Samyang V-AF - filmowe stałki z autofocusem, o których prawdopodobnie nie słyszeliście (a powinniście)

Autor: Maciej Luśtyk

3 Styczeń 2024
Artykuł na: 9-16 minut

Lekkie, kompaktowe, niezłe optycznie a przy tym niedrogie - pierwsze obiektywy filmowe z napędem AF to bardzo ciekawa propozycja dla początkujących filmowców. Podczas jednej z niedawnych realizacji sprawdziliśmy, jak spisują się w praktyce.

Optyka marki Samyang do niedawna kojarzona była wyłącznie z niedrogimi obiektywami manualnymi. Od kilku lat producent z powodzeniem rozwija jednak kilka linii szkieł wyposażonych w silniki AF, a teraz bez kompleksów wchodzi również w segment wideo. Seria filmowych stałek Samyang V-AF to prawdopodobnie najciekawsza i najlepsza linia obiektywów producenta, o której jest zadziwiająco cicho. 

Szybko rosnący segment wideo sprawia, że w natywnej ofercie poszczególnych systemów pojawiają się kolejne obiektywy projektowane także z myślą o skutecznej realizacji produkcji wideo. Problem w tym, że są to zwykle pojedyczne modele, które nie tworzą spójnego i użytecznego zestawu. Takie możliwości większość producentów rezerwuje dla profesjonalnych linii szkieł kinematograficznych, które pozostają poza zasięgiem internetowych twórców - szerokiej grupy użytkowników odpowiedzialnych za filmowy boom ostatnich lat.

Tę lukę zauważył i wykorzystał Samyang (który sam zresztą oferuje typowo profesjonalne obiektywy z serii Xeen). Dziś materiały wideo tworzy cała rzesza filmowców, którzy choć często działają w pojedynkę i nie pracują na profesjonalnych kamerach, to poszukują profesjonalnej jakości i wygody pracy. Wydaje się, że z takim właśnie zamysłem powstała seria Samyang V-AF, reklamowana przez producenta jako pierwsze kompaktowe obiektywy filmowe z silnikiem AF.

Obiektywy Samyang V-AF nie są typowymi szkłami filmowymi. Ale to ich największa zaleta

Jeśli mielibyśmy oceniać je wyłącznie na podstawie budowy, można by stwierdzić, że obiektywy Samyang V-AF są szkłami filmowymi tylko z nazwy. Nie znajdziemy tu charakterystycznych zębatek systemów follow focus, numerycznych oznaczeń czy bezstopniowego pierścienia przysłony, który w ostatnim czasie nieco kuriozalnie stał się wyznacznikiem profesjonalizmu. Obiektywy te są też zadziwiająco lekkie, co stoi w kontrze z ciężkimi szkłami kinematograficznymi, gdzie nawet kompaktowe modele ważą często ponad kilogram. Ale właśnie dlatego są tak wyjątkowe.

Być może narażę się niektórym tą niepopularną opinią, ale obserwując dzisiejszy rynek z przekonaniem stwierdzam, że w segmencie realizacji wideo tworzonych z użyciem aparatów bezlusterkowych, filmowe „ficzery” w większości nie są nikomu do szczęścia potrzebne. Przestańmy się oszukiwać, że przy zleceniach ogrywanych w pojedynkę ręczne ostrzenie będzie wygodniejsze i bardziej precyzyjne od współczesnych systemów AF, lub że dzięki manualnej kontroli przysłony zaczniemy tworzyć lepsze materiały. W ten sposób co najwyżej utrudnimy sobie pracę.

Większość twórców obracających się w świecie internetowych realizacji komercyjnych chciałaby po prostu dobrej optyki, która jest w stanie wykorzystać możliwości nowych aparatów, pozwalając na możliwie wydajną pracę. Najlepiej gdyby była jeszcze lekka i kompaktowa, tak by wygodnie pracowało się również na gimbalu. I takie są właśnie stałki Samyanga.

Na serię Samyang V-AF składa się w sumie 6 jasnych stałek: 20 mm T1.9 (premiera wkrótce), 24 mm T1.9, 35 mm T1.9, 45 mm T1.9, 75 mm T1.9 i 100 mm T2.3, które zachowują identyczną wagę (tylko 280 g) i wymiary (72.2 x 72.1 mm). Już samo to jest ewenementem. Na chwilę obecną podobne rozwiązanie oferuje jedynie optyka Lumix S dla systemu L-Mount. Nawet ona nie może jednak pochwalić się tak spójną konstrukcją i rozbudowaną funkcjonalnością (o tym za chwilę).

Jednakowe gabaryty to przede wszystkim szybkość i wygoda pracy - niezależnie od ogniskowej odczucie z filmowania jest takie samo, a pracując na gimbalu obiektywy możemy błyskawicznie przepinać, bez konieczności ponownego balansowania. Konstrukcja obiektywów Samyang V-AF ma jednak do zaoferowania znacznie więcej.

Choć, jak wspomniałem, obiektywy Samyanga nie posiadają typowej dla szkieł filmowych ergonomii, dzięki sprytnej konstrukcji są w stanie zaoferować wszystkie ich funkcje, a nawet więcej. Na tubusie znajdujemy jeden pierścień, który standardowo pozwala na kontrolę ostrości i, wzorem modeli kinematograficznych oferuje duży kąt obrotu 300°.

To oczywiście idzie w parze z możliwością tworzenia powtarzalnych przeostrzeń. Gdybyśmy jednak czuli niedosyt, możemy skorzystać z dedykowanego adaptera, który dzięki większemu pierścieniowi i skali odległości pozwoli na jeszcze bardziej precyzyjne ostrzenie. Co więcej, adapter jest kompatybilny ze standardowymi matte-boxami w rozmiarze 95 mm, pozwalając na wygodną współpracę z filmowymi akcesoriami.

Adapter kontroli manualnej Samyang V-AF

Oprócz tego otrzymujemy znany nam już innych konstrukcji producenta przełącznik trybów użytkownika, do którego w aplikacji Lens Manager możemy np. przypisać kontrolę przysłony. Tak więc jeśli naprawdę będziemy potrzebować tej funkcji, możemy ją przywołać jednym ruchem palca i używać głównego pierścienia do kontroli przysłony.

Wisienką na torcie jest tu jednak przycisk funkcyjny, który standardowo działa jak przycisk AF-L, blokując ostrość w danym położeniu podczas korzystania z systemu AF. Dzięki temu, w trudniejszych sytuacjach, podczas korzystania z trybu C-AF możemy łatwo zapanować nad ostrością. Co ciekawe, w przypadku ostrzenia ręcznego przywołuje on funkcję Focus Save, która automatycznie wyostrzy na ustawioną przez nas wcześniej odległość. Przyciskowi możemy przypisać też inne funkcje w aplikacji Lens Manager.

Kolejnym innowacyjnym rozwiązaniem są kontrolki tally umieszczone z przodu i z boku tubusu, które zmieniają kolor po wyzwoleniu rejestracji, informując użytkownika i filmowane osoby o tym czy aparat faktycznie zaczął nagrywać (niech pierwszy rzuci kamienień ten, kto nigdy nie „nagrał” długiego ujęcia, by później zorientować się, że aparat tak naprawdę nie filmował).

W końcu, szkła Samyang V-AF są także w pełni uszczelnione, pozwalając na komfortową prace na lokacji. Podsumowując kwestie konstrukcyjne, filmowe stałki Samyanga to zaskakująco dobre połączenie wygody z funkcjonalnością, które choć nakierowane jest na mniej wymagających twórców, to zaoferuje także komfort pracy bardziej zaawansowanym użytkownikom.

Jedną z najważniejszych cech szkieł V-AF jest spójna jakość dostarczanego obrazu

Przejdźmy do kluczowej kwestii, czyli jakości obrazu i działania systemu AF. Trzy modele z serii V-AF mieliśmy okazję wypróbować podczas realizacji wideo dla marki Polaroid (klip do obejrzenia poniżej). I muszę przyznać, że były dla mnie sporym zaskoczeniem, bo sugerując się niską ceną i brakiem długiej tradycji Samyanga w branży wideo, nie nastawiałem się na zbyt wiele.

Okazuje się, że szkła Samyang V-AF wyposażono w naprawdę przyzwoitą optykę. Są ostre już przy nominalnej wartości przysłony, cechują się dobrym kontrastem, bardzo ładnie pracują pod światło a także pozbawione są zauważalnego winietowania i dystorsji. Oferują też przyjemne, miękkie rozmycie nieostrości.

Najbardziej chyba jednak zaskakuje kwestia mikrokontrastu i wiernego oraz spójnego odwzorowania barw. Producent chwali się tym zresztą na stronie, ale cóż… Tego typu zapewnienia słyszymy właściwie przy każdej premierze obiektywu, a do tego układy optyczne szkieł V-AF do złudzenia przypominają te z tradycyjnej linii stałek producenta. Tu jednak wydają się lepiej dopracowane.

Obraz prosto z aparatu cechował się soczystymi kolorami i przyjemną tonalnością, a cała edycja sprowadziła się w zasadzie do lekkiego wyrównania poziomów ekspozycji. Początkowo myślałem, że to po prostu kwestia 10-bitowego zapisu i lepszej pracy z kolorem korpusu Sony A7 IV, którym mieliśmy okazję nagrywać materiał. Dopóki nie zobaczyłem materiału z obiektywu FE 24-70 mm f/4 ZA OSS, który wykorzystałem przy kilku ujęciach.

Choć różnica nie była drastyczna, to jednak wyjściowy "obrazek" był widocznie mniej żywy, a także wymagał większych korekcji i odstawał wyglądem od reszty materiału. Nie ma to być może dużego znaczenia w przypadku krótkich klipów, gdy jednak mamy do czynienia z większymi realizacjami i dużą liczbą ujęć, widocznie może wydłużyć to czas postprodukcji.

Szkła nie zawodzą też pod kątem systemu AF, który stanowi unikalną cechę ich konstrukcji. Zastosowane silniki krokowe STM działają bezgłośnie, szybko i płynnie, a także dobrze współpracują ze śledzącym autofokusem aparatów Sony. Praktycznie cały materiał nagrałem korzystając z systemu AF w trybie C-AF z dotykowym trackingiem i ani razu nie miałem do czynienia z sytuacją, w której obiektyw nie byłby w stanie nadążyć za systemem AF czy też się gubił.

To w dużej mierze zasługa prostej konstrukcji układu - nie ma tu ciężkich soczewek, których przesuwanie spowalniałoby działanie silnika. Być może w szybkim "fotograficznym" przeostrzaniu z planu bliskiego na daleki szkła V-AF nie będą tak skuteczne, jak modele natywne, ale w zakresie filmowania system AF spełnił w zasadzie wszystkie moje oczekiwania.

Właściwie jedyną większą „wadą”, jaką można zauważyć w serii V-AF jest delikatny breathing (zawężenia pola widzenia wraz ze zmianą ostrości). Ale i tak jest on mniej zaakcentowany niż w wielu typowych szkłach fotograficznych. Warto też wspomnieć o kwestii manualnego ostrzenia. W internetowych dyskusjach napotkałem zarzut, że szkła Samyang V-AF nie oferują pełnej liniowej kontroli ostrości. W praktyce zauważymy to jednak tylko w sytuacjach na jakie nie natrafiamy realnie w większości filmowych scenariuszy.

Jak w przypadku większości współczesnych szkieł, kąt obrotu pierścienia ostrości przekładany jest tu na ruch soczewek elektronicznie. W sytuacji gdy zaczniemy bardzo szybko poruszać pierścieniem w jedną i w drugą stronę faktycznie będziemy w stanie ten system chwilowo rozregulować, jednak jeśli ograniczymy się do pojedynczych, nawet szybkich ruchów, otrzymujemy typową liniową i powtarzalną kontrolę ostrości. Na szybkie ruchy pierścienia obiektyw reaguje co prawda z minimalnym opóźnieniem, ale to rzecz, do której można łatwo się zaadaptować.

Nie tylko do filmów

Spotkanie z obiektywami Samyang V-AF sprawiło, że zacząłem się zastanawiać czy aby nie są one ofiarami własnego marketingu. Desygnowane do roli obiektywów filmowych, uchodzą uwadze fotografujących. Zupełnie niesłusznie. Biorąc pod uwagę budowę, cenę i możliwości to obecnie jedne z najciekawszych stałek na rynku i w każdej sytuacji wybrałbym je do pracy fotograficznej zamiast zwykłych stałek z oferty Samyanga. Są co prawda o około 30% droższe od swoich fotograficznych odpowiedników, ale wynagradzają nam to spójną charakterystyką, nieco lepszą kontrolą wad optycznych i jednakowymi gabarytami.

Szkła V-AF warto mięć na radarze także z jeszcze jednego względu. Gdyby kiedyś zamarzyło się nam wkroczyć w świat bardziej profesjonalnych produkcji, filmowe stałki Samyanga niebawem będziemy w stanie zamienić… w obiektywy anamorficzne. Podczas wrześniowych targów IBC 2023 producent pokazywał prototyp uniwersalnego adaptera anamorficznego montowanego na przednią soczewkę obiektywów. Inwestując w linię V-AF, docelowo każdy posiadany przez nas model będzie mógł pracować jak obiektyw anamorficzny przy pomocy jednego akcesorium.

Oznacza to także, że już niedługo seria Samyang V-AF powinna zostać rozbudowana o wariant z mocowaniem L-Mount (producent dołączył do tego systemu w lipcu bieżącego roku). Możliwości szkieł anamorficznych obecnie na niewiele bowiem zdadzą się użytkownikom aparatów Sony, które nie oferują trybu rejestracji w trybie open gate. Takie możliwości niemal w każdym modelu oferują jednak aparaty Panasonic Lumix, a to właśnie system, który upodobali sobie filmujący szukający jak najlepszego stosunku jakości do ceny.

Podsumowując, szkła z serii Samyang V-AF to z mojej perspektywy jedna z najlepszych inwestycji w optykę dla filmujących nie dysponujących dużym budżetem. Oferują dużą wygodę pracy z ciągłym AF, ale jednocześnie pozwalają swobodnie rozwijać się w zakresie manualnej kontroli, a docelowo będą mogły posłużyć także do realizacji nawet typowo profesjonalnych produkcji. To wszystko w cenie ok. 2500 zł za każdy z modeli. W zakresie uniwersalności, na chwilę obecną na rynku amatorskim i semi-pro trudno znaleźć dla stałek Samyanga realną konkurencję.

Więcej informacji i szczegółowe specyfikacje serii V-AF znajdziecie na stronie samyanglens.com.

Skopiuj link

Autor: Maciej Luśtyk

Redaktor prowadzący serwisu Fotopolis.pl. Zafascynowany nowymi technologiami, choć woli fotografować analogiem.

Komentarze
Więcej w kategorii: Recenzje
Marry Ellen Mark: Encounters. „Niesławni” dostają głos [RECENZJA]
Marry Ellen Mark: Encounters. „Niesławni” dostają głos [RECENZJA]
Mark nigdy nie była muchą na ścianie - to właśnie intensywność jej obecności, szczerość i empatia otwierały jej większość drzwi. Najnowszy album to wielka retrospektywa jednej z najważniejszych...
27
Klein znaczy Wielki. Najlepsze albumy fotograficzne roku 2023
Klein znaczy Wielki. Najlepsze albumy fotograficzne roku 2023
10, 9, 8, 7… Zanim zaczniemy odliczać sekundy do rozpoczęcia Nowego Roku, zatrzymajmy się na chwilę i wspomnijmy jeszcze ten mijający. Ostatnie miesiące obfitowały w interesujące...
20
Nie mieć nic, czyli mieć wszystko. "Lost & Found" Michaela Josepha [RECENZJA]
Nie mieć nic, czyli mieć wszystko. "Lost & Found" Michaela Josepha [RECENZJA]
Bez zastanowienia wyskoczył z taksówki i poprosił o zgodę na zrobienie zdjęcia. Portret nieznajomego chłopaka z kotwicą wytatuowaną na policzku dał początek projektowi, który pochłonął...
25
Powiązane artykuły
Wczytaj więcej (1)