Sony RX10 V - pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe (RAW)

Po niemal dekadzie przerwy Sony reaktywuje segment superzoomów. Nowy RX10 V kusi nowoczesną wydajnością, ale w dużej mierze bazuje na rozwiązaniach sprzed lat. Zobaczcie, jak ten miks wypada w praktyce.

Skomentuj Kopiuj link
Posłuchaj
00:00

Idea aparatów „pomostowych” (ang. bridge camera) zrodziła się jeszcze w czasach analoga, jednak to dopiero wczesna era cyfrowa sprawiła, że koncept ten przeżywał prawdziwy boom. Wówczas wszystko działało na jego korzyść - miniaturowe matryce pozwalały producentom montować w kompaktach relatywnie nieduże obiektywy o ogromnym zasięgu, a zasadność takich konstrukcji legitymizowała przepaść cenowa pomiędzy segmentem amatorskim i profesjonalnym. Pod koniec lat 2000 aparaty typu superzoom królowały w rankingach aparatów podróżniczo-wakacyjnych.

Zmiana nadeszła wraz z popularyzacją mediów społecznościowych i szybko rozwijającym się segmentem aparatów systemowych. Nagle hobbyści i amatorzy zauważyli, że plastyka i jakość obrazu mogą wyglądać dużo lepiej, a rynek wymiennej optyki zaczął stawać się bardziej dostępny. Z drugiej strony ambicje coraz większego odsetka fotografujących zaczęły zaspokajać smartfony. Aparaty miały słabe, ale przynajmniej mieściły się do kieszeni. To wystarczyło.

Naturalnie producenci próbowali ratować ten segment, inwestując w rozwiązania nakierowane na jakość, gdzie obok Panasonica najbardziej imponujące konstrukcje przez lata prezentowało właśnie Sony z serią RX10. Stosunkowo duża, 1-calowa matryca, względnie rozbudowana ergonomia i zoom o imponującym zakresie miały oferować idealny balans w obszarach fotografii przyrodniczej, podróżniczej czy sportowej użytkownikom, którzy są w stanie zainwestować w swoje hobby, ale nie równowartość kilkuletniego samochodu.

Choć producent troił się, by idea ta zyskała na znaczeniu (seria RX10 doczekała się w latach 2015-2017 aż trzech kolejnych odsłon), rynek ostatecznie jej nie podłapał i pod koniec poprzedniej dekady projekt został ostatecznie i - jak się wydawało - zasłużenie pogrzebany. W końcu w obliczu fantastycznie demokratyzującego się rynku aparatów pełnoklatkowych modele superzoom wydawały się czymś z poprzedniej epoki.

Aparaty superzoom nadal miały jednak coś, czego brakowało. Choć rynek pierwotny o nich zapomniał, poszczególne konstrukcje zaczęły cieszyć się dużym zainteresowaniem w drugim obiegu. Wszystko przez długie ogniskowe, dla których nawet na otwartym obecnie rynku optyki nie ma realnych alternatyw cenowych. Oczywiście w ostatnich latach pojawiły się hobbystyczne telezoomy, ale nadal złożenie kompletnego zestawu foto to koszt dużo większy niż niezły aparat typu bridge. Jak się okazuje, w poszukiwaniu idealnego balansu ceny i zasięgu użytkownicy byli w stanie przymknąć oko na kompromisy w kwestii jakości.

Trend ten wychwycili oczywiście producenci. Nie tak dawno Nikon reaktywował serię P1000, a teraz do gry próbuje wrócić Sony. Nie bez znaczenia jest też timing. Duże zbliżenia to bowiem ostatni obszar fotografii, w którym kompakty są w stanie dostarczyć widocznie lepszych rezultatów od smartfona. A skoro nawet producenci smartfonów wychodzą na rynek z dedykowanymi telekonwerterami, dla firm foto to ostatni moment, by próbować przekonać użytkowników do tradycyjnych konstrukcji.

I tak oto w nasze ręce trafia najnowszy RX10 V, czyli współczesne wcielenie zaawansowanego superzooma. Czy to rzeczywiście konstrukcja na miarę nowoczesnych konstrukcji systemowych? Nowy model mieliśmy okazję sprawdzić jeszcze przed premierą.

Sony RX10 V to dziecko recyklingu. Cudowne dziecko

Na początek trzeba nakreślić, czym jest nowe wcielenie RX10. To bynajmniej nie tak, że dział R&D Sony spędził ostatnie 10 lat, dopracowując poszczególne elementy konstrukcji w pogoni za rewolucyjną formułą, która zalśni na sklepowych półkach, zmieniając układ rynku i definiując na nowo segment superzoomów. Sony RX10 V to w dużej mierze recykling elementów poprzedniej generacji i próba zgrabnej aktualizacji całej jednostki stosunkowo niedużym kosztem (w końcu idea zaawansowanego superzooma nadal wydaje się nieco ryzykowna). Większość nowości ogranicza się tu więc do ergonomii, softu i wydajności, aniżeli do samych możliwości obrazowania. Niemniej jednak to wystarcza, by aparat robił naprawdę dobre wrażenie.

Największą i w moim mniemaniu najważniejszą różnicą względem blisko 10-letniego modelu RX10 IV, jest tu właśnie wspomniana ergonomia. Nowy model otrzymuje system obsługi oraz interfejs tożsamy ze współczesnymi bezlusterkowcami. Otrzymujemy więc tylną i górną ściankę, które do złudzenia przypominają te z aparatów serii A7, wraz z joystickiem AF, dużym pokrętłem tylnym, znajomą tarczą PASM i dwoma pokrętłami górnego panelu. Z topu znika co prawda pomocniczy ekran LCD, ale przy współczesnych interfejsach wyświetlających wszystko, co niezbędne w wizjerze i na ekranie, raczej nie będziemy za nim płakać. Szkoda być może jedynie, że nie otrzymujemy dodatkowego pokrętła pod spustem (jak w linii A7), ale nie jest to rzecz, która widocznie ograniczałaby nas w zakresie wygody pracy.

Tę ogromnie rozwija zaś współczesny interfejs, wraz z aktualnym układem menu i pełną obsługą funkcji dotykowych. W ten sposób wszystkich nastaw jesteśmy w stanie dokonywać równie szybko i płynnie, co w najnowszych odsłonach pełnoklatkowych serii Alpha.

Wśród nowości pojawia się także usprawniony wizjer elektroniczny (1/2”, 3,68 Mp względem 0,39”, 2,3 Mp w modelu RX10 IV) i nieco wyższa rozdzielczość 3-calowego ekranu (1,62 Mp względem 1,44 Mp). W końcu aparat otrzymuje też wreszcie standardową dla współczesnych konstrukcji Sony, „dużą” baterię NP-FZ100, która zwiększa żywotność aparatu o około 60% (630 zdjęć względem 400 na jednym ładowaniu). Pojawia się też złącze USB-C, a slot kart pracuje w standardzie UHS-II. Całość, choć w dotyku nieco bardziej "plastikowa" niż pełnoklatkowe korpusy Sony, sprawia bardzo solidne wrażenie, a wizjer, będący bardzo zbliżony specyfikacja do tego z A7 IV, pozwala na dużo wygodniejsze fotografowanie.

Pod względem ogólnych odczuć aparat wygląda i zachowuje się więc jak klasyczny przedstawiciel profesjonalnej serii Alpha, co sprawia, że otrzymujemy tu znacznie wyższą kulturę pracy, niż w poprzednich generacjach serii RX10. Jeśli więc poprzednie odsłony serii mogły w jakiś sposób wydawać się ograniczające, tutaj absolutnie nie ma wrażenie obcowania z aparatem niższej kategorii. I to według mnie należy szczególnie podkreślić, gdyż sam początkowo podchodziłem do tej konstrukcji sceptycznie, mając ciągle w pamięci superzoomy z poprzedniej dekady. Nowy RX10 V ma już z nimi jednak niewiele wspólnego.

Jednocześnie, jak już wspomniałem, nowy RX10 V to w dużej mierze dzieło inżynieryjnego recyklingu. Choć od premiery poprzednika minęła niemal dekada, całość nadal bazuje na tej samej, 1-calowej matrycy Exmor RS (architektura warstwowa) o rozdzielczości 20 Mp i nadal wykorzystuje dokładnie ten sam obiektyw 24-600 mm f/2.4-4.0 (ekwiwalent). Nawet ekran, choć wyposażony w panel o większej rozdzielczości i z pełną obsługą dotyku, bazuje nadal na starym, odchylanym w jednej osi mechanizmie, który pożegnaliśmy na dobre wraz z 3. generacją pełnoklatkowych korpusów producenta.

W końcu pewne zaszłości odkrywamy też podczas zagłębiania się w menu i regulacji parametrów fotografowania. Producent chwali się na przykład tym, że aparat oferuje teraz opcję zapisu w bezstratnie skompresowanym formacie RAW. Szybko okazuje się jednak, że jest to zapis niedostępny podczas pracy w trybie migawki elektronicznej. Z kolei prędkość samej migawki mechanicznej nadal ograniczona jest do czasu 1/1000 s, co współcześnie wywołuje uśmiech na twarzy.

Wydaje mi się, że jak na 9 lat, które minęły od premiery poprzednika, użytkownicy zasługiwali na przynajmniej niewielką rewolucję w bazowej specyfikacji. Jestem przekonany, że dziś, gdy już nawet smartfony zaczynają otrzymywać 1-calowe matryce w nowoczesnej architekturze LOFIC, upgrade sensora czy też zmniejszenie lub poprawienie osiągów obiektywu nie stanowi ogromnego wyzwania dla giganta takiego, jak Sony. I nawet jeśli kwestia matrycy nie jest pierwszorzędna, gdyż osiągi w dużej mierze poprawia nowy procesor (o tym dalej), to już obiektyw mógłby przejść jakiś lifting.

Obiektyw w pozycji zamkniętej
Obiektyw w pozycji 24 mm
Obiektyw w pozycji 600 mm

To nadal duża konstrukcja, która, choć zoomuje przez cały zakres naprawdę szybko i oferuje bardzo skuteczną stabilizację (utrzymanie z ręki 600 mm nie stanowi żadnego problemu), to jednak dość mocno się wysuwa, szybko traci jasność (f/4 od około 75 mm) i znacznie zwiększa wymiary całego zestawu. Jak widzicie na zdjęciach poniżej, RX10 V jest wyraźnie większy od nowego pełnoklatkowego body A7R VI z zoomem średniego zasięgu. Na pewno dałoby się zrobić to lepiej - zwiększając zakres lub jasność zoomu czy też redukując gabaryty całego zestawu - ale większych zmian doczekamy się pewnie dopiero wtedy, gdy Sony otrzyma jasne potwierdzenie, że nowa konstrukcja przynosi zyski.

Mimo wszystko, nawet bez istotnych zmian w podstawach układu obrazowania, aparat oferować ma rezultaty widocznie lepsze od swoich poprzedników. A to głównie za sprawą nowoczesnego procesora Bionz XR z układami AI, który przetwarza obraz ze wsparciem najnowszych algorytmów, zwiększa wydajność trybu seryjnego i filmowego czy w końcu odpowiada za skuteczność pomiaru AF.

W przypadku jakości obrazu otrzymujemy m.in. doskonalszy silnik koloru i balansu bieli (analogiczny do tego z nowych serii Alpha), a także bardziej dopracowane systemowe tłumienie wad optycznych obiektywu (z poziomu aparatu nie można ich wyłączyć), takich jak winietowanie czy dystorsja.

Ogniskowa 24 mm
Ogniskowa 35 mm
Ogniskowa 50 mm
Ogniskowa 85 mm
Ogniskowa 135 mm
Ogniskowa 200 mm
Ogniskowa 400 mm
Ogniskowa 600 mm
Ogniskowa 800 mm (Clear Image Zoom)
Ogniskowa 1200 mm (Digital Zoom)

W praktyce, w dobrym świetle otrzymujemy bardzo zadowalające wyniki w całym zakresie zoomu, co otwiera przed nami drogę do swobodnego fotografowania odległych detali krajobrazu czy próbowania swoich sił w fotografii sportu i dzikiej przyrody. Stosunkowo jasny obiektyw w parze z 1-calową matrycą, przy pracy na większe odległości jest w stanie zaoferować nam przyjemną plastykę, z widocznym rozmyciem tła.

Nie nastawiajcie się jedynie na rozszerzone możliwości zoomu (Clear Image Zoom / Digital Zoom do 1200 mm) - to nadal tylko zoom cyfrowy, którego działanie od razu rzuca się w oczy. Do tego przy tych ustawieniach, aparat oferuje wyłącznie zapis JPEG.

Jasny obiektyw w parze ze stosunkowo dużą, jak na kompakt, 1-calową matrycą, w dobrych warunkach oświetleniowych jest w stanie dostarczyć ładnie wyglądających zdjęć z przyjemną plastyką. 1/250 s, f/4, ISO 160, ogniskowa: 210 mm

Jednocześnie nadal należy pamiętać, że mamy tu do czynienia z kompromisami wynikającymi z „kompaktowej” matrycy i obiektywu o zmiennej jasności. Choć w dobrym świetle słonecznego dnia zdjęcia potrafią imponować, to już fotografowanie we wnętrzach czy też próba utrzymania krótkich czasów w większym zacienieniu odsłonią przed nami widoczne zaszumienie wyższych czułości.

Do okolic ISO 1600 wyniki są akceptowalne, ale powyżej będziemy już musieli pogodzić się z widocznym spadkiem jakości. Raczej nie należy się więc nastawiać, że będzie to korpus do fotografowania sportów halowych czy krajobrazowo-przyrodniczych zmagań w szczątkowym świetle jesiennego poranka. Nie ma tu też raczej mowy o mocnym cropowaniu zdjęć.

Wejście na wyższe czułości odkrywa przed nami minusy mniejszej matrycy. Powyżej ISO 1600 szumy zaczynają być już widoczne w rozmiarach poglądowych i obserwujemy zacieranie się drobniejszych detali. Obydwa zdjęcia wykonane przy czułości ISO 3200.

Dość sporą różnicę w potencjalnych zastosowaniach aparatu robi natomiast znacznie usprawniony system AF, którego algorytmy śledzenia korzystają z najnowszych rozwiązań serii Alpha. Mamy tu więc wszystkie współczesne tryby rozpoznawania i śledzenia obiektów (wraz z ustawieniem automatycznym, samoistnie rozpoznającym rzeczy, z jakimi aparat ma do czynienia, i przewidywaniem ruchu), funkcję dotykowego trackingu czy możliwość chwilowego „dopalenia” serii do maksymalnej prędkości określonym przyciskiem tak, by ograniczać zapełnianie karty.

Sama prędkość serii wzrosła zaś do 30 kl./s (względem 24 kl./s w poprzednim modelu), a sensor wykorzystuje więcej pikseli detekcji fazy - 575 punktów z 70,6-procentowym kryciem kadru, względem 315 punktów i 65% w modelu RX10 IV (nie jest to więc identycznie ten sam sensor, co wcześniej, ale zmiany wydają się dotyczyć wyłącznie układu AF).

Choć nie mieliśmy okazji sprawdzić układu AF w naprawdę wymagających warunkach, pierwsze wrażenie jest absolutnie świetne. Układ AF wzorowo rozpoznaje sylwetki, oczy i obiekty nawet z dużej odległości i potrafi śledzić dynamicznie poruszające się obiekty z dużą dokładnością. Nie ma też większych problemów z sytuacjami, gdy obiekt chwilowo się odwróci czy zniknie za przeszkodą (to oczywiście w dużej mierze zależy od stopnia „rozluźnienia” ustawień w menu aparatu), pozwalając nam bardzo skutecznie reagować w sytuacjach, w których poprzednie generacje RX10 miałyby zapewne problemy.

Pod względem wydajności na dużych zbliżeniach nie zauważam tu większej różnicy od pracy z aparatami systemowymi i jestem przekonany, że „piątka” będzie w stanie zaspokoić wszelkie potrzeby hobbystów poruszających się w obszarach fotografii ptaków, sportu i dzikiej przyrody. Co chyba cieszy najbardziej, choć konstrukcja obiektywu została niezmieniona, szkło nie ma żadnych problemów, by sprawnie podążać za wskazaniami układu AF.

W zasadzie jedynym problemem, jaki napotkałem podczas fotografowania na długich ogniskowych, był problem z rozpoznaniem drobnych różnić w odległości. Czasem przy 600 mm obiektyw nie był w stanie przełączyć ostrości na obiekt znajdujący się kilka centymentrów bliżej lub dalej od wstępnego pomiaru, nawet w przypadku korzystania z pomniejszonego punktu AF. To problem pojawiający się czasem także w długich zoomach systemowych, na szczęście skutecznym rozwiązaniem jest możliwość ręcznego doostrzania. 

Przykład sporadycznych problemów z rozdzieleniem planów na długich ogniskowych. Mimo że system AF rozpoznawał głowę ptaka, aparat usilnie trzymał się gałęzi. Pomogła dopiero ręczna korekta

Oprócz tego, konstrukcja tego typu aż prosi się o funkcję Pre Capture, czyli możliwość zapisania w buforze ujęć sprzed pełnego dociśnięcia spustu migawki, którą znamy z pełnoklatkowych konstrukcji Sony Alpha. To z pewnością celowe pominięcie, które ma sprawić, by aparat nie by zbyt konkurencyjny dla tradycyjnych zestawów, jednak moim niepotrzebne. To bowiem aparat celujący w zupełnie inną grupę odbiorców.

W oczy rzuca się też problem, który zawsze wydawał mi się charakterystyczny dla superzoomów. Mianowicie na długich ogniskowych pomiar ekspozycji przesadnie rozjaśnia kadr, co zapewne spowodowane jest spadkiem kontrastu optyki. W większości sytuacji, aby zachować naturalnie wyglądający obrazek i uniknąć przepaleń, konieczne było ręczne obniżanie ekspozycji w zakresie -0,7-1 EV.

Ogniskowa 600 mm, pomiar światła bez korekty
Ogniskowa 600 mm, ręczna korekta -1 EV

Na koniec warto wspomnieć o kilku kwestiach, których nie mieliśmy okazji rzetelnie sprawdzić podczas dość krótkiego czasu z aparatem. Sony RX10 V zwiększa bowiem możliwości w zakresie pracy wideo, oferując zapis do 4K 120 kl./s (z cropem) lub 4K 60 kl./s (bez cropa) i Full HD do 240 kl./s, wsparcie profili S-Log 3 i S-Cinetone czy możliwość streamingu (do 4K 30 kl./s) i zasilania przez USB-C (Power Delivery). Mamy też funkcje time-lapse i możliwość łączności bezprzewodowej w paśmie 5 GHz.

Podsumowanie

Współczesne wcielenie serii Sony RX10 to konstrukcja bez wątpienia udana, choć w pewien sposób jednak zachowawcza. Dzięki przeprojektowanej ergonomii i nowemu procesorowi nowemu RX10 V zaskakująco blisko do współczesnych aparatów systemowych. Otrzymujemy fantastyczną kulturę pracy, znajomy interfejs ze wszelkimi współczesnymi udogodnieniami serii Alpha, szybki tryb seryjny i autofokus, który w dynamicznych sytuacjach pozwala nam poczuć się równie pewnie, jak ze sprzętem klasy profesjonalnej.

Dzięki nowemu silnikowi aparat otrzymuje też unowocześniony system przetwarzania, który precyzyjniej odwzorowuje kolory, doskonalej balansuje temperaturę barwową i lepiej tłumi wady optyki, w rezultacie oferując lepszy wygląd zdjęć prosto z aparatu. Jednocześnie nie da się ukryć, że bazowa specyfikacja pamięta poprzednią dekadę.

Sony RX10 V to ta sama 1-calowa matryca 20 Mp (choć z większą liczbą pikseli detekcji fazy) i ten sam obiektyw 24-600 mm f/2.8-4, a także te same ograniczenia migawki mechanicznej (czas do 1/1000 s). Choć przy wsparciu nowego procesora możliwości te nadal dobrze odpowiadają zapotrzebowaniom, to jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w ciągu blisko 10 lat, które dzielą tę premierę od poprzednika, producent mógł zajść z ideą zaawansowanego, kompaktowego superzoomu znacznie dalej. Zwłaszcza że widocznie dalej zaszedł z ceną.

Podczas gdy poprzednik w 2017 roku debiutował w pułapie 8500 zł (przy podobnym kursie euro), model Sony RX10 V trafia na rynek w cenie 10900 zł. Trochę boli, ale… to nadal (czy może raczej wreszcie) naprawdę niezły kompromis w zakresie: zasięg / cena / jakość obrazu. Złożenie zestawu o podobnych możliwościach w segmencie aparatów systemowych wymagałoby od nas przynajmniej 50% większych nakładów finansowych. I to w sytuacji, gdybyśmy zdecydowali się na korpus poprzedniej generacji oraz zewnętrzną optykę. To też najlepsza odpowiedź na ewentualne zarzuty, jakie ktoś mógłby kierować do producenta.

Mówiąc krótko, Sony RX10 V to naprawdę dobry aparat dla hobbystów, którzy poszukują wymiernego jakościowo sprzętu do rozwijania pasji w obszarach fotografii przyrodniczej, ornitologicznej czy sportowej w stosunkowo przystępnej cenie. Nie pobije pełnej klatki, ale jednocześnie oferuje niemal identyczną kulturę pracy. Przede wszystkim jednak zachowuje bardzo przystępne gabaryty. To aparat, który bez przeszkód zabierzemy na każdą wycieczkę, czego nie można powiedzieć o zawodowych zestawach foto bazujących na długich teleobiektywach.

Plusy
  • Wysoce uniwersalny obiektyw 24-600 mm
  • Ergonomia i interfejs zaczerpnięte z serii Alpha
  • Zaawansowany AF na poziomie korpusów profesjonalnych
  • Wydajność na poziomie aparatów pełnoklatkowych
  • Jakość obrazu w dobrym świetle
  • Skuteczna stabilizacja
  • Wydajna bateria NP-FZ100
  • Tryb wideo rozwinięty o profile S-Log3 i S-Cinetone
  • Większe możliwości rejestracji slow-motion
  • Niewielkie wymiary (jak na możliwości)
Minusy
  • Matryca i wizjer pamiętają poprzednią dekadę
  • Migawka mechaniczna ograniczona czasem 1/1000 s
  • Bezstratny zapis RAW niedostępny przy migawce elektronicznej
  • Brak trybu Pre Capture
  • Cena 1/3 wyższa od poprzednika

Zdjęcia przykładowe

Poniżej prezentujemy zdjęcia przykładowe wykonane aparatem Sony RX10 V, na standardowych ustawieniach obrazu, w najwyższej jakości pliku JPEG. Dla zainteresowanych także paczka z plikami RAW.

Zdjęcia przykładowe do pobrania:

Komentarze
Przeczytaj także
Zobacz więcej z tagiem: Sony
logo logo
Magazyny
Zamów