Jako jedna z kilku europejskich redakcji mieliśmy okazję testować nowego flagowca Oppo już podczas oficjalnej premiery w chińskim Chengdu. Na gorąco publikowaliśmy wówczas nasze pierwsze wrażenia i przykładowe zdjęcia, ale dopiero teraz, kilka tysięcy zdjęć później, możemy pokusić się o nieco śmielszą ocenę możliwości tego ciekawego smartfona.
Sprawdzamy więc, jak Find X9 Ultra wypada w praktyce i czy jakość zdjęć faktycznie przebija to, co oferują dziś inne topowe smartfony. Zestawiamy go z poprzednikiem X8 Ultra i najwyższym do tej pory dostępnym w Polsce modelem Find X9 Pro. W teście znajdziecie też serię porównań z bezpośrednimi konkurentami: Vivo X300 Ultra, który niedawno również zaliczył pierwszą światową premierę, oraz stanowiącym nadal odniesienie dla rynku Iphone'm 17 Pro Max. Ciekawi rezultatów? No to zaczynamy.
Design i wykonanie na piątkę, funkcjonalność cztery plus
W kwestii wzornictwa chyba wszystko powiedzieliśmy już w pierwszych wrażeniach. I nie zmieniamy zdania. X9 Ultra to smartfon o unikalnym wzornictwie, który w rzeczywistości prezentuje się nawet lepiej niż na reklamowych renderach. Design jest wysmakowany, a podkreślające fotograficzny charakter detale wykonano z dużą starannością.
Testowaną przez nas wersję Tundra Umber OPPO opisuje jako „połączenie skandynawskiego minimalizmu i surowego piękna natury”. Stylistycznie wzorowany jest na limitowanej edycji Explorer średnioformatowego Hasselblad X2D, stąd ekologiczna skóra na pleckach czy pomarańczowe akcenty: przycisk Quick Button oraz subtelny pierścień okalający wyspę aparatów.
Wyspę dużą i wyraźnie dominującą na tylnej ściance, ale nadal całkiem smukłą. Choć upchnięto w niej aż cztery pełnoprawne aparaty, jest wyraźnie mniejsza niż np. potężny moduł foto w Vivo X300 Ultra, który niemal podwaja grubość telefonu. Praktyczną przewagą nad iPhonem będzie z kolei prostsza w czyszczeniu monolityczna szyba, przykrywająca wszystkie obiektywy. Jako posiadacz iPhone'a wiem, o czym mówię.
Smartfon dostępny jest też w modnej ostatnio wersji pomarańczowej. Oppo nie ma żadnego problemu z wzorowaniem się na Apple i nie jest to pierwszy na to dowód. Canyon Orange ma więc łączyć "wyrazisty styl z wyjątkową wytrzymałością". W konstrukcji zastosowano włókno klasy lotniczej, zwiększające sztywność i odporność na uderzenia, zachowując przy tym smukły profil (jest minimalnie cieńszy od wersji Tundra). Oba warianty mają też klasę szczelności IP66/IP68/IP69.
Nam bardziej do gustu przypadła oryginalna i bardziej fotograficzna Tundra. Naszym zdaniem to najładniejszy smartfon Oppo i z pewnością jeden z najlepiej zaprojektowanych w ogóle.
Czy w parze z urodą idzie funkcjonalność? Ogólnie jest to smartfon bardzo przyjemny w obsłudze: szybki, responsywny, z bardzo przejrzystą i przyjazną nakładką ColorOS 16 oraz rozbudowaną obsługą. Gesty, a nawet nowe podręczne menu w aplikacji aparatu, wzorowane są na iOS, co sprawia, że również dla wieloletniego użytkownika iPhone'a obsługa będzie bardzo intuicyjna.
Z lewej strony, na płaskiej aluminiowej ramce, mamy znany już z innych modeli przycisk Snap Key. Domyślnie obsługuje Mind Space, a więc wspierany przez AI organizator screenów i notatek (gdy np. robimy research przed wyjazdem), ale jest programowalny, więc możemy przypisać mu również szybkie aktywowanie aplikacji foto, latarki czy właśnie zrzut ekranu.
Po prawej stronie znajduje się wspomniany już pomarańczowy spust, czyli haptyczny Quick Button, za pomocą którego po obróceniu smartfona do poziomu możemy jednocześnie kontrolować zoom (lekko przesuwając po nim palcem) i wyzwalać migawkę (wciskając go mocniej).
W praktyce zawsze lepszy okazuje się przycisk na ekranie, który jest czuły, wygodny i nie powoduje drgań. Quick Button umieszczono też w miejscu, gdzie naturalnie układamy palce fotografując jedną ręką, więc notorycznie zmieniamy przypadkiem ogniskową co jest naprawdę irytujące. Na szczęście funkcję zoom możemy wyłączyć.
Nie zmieniamy zdania również na temat ekranu. 6,8-calowy panel OLED o rozdzielczości QHD+ i odświeżaniu 144 Hz jest jasny (3600 nitów), klarowny i szybki - po prostu znakomity. I choć nie są to najcieńsze na rynku ramki ani rekordowa jasność, naprawdę gapimy się w niego z dużą przyjemnością. To, co warto podkreślić, to bardzo dobra wierność kolorów. Każdy egzemplarz jest podobno indywidualnie kalibrowany.
Na plus zaliczamy też zmiany w aplikacji foto. Graficznie nawiązuje do menu Hasselblada, jest więc przejrzysta, minimalistyczna i jeszcze wygodniejsza. W X9 Ultra nadal opiera się na klasycznej, programowalnej karuzeli trybów, ale teraz, podążając za najnowszym iOS, przeniesiono ją pod spust, w górnej części pozostawiając tylko wybór ogniskowej.
Po kilku tygodniach testów dochodzimy do wniosku, że celem było nie tyle rozdzielenie tych dwóch funkcji, ile przeniesienie spustu wyżej, co zmienia sposób, w jaki trzymamy smartfon podczas robienia zdjęć i realnie poprawia wygodę fotografowania.
Kolory Hasselblada, które „doprawimy” po swojemu
Pozostając przy menu, w X9 Ultra Oppo rozwija jeszcze tryb Master, który pozwala na rejestrację zdjęć z ograniczonym przetwarzaniem i - jak zapewnia producent - bez ingerencji AI. Za to z kolorami Hasselblada w domyślnym profilu.
Od razu widzimy efekt wyłączenia funkcji HDR, ale różnica w kolorze również jest wyraźna. Zdjęcia w trybie Hasselblad są bardziej neutralne i faktycznie bardziej przypominają to co otrzymujemy z aparatów Hasselblad przed edycją. Te wykonane w trybie Auto są niewątpliwie efektowne: wysycone, kontrastowe i skutecznie rozjaśnione. Barwy są soczyste ale często zbyt chłodne, co widzimy zwłaszcza w nieco nienaturalnych już zieleniach.
Do wyboru mamy również 9 nowych (i zarezerwowanych dla modelu Ultra) emulacji kultowych negatywów, jak Portra, Trix 400 czy Cinestill 800T, ale też imitujące efekt popularnych ostatnio cyfrówek z matrycą CCD, wpisujących się w trend Y2K.
Każdy z nich możemy edytować, traktując jako bazę do stworzenia własnego presetu. Bardzo nam się to podoba, choć chętnie zobaczylibyśmy nieco więcej suwaków. Tonalność/charakter obrazu możemy kalibrować tylko w bardzo podstawowym zakresie. Nowy Ultra Vivo pod tym względem wypada nieco lepiej, pozwalając nawet na ujemną korekcję ostrości, by nadać zdjęciom przyjemną miękkość.
Generalnie jednak jest to bardzo fajny kierunek i furtka do stworzenia własnego profilu, który opiszemy i dodamy do karuzeli. Możemy też tak skonfigurować aparat (całe menu Zachowaj Ustawienia), by nasz preset traktowany był jako domyślny za każdym razem, gdy odpalamy aplikację aparatu.
Co ciekawe, presety mogą być stosowane również w formacie RAW. Oppo, jak i wiele innych firm, generalnie nie traktuje określenia „surowy format" zbyt dosłownie. Pliki DNG są już wstępnie, a w przypadku zdjęć w słabszym świetle", naprawdę mocno przetworzone. Kolory są mniej nasycone, a cienie tylko nieznacznie rozjaśnione, ale raczej nie zobaczymy tu śladu cyfrowego ziarna.
Taki plik daje lepszy punkt wyjścia do własnej edycji, ale nie należy się spodziewać zbyt dużej elastyczności czy zapasu w światłach i cieniach. DNG jest już dość mocno skompresowany i naszym zdaniem na co dzień lepiej posługiwać się po prostu własnym presetem.
To co dziwi być może najbardziej, to nadal brak możliwości zapisu równoległego plików JPEG+RAW. Tak by rozjaśnione i "gotowe" zdjęcie w trybie Auto wysłać tu i tam zaraz po zrobieniu, ale nadal mieć plik RAW "na potem", by w wolnej chwili wycisnąć z niego jak najwięcej. Jest to coś, czego zdecydowanie oczekiwalibyśmy od kandydata do miana najlepszego smartfona fotograficznego na rynku. Zwłaszcza, że konkurencja już to ma.
Ultraszeroki kąt 14 mm f/2
Szeroki kąt 14 mm utrzymuje rozdzielczość 50 Mp, ale tym razem na większej matrycy Sony LYT-600, 1/1.95”. To prawdopodobnie ten sam sensor, który w poprzednim Ultra odpowiadał za tele 135 mm. Nadal dość mały, ale nareszcie większy.
W praktyce różnicę widzimy głównie w lepszym przetwarzaniu. Moduły ultraszerokokątne często mają problemy z kolorami, bo tu najtrudniej nad nimi zapanować. Tak szerokie pole widzenia oznacza, że często w kadrze łapie się światło o różnej temperaturze i kolorystyce. Dodatkowo system musi sobie radzić z silnym bocznym światłem, mocnym kontrastami i dużymi połaciami koloru, jak niebieskie niebo. Odpowiedź algorytmów często jest przesadzona, czego efektem jest zbyt mocny HDR lub pastelowe czy magentowe barwy.
Smartfony Oppo generalnie radzą sobie nieźle. Zdjęcia są mocno nasycone, ale kolory na ogół poprawne. W mocnym słońcu modele nowej generacji poradziły sobie lepiej, choć i tak widać nieco nienaturalny gradient na niebie. W słabym świetle wszystkie trzy przekłamały kolor nieba. Przy równie mocno wygładzonym obrazie X9 Ultra zachowuje nieco lepszą rozpiętość tonalną.
Pierwsze porównanie z konkurencją pokazuje nieco przesycone barwy Oppo, ale też najlepszą reprodukcję detalu. Vivo ma mocno stonowane barwy i również niezły detal, z kolei iPhone wydaje się oferować najbardziej naturalną kolorystykę, ale wyraźnie odstaje pod względem szczegółowości.
Główny moduł Hasselblad - 23 mm f/1,5
Główny aparat Hasselblad 23 mm to największy na rynku sensor 200 Mp. Przekątna 1/1.12” oznacza, że jest o 30% mniejszy fizycznie od 1-calowych sensorów (jak w poprzednim Ultra X8 czy konkurencyjnym Xiaomi 17 Ultra), ale nadal o 25% większy niż ten stosowany obecnie w modelu X9 Pro. Matrycę sparowano jednak z jaśniejszym obiektywem f/1,5. Czy rekompensuje to mniejszy sensor?
Prawdę mówiąc, to porównanie nieco nas zaskoczyło. Zdjęcia z głównego modułu 23 mm wyglądają niemal identycznie. I to nie tylko jeśli chodzi o kolor, (konsekwencja jest akurat dużym plusem), ale również o ostrość i plastykę obrazu. Wygląda na to, że nawet - wydawałoby się, duże różnice - w przypadku niedużych sensorów nie mają aż takiego znaczenia, jeśli chodzi o głębię i charakter nieostrości. Może to być również efekt przetwarzania, które dąży do uzyskania określonego efektu, ale tego nie dowiemy się nawet z plików RAW, które również są już wstępnie przetworzone.
Istotną przewagą X9 Ultra jest z pewnością większa niż w X8 Ultra i X9 Pro rozdzielczość. Domyślnie jest to już nie 12 a 24 Mp (uzyskiwane przez łączenie pikseli sensora 200 Mp). To widocznie więcej detalu, co przyda się, jeśli chcemy kadrować zdjęcie lub je wydrukować w formacie większym niż A4. Nieco lepiej wypada też dynamika. Generalnie jednak na ekranie smartfona zdjęcia będą niemal nie do odróżnienia.
Ponownie spoglądamy na pierwsze porównanie z konkurencją. Oppo renderuje bardzo soczyste kolory i chyba najlepszy obrazek „prosto z aparatu”. Vivo zachowuje bardziej naturalne cienie, ale niebo ucieka w pastele. iPhone na pierwszy rzut oka wypada nieźle, ale po chwili zauważamy zaniebieszczone biele i HDR, który spłaszcza półtony i cienie, przesadnie przyciemniając też niebo.
W słabym świetle algorytmy pracują już zgoła inaczej. Tym razem to Vivo najlepiej trafia z balansem bieli, zdjęcia wyglądają najbardziej naturalnie. Oppo zbytnio ociepla a iPhone ochładza kolory, Pod względem detalu chińskie smartfony wypadają lepiej niż iPhone (i bardzo podobnie).
Dodatkowa ogniskowa 47 mm (crop z 23 mm)
Na bazie głównego modułu i ogromnego zapasu rozdzielczości 200 Mp realizowana jest także ogniskowa 47 mm. A więc klasyczny standard, bardzo przydatny w codziennej fotografii, bo wypełnia sporą jednak lukę między szerokim 23 mm i już wyraźnie wąskim 70 mm.
Oczywiście zasad fizyki nie da się oszukać i jest to po prostu wycinek pola widzenia optyki szerokokątnej, ale realizowany faktycznie całkiem skutecznie. W dobrym świetle zdjęcia mają nadal dużo szczegółów i przyjemną miękkość, co dobrze sprawdza się np. w ujęciach portretowych. Gdyby ktoś powiedział nam, że jest to zdjęcie z dużej puszki z jasną stałką, prawdopodobnie dalibyśmy się nabrać.
Krótki teleobiektyw Hasselblad 70 mm f/2,2
Teleobiektyw 70 mm f/2,2 to również optyka projektowana przy wsparciu szwedzko-chińskiego partnera. To ponownie aż 200 Mp, które dzięki technologii łączenia pikseli ma pozwalać na cyfrowe zoomowanie (230 mm) bez spadku jakości i rozdzielczości. Aparat zbudowano wokół sensora 1/1.28”, a więc równie dużego jak w głównym aparacie X9 Pro.
Jego możliwości dobrze pokazuje również tryb Hasselblad Hi-Res, w którym możemy zapisać pliki również w rozdzielczości 50 i 200 Mp. Zdjęcia 12 Mp są po prostu fenomenalne, 50 Mp dalej bardzo dobre, a 200 Mp nareszcie użyteczne. Przeważnie pełny odczyt matrycy generował obraz bardzo miękki a samo przetwarzanie trwało kilka sekund, teraz nareszcie się to zmieniło. Naprawdę warto spojrzeć na powyższe zdjęcia w pełnej rozdzielczości.
Musimy też przyznać, że to nasz ulubiony aparat w X9 Ultra. Świetnie sprawdza się w fotografii detalu, to też naturalny wybór do portretu. Optyczny, a nie cyfrowy charakter zbliżenia nadaje zdjęciom też pewną plastyczność. Trudno mieć też jakiekolwiek zastrzeżenia do jakości.
Oczywiście nie widzimy tu wielkiego skoku względem X9 Pro czy X8 Ultra, które po prostu też były świetne. Ponownie jest to większa rozdzielczość natywna, nieco lepszy, bo wierniejszy kolor i subtelnie poszerzony zakres tonalny.
Te zalety widzimy też w zestawieniu z konkurencją. O ile tele w Vivo X300 Ultra wydaje się nawet ostrzejsze, Oppo ma nieco lepszą dynamikę i żywsze kolory. Vivo ma najwierniej oddaje zielenie a iPhone, jak to ma w zwyczaju, mocno je z kolei ociepla.
Dzięki dużej rozdzielczości sensora równie dobre rezultaty uzyskiwać mamy także w trybie crop (6x), który dla pełnej klatki oferuje ekwiwalent 139 mm. 200 Mp to spory zapas informacji i faktycznie tryb tele 6x jest tu w pełni użyteczny. Wyostrzanie bywa już widoczne ale dopiero w dużym powiększeniu. W rozmiarze ekranowym zdjęcia dalej wyglądają dobrze.
Tryb portretowy jest po prostu znakomity
Moduł tele to najlepszy wybór do zdjęć portretowych. Naprawdę nie widzieliśmy jeszcze tak dobrze realizowanej symulacji naturalnej głębi ostrości. I nie chodzi nawet o precyzję separacji z tła drobnych detali czy pojedynczych włosów. Być może to zasługa uczenia maszynowego, ale system świetnie rozpoznaje nie tylko obiekt, który należy wyeksponować, ale również perspektywę, z jakiej ten obiekt fotografujemy.
Dobrze pokazują to powyższe portrety, a zwłaszcza ten kadrowany nieco z góry. Podobnie jak w przypadku zastosowania bardzo jasnej "portretówki" widzimy ostre oko i stopniowo budowaną nieostrość w kierunku nosa i ust. Nie jest to już więc proste wycinanie z tła, a inteligentne mapowanie, co daje wrażenie, że system rozumie, co fotografuje.
Oczywiście żaden algorytm nie jest doskonały. Gdy korzystamy z ekstremalnego rozmycia f/0,95, a scena ma niski kontrast (np. jasny kapelusz na jasnym tle), będą pojawiać się artefakty, rozmydlone krawędzie czy błędy w rozmyciu pierwszego planu. W większości sytuacji tryb portretów realizowany jest jednak znakomicie, a gdy stosujemy rozsądne przysłony (f/2,8-4), możemy liczyć na naprawdę naturalne efekty i po prostu świetne portrety.
Niesamowite makro
Na bazie ogniskowej 70 mm realizowany jest też tryb Super macro, który aktywujemy w podręcznym menu. Minimalna odległość to 15 cm, a więc nieźle jak na tak długą ogniskową. Powiększenie 3x nie jest jeszcze może spektakularne, ale bardzo dobrze sprawdza się tu „bezstratny zoom”, a więc przybliżenie 6x i zdjęcia 12 Mp realizowane na bazie sensora 200 Mp.
Efekty bywają naprawdę spektakularne i co ważne, w dobrych warunkach zdjęcia wyglądają zaskakująco naturalnie, z prawdziwym detalem a nie rekonstrukcją opartą o AI.
Super tele 230 mm f/3,5 - wbudowany telekonwerter
Na koniec to, co chyba najważniejsze. I najciekawsze. Bo Oppo Find X9 Ultra na tle konkurencji wyróżnia dziś przede wszystkim 10-krotne wbudowane optyczne tele. Obiektyw 230 mm f/3,5 obsługuje sensor 50 Mp 1/2.75”, co oznacza, że jest to pierwszy tak zaawansowany moduł supertele na rynku.
To też popis inżynierii Oppo, bo uzyskanie takich parametrów przy zachowaniu kompaktowych wymiarów, zdaniem producenta, było możliwe tylko dzięki systemowi pryzmatów, które odbijają światło pięć razy i znacząco skracają w ten sposób jego drogę do sensora (z 41 mm w konwencjonalnym układzie soczewek do 29 mm w systemie Sky Eye Oppo).
Jak taka "zabawa światłem" przekłada się na jakość zdjęć? W dobrych warunkach, fotografując statyczne tematy, jesteśmy w stanie robić naprawdę ładne, pełne szczegółów zdjęcia, które na ekranie smartfona wyglądają po prostu dobrze. Również samo fotografowanie jest bardzo przyjemne, a to za sprawą wydajnej stabilizacji.
Ponieważ zastosowanie ruchomej grupy optycznej nie wchodziło w grę, stabilizowana jest sama matryca (sensor-shift), co w smartfonach jest rozwiązaniem unikalnym. A w Find X9 Ultra również skutecznym. Nie zauważamy efektu „pływania”, kadrowanie jest proste i precyzyjne.
Oczywiście im mniej światła, tym więcej problemów. `To w końcu znacznie mniejszy sensor i ciemniejsza optyka. W trudnych warunkach moduł 10x staje się już nieco kapryśny. Nie zawsze trafia z ostrością, zdarzają się problemy z kolorem (nie zawsze spójny z pozostałymi modułami) a poruszenie wywołane długim czasem próbuje ratować AI, z bardzo różnym skutkiem.
Jak się też okazuje 10-krotne zbliżenie nie zawsze realizowane jest przez ten właśnie moduł. Szybki test, w którym - jak u okulisty - zakrywamy na przemian jedno oko, szybko to potwierdza. W słabym świetle, a zwłaszcza w bardzo krótkim dystansie, X9 Ultra kadruje zdjęcia z matrycy 200 Mp modułu 70 mm f/2,2, nadal wpisując w exif ... 230 mm f/3,5!
Oczywiście podobnie jak w przypadku modułów 23 i 70 mm również tu możemy korzystać z funkcji cyfrowego zooma, przy czym w przypadku tego modułu zapas pikseli jest już mniejszy a ingerencja AI bardziej widoczna. Nadal będzie to jednak funkcja przydatna w sytuacjach gdy bardziej zależy nam na tym, by w ogóle mieć zdjęcie, niż by było ono w topowej jakości. Poza tym nadal jest to jakość lepsza niż z niejednego budżetowego tele.
Pod względem osiągów jest to więc najsłabszy moduł w całym systemie, ale trzeba podkreślić fakt, że to prawdziwe optyczne tele. Nawet najlepszy crop z dużej rozdzielczości nie jest w stanie zastąpić unikalnej perspektywy i efektu kompresji oferowanego przez "prawdziwe" długie ogniskowe. To też możliwości, jakich nie oferuje dziś żaden inny smartfon na rynku.
Co jeszcze?
Jeszcze naprawdę sporo! Od trybu X-Pan, czyli filmowej panoramy 65:24 wzorowanej na aparatach panoramicznych Hasselblad, przez tryb filmowy z imponującą specyfikacją (to temat na osobny test) po rozbudowany system akcesoriów, z telekonwerterem 300 mm na czele (ten test już niebawem!). Naprawdę rozwinięte menu skrywa wiele funkcji i trybów dodatkowych a naszym ulubionym pozostaje nadal długa ekspozycja, którą możemy realizować nawet w środku dnia.
Warto też wspomnieć, że Find X9 Ultra umożliwia teraz bezpośrednie przesyłanie plików (Quick Share) na urządzenia z MacOS. Choć nadal nie jest to tak szybki transfer jak w ekosystemie Apple. W przypadku pojedynczych zdjęć nie ma to znaczenia, ale przerzucenie ponad 300 sampli trwało dobrych 20 minut. Połączenie jest natomiast bardzo stabilne. Quick Share działa też na razie tylko z MacBookiem - do komunikacji z iPhonem nadal potrzebna jest dedykowana aplikacja O+ Connect (działa bez zarzutu!).
Za wydajność odpowiada Snapdragon 8 Elite Gen 5, chłodzony przez komorę parową i grafit o wysokiej wydajności. Spełnia swoją rolę, o ile temperatura otoczenia nie jest zbyt wysoka. Find X9 Ultra testowaliśmy w Azji i w ok. 30C, przy intensywnym fotografowaniu, potrafił się naprawdę mocno rozgrzać. Latem, gdy „zapas termiczny” jest niewielki, możemy się więc spodziewać obniżania wydajności, jasności ekranu czy jakości wideo (po kilku minutach nagrywania pojawia się stosowna propozycja, ale można odmówić).
Bateria 7050 mAh należy już do tych większych, a w Oppo możemy jednocześnie cieszyć się bardzo szybkim ładowaniem (100W z ładowarką SUPERWOOC i 50W bezprzewodowo). Podczas naszych testów udało nam się wyzerować baterię tylko raz, wykonując jednego dnia 1063 zdjęcia i łącznie ponad 30 min wideo w różnej konfiguracji (plus zwyczajny doomscrolling i przeglądanie zdjęć w transferach między lokacjami). Całkiem nieźle! Producent twierdzi ponadto, że bateria ma nadal zachowywać 80% pierwotnej pojemności po 5 latach typowego użytkowania.
Podsumowując...
Być może nowego Ultrasa potraktowaliśmy momentami dość surowo, ale to w końcu model, który ma pretensje do miana najlepszego smartfona fotograficznego na rynku. Czy faktycznie zasługuje na ten tytuł? Zanim odpowiemy sobie na to pytanie, podsumujmy krótko rezultaty naszego testu.
Find X9 Ultra to z pewnością najładniejszy i najlepiej zaprojektowany smartfon Oppo. Unikalny design i jakość wykonania sprawiają, że z łatwiej wybaczamy większą wagę czy drobne ergonomiczne niedociągnięcia. Przyjazna nakładka ColorOS i świetny ekran sprawiają, że jest to też naprawdę wygodny i wdzięczny w obsłudze smartfon, z którego korzystam z dużą przyjemnością.
Sama jakość zdjęć jest naprawdę znakomita. Główne moduły 23 i 70 mm, zaprojektowane wspólnie z Hasselbladem, przekraczają momentami granice fotografii mobilnej. W dobrym świetle, w trybie Master, możemy tworzyć zdjęcia, które obronią się nawet w wielkoformatowym druku. A możliwość „bezstratnego cropowania” jeszcze poszerza te możliwości.
Z radością witamy również bardziej rozbudowany tryb Master, z opcją tworzenia własnych presetów, oraz dodatkowe akcesoria dla fotografów: dedykowany Explorer Case z gripem i spustem oraz telekonwerter Hasselblad, który pozwala wydłużyć optyczny zasięg do aż 300 mm (nasze pierwsze zdjęcia i wnioski z użytkowania znajdziecie tutaj, szerszy tekst w drodze!).
To, co wybaczyć nam już trudniej, to brak równoległego zapisu JPEG + RAW i nadal stosunkowo mocna ingerencja w surowe pliki. Jak na model wybitnie skupiony na foto i wideo nieco rozczarowujący jest też fakt, że na polskim rynku smartfon dostępny jest tylko w konfiguracji ograniczonej do 12 GB RAM i 512 GB pamięci wewnętrznej (maksymalna specyfikacja to 16 GB RAM i 1 TB).
Najbardziej zaskoczyły nas stosunkowo niewielkie różnice w jakości obrazu względem modeli X8 Ultra i X9 Pro. Oczywiście widać tu ewolucyjne zmiany - szerszy zakres dynamiczny, bardziej spójne kolory, mniej ingerencji AI - ale nawet dla nas, w rozmiarze ekranowym, zdjęcia są w zasadzie nie do odróżnienia.
Prawdziwym krokiem milowym i realną korzyścią dla użytkownika jest natomiast nowe innowacyjne w swej konstrukcji, peryskopowe zbliżenie 10x. Oppo przebija wszystko, co widzieliśmy do tej pory w tym zakresie, i daje nam coś, czego nie może zaoferować żaden inny topowy smartfon: wysokiej jakości optyczne tele o zasięgu aż 230 mm.
Czy Oppo Find X9 Ultra ma więc szansę na tytuł fotograficznego smartfona roku? Mimo wad i niedociągnięć, bilans jest nadal zdecydowanie korzystny. To nie tylko najlepsze długie tele - to najbardziej kompletny i wszechstronny system aparatów na rynku. Na dzień dzisiejszy, w tym wyścigu, jest więc naszym faworytem.
- Unikalny design, premium feeling
- Solidne i staranne wykonanie
- Dobry ekran, przyjemna obsługa
- Duża bateria i szybkie ładowanie
- Znakomite moduły 23 i 70 mm
- Użyteczne tryby crop 47 i 139 mm
- Dobry moduł szerokokątny 14 mm
- Rekordowy moduł tele 230 mm
- Domyślna rozdzielczość 24 Mp
- Bardzo dobry tryb portret
- Czyste i szczegółowe zdjęcia nocne
- Skuteczna stabilizacja
- Rozbudowany tryb Master
- Ciekawy system akcesoriów foto
- Łatwe wysyłanie również na iOS/MacOS
- Stosunkowo duża waga
- Tylko 12/512 GB pamięci
- Brak szybkiego dostępu do RAW
- Brak równoległego zapisu JPEG+RAW
- Mocne wstępne przetwarzanie RAW
- Ograniczona personalizacja JPEG
- Szybkie nagrzewanie się w słońcu
- stosunkowo wysoka cena
Oppo Find X9 Ultra - sample testowe
Poniżej jeszcze garść przykładowych sampli. Wszystkie zdjęcia wykonaliśmy na ustawieniach automatycznych, bez dodatkowej edycji. Kliknij ikonkę Pobierz, by wyświetlić je w nowej karcie w najwyższej jakości.