparat do streeta, takie akcesorium z pewnością może urozmaicić zabawę.

Mimo prostoty tej konstrukcji, bardzo żałuję, że nie mamy tu jednak do czynienia z gorącą stopką, bo mogłoby to niewiarygodnie rozwinąć możliwości tego aparatu. Rewindpix co prawda oferuje wbudowany flash, ale jest on skuteczny wyłącznie na odlegości typowo portretowe (o tym dalej). Współpraca z zewnętrzną lampą mogłaby mocno zmienić oblicze tej konstrukcji, choć prawdopodobnie wymagałoby to bardziej zaawansowanego układu obrazowania, z możliwością regulacji przysłony, której kompakt ten nie posiada. Liczę jednak, że po sukcesie na Kickstarterze doczekamy się kiedyś jego bardziej rozwiniętej wersji.

Innym elementem, który nie do końca mi siedzi, jest pokrętło „naciągu” filmu. Podobnie jak we Flashbacku czy np. Fujifilm X-Half, po każdym wykonanym zdjęciu musimy tu nim pokręcić - jak w analogowych kompaktach. Sama idea jest świetna i dodaje pozytywną wartość do całego user experience. Chodzi jednak o to, że sam proces kręcenia nie jest zbyt przyjemny. Podczas gdy we Flashbacku wszystko chodzi gładko i przyjemnie cyka, a w Fuji przyjemnie naciągamy dedykowaną wajchę, tutaj napotykamy widoczny opór i zgrzyt plastiku. Do tego sama ząbkowana faktura pokrętła nie jest komfortowa w dotyku. Z dużym prawdopodobieństwem to jednak wyłącznie cecha prototypu. Według zapewnień w finalnym modelu ma to zostać jeszcze dopracowane. Pytanie na ile.

Jak w klasycznym analogu, po każdym wykonanym zdjęciu musimy "przewinąć" film

W konstrukcji Rewindpix widzę jeszcze jedną niewykorzystaną szansę - brak samowyzwalacza czy trybu długich ekspozycji. Proste boki, które umożliwiają wygodne postawienie aparatu na przykład na murku, ale i obecność gwintu statywowego, aż się o to proszą. Być może jednak doczekamy się ich wraz z kolejnymi aktualizacjami softu czy aplikacji.

W końcu, Rewindpix jako jedyny z aparatów tego typu pozwala na nakręcanie filtrów kołowych (w rozmiarze 43 mm). Standardowo aparat otrzymujemy z filtrem UV, który pełni głównie kwestię wizerunkową. Nie wpływa bowiem na wygląd zdjęć, a biorąc pod uwagę miniaturowy obiektyw, niespecjalnie ma też co chronić. Zawsze to jednak nieco mniej obaw podczas zabierania aparatu w trudniejsze warunki.

Nie ma jednak przeszkód, żeby nakręcić na niego inne filtry, co może chociażby urozmaicić fotografowanie w trybie czarno-białym, a jednym z akcesoriów odblokowanych w ramach zbiórki na Kickstarterze jest filtr typu mist, który ma szansę dodać zdjęciom jeszcze bardziej filmowego charakteru.

Fotografowanie Rewindpixem niczym nie różni się od prostego analoga. I to największa zaleta tej konstrukcji

Przejdźmy teraz do samego działania aparatu, bo to one jest tu najważniejsze. Jak przystało na cyfrówkę „małpującą” analogową małpkę, otrzymujemy typowo proste i specyficznie ograniczone doświadczenie fotografowania, które sprowadza się w zasadzie do celowania i wciskania spustu migawki. Wykonane zdjęcia, jak w klasycznym analogu, zobaczymy zaś dopiero po wykonaniu całej „rolki filmu” (36 klatek) i zgraniu ich do dedykowanej aplikacji mobilnej.

Jeśli mam być szczery, to najbardziej fantastyczna rzecz, jaka mogła spotkać proste cyfrowe kompakty i element, który kompletnie zmienia nasze fotografowanie. Bawiąc się Rewindpixem jesteśmy zmuszeni zapomnieć o naszych przyzwyczajeniach i robić zdjęcia, jak niegdyś. Choć finalnie wiele kadrów okaże się nietrafionych czy w jakiś sposób niedoskonałych, gwarantuję Wam, że przyniesie to dużo więcej satysfakcji, niż fotografowane zwykłym kompaktem czy smartfonem. Głównie dlatego że tak, jak w analogu, w ten sposób fotografujemy wolniej i zapominamy o części wykonanych zdjęć. Każde „wywoływanie” wiąże się więc z ekscytacją i wieloma niespodziankami. Trzeba to po prostu przeżyć, żeby zrozumieć.

Ja sam wykorzystywałem aparat głównie do uwieczniania codziennych chwil z rodziną i przyjaciółmi i wydaje mi się, że w takim właśnie zastosowaniu sprawdza się najlepiej. To raczej nie kompakt, którym wykonamy piękne zdjęcia z podróży do czarowania naszych followersów w social mediach. Zamiast tego tworzy snapshotowe pamiątki, które oglądane po raz pierwszy po kilku dniach (czy nawet tygodniach) od wydarzenia, pozwalają jeszcze raz przeżyć towarzyszące im emocje. Niczym w analogowych jednorazówkach, które niegdyś często zabierało się na wakacje czy imprezy. Z tą różnicą, że nie ponosimy tu kosztów filmu i wywoływania.

Na szczęście Rewindpix ma coś także dla bardziej niecierpliwych użytkowników. W razie potrzeby, „film” możemy wywołać w aplikacji w dowolnej chwili tak, jakbyśmy zwinęli przed czasem rolkę w zwykłym aparacie. Oprócz tego, aparat pozwala nam przełączyć się do trybu In Camera Mode, w którym możemy fotografować do woli (bez ograniczenia w postaci 36 klatek) przy użyciu 3 wbudowanych presetów kolorystycznych. I tu dochodzimy do rzeczy, która czyni Rewindpixa aparatem zupełnie wyjątkowym.

Aplikacja mobilna aparatu Rewindpix

Jednym z filarów Rewindpixa jest bogata kolekcja filmów / symulacji / presetów, które możemy wgrywać do aparatu poprzez aplikację mobilną i które mają za zadanie symulowanie użycia materiałów analogowych. Pomysł Xiao Liu nie jest bynajmniej wyjątkowy. Podobne możliwości oferuj konkurencyjny Flashback i Camp Snap. Z tą różnica, że w przypadku Flashbacka mamy raptem 4 filtry (z których naprawdę użyteczne są raptem 2), a Camp Snap oferuje tylko jeden (4 filtry w przypadku modelu Pro) i ewentualną możliwość stworzenia swoich własnych. W obydwu przypadkach aparaty konkurencji pozwalają jednak na jednoczesne używanie tylko jednego filtra. A to, choć jest wierne analogowego fotografowaniu, potrafi trochę ograniczać.

W przypadku aparatu Rewindpix, aparat możemy jednocześnie wyposażyć w 3 różne filtry, pomiędzy którymi przełączamy się za pomocą przełącznika z tyłu aparatu i których nazwy dla wygody pojawiają się na tylnym ekranie. Do wyboru mamy 36 najprzeróżniejszych „fabrycznych” presetów, wśród których znajdujemy między innymi symulacje klasycznych materiałów jak Kodak Portra, Kodak Gold czy Fujifilm C200, jak i kilka różnych wariacji filmów czarno-białych czy filtry efektowe, pozwalające uzyskać stylistykę Redscale, filmu IR czy efekt posteryzacji.

Presety oferowane przez Rewindpix wykraczają daleko poza samo symulowanie materiałów analogowych

Wybór jest naprawdę bardzo duży i minie sporo czasu zanim zaznajomimy się z efektami (ale i humorami) poszczególnych presetów, co sprawia że zabawa z aparatem się nie nudzi i stale pozwala odkrywać coś nowego. Jedynym minusem jest to, że wspomniane filtry, jak na razie działają jedynie w trybie filmowym. Po przełączeniu się na wspomniany wyżej In Camera Mode otrzymujemy dostęp jedynie do trzech podstawowych filtrów (Sunny Warm, Breezy Cool i Simple Mono), które jednak prezentują się miernie w porównaniu z tymi dostępnymi w aplikacji. Oprócz tego, do wewnętrznej pamięci trybu In Camera nie możemy się dostać przez aplikację (a jedynie podłączając się kablem), co mimo wszystko ogranicza jego wygodę. Obydwa te problemy zgłosiłem twórcy w ramach feedbacku i według zapewnień mają one zostać zaadresowane w finalnej wersji oprogramowania.

Coś takiego, jak rozdzielczość czy zakres dynamiczny w zasadzie tu nie istnieje. Ale klimat lomo to cały urok tej konstrukcji

W tym miejscu warto wreszcie napisać co nieco o jakości zdjęć. Aparat wyposażony jest w 13-megapikselową matrycę Sony IMX258 w rozmiarze 1/3.06” i obiektyw ze światłem f/2.2 z ustawioną na stałe ostrością w zakresie 1 m - nieskończoność. Całoś działająca w przedziale czasów migawki 1s - 1/2000 s i czułości ISO 100-6400. Wszystkie ustawienia dobierane są oczywiście całkowicie automatycznie, a zdjęcia zapisywane są wyłącznie w formacie JPEG.

Finalne efekty są wysoce nieprzewidywalne, ale trashowy klimat tylko potęguję tu świetną zabawę

To możliwości zbliżone do pierwszych smartfonów i absolutnie nie należy oczekiwać tu szeroko pojętej jakości. Coś takiego jak zakres dynamiczny praktycznie tu nie istnieje, zdjęcia często bywają prześwietlone lub niedoświetlone, a o fotografowaniu po zmroku możemy raczej zapomnieć. Zupełnie nie o to tu jednak chodzi. Aparat symulować ma w końcu pracę z prostym analogowym kompaktem i pod tym względem sprawdza się całkiem realistycznie. Większość „wywoływanych” zdjęć wyglądem przypomina właśnie skany z jednorazówek. Miałem tylko jeden problem.

Zdjęcie wykonane na fabrycznym presecie
Zdjęcie wykonane na presecie zmodyfikowanym ręcznie

Mianowicie zdjęcia wykonywane przy pomocy wgrywanych filtrów, jak i te zapisywane w pamięci aparatu są bardzo mocno skompresowane. Jak na mój gust zdecydowanie zbyt mocno, jak na fizyczne możliwości matrycy. Do tego fabryczne filtry są w większości mocno kontrastowe i „podkręcone”. Łączony efekt jest taki, że często wyglądają kiepsko nawet niewielkim ekranie smartfona, gdzie sporo szczegółów tracimy w skompresowanych cieniach czy przepaleniach. Prawdę mówiąc, przez dłuższy czas trudno było mi znaleźć preset, którego efekty naprawdę by mnie zadowalały i byłem gotów spisać już ten aparat na straty. Do momentu, gdy odkryłem, że customowe filtry zupełnie zmieniają jego oblicze.

Menu personalizacji filtrów w aplikacji mobilnej Rewindpix

W aplikacji możemy bowiem tworzyć własne presety. Zarówno od zera, jak i na podstawie fabrycznych symulacji, które możemy edytować przy pomocy sliderów. Sygnałem, że mamy tu do czynienia z nieco innym procesem było to, że „wywoływanie” tak wykonanych zdjęć trwa dużo dłużej. Podczas gdy standardowo wykonane zdjęcia przetwarzają się w kilka sekund, wywołanie tych wykonanych przy pomocy własnych presetów zajmuje kilka minut. Prawdopodobnie dlatego, że zajmują także prawie 4-krotnie więcej miejsca w pamięci. Nagrodą jest jednak widocznie lepsza jakość, z poprawioną dynamiką, bez tak drastycznej kompresji i przyjemnym filmowym ziarnem (które możemy intensyfikować przy edycji filtrów). Oczywiście to nadal jakość zabawkowa, a kompresja bywa nadal gdzieniegdzie widoczna (póki co pod względem naturalności zdjęć w powiększeniu nadal wygrywa Flashback) ale przynajmniej zdjęcia zaczynają już jakoś wyglądać. Dodatkowo własne symulacje możemy nieco stonować, by lepiej odpowiadały charakterowi filmów. Po przejściu na własne filtry jestem już znacznie bardziej usatysfakcjonowany otrzymywanymi rezultatami i uważam, że w takim wydaniu to jeden z najlepiej imitujących analoga aparatów,  jaki widziałem.

Problem z kompresją również zgłaszałem i według twórcy jest on związany ze sposobem wykorzystaniem pamięci przez aplikację w wersji bera, ale zdjęcia zapisywane na karcie aparatu również wydają mi się przesadnie skompresowane, dlatego prawdopodobnie, to jednak kwestia bazowego firmware’u. Czy zostanie to poprawione? Tego nie wiem, natomiast pewnym obejściem może być po prostu nadpisanie ulubionych fabrycznych filtrów - wtedy aplikacja potraktuje je jako nasze własne i uruchomi przetwarzanie w wyższej jakości.

Na koniec parę słów o lampie błyskowej. Ta, choć jest dosyć spora, nie może pochwalić się zbyt dużą mocą. Prawdę mówiąc, widząc duży ksenonowy flash spodziewałem się tu skuteczności rodem ze starych kompaktów, które bez problemu wypełniały światłem cały pokój czy oświetlały sylwetki znajdujące się kilka metrów od aparatu w otwartej przestrzeni. Tutaj flash jest skuteczny na odległość około 1 metra, co ogranicza jest użyteczność do wykonywania portretów. Gdy jednak dobrze trafimy, efekty potrafią wyglądać naprawdę atrakcyjnie.

W całym doświadczeniu fotografowania nieco przeszkadza jedynie przeciętna wydajność baterii. Choć twórca szacuje ją na około 350 zdjęć, to w praktyce obserwujemy jej bardzo duże zużycie podczas łączenia się z aplikacją mobilną, co realnie pozwala na wykonanie około 2-3 filmów zanim aparat zacznie nas informować o niskim stanie akumulatora.

Kwestię tę nieco usprawniły dotychczasowe poprawki softu, które naprawiły bug z niewyłączniem się modułu Wi-Fi czy które pozwoliły na wymuszone wyłączenie aparatu poprzez wciśnięcie kombinacji przycisków (standardowo aparat usypia się po 3 minutach bezczynności) ale i tak nigdy nie udało mi się jeszcze dobić do deklarowanych osiągów. Plusem jest natomiast to, że nie obserwujemy drenażu baterii w przypadku dłuższego nieużywania. Przez ostatni dwa tygodnie używałem go sporadycznie i akumulator jest nadal niemal w pełni naładowany. Co ważne, bateria również szybko się ładuje. Wystarczy na ok. godzinkę podłączyć aparat przez USB-C, żeby naładować baterię do pełna. W tej roli sprawdzają się także oczywiście różnego rodzaju powerbanki.

Podsumowanie

Rewindpix, mimo pomniejszych wad, wynikających głównie z tego, że miałem do czynienia z prototypem, to aparat, który kompletnie mnie oczarował. Nawet w swoim obecnym stanie wydaje mi się konstrukcją wartą każdej wydanej na niego złotówki i jedną z najlepszych propozycji na fotograficzny prezent czy aparat do niezobowiązującego uwieczniania codziennych chwil. Choć może zabrzmi to głupio, stał się obecnie moim ulubionym podręcznym aparatem. Wszystko dlatego, że przypomina mi ile radości może przynosić proste pstrykanie, bez przejmowania się idealnym kadrowaniem czy ustawieniami ekspozycji i możliwości podglądania efektów.

Otrzymujemy tu w pełni „analogowy” experience, jednak bez analogowych kosztów, a finalne rezultaty są na tyle ciekawe, że - przynajmniej mi - zupełnie przechodzi ochota na sięgania po klasyczne małpki. Oczywiście nie ma się co oszukiwać, że uzyskamy tu obrazek niczym z kompaktów klasy premium. To raczej cyfrowe lomo, które balansuje na granicy pomiędzy zabawką a zwykłym aparatem i które nie oferuje praktycznie żadnej kontroli nad ekspozycją. Zamiast tego odkrywa jednak przed nami świat doskonałej fotograficznej zabawy, która podbije serca wszystkich lubujących się w estetyce niedoskonałości i który okazuje się świetną odskocznią od współczesnych przyzwyczajeń. Bo niekiedy mniej, znaczy więcej.

Aparat Rewindpix możecie zamówić za pośrednictwem kampanii w serwisie Kickstarter jeszcze do 11 maja w cenie 109 dolarów czyli ok. 400 zł. Projekt zebrał już pieniądze na kwotę ponad 3 mln złotych i - biorąc pod uwagę stan prototypu - raczej nie ma co obawiać się o jego powodzenie. Linia produkcyjna jest już gotowa, a finalne egzemplarze trafić mają do wspierających już w czerwcu.

W regularnej sprzedaży aparat będzie kosztował około 170 dolarów, czyli ok. 615 zł. Na razie nie wiemy jednak jeszcze kiedy ona wystartuje. Jeśli więc ta konstrukcja Was zainteresowała, radzę się pospieszyć i skorzystać z Kickstarterowej zniżki. 400 zł to w moim mniemaniu fantastyczna cena, jak na to, co otrzymujemy w zamian. W tym pułapie ciekawszego foto-gadżetu obecnie raczej nie kupimy.

Jeżeli zaś chodzi o mnie, mam marzenie, by zobaczyć kiedyś ten aparat w wersji Pro - z nieco większą matrycą i lepiej zoptymalizowanym przetwarzaniem oraz chociaż niewielką możliwością manualnej kontroli parametrów. Biorąc pod uwagę sukces zbiórki, istnieje na szczęście duża szansą, że twórca będzie dalej ten koncept rozwiajał. 

Plusy
  • Wierne przełożenie analogowego doświadczenia fotografowania
  • Frajda z robienia z zdjęć
  • Klimat zdjęć
  • Prosta obsługa
  • Atrakcyjna, dopracowana budowa
  • Duży i wygodny wizjer
  • Metalowy, dobrze wyczuwalny spust migawki
  • Wygodna aplikacja mobilna
  • Możliwość jednoczesnego używania 3 filtrów kolorystycznych
  • Duża biblioteka presetów w aplikacji mobilnej
  • Możliwość tworzenia własnych presetów
  • Możliwość stosowania filtrów kołowych
  • Atrakcyjna cena
Minusy
  • Mocna kompresja zdjęć wykonanych na fabrycznych presetach
  • Brak trybu długich ekspozycji
  • Niewielka moc lampy błyskowej
  • Dość szybkie zużycie akumulatora
  • Nie do końca dokładny wizjer
  • Nieprzyjemny opór na pokrętle "naciągu"

Zdjęcia przykładowe

Poniżej prezentujemy galerię zdjęć przykładowych wykonaych aparatem Rewindpix.

Zdjęcia przykładowe do pobrania:

Komentarze
Przeczytaj także
Zobacz więcej z tagiem: aparat kompaktowy
logo logo
Magazyny
Zamów