Chińskie marki nie spieszyły się z wprowadzeniem „Ultrasów” w Europie. Nic w tym zresztą dziwnego. To rynek trudny i bardzo konkurencyjny, a zbudowanie pozycji nowego modelu ryzykowne i kosztowne, zwłaszcza w segmencie najdroższych modeli ultra premium. Co więc zachęciło producenta do tego śmiałego ruchu?
Zapewne dobry odbiór bardzo udanych modeli X200 Pro i X300 Pro, ale też poczucie,
że produkt dojrzał i może już nie tylko rywalizować, ale też wygrywać z flagowcami konkurencji. To też logiczny krok z perspektywy biznesowej ekspansji.
Bez względu na powody, bardzo cieszy nas fakt, że na lokalnym rynku pojawia się kolejny poważny gracz, i że zarezerwowane dotąd wyłącznie dla rynku chińskiego modele Ultra trafią teraz również w ręce polskich użytkowników. Oczywiście zdobycie Ultra do tej pory również było możliwe, ale tylko z lokalnym azjatyckim oprogramowaniem, co w codziennym użytkowaniu przysparzałoby jednak naprawdę sporo problemów.
Co na pokładzie, czyli Ultra kontra Pro
Choć w tym teście nie unikniemy odniesień do poprzedniej generacji Ultra, nowy model porównujemy przede wszystkim do X300 Pro. Są to smartfony tej samej generacji i przede wszystkim oba będą teraz dostępne dla polskiego konsumenta.
Jakie zmiany przynosi więc pierwszy szeroko dostępny Ultra? Przede wszystkim główny moduł oparto o sensor 200 Mp, który jest też fizycznie większy niż w modelu Pro. Tele w pierwszej chwili wydaje się bliźniacze względem Pro (200 Mp, 1.14”, 85 mm, f/2.67), w rzeczywistości otrzymuje jednak nowszy, również customowy sensor i wydajniejszą stabilizację. Istotną przewagą ma być też znacznie większy sensor w module ultraszerokokątnym, traktowanym innych przez producentów nieco po macoszemu.
Moduł foto w cyfrach prezentuje się więc następująco:
- Moduł ultraszerokokątny: 50 Mp (1/1.28”), 14 mm, f/2, OIS
- Moduł szerokokątny: 200 Mp (1/1.12”), 35 mm, f/1.85, OIS
- Moduł tele: 200 Mp (1/1.4”), 85 mm (peryskopowy), f/2.67, OIS
- Moduł przedni: 50 Mp, f/2.45
Uwagę zwraca nieczęsto spotykana, „dokumentalna” ogniskowa 35 mm w głównym aparacie, która daje bardziej naturalny, zbliżony do ludzkiego oka kąt widzenia i - zdaniem producenta - lepiej wpisuje się w zestaw „złotych ogniskowych” zaprojektowanych pod trzy typowe scenariusze: krajobraz i architektura (14 mm), reportaż i street (35 mm) oraz portret (85 mm).
A zakres ten możemy jeszcze rozszerzyć, stosując cyfrowe "bezstratne cropowanie" dzięki matrycy 200 Mp lub stosując telekonwertery: testowany przez nas już model 200 mm oraz zupełnie nowy konwerter 400 mm (któremu nieco dalej poświęcamy osobny rozdział).
Przejdźmy więc do konkretów.
Design i wykonanie
Model Ultra jest tylko minimalnie większy (162 × 76 × 8,2 mm) i cięższy (232 g) od X300 Pro, ale jednocześnie zbliża się do granicy, której wolelibyśmy, aby producenci nie przekraczali. Smartfon jest naprawdę masywny, a okrągła wyspa aparatów bardzo wydatna, co daje jednocześnie zaskakująco wygodne podparcie dla palca wskazującego.
I generalnie prezentuje się wspaniale. To zgrabna, pudełkowa bryła z płaskim ekranem, a całość uzupełniają estetyczne, „fotograficzne” smaczki, jak precyzyjnie radełkowany pierścień wokół wyspy czy dwukolorowe wykończenie wersji Stepowa zieleń (dostępny jest też minimalnie lżejszy wariant Wulkaniczna czerń, wykończony włóknem szklanym).
W nasze ręce trafił model łączący srebro anodowanego aluminium z szałwiową zielenią i dopasowanym kolorystycznie, miękkim „bumperem”. Sam smartfon wykonano w znacznym stopniu z formowanego szkła, które okazuje się niezwykle miłe w dotyku - wręcz welurowe - i które ma być również wyjątkowo odporne.
Czy jest tak faktycznie, pokażą dopiero długoterminowe testy, ale póki co jedyne widoczne ślady użytkowania to drobne ryski na fabrycznie nakładanej na ekran folii ochronnej. A wygląda na to, że smartfon przeszedł już przez kilka redakcji. Producent deklaruje również szczelność na poziomie IP68/IP69, co oznacza wodoodporność oraz odporność na strumień pod ciśnieniem.
Na obudowie nie znajdziemy żadnych dodatkowych przycisków, takich jak dodatkowy fizyczny spust czy programowalny przycisk skrótu obecny chociażby w modelu Pro. Producent stawia na czystą ramkę i rozbudowane akcesoria. Nowy, opcjonalny grip to już bardzo rozwinięta fotograficzno-filmowa ergonomia. Ale o tym nieco później.
Bardzo dobre wrażenie robi 10-bitowy ekran LTPO AMOLED w rozmiarze 6,8” (rozdzielczość 1440 x 3168 px), o jasności 4500 nitów. Jest klarowny, precyzyjny i wystarczająco jasny nawet w mocnym azjatyckim słońcu. To też w zasadzie ekran referencyjny z 2K ZEISS Master Color Display, rozbudowanym wsparciem HDR i bardzo niską jasnością minimalną (1 nit). Obsługa i szybka edycja zdjęć to czysta przyjemność.
Natywna aplikacja i funkcje dodatkowe
Na pierwszy rzut oka bez większych zmian. To ten sam prosty i przejrzysty interfejs, choć szybko zauważamy, że funkcjonalności jeszcze przybyło, a całość została też nieco uporządkowana. Dla przykładu tryb fotografii ulicznej, który w X300 Pro był niemal osobną aplikacją, teraz zintegrowano z głównym menu i dodano do karuzeli trybów.
Oczywiście nadal sami decydujemy o tym, które tryby chcemy mieć pod palcem, a które wyrzucamy na dalszy ekran widoczny po kliknięciu „Więcej”. Konfigurowalny jest też układ małych ikon, producent przygotował ponadto wybór gotowych "Ustawień wstępnych" aparatu, tak by zapewnić szybki dostęp do funkcji i trybów potrzebnych np. do zdjęć w ruchu lub by po prostu „odgruzować” ekran, pozostawiając tylko te istotne dla tworzenia realistycznych ujęć.
Największą zmianą jest nowy, rozbudowany tryb Pro Video, gdzie interfejs przypomina raczej te znane z profesjonalnych kamer niż smartfonów. Otrzymujemy waveform i histogram w czasie rzeczywistym, ręczną kontrolę parametrów, a przyciskiem DISP możemy wyczyścić kadr z większości overlayów, żeby lepiej oceniać obraz.
Co ważne, Log i zarządzanie kolorem są tu elementem workflow. Możemy zaimportować własny LUT do podglądu/monitoringu, a następnie szybko przełączyć podgląd na Rec.709 lub HLG. Widać, że Vivo zaczyna poważnie traktować również twórców wideo.
Nowe kolory - ważna zmiana w linii Ultra
To coś, co chyba nie przebiło się wystarczająco w komunikacji. A może okazać się jedną z ważniejszych zmian pod kątem fotografii. Vivo implementuje bowiem własne „color science”, wspierane nowym, w tym celu zaprojektowanym czujnikiem vivo True Color (12 kanałowy sensor wykrywający kolory o rozdzielczości 5 Mp).
Jeszcze w 2024 roku, wraz z debiutem linii X, zapowiedziano całą platformę technologii obrazowania Blueprint Imaging (algorytmy, przetwarzanie, układy V-series), ale dopiero w X300 Ultra pojawia się domyślny tryb koloru Blueprint Native Color, który zastępuje (na razie tylko w modelu Ultra) tryb ZEISS Natural Color. I od razu musimy powiedzieć, że sprawdza się znakomicie.
W menu Styl kolorów znajdziemy dwa nowe tryby BlueImage: Żywe i Realistyczne. Domyślnym trybem jest Realistyczne, który zapewnia zaskakująco wierny i naturalny rendering. Tryb Żywe, co nikogo nie zaskoczy, oferuje mocno wysycone, czasem wręcz cukierkowe barwy, które również znajdą swoich fanów.
Naszym zdaniem nowy tryb Realistyczne wypada lepiej niż ZEISS Natural Color, który wiarygodnie reprodukuje barwy, ale czasami przesadnie spłaszcza kontrast. Stanowi dzięki temu dobry punkt wyjścia do edycji, ale nowy tryb vivo - przy nadal bardzo wiernym kolorze - może być już finalnym obrazem, któremu niczego nie brakuje.
W menu Styl kolorów znajdziemy oczywiście również całą kolekcję efektowych trybów, pozwalających szybko nadać zdjęciu określony charakter.
Każdy z tych trybów możemy dodatkowo edytować, a także na bazie ulubionego stworzyć własny i zapisać go w menu pod dowolną nazwą. Możemy więc dodać odrobinę ziarna, by złagodzić cyfrową doskonałość, oraz przygasić mocniej światła i nieco ocieplić, by nadać zdjęciom bardziej "analogowy look". Smartfon pozwala nawet ujemnie korygować ostrość, by dodatkowo zmiękczyć zbyt kliniczny charakter zdjęć.
Co ciekawe, wielu z tych operacji nie będziemy w stanie przeprowadzić we wbudowanym edytorze. Skutecznie poprawimy ekspozycję i kolor, ale nie dodamy już ziarna i nie obniżymy ostrości. Po wykonaniu zdjęcia nie nałożymy też naszego autorskiego presetu, co poniekąd rozwiązywałoby problem. Z kolei edytor oferuje kilka ciekawych suwaków, których nie znajdziemy w menu kalibracji stylu koloru. Naszym zdaniem wspaniale byłoby przedstawić sobie inżynierów, którzy projektowali te dwie funkcjonalności. Razem mogliby mieć wszystko! ;)
Nowością w X300 Ultra jest też bardziej zaawansowany tryb Krajobraz. Oprócz dotychczasowej automatyki mamy też wariant Pro, w którym aparat nadal dąży do zwiększania dynamiki, podbija mikrokontrast oraz nasycenie zieleni i błękitów, ale zostawia nam furtki w postaci ręcznej kontroli parametrów i zapisu RAW. W trybie koloru znajdziemy też kilka dodatkowych wariantów, w tym aż trzy dedykowane do zdjęć nocnych.
Ultra pozwala też w pewnym stopniu kontrolować siłę przetwarzania obrazu. Z poziomu menu możemy wyłączyć funkcję HDR, co naszym zdaniem nie ma jednak sensu. Tryby te realizowane są dziś naprawdę dobrze, a ich wyłączenie zwyczajnie obnaża niedostatki mniejszych matryc i na stałę otwartej przysłony. Zwłaszcza w bardzo mocnym słońcu, gdy dynamika tonalna jest dla sensora nie do udźwignięcia.
Jeśli chcemy ograniczyć podbijanie cieni i gaszenie świateł, lepszym wyborem będzie tryb Surowe oświetlenie, który ogranicza agresywne rozjaśnianie sceny i część automatycznych poprawek, by zachować bardziej naturalny kontrast.
By w jeszcze większym stopniu kontrolować efekty, najlepiej po prostu zapisywać zdjęcia w formacie RAW. X300 Ultra nie daje niestety szybkiego dostępu do zapisu RAW w trybie Auto, ale zawsze możemy ustawić tryb Pro jako domyślny. Vivo nadal wygrywa też z wieloma topowymi smartfonami, pozwalając w ogóle na równoległy zapis JPEG + RAW.
Plik RAW w smartfonach vivo to pojedyncza ekspozycja, ale z pewnością nie jest to czysty odczyt matrycy. Informacje o obrazie są już w pewnym stopniu przetworzone, z nałożonymi korekcjami wad optycznych, usuwaniem artefaktów i wstępnym odszumianiem. Nadal jest to jednak plik bogatszy w informacje, co łatwo sprawdzić, prześwietlając zdjęcia w kontrolowany sposób.
Na powyższym porównaniu widzimy efekt podniesienia ekspozycji o 2 EV. Czerwone plamy to obszary pozbawione informacji. Żadnego zaskoczenia: plik JPEG nie daje nam zbyt wiele pola do edycji. W przypadku pliku RAW rozjaśnianie cieni znacznie wolniej będzie prowadzić do równoczesnego przepalania świateł. Jeszcze lepiej wypada SuperRAW, a więc plik DNG sklejony z kilku surowych klatek o różnej ekspozycji. W praktyce będzie to najlepszy wybór w sytuacjach bardzo dużego kontrastu.
Paczkę plików RAW możecie pobrać do własnej oceny pod poniższym linkiem. A teraz przyjrzyjmy się kolejno wszystkim modułom nowego Vivo X300 Ultra!
Główny, „dokumentalny” moduł 35 mm f/1,85 (200 Mp)
Podobnie jak w X200 Ultra, główny aparat oferuje odpowiednik ogniskowej 35 mm. Ogniskowej bardzo lubianej przez fotografów, która ma też lepiej wpisywać się w zestaw 14-35-85 mm i oferować bardziej naturalny i „humanistyczny” kąt widzenia niż typowe szerokokątne 23 mm.
Węższa ogniskowa wymusiła jednak zastosowanie mniejszej, niż często spotykane w klasie Ultra, 1-calowej matrycy (tor optyczny byłby dłuższy, więc wyspa aparatów znacznie grubsza) oraz mniejszą jasność f/1,85. Zastosowana w X300 Ultra Sony LYTIA-901 to jednak sensor nadal o 30% większy niż w X300 Pro i tylko 20% mniejszy od „jednocalówek”. A do tego oferuje rozdzielczość 200 Mp, co w trybie binningu (łączenie pikseli w wynikowe zdjęcie 25 Mp) oznacza pojedynczy piksel wielkości aż 2,8 µm.
Dodatkowo nowy system HDR (Hybrid Frame-HDR) ma dawać więcej zapasu w światłach i czystsze cienie, a całość wspierają optyczna stabilizacja o wydajności 6,5 EV (według standardu CIPA) oraz zaawansowane powłoki T* Zeiss ALD.
A co pokazują zdjęcia? W dobrym świetle, naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Kolory są soczyste, ale wciąż naturalne, a detal bardzo „organiczny” i dobrze odwzorowany nawet na krawędziach kadru. Matryca ładnie zachowuje światła i nie przesadza z rozjaśnianiem cieni. Obraz ma świetną tonalność i zazwyczaj nie potrzebuje żadnych korekt.
Również zdjęcia nocne wyglądają znakomicie. Zaawansowane wieloklatkowe przetwarzanie daje obraz bardzo czysty, ale nadal szczegółowy. Zdjęcia mają dobre kolory, również punkty świetlne oddawane są precyzyjnie i bez mglistych obłoków, które często widujemy.
Pewien spadek jakości widzimy czasem w kłopotliwym dla automatyki półmroku i scenach mocno zacienionych, gdy do akcji wkracza AI, które stara się precyzyjnie „odbudować” szczegóły zdjęcia. Również w przypadku dynamicznego ruchu mogą pojawić się drobne artefakty, choć dostrzeżemy je dopiero na bardzo dużych powiększeniach rzędu 400%.
Tele 85 mm f/2.7
Peryskopowy teleobiektyw to, podobnie jak w X300 Pro, stosunkowo duża, 200-milionowa matryca 1/1.4”. Tym razem mamy jednak do czynienia z następną generacją zaprojektowanego dla Vivo sensora dostarczanego przez Samsunga, HP0, będącego ewolucją również customowych poprzedników HP9 i HPB.
Ważną nowością jest system stabilizacji OIS o wydajności 7 EV, uzyskiwanej dzięki odchylanej o 3° grupie soczewek korekcyjnych - producent nazywa ją wręcz „gimbal-grade”.
Vivo podkreśla również zaawansowany AF z odświeżaniem 60 kl./s, skuteczny tracking oraz nowe, 4-etapowe odszumianie, maksymalnie chroniące detal, i 12-bitowy HDR, co oznacza, że sygnał jest próbkowany z większą precyzją (4096 poziomów zamiast 1024 w 10-bit). Jak przekłada się to na zdjęcia?
Naszym zdaniem producent wykonał tu jeszcze krok naprzód, poprawiając osiągi i tak bardzo udanego tele w modelu Pro. Przede wszystkim obraz jest jasny i klarowny, bez spotykanego często efektu zalewania czernią cieni. W dobrych warunkach obraz ma przyjemną, naturalną fakturę, bez śladów przetwarzania. Gdy światła jest mniej, odszumianie wygładza obraz, ale nadal łaskawie obchodzi się z detalami.
Duża rozdzielczość sensora pozwala również na „bezstratne” cropowanie. Pod palcem mamy ogniskowe 170 i 230 mm, które w praktyce są nadal użyteczne, choć tu przetwarzanie bywa już bardziej widoczne, a obraz bardziej „wypolerowany”.
Ciekawostka - kształt oprawy peryskopu wpływa na charakter rozmycia. Bokeh na zdjęciach zyskuje przez to foremny kształt, co nieco dziwi, biorąc pod uwagę, jak duży nacisk Vivo kładzie na ten aspekt, starannie imitując bokeh klasycznych obiektywów Zeiss.
Moduł tele wykorzystywany jest również do realizacji trybu Super macro, który oferuje ogromną - jak na smartfon - skalę odwzorowania 3.4:1. Efekty są naprawdę imponujące. I nawet jeśli na dużych powiększeniach widać już poprawianie definicji szczegółów, na ekranie smartfona, a nawet komputera, zdjęcia wywołują nadal WOW.
Vivo ZEISS Telekonwerter 400 mm
Wraz z modelem Ultra na rynek trafia nowy telekonwerter 4,7x, który wydłuża zasięg modułu tele do 400 mm. W trybie „bezstratnego cropa”, dzięki matrycy 200 Mp, zakres możemy zwiększyć nawet do 1600 mm. Takie przybliżenie ma jednak swoją cenę, a dokładnie wagę.
Konwerter jest znacznie większy i cięższy (250 g) od modelu 200 mm, więc cały zestaw z gripem zbliża się już do 500 g. Wynika to jednak przede wszystkim z naprawdę solidnej budowy i bogatej konstrukcji optycznej. Układ soczewek to 15 elementów ustawionych w 2 grupach, w tym aż 6 elementów specjalnych korygujących wady optyczne (jeden asferyczny i pięć o niskiej dyspersji).
Konwerter mocujemy do dedykowanej płytki bagnetowej, a tę z kolei nakręcamy na gwint akcesoriów dedykowanego etui - tym razem zaprojektowanego już przez samo Vivo (do Vivo X200 Ultra i X300 Pro dodatki „Photography Kit" projektował chiński producent akcesoriów PGYTECH). Obudowa jest bardzo lekka, ale sprawia solidne wrażenie. Całość wygląda też estetycznie i efektownie, choć widać już, że z czasem na srebrnej farbie aluminiowej platformy będą pojawiać się otarcia i zarysowania.
Podobnie jak w przypadku modelu 200 mm, to tzw. konstrukcja Keplera, co oznacza, że konwerter działa jak mini-teleskop, a obraz rzutowany na matrycę jest odwrócony. Smartfon niestety nie wykrywa go automatycznie, musimy więc każdorazowo ręcznie poinformować go o tym, wciskając ikonę skrótu na ekranie.
Na plus trzeba jednak zaliczyć to, że telekonwerter możemy aktywować w dowolnym trybie pracy a nie w dedykowanym (jak np. w przypadku Oppo), co pozwala na fotografowanie w trybie Pro, Nocnym, czy Superksiężyc.
Muszę przyznać, że praca z tak długim tele podpiętym do smartfona to ciekawe doświadczenie. Pierwsze zaskoczenie - większa waga pomaga stabilnie trzymać cały zestaw. Stabilizacja świetnie spełnia swoją rolę, ale powyżej 400 mm kadrowanie i tak wymaga pewnej ręki. A najlepiej statywu, bo w zestawie znajdziemy też kołnierz ze stopką mocowania.
Nie jest to też zestaw do fotografii makro. Minimalny dystans ostrzenia - jak zawsze w przypadku bardzo długiej optyki - jest dość spory i w tym przypadku wynosi ok. 3 metry. Małe obiekty w niedużym dystansie trudniej też precyzyjnie kadrować i trzymać w płaszczyźnie ostrości. Znacznie lepiej sprawdza się w przypadku odległych obiektów i, jak się wydaje, do tego właśnie został zaprojektowany.
W stabilnym kadrowaniu pomóc ma też opcjonalny grip, który tym razem jeszcze rozwinięto. Wpinamy go przez USB-C, a wtedy automatycznie przejmuje kontrolę nad obsługą aparatu (i jednocześnie doładowuje smartfon ukrytym wewnątrz ogniwem 2300 mAh). Zdecydowanie poprawia chwyt, a dwustopniowy spust potęguje jeszcze wrażenie, że mamy do czynienia z prawdziwym aparatem. Nie zawsze jest on jednak najlepszym rozwiązaniem do pracy z telekonwerterem.
Przy bardzo dużych zbliżeniach każde mikroporuszenie ma znaczenie więc nawet bardzo delikatne wciskanie spustu może wpływać na kompozycję. Także owszem, cieszył nas pewny chwyt, ale migawkę mimo wszystko wyzwalaliśmy kciukiem na ekranie (co nadal jest jak najbardziej wygodne).
Obsługa z poziomu uchwytu bardzo fajnie sprawdza się za to w streecie, gdy fotografujemy z nietypowej perspektywy i podczas filmowania, głównie ze względu na precyzyjną dźwignię płynnego zoomowania.
Jakość zdjęć? Nieosiągalna dla nieuzbrojonego smartfona. I nie chodzi nawet o ostrość czy szczegółowość, ale o zasięg i naturalną plastykę, typową dla dużych aparatów. Najlepiej obrazuje to zestawienie cyfrowego cropa 400 mm z obiektywu 85 mm i efektów zastosowania konwertera 400 mm. Oba zdjęcia wyglądają dobrze, ale optyczne zbliżenie kompresuje perspektywę i w bardzo naturalny sposób renderuje nieostrości.
Większy extender zabiera więcej światła, więc nasze 85 mm f/2,7 zamienia się prawdopodobnie w 400 mm f/13. W dobrych warunkach nie stanowi to problemu, ale gdy światła ubywa, rośnie jednocześnie zaangażowanie systemów przetwarzania, a zdjęcia są wyraźnie wygładzone. Tracimy może najdrobniejsze faktury, ale szczegółów nadal jest sporo.
Generalnie to ekstremalne akcesorium do ekstremalnych zastosowań. Świetnie sprawdzi się w rękach świadomego użytkownika, ale do codziennej czy podróżniczej fotografii zapewne wybrałbym konwerter 200 mm.
Szeroki kąt 14 mm f/2
Na koniec moduł ultraszerokokątny, który w Vivo X300 Ultra potraktowano bardzo poważnie. Zastosowano tu 50-milionowy sensor Sony LYTIA 818 (1/1.28”), a więc ten sam, który w modelach X200 Pro i Ultra obsługiwał główny moduł.
Największe wyzwanie stanowi tu oczywiście korekcja tak szerokiej optyki, dlatego w układzie zastosowano szkło „Super blue o wysokiej absorpcji”, czyli dodatkowy element pochłaniający odbicia międzysoczewkowe, by ograniczać odblaski i spadek kontrastu podczas pracy pod ostre światło. Jest też oczywiście AF i stabilizacja o wydajności do 6 EV.
W praktyce zalety nowej konstrukcji zauważymy zwłaszcza tam, gdzie szerokie kąty zazwyczaj kuleją. W słabym świetle efekty są zdecydowanie lepsze, skutecznie korygowana jest też winieta oraz właśnie odblaski, o które przy tak dużym polu widzenia nietrudno.
Jedyne zastrzeżenie mamy do kolorystyki, która czasem odstaje od pozostałych modułów. Barwy bywają nieco pastelowe, a niebo wpada w turkus. Ewidentnie jest to kwestia niekonsekwencji przetwarzania (zbyt mocny HDR w sytuacji wysokiego kontrastu), bo w plikach RAW barwy są jak najbardziej OK. Generalnie jednak zdjęcia są soczyste, a detal dobrze odwzorowany, również na brzegach i w narożnikach.
Tryb portretowy
O ile jeszcze kilka lat temu dokładnie oglądaliśmy krawędzie, by ocenić precyzję separacji obiektu z tła, dziś skupiamy się już głównie na charakterze rozmycia. Producenci wykonali tutaj sporą pracę, bo efekty z każdą generacją są bardziej wiarygodne.
Tryb portret obsługuje wszystkie podstawowe ogniskowe i dodaje jeszcze dwie: 50 i 135 mm. Siłę rozmycia możemy kontrolować na etapie wykonywania zdjęcia, co nie jest konieczne - każde zdjęcie w trybie Portret zawiera mapę głębi, która pozwala z taką samą precyzją i skutecznością regulować efekt już po wykonaniu ujęcia.
Trzeba przyznać, że smartfony coraz lepiej radzą sobie z wprowadzaniem stopniowego rozmycia oraz przeliczaniem różnic w nieostrości przed obiektem i za nim, gdy zdjęcie jest wieloplanowe, choć tu błędy wciąż zdarzają się częściej. Vivo zdecydowanie jest jednak w awangardzie.
Tryb Pro Sport
Zwiększoną wydajność smartfon pokazuje też nowy tryb Pro Sport, który dobrze współpracuje również z telekonwerterem. Aparat priorytetyzuje tu śledzenie obiektu - ostrość można szybko „przypiąć” do tematu (np. podwójnym kliknięciem w ekran) - a następnie fotografować seriami, podczas gdy urządzenie przetwarza kolejne klatki w locie.
W praktyce działa to po prostu bardzo „snappy”: możemy wykonywać dynamiczne serie bez odczuwalnych opóźnień na spuście (shutter lag) czy też wynikających z samego przetwarzania. Nowy Snapdragon 8 Elite Gen 5 pokazuje tutaj swoją moc.
Podsumowanie
Nowym "Ultrasem" Vivo przesuwa ponownie granice: szybkości, jakości obrazu, pracy w słabym świetle i zasięgu dzięki bezstratnemu cropowaniu, a zwłaszcza nowym telekonwerterom 200 i 400 mm. Zdjęcia mówią tu same za siebie.
Potężny Vivo X300 Ultra dobrze pokazuje też, jak duży wpływ na jakość zdjęć ma dziś wydajność i moc obliczeniowa. W sytuacji, gdy software jest już równie ważny jak hardware (jeśli nie ważniejszy), szybsze przetwarzanie to mniej artefaktów, bardziej precyzyjny tryb portret i lepsze, bo realizowane już niemal natychmiast zdjęcia nocne.
Sposób fotografowania zupełnie odmienia też ogniskowa 35 mm. Choć należę do plemienia fotografów wyznających na co dzień duet 28 + 50 mm, po kilku tygodniach z X300 Ultra przyznaję, że w przypadku smartfona ogniskowa 35 mm może być królem uniwersalności. Jeszcze lepsze tele 85 mm, znakomicie ją też uzupełnia.
W końcu, jak przystało na topowy model, obok świetnej automatyki otrzymujemy również rozbudowaną personalizację, z kalibracją styli zdjęć włączenie. Możliwość stworzenia własnego presetu na bazie nowego, bardzo naturalnego trybu koloru to coś, co szczerze mówiąc, przekonuje mnie chyba najbardziej.
Smartfon nie jest oczywiście wolny od wad. Choć zgrabny i pięknie zaprojektowany, jest też naprawdę masywny, nawet jak na klasę Ultra. W dobrym świetle tonalność i szczegółowość przewyższa już niektóre aparaty, ale gdy światła zaczyna brakować, do akcji ochoczo w kracza AI, podmalowując detale i wygładzając faktury. Również na szerokim kącie (swoją drogą naprawdę niezłym) przetwarzanie bywa zbyt gorliwe przesadzając z efektem HDR, co prowadzi czasem do przekłamań barwnych.
Zaawansowane przetwarzanie w trybie pełnej automatyki nie powinno nas oczywiście specjalnie dziwić, bo zadaniem smartfona w tym trybie jest zapewnienie możliwie najlepszego obrazka i zdjęć, które nie wymagają już żadnej edycji. Dla bardziej wymagających fotografów przewidziano tryb Pro i przede wszystkim równoczesny zapis JPEG + RAW.
-
Świetne kolory w trybie BlueImage
-
Topowa jakość modułu 35 i 85 mm
-
Użyteczny zestaw ogniskowych 14-35-85 mm
- Czyste zdjęcia nocne z dobrym kolorem
- Jednoczesny zapis JPEG+RAW
- Dobrze realizowany tryb portret
- Rozbudowana personalizacja
- Zaawansowany tryb wideo
- Wydajna bateria
- System akcesoriów foto
- Ciężki, nawet jak na Ultra
- Brak dostępu do RAW w trybie Auto
- Sporadyczne błędy koloru dla 14 mm
- Widoczna ingerencja AI w gorszym świetle
Vivo X300 Ultra - sample testowe
Poniżej znajdziecie jeszcze garść oryginalnych, nieedytowanych zdjęć z nowego Ultra. Wszystkie wykonane zostały w trybie automatycznym na domyślnych ustawieniach (o ile nie zaznaczono inaczej).