Następca udanego modelu X200 Pro nie przynosi rewolucji, ale wprowadza kilka istotnych aktualizacji. Tych widocznych na pierwszy rzut oka, jak nowy design z płaskim ekranem, i tych ukrytych pod szklanym pancerzem, jak nowszy procesor i system operacyjny, szybsze ładowanie czy wreszcie, co interesuje nas najbardziej, udoskonalony moduł foto.
Ten sam zestaw obiektywów wspierają teraz nowe matryce (w aparacie głównym i tele), o 1 EV poprawiła się też wydajność systemu stabilizacji (5,5 EV według CIPA). Możliwości fotograficzne X300 Pro znacząco zwiększają też dedykowane akcesoria na czele z konwerterem tele Vivo ZEISS 2.35x APO, który „optycznie” - a nie cyfrowo - wydłuża zakres teleobiektywu do 200 mm, oraz fotograficznym gripem, który dosłownie zmienia ten smartfon w lekki i wygodny aparat.
Vivo X300 Pro to też najlepszy – zdaniem naszych czytelników – fotograficzny smartfon z Androidem. W rozstrzygniętym niedawno Plebiscycie Fotopolis wyprzedził Oppo Find X9 Pro, flagowca siostrzanej marki spod szyldu BBK, i znalazł się zaraz za zwycięzcą całej kategorii, iPhonem 17 Pro/Pro Max.
Czy tę kolejność potwierdzają faktyczne osiągi, sprawdzimy już niebawem w teście porównawczym, tymczasem przyjrzyjmy się uważniej możliwościom flagowca Vivo X300 Pro, oraz zestawów Vivo ZEISS 2.35x Telephoto Extender i Vivo PGYTech Imaging Grip.
Wykonanie, wzornictwo i ergonomia
Pod względem designu smartfon zdecydowanie wpisuje się w aktualne trendy. Z nieukrywaną radością żegnamy krągłości na rzecz płaskich ścianek i krawędzi. „Pudełkowa” obudowa X300 Pro to szkło w aluminiowej ramie. Matowe wykończenie prezentuje się nowocześnie i nie łapie odcisków. Jest aksamitne w dotyku, ale nie ślizga się, smartfon pewnie leży w dłoni.
Typowa dla całej serii masywna, okrągła wyspa aparatów zdecydowanie dominuje tylną ściankę. I nieco wpływa na wyważenie, ale daje też podparcie dla palca wskazującego, dzięki czemu nie rzutuje to na komfort obsługi. Z pewnością zaprojektowano ją też ze smakiem. Wąski karbowany pierścień nadaje jej profesjonalny sznyt, z kolei minimalny (niewidoczny, ale wyczuwalny) rant sprawia, że szyba, którą przykryto aparaty, nie dotyka bezpośrednio powierzchni, gdy odkładamy smartfon na stół.
Producent deklaruje szczelność na poziomie IP68/IP69 (wodoodporność + odporność na strumień pod ciśnieniem) z typowym zastrzeżeniem, że może ona spadać w czasie. Plus za dołączany w zestawie lekki, zgrabny case, i kolejny za fabrycznie nakładaną folię ochronną (która jednak łatwo się brudzi, za to ciężko czyści).
Duży ekran (6,78”) to panel AMOLED o topowej specyfikacji: 2800×1260 px, jasność do 4500 nitów, odświeżanie 120 Hz i szeroki gamut zbliżony do DCI-P3, który lepiej obejmuje nasycone kolory niż popularne sRGB. W praktyce świetnie sprawdzał się nawet w ostrym równikowym słońcu. Jasność, kąty widzenia, wierność odwzorowania barw – nie mamy mu nic do zarzucenia.
Bardzo cienkie ramki (1,1 mm) potęgują pełnoekranowe doświadczenie, ale nas najbardziej cieszy fakt, że ekran nie jest zawijany. Aktywne, dotykowe krawędzie to dla fotografów, którzy chwytają smartfon na wszelkie sposoby i fotografują często z nietypowego kąta, prawdziwa zmora.
Na obudowie nie znajdziemy dwustopniowego spustu, jest za to programowalny przycisk skrótu (z lewej strony u góry), który może służyć do wyzwalania migawki lub szybkiego aktywowania aplikacji aparatu – w tym również w „trybie ulicznym”.
Może się więc wydawać, że ergonomia, jak na topowy fotograficzny smartfon, jest dosyć skromna. Vivo nadrabia to jednak, oferując cały zestaw akcesoriów. Ale o tym za chwilę.
Natywna aplikacja foto
To zdecydowanie jedna z bardziej rozbudowanych aplikacji, jakie widzieliśmy. Cała masa trybów i ustawień, osobny interfejs trybu migawka... Na początku niełatwo się połapać, stopniowo odkrywamy ją jednak i oswajamy, konfigurując ustawienia pod własne potrzeby.
Warto tu zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Domyślnie tryb kolorystyczny ustawiony jest na Vivid, który będzie wyraźnie podbijał nasycenie barw. Jako wyjściowy do własnej edycji lepiej sprawdza się z pewnością neutralny profil Zeiss, opracowany wspólnie z partnerem fotograficznym Vivo.
Do dyspozycji mamy też całą gamę filtrów efektowych, które nadają zdjęciom już dość wyraźny charakter. Nam do gustu przypadł zwłaszcza tryb czarno-biały. Zdjęcia są kontrastowe, ale bez przesadnego „dramatyzmu”; nadal zachowują sporo subtelnego detalu a światła nie są wypalone.
Dla bardziej wymagających użytkowników przygotowano tryb PRO, w którym nadal możemy korzystać z automatyki i formatu JPEG, ale już z nieco większą kontrolą nad ogólnym wyglądem obrazu. Możemy więc wybrać neutralny tryb Zeiss, ale lekko podbić nasycenie, obniżając jednocześnie kontrast i wyostrzenie. Aparat – jeśli tego chcemy – zapamięta nasze wybory i przywoła je za każdym razem, gdy uruchamiamy aparat. Nie jesteśmy więc skazani na cukierkowe zdjęcia w trybie Auto.
Duży plus za oddanie użytkownikowi przynajmniej częściowej kontroli nad poziomem przetwarzania obrazu. Możemy wyłączyć „ulepszanie AI” zdjęć z teleobiektywu, podbijanie błękitu nocnego nieba oraz do minimum sprowadzić przetwarzanie HDR.
Również operacyjnie smartfon spisuje się znakomicie. Napędzany jest ośmiordzeniowym procesorem MediaTek Dimensity 9500, wspieranym przez 16 GB RAM, a oparty na Androidzie 16 z przyjemną nakładką OriginOS 6. Do tego 512 GB pamięci wewnętrznej (UFS 4.1.) i, jak to często bywa, mniejsza w wersji europejskiej bateria 5440 mAh (6510 mAh w Chinach).
Pomiary wydajności pozostawiamy innym. W intensywnej pracy fotograficznej nie zauważyliśmy żadnych lagów, smartfon nie grzeje się i nie zawiesza. Bateria wystarcza na cały dzień intensywnego fotografowania. Przyjrzyjmy się teraz możliwościom fotograficznym X300 Pro.
Vivo X300 Pro - aparaty z lotu ptaka
Choć zestaw aparatów na pierwszy rzut oka prezentuje się niemal identycznie jak w X200 Pro, zmieniło się to, co najważniejsze, a więc matryce światłoczułe. Nowy sensor znajdziemy w module głównym (Sony LYT-828 zamiast LYT-818) oraz w peryskopie tele (HPB zamiast HP9). Szeroki kąt to prawdopodobnie dokładnie ten sam zestaw, choć zdjęcie nie muszą wyglądać tak samo - kluczowe znaczenie ma przecież przetwarzanie obrazu. A tu również zaszły pewne zmiany.
Producent podkreśla, że w X300 Pro za obrazowanie odpowiada nie tylko procesor Dimensity 9500, ale też dwa dodatkowe układy: nowy Vivo VS1 oraz stosowany już w X200 Pro, Vivo V3+. VS1 ma wstępnie przygotowywać sygnał z matrycy, zanim trafi do dalszego przetwarzania. Z kolei V3+ odciąża główny procesor w bardziej wymagających obliczeniach, jak łączenie wielu klatek, odszumianie, poprawa szczegółów, HDR itp. W praktyce ich działanie obserwujemy np. korzystając z długich ogniskowych, gdy na naszych oczach obraz na ekranie nabiera wyrazistości.
Zdjęcia możemy zapisywać w formacie JPEG, RAW oraz SuperRAW. Plik RAW to pojedyncze ujęcie, a SuperRAW to kilka ekspozycji spakowanych jako DNG, by wyciągnąć więcej szczegółu, ograniczyć szum i poszerzyć zakres tonalny. Zapis takiego pliku trwa jednak znacznie dłużej (nawet 5 sekund w trybie 50 Mp), a jego waga przekracza często 100 MB. W praktyce bardziej użyteczny wydaje się zwykły RAW. Na powiększeniach widzimy szum, ale też znacznie więcej detali niż na wstępnie odszumionym zdjęciu SuperRAW. Sami często zrobimy to lepiej!
Ujęcia wieloklatkowe to zresztą dziś już norma. Fotografując w RAW, a zwłaszcza w zdjęciach szybkiej akcji, możemy mieć wrażenie opóźnienia migawki. Lub przeciwnie - na finalnym zdjęciu możemy zobaczyć coś, co wydarzyło się nawet przed wciśnięciem spust migawki. A to dlatego, że smartfony często zapisują w pętli kilka ostatnich klatek i wybierają później najlepszą (lub łączą kilka w jedno ujęcie).
Do szybkich „snapów” - fotografii ulicznej, akcji czy bawiących się dzieci - w Vivo X300 Pro najlepiej sprawdzi się tryb Migawka. Smartfon stara się wówczas dobierać jak najkrótszy czas naświetlania (podbijając ISO), włącza tryb śledzącego AF i priorytet szybkiego przetwarzania obrazu w locie.
Główny aparat 24 mm f/1.57
W X200 Pro mieliśmy 50-milionową matrycę 1/1,28” (Sony LYT-818), sparowaną z obiektywem 23 mm f/1,57. W X300 Pro utrzymano rozdzielczość i rozmiar sensora, ale w nowszym wydaniu LYT-828. Ma on gwarantować lepszą dynamikę, choć nadal uzyskiwaną głównie poprzez wieloklatkowy HDR (Hybrid Frame-HDR), a nie z jednego ujęcia.
Małe sensory mają swoje ograniczenia i jesteśmy tego świadomi, nie mamy też nić przeciwko zaawansowanym systemom przetwarzania, o ile efekty są spójne, powtarzalne i naturalne. A jak jest w przypadku Vivo X300 Pro? Całkiem nieźle. A nawet bardzo dobrze. Szczegółowość i kolorystyka zdjęć robią wrażenie, a HDR realizowany jest na ogół z umiarem.
Błędów, które sprawiają, że obraz zaczyna wyglądać nienaturalnie, widzimy niewiele. Niebo oczywiście jest gaszone, a cienie w kontrastowych scenach rozjaśniane, ale obraz nadal zachowuje całkiem naturalny look. To zresztą miało być jednym z założeń, jakie stawiali sobie inżynierowie - odejście od płaskich obrazów HDR z mocno rozjaśnianymi cieniami i przywrócenie naturalnych głębokich cieni.
Zdjęcia są bardzo ostre i kipią kolorami, ale trzeba pamiętać, że tryb Auto projektowany jest zawsze myślą o szybkiej publikacji, bez dodatkowej edycji. Obraz ma być po prostu atrakcyjny, nawet jeśli efekt nieco przesadzony.
Domyślny tryb Vivid w mocnym słońcu będzie często przesycać barwy, natomiast bardzo dobrze sprawdza się np. w pochmurne dni lub w zacienionych wnętrzach, gdy zdjęciom w trybie Zeiss zwyczajnie brakuje nieco życia.
Zauważyliśmy też, że sensor pracuje niemal wyłącznie w trybie binningu, co oznacza, że choć natywna rozdzielczość to aż 50 Mp, X300 Pro wykorzystuje ją praktycznie tylko jako zapas do tworzenia czystych i szczegółowych ujęć 12-milionowych.
Jeśli zależy nam na rozdzielczości, możemy wymusić zapis 50-milionowy, ale przetwarzanie wyraźnie wówczas zwalnia, a uzysk jakości jest niewielki. Zdjęcie jest faktycznie większe, ale tylko nieznacznie bardziej szczegółowe. Upscaling zdjęcia 12 Mp daje podobne rezultaty.
Teleobiektyw 85 mm f/2.67
Tu też utrzymano zarówno ogniskową 85 mm, jak i jasność obiektywu (f/2.4), ale czujnik Samsunga HP9 zastąpiono tym razem jego customowym wariantem, zaprojektowanym - jak podkreśla producent - specjalnie dla Vivo X300 Pro. I z myślą o łączeniu pikseli, bo nowy Samsung HPB to 200-megapikselowy sensor 1/1.4" z fotodiodami wielkości 0,56 µm, które w ramach pixel-binningu łączą się w superpiksele, zapisując 50 Mp (piksel 1,12 µm) lub 12,5 Mp (piksel 2,24 µm).
Ponownie jest to więc układ peryskopowy współprojektowany przez niemiecką pracownię Carl Zeiss. Konstrukcja bardzo trudna, bo - jak tłumaczył mi kiedyś jeden z inżynierów Zeissa - bardzo małe średnice soczewek i krótkie odległości między elementami sprawiają, że cały układ jest znacznie bardziej wrażliwy na aberracje i spadek kontrastu, a każda mikro-niedoskonałość staje się od razu bardzo widoczna. Popatrzmy więc na zdjęcia.
W tym rozdziale moglibyśmy w zasadzie przekopiować to, co napisaliśmy już w przypadku głównego modułu 24 mm. Rezultaty są bardzo podobne, a kolory spójne, co jest ważną zaletą tego tandemu. 200-milionowa rozdzielczość wykorzystywana jest do tworzenia szczegółowych zbliżeń, ale również do bezstratnej (nadal 12 Mp) realizacji 10-krotnego cyfrowego zooma, a więc odpowiednika ogniskowej 250 mm.
I nie jest to proste „wycinanie” z większego kadru. Porównując zdjęcia, zauważymy, że zbliżenie przetwarzane jest w inny sposób, z ponownie dostosowaną ekspozycją i inaczej przeliczonym (patrz dodatkowo wzmocnionym) efektem rozmycia. Ciekawostką jest tu również efekt obiektywu lustrzanego Zeiss Mirotar, który generuje typowy dla lustrzanej optyki bokeh w kształcie „obważanków”.
W X300 Pro poprawia się również wydajność systemu stabilizacji z deklarowanego 4,5 do 5,5 EV (według standardu CIPA). Dotyczy modułu głównego oraz tele i wykorzystywana jest w kilku obszarach. Wspiera płynne wideo i wygodne kadrowanie przy długich ogniskowych, ale przede wszystkim pozwala robić ostrzejsze zdjęcia w gorszym świetle.
Tu udało nam się zejść do 1/5 sekundy, co jest naprawdę niezłym wynikiem. Normalnie za bezpieczny czas dla ogniskowej 85 mm uznalibyśmy okolice 1/100 s. Było naprawdę ciemno, bo czułość poszybowała aż do ISO 6000, a mimo to (z niewątpliwą pomocą algorytmów) udało nam się zrobić naprawdę czyste i wyraźnie zdjęcie. Vivo generalnie okazuje się być królem ciemności, do czego zaraz dojdziemy.
Vivo ZEISS 2.35x APO - 200 mm w kieszeni
To chyba dobry moment, by przyjrzeć się możliwościom konwertera tele, który Vivo wprowadziło wraz z modelem X300 Pro. To w zasadzie cały zestawy akcesoriów, bo by korzystać z konwertera, potrzebujemy też dedykowanego etui i precyzyjnej nakładki bagnetowej - utrzymanie całego układu optycznego idealnie w jednej osi ma tu kluczowe znaczenie. Dostępny jest też zestaw z wygodnym gripem (Vivo PGYTech Imaging Grip), który znacząco poprawia natomiast nasz komfort pracy. Zacznijmy jednak od konwertera.
W solidnym i estetycznym tubusie wykonanym z lekkich stopów umieszczono układ 13 szklanych elementów, w tym 3 elementy UD, ograniczające aberrację i poprawiające ogólną ostrość i kontrast. To konstrukcja typu Keplera, czyli klasyczny „teleskopowy” układ dwóch grup optycznych: z przodu jest grupa skupiająca, a dalej grupa powiększająca, która działa jak „lupa” dla obrazu wytworzonego przez pierwszą część.
Nie wiemy nic o jasności takiego układu, ale w konwerterach liczba f rośnie proporcjonalnie do mnożnika (2.67 × 2.35), co daje nam ok. f/6.3. W smartfonach nie jest to jednak tak oczywiste - dochodzi tu chociażby specyficzna konstrukcja peryskopu. Spadek jasności musi być jednak znaczny.
Ponieważ nie jest to klasyczny obiektyw (w precyzyjnym rozumieniu tego słowa), po podpięciu konwertera obraz jest odwrócony. Konieczne jest więc skorzystanie z dedykowanego trybu, który odwraca widok (ale też aktywuje stabilizację, bez której ciężko byłoby zapanować nad kadrem). Tryb teleobiektywu możemy uruchomić za pomocą ikony skrótu w głównym widoku. Szkoda, że smartfon nie rozpoznaje sam podpiętego konwertera.
Efekty? Cóż, myślę, że nabrałbym każdego, gdybym powiedział, że to zdjęcia z aparatu z długim obiektywem. Naprawdę łatwo dać się zwieść, zwłaszcza w przypadku tych wykonanych w przyzwoitych warunkach oświetleniowych. Oczywiście, gdy już wiemy, szybko zauważamy chociażby specyficzne rozmycie tła.
Ale generalnie jest to już ten „look”, który nadal pozostaje nieosiągalny dla „nieuzbrojonego” smartfona. Efekty są naprawdę imponujące. Z konwerterem w kieszeni mamy więc w podróży do dyspozycji całkiem szeroką rozpiętość ogniskowych 15-200 mm.
A zakres ten możemy oczywiście jeszcze wydłużyć cyfrowo. W trybie konwertera na dolnym suwaku pojawiają się również ogniskowe 400, 800 i 1600 mm. I trzeba przyznać, że w zastosowaniach "socialowych" będę one w pełni użyteczne. Smartfon wykorzystuje tu ponownie rozdzielczość 200 Mp modułu tele by tworzyć wyraźne i szczegółowe zdjęcia 12 Mp.
Możemy pójść jeszcze o krok dalej, ale przy ekstremalnych wartościach zdjęcia zmieniają się już w "malowidła AI". Czy to dalej zdjęcie, czy grafika wygenerowana na podstawie zdjęcia? Trudno powiedzieć. Ale i takie obrazy naszym zdaniem znajdą swoich amatorów.
Etui oraz grip dostępne są osobno i zasługują na osobny akapit. To efekt kolaboracji z chińską marką PGYtech, która na rynku obecna jest od ponad 10 lat i specjalizuje się właśnie w produkcji estetycznych i praktycznych peryferiów fotograficznych.
Etui ma mocno „techniczną” stylistykę, co zapewne będzie się podobać. Jakość wykonania budzi zaufanie i przede wszystkim obudowa wydaje się być dobrze pomyślana. W przeciwieństwie do OPPO, które niedawno pokazało własny system tele zaprojektowany wspólnie z Hasselbladem, tu mocowanie konwertera nie zasłania i nie blokuje dostępu do pozostałych modułów. A więc nie utrudnia korzystania z różnych ogniskowych naprzemiennie.
Ale najbardziej zaskoczył nas chyba dołączany grip, który jednym ruchem wsuwamy i blokujemy na obudowie. Komunikacja odbywa się przez złącze USB-C, pozwalając nam na kontrolę ekspozycji pokrętłem i wyzwalanie migawki klasycznym dwustopniowym spustem, który okala dźwignia zoomowania (a które niestety nie odbywa się płynnie). Jest też zaskakująco lekki, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że to jednocześnie nieduży powerbank 2300 mAh.
Jest zgrabny, wygodny i sprawia, że granica między smartfonem a typowym aparatem alarmująco się zaciera. Dla kogoś, kto fotografuje smartfonem namiętnie cały dzień, np. w podróży, ma to zdecydowanie sens, nawet bez konwertera tele.
Aparat ultra-szerokokątny 15 mm f/2
Aparat szerokokątny z całej trójki prezentuje się najskromniej i trzeba przyznać, że nieco odstaje na tle rewelacyjnych modułów 24 i 85 mm. Nie ma się zresztą czemu dziwić. To mniejsza matryca 1/2,76” i ciemniejsza optyka f/2, a do tego bardzo szerokie pole widzenia, nad którym niełatwo zapanować. Korekcja optyki szerokokątnej to wyzwanie nawet dla projektantów „dużych” obiektywów, tym trudniejsza jest więc w przypadku tak małych układów.
Kolory nie są idealnie spójne z pozostałymi modułami (nieco chłodniejsze, ale nadal przyjemne), a w słabym świetle dość szybko tracimy drobne detale. Nadal jest to jednak bardzo użyteczne i kreatywne narzędzie. W sytuacjach krajobrazowych, gdy światła nam zazwyczaj nie brakuje, zrobimy nim naprawdę ładne i szczegółowe zdjęcia. Plus należy się też za autofocus, co nie jest standardem nawet w kategorii flagowców.
Tryb portretowy
Tryb portret to kolejna ważna płaszczyzna współpracy z niemieckim Zeissem. Firma, która stworzyła wiele z najlepszych obiektywów portretowych w historii, w X300 Pro odpowiada za charakter i tonalność zdjęć portretowych.
Vivo informuje o zaprojektowanym od podstaw profilu barwnym Zeiss Natural Portrait, który ma jeszcze wierniej oddawać tony skóry. I faktycznie nie zauważyliśmy żadnych niepokojących przebarwień czy dominant - portrety wyglądają bardzo przyjemnie i naturalnie, bez względu na karnację czy kolor skóry.
Do dyspozycji mamy ogniskowe 24, 35, 50, 85 i 135 mm, ale to 85 i 135 mm, realizowane w oparciu o moduł tele ZEISS APO, grają tutaj pierwsze skrzypce. Tu pożądany efekt separacji będzie najbardziej widoczny i naturalny.
Zeiss dodaje swój magiczny pierwiastek, ale oczywiście zdjęcie w trybie portret to efekt bardzo skomplikowanego przetwarzania wstępnego. Najpierw procesor obrazu precyzyjnie oddziela sylwetkę od otoczenia, potem buduje mapę głębi, czyli informację o tym, co w kadrze jest bliżej i dalej, a dopiero na końcu renderuje rozmycie warstwowo - stopniując je wraz z odległością od fotografowanej osoby. Dzięki temu bokeh narasta naturalnie.
Warianty ZEISS odpowiadają za sam charakter i sposób modelowania krążków nieostrości i przejść tonalnych, który ma przypominać zachowanie konkretnych typów optyki. Na liście mamy tu kilka klasyków, takich jak Sonnar, Planar czy Distagon. Znajdzie się więc coś zarówno dla fanów spokojnego obrazowania, jak i bardziej „charakternego” rozmycia.
Sama separacja jest już zadziwiająco precyzyjna. W specyficznych warunkach zdarzają się jeszcze niedoskonałości (włosy na wietrze, przezroczyste powierzchnie, dynamiczny ruch), ale w rozmiarach ekranowych są zazwyczaj niedostrzegalne. Generalnie jesteśmy pod wrażeniem postępu, jaki w tym zakresie dokonał się na przestrzeni ostatnich kilku lat.
Każde ujęcie wykonane w trybie portret ma zaszyty komplet informacji niezbędnych do wygenerowania finalnego obrazu, dzięki czemu o sile efektu możemy zdecydować już po zrobieniu zdjęcia. Ponieważ smartfon łączy wiele klatek z przesuniętą płaszczyzną ogniskowania, możemy nawet zdecydować, na co ma być ustawiona ostrość. Choć tu możliwości są już nieco ograniczone.
Jedyne, co moglibyśmy zarzucić zdjęciom w trybie Portret, to zbyt częste angażowanie AI, które zupełnie niepotrzebnie wygładza, lub wręcz „podmalowuje” obraz nawet w całkiem dobrym świetle. W trudnych warunkach, zwłaszcza z mocnym tylnym podświetleniem, na powiększeniach zauważymy już z kolei charakterystyczny efekt akwareli.
Tryb nocny
To tryb, który zrobił na nas chyba największe wrażenie. To absolutny popis możliwości fotografii obliczeniowej, który w przypadku zdjęć z Vivo X300 Pro przekłada się na czyste, spójne tonalnie zdjęcia, które, co ważne, nadal wyglądają jak scena nocna - z głębią koloru i dobrym kontrastem, choć nie zawsze idealnie wiernym kolorem źródeł światła.
Tu również aparat rejestruje serię ujęć o różnych parametrach, a następnie łączy je w jeden obraz. W przypadku X300 Pro bardzo dobrze balansuje przy tym między redukcją szumu a zachowaniem drobnego detalu. Największe wrażenie robi tu oczywiście moduł główny, ale tele też wypada bardzo dobrze.
Zdjęcia nocne są gładkie, ale nadal zaskakująco szczegółowe, a tekstury nie zamieniają się w „plastelinę”. Dobrze pokazują to zresztą pliki RAW, które, co było dla nas zaskoczeniem, nie różnią się aż tak bardzo od wynikowych JPEG. Poniżej znajdziecie porównanie wycinków JPEG i RAW (wywołane w Lightroomie na ustawieniach domyślnych).
W ultra-szerokim kącie drobny detal znika szybciej, a rogi kadru są widocznie ciemniejsze. Ze względu na łączenie wielu klatek problemem pozostają też ujęcia w ruchu. Z drugiej strony znów zauważamy skuteczność stabilizacji - poniższe zdjęcie to 3-sekundowa ekspozycja wykonana z ręki w ciemnym pomieszczeniu.
Tryb Super Macro
To kolejny tryb realizowany w oparciu o moduł tele 85 mm i matrycę 200 Mp. Minimalna odległość ogniskowania to ok. 15 cm, a powiększenie realizowane jest na zasadzie inteligentnego cropa. Otrzymujemy więc ciasno wykadrowane zdjęcie 12 Mp o dużej szczegółowości uzyskanej dzięki technologii łączenia pikseli. Powiększenia nie są może ekstremalne, ale jakość zdjęć bardzo dobra.
Co jeszcze?
Lista trybów, funkcji i wariantów tych funkcji jest oczywiście bardzo długa, a narzędziom napędzanym przez AI moglibyśmy poświęcić osobny artykuł. AI Erase umożliwia usuwanie niechcianych elementów z tła a AI One-Shot Multi-Crop potrafi automatycznie wyciąć kilka różnych kadrów z jednego ujęcia (może się przydać, gdy przygotowujemy zdjęcie pod różne proporcje i platformy). Są też funkcje bardziej „kreatywne”, jak AI Landscape Master. I to już jazda bez trzymanki - „AI-owe” szaleństwo, pozwalające zmieniać nastrój sceny, porę dnia, a nawet porę roku.
To, o czym warto jeszcze wspomnieć, to możliwość łatwego przesyłania plików na urządzenia Apple. Jeśli nie możesz z kimś wygrać, to się z nim połącz. Najlepiej bezprzewodowo. Siłą konkurencji z Cupertino jest umiejętne wciąganie użytkowników do swojego ekosystemu i przyzwyczajanie ich do „małych wygód”, z których trudno zrezygnować.
Dlatego Vivo (i nie tylko Vivo) próbuje tę barierę obniżyć, oferując rozwiązanie podobne do AirDrop. Wymaga to zainstalowania dostępnej w App Store aplikacji EasyShare (dla iPhone, lub Office kit dla Mac), ale działa, i to chyba nawet pewniej i stabilniej niż natywne rozwiązanie, które - przyzna to chyba każdy użytkownik Apple - ma swoje humory.
Podsumowanie
Vivo X300 Pro od pierwszej chwili robi dobre wrażenie. To oszczędne, ale wysmakowane wzornictwo nareszcie płaskiej obudowy i dobre wykonanie, które nie budzi wątpliwości. Pod szkłem świetnego ekranu pracują jeszcze wydajniejsze podzespoły. Do jakości wykonania czy wydajności nie mamy w zasadzie żadnych zastrzeżeń. Z X300 Pro obcuje się przyjemnie i nawet jeśli przychodzimy z innego systemu, szybko poczujemy się tu jak w domu.
Jesteśmy też pod naprawdę dużym wrażeniem możliwości fotograficznych. Nowy sensor aparatu głównego i customowy, zaprojektowany specjalnie dla modułu tele, Zeiss APO, tworzą zgrany duet, który daje świetne i - co ważne - spójne efekty. Vivo rejestruje niezwykle szczegółowe, kipiące kolorami zdjęcia (być może najlepsze "prosto z aparatu" jakie widzieliśmy), ale zostawia też otwarte furtki dla tych, którzy wolą ujęcia bardziej neutralne i szukają dobrego punktu wyjścia do własnej edycji.
Dobrze wyglądają również pliki RAW, co tylko potwierdza, że jakość zdjęć nie jest zasługą wyłącznie zaawansowanych algorytmów. Znakomicie wypada tryb nocny, a istotnym atutem jest też bardzo naturalna reprodukcja tonów skóry (i tryb portretowy w ogóle).
O ile sterów nie przejmuje AI, bo jedyne co można zarzucić to tendencja do "podkręcania" nawet tych naprawdę dobrze wyglądających zdjęć. Coraz szersze angażowanie sztucznej inteligencji do zaawansowanej obróbki to jednak kierunek, który niestety obierają dziś chyba wszyscy producenci.
- Dobry design uszczelnionej obudowy
- Bardzo dobry ekran
- Znakomita jakość zdjęć z modułu 24 i 85 mm
- Spójna kolorystyka zdjęć różnych modułów
- Rozbudowana aplikacja fotograficzna
- Jednoczesny zapis JPEG + RAW
- Czyste i szczegółowe zdjęcia nocne
- Precyzyjny i rozbudowany tryb Portret
- Wydajny system stabilizacji
- Użyteczne akcesoria
- 5 lat gwarancji na baterię
- Szybkie ładowanie
- Nieco odstający moduł ultra-szerokokątny
- Długie przetwarzanie plików RAW
- Ingerencja AI bywa zbyt widoczna
- Przeciętna wydajność baterii
Vivo X300 Pro - zdjęcia testowe do pobrania
Poniższe zdjęcia wykonaliśmy na domyślnych ustawieniach w formacie JPEG w trybie pełnej automatyki. Po kliknięciu w ikonkę "pobierz" zdjęcie wyświetli się w oryginalnej rozdzielczości w nowej karcie.