Vivo X500 Pro Max - pierwsze wrażenia i zdjęcia testowe (+RAW)

Między Pro a Ultra, Vivo postanowiło zmieścić jeszcze nowy model Pro Max, który pod względem możliwości fotograficznych czerpie z obu linii, ale wprowadza też kilka nowości. Zaraz przed premierą w nasze ręce trafił jeden z pierwszych egzemplarzy tego mocno zorientowanego na fotografię smartfona. Na gorąco dzielimy się pierwszymi spostrzeżeniami oraz paczką przykładowych zdjęć.

Dodaj do źródeł Skomentuj Kopiuj link
Posłuchaj
00:00

Nowa segmentacja to żadne zaskoczenie. Podobne zmiany w portfolio planuje również Oppo czy Xiaomi. To też być może dopiero początek zmian, bo z różnych stron docierają plotki, że producenci nie wykluczają wygaszania swoich linii Ultra. Ujednolicanie portfolio spodoba się konsumentom, z drugiej jednak strony Ultra to segment, w którym marki zaznaczały swoją indywidualność. Czy tak się stanie przekonamy się już niedługo, tymczasem przyjrzyjmy się możliwościom wersji Pro Max, czyli najbardziej fotograficznemu modelowi z nowej linii X500.

Szczegółowo specyfikację poszczególnych modeli opisaliśmy w naszym premierowym newsie, dlatego teraz krótko tylko przypomnimy czym Pro Max różni się od modelu Pro. Ale zacznijmy może od tego co mają wspólnego, a jest to nowa customowa matryca Sony Lytia L910 (50 Mp) sparowana z obiektywem 24 mm f/1,5. Wykonana w technologii LOFIC ma oferować zakres tonalny sięgający aż 17 EV oraz widocznie niższy szum. Ten sam jest również szeroki kąt. To optyka 14 mm z bardzo dużą – jak na rynkowe standardy – matrycą 1/2,75”.

Od lewej: vivo X500 Pro Max, vivo X300 Pro, vivo X300 Ultra

To co różni oba modele to przede wszystkim moduł tele. Większy Pro Max otrzymuje dokładnie ten sam układ, który zastosowano w Ultrze, a więc zaprojektowaną przez Zeissa optykę APO 85 mm f/2,67 z sensorem 200 Mp 1/1,4”. Mniejsza obudowa modelu Pro wymagała zastosowania mniejszego peryskopu dlatego by zachować ogniskową 85 mm zastosowano nowy sensor 64 Mp 1/2” z nieco większą przysłoną f/2,5. Nadal jest to też moduł APO sygnowany logo Zeiss.

Pro Max i Pro. A właściwe Pro i Pro mini 

Pro Max pod względem gabarytów niemal nie różni się od modeli z linii X300. Wyraźnie mniejszy i odczuwalnie lżejszy jest za to nowy model Pro. Będzie też tańszy więc dla tych, którym nie zależy na topowej specyfikacji teleobiektywu może okazać się nawet bardziej interesujący. Naprawdę przyjemnie leży w dłoni, testując ostatnio głównie „ultrasy” zdążyłem zapomnieć, jak wygodnie operuje się na nieco mniejszym ekranie.
 

Wróćmy jednak do Pro Maxa. To nadal „pudełkowa” prosta bryła wykonana ze szkła i aluminium z klasą szczelności IP 66/67. Z fabrycznie naklejoną folią na ekranie i miłym w dotyku „bumperem” w zestawie. Design jest przy tym bardzo oszczędny. Dzielone wykończenie plecków to drobna faktura w górnej i nieregularne, połyskujące elementy zatopione w dolnej części. Są na tyle subtelne, że z odległości metra plecki wydają się gładkie.

Okrągła masywna wyspa nadal wyraźnie dominuje tylną ściankę. Ma swoją grubość ale nie jest tak wydatna jak w przypadku Ultry. Jest przy tym ładnie wykończona wąskim pierścieniem i delikatnym rantem, który zabezpiecza szybę przykrywającą aparaty. Nie każdemu ta duża szklana tafla się podoba, ale ma ona jedną zaletę, z którą trudno dyskutować – jednym ruchem możemy przetrzeć od razu wszystkie aparaty. 

Na oprawie widzimy ten sam zestaw przycisków co w serii X300, a więc bez dodatkowych rozwiązań dedykowanych fotografii. Nie powinno nas to jednak dziwić – dla tych, którzy wybierają smartfon aparatem przygotowano w końcu cały set akcesoriów, z dużym wygodnym gripem i zewnętrznymi obiektywami (o czym za chwilę).

Istotnych zmian nie widzimy również w natywnej aplikacji aparatu. Między trybami przełączamy się za pomocą klasycznej karuzeli a do większości trybów i ustawień mamy dostęp z poziomu głównego ekranu. Tryby dodatkowe wyrzucono jak zawsze do zakładki „Więcej”, którą możemy edytować, by mieć np. tryb Pro w zasięgu kciuka.

To co zdecydowanie podoba mi się w nowym Pro Max to responsywność i natychmiastowa gotowość do fotografowania. Błyskawicznie uruchamiamy go z poziomu zablokowanego ekranu i wyzwalamy migawkę raz za razem. Aparat jest, jak to się mówi, naprawdę „snappy”. Podczas ulicznych testów kilka razy zdziwiłem się, że „jednak zdążyłem”. Dla streetowców” to bardzo dobra wiadomość.

Pod względem możliwości nowy model nie przynosi generalnie wielkich zmian. Pojawiają się m.in. tryby portret filmowy i nowe możliwości w zakresie wideo, ale tym przyjrzymy się już w pogłębionym teście (paczkę przykładowych nagrań, w tym w nowym profilu Log, 8K i 240 kl./s możecie pobrać klikając link poniżej). 

Podobnie jak samej jakości zdjęć, a ciekawi nas zwłaszcza obiecywana przez producenta zwiększona odporność na prześwietlenia sensora LOFIC, oraz bezpośrednie porównanie z modelem Ultra (nad którym już pracujemy).

Zamień telefon w aparat czyli akcesoria dla wymagających

Podobnie jak w linii X300, również aparaty z serii X500 współpracują z zewnętrznymi telekonwerterami projektowanymi (a podobno również produkowanymi) przez niemiecką pracownię Carl Zeiss. Tu nie ma absolutnie żadnych zmian. „Czterysetka” to dokładnie ta sama konstrukcja co dla X300 Ultra, co nie powinno dziwić, bo Pro Max wykorzystuje ten sam moduł tele co Ultra.

 

Wykonany z dbałością typową dla profesjonalnych obiektywów i zaawansowanym układem optycznym (15 elementów ustawionych w 2 grupach), waży aż 250 g, a to oznacza, że cały zestaw zbliża się do - działającego na wyobraźnię - pół kilograma. I jest to już waga, która wymaga trzymania aparatu oburącz, najlepiej z wykorzystaniem dodatkowego uchwytu. Producent oczywiście pomyślał i o tym.

Na zestaw „małego fotografa” składa się jeszcze sztywna obudowa z aluminium z płytką bagnetową i doczepiany uchwyt z fizycznym spustem i dźwignią zoomowania. Grip komunikuje się z aparatem przez USB-C i nie tylko nie podjada mu prądu, ale jeszcze doładowuje go ukrytym wewnątrz ogniwem 2300 mAh.

15 MM
24 MM
85 MM
400 MM

Zewnętrzny telekonwerter nie jest oczywiście niczym nowym, ale trzeba podkreślić, że rozwiązanie natywne to przede wszystkim lepsza współpraca z systemem stabilizacji (absolutnie niezbędnym przy tak długich ogniskowych), a w przypadku Vivo możliwość pracy w różnych trybach i formatach (również RAW). To czego nadal brakuje, to automatyczne wykrywanie telekonwertera (konstrukcja keplera sprawia że obraz jest odwrócony i musimy każdorazowo włączać i wyłączać funkcję konwertera gdy przełączamy się między ogniskowymi.

15 MM
24 MM
85 MM
240 MM
400 MM
800 MM
1600 MM
3200 MM

Stosowanie tego typu akcesoriów oczywiście nieco kłóci się z ideą „mobilnej” fotografii, ale nie mamy wątpliwości, że mają one swoich fanów. Dzięki dużej rozdzielczości sensora 200 Mp dobrej jakości zbliżenia 400 a nawet 800 mm uzyskamy również bez konwertera, ale zastosowanie zewnętrznej optyki wyraźnie zmienia charakter obrazu i zdecydowanie przybliża go do tego, który znamy z „dużych aparatów”. Jeśli jesteście ciekawi możliwości tego konwertera, zajrzyjcie do naszego testu modelu X300 Ultra.

Vivo X500 Pro Max - zdjęcia testowe 

Wszystkie zdjęcia wykonaliśmy na domyślnych ustawieniach smartfona. Są to nieedytowane pliki prosto z urządzenia. Kliknij poniższy link aby pobrać również paczkę plików RAW.

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Fotopolis do ulubionych źródeł
Komentarze
Przeczytaj także
Zobacz więcej z tagiem: Vivo
Magazyny
Zamów