Materiał zrealizowany w ramach współpracy z marką Xiaomi
O tym, że smartfony będą kiedyś w stanie zastąpić hobbystom zwykłe aparaty, byłem przekonany już dobrych 15 lat temu, gdy kupiłem swój pierwszy zaawansowany telefon. Oczywiście, mobilne układy obrazowania mogły wtedy budzić co najwyżej uśmiech, ale od początku wygrywały kluczową kwestią wygody. W końcu otrzymaliśmy aparaty, które naprawdę zawsze mogliśmy mieć przy sobie i z których zdjęcia mogliśmy szybko obrobić, i wrzucić do sieci.
A ponieważ wygoda jest głównym wektorem rozwoju każdego rynku, konsekwencje zobaczyliśmy bardzo szybko. W kilka lat smartfony niemal całkowicie przejęły sektor fotografii amatorskiej.
Ta zmiana jeszcze przyspieszyła ok. 3-4 lata temu, gdy do gry weszły modele wyposażone w wieloobiektywowe układy i coraz bardziej dopracowany software. Nagle okazało się, że w rozmiarze ekranowym zdjęcie ze smartfona jest już w stanie rywalizować z długimi zoomami czy jasnymi szkłami portretowymi i oferuje obrazek, którego osiągnięcie w przypadku zwykłego aparatu wymaga żmudnej postprodukcji.
Cały czas musieliśmy jednak godzić się z na mniejsze i większe kompromisy. Sam jestem gorącym orędownikiem mobilnego fotografowania, ale nie raz zgrzytałem zębami widząc przeostrzone detale, agresywne odszumianie czy płaskie obrazy HDR, a ostatnio również efekty angażowania do edycji w locie sztucznej inteligencji. Aparaty w smartfonach potrafią dziś już bardzo dużo, ale najzwyczajniej brakuje im pewnej subtelności, której poszukują bardziej wymagający fotoamatorzy.
Dwa tygodnie temu na moim biurku wylądował Xiaomi 17 Ultra. Wyzerował on u mnie nie tylko potrzebę posiadania kieszonkowego aparatu, ale także potwierdził moje budowane od dłuższego czasu przeświadczenie, że popularne internetowe rankingi i testy porównawcze niewiele mówią o rzeczywistej fotograficznej przydatności danego modelu.
Bo podczas gdy skupiamy się na tym, jak wyraźny jest detal z teleobiektywu przy 100-procentowym powiększeniu, naszej uwadze umykają rzeczy, których nie da się przedstawić w liczbach, a które mają jednak ogromne znaczenie dla całego user experience. Jak choćby wspomniana naturalność obrazu i subtelność przetwarzania czy ogólna kultura pracy. A to właśnie te rzeczy, moim zdaniem stanowią o wyjątkowości nowego fotoflagowca od Xiaomi.
Bardzo dobre wrażenie w nowym Xiaomi 17 Ultra robi już sama budowa. Standardowa wersja wygląda i trzyma się po prostu świetnie. Smartfon jest duży (przekątna 6,7”), ale nie za duży, a dzięki eleganckim, zmatowionym i płaskim aluminiowym ramkom, bardzo dobrze leży w ręce. Nie jest to z pewnością najcieńszy smartfon na rynku, ale w parze z wyczuwalną wagą 230 g daje to wrażenie solidności i ułatwia stabilizację ręki podczas fotografowania.
W końcu kwestia „plecków". Tutaj Xiaomi na szczęście trzyma się charakterystycznego dla serii Ultra minimalizmu - tylna obudowa jest jednolita, a obiektywy dyskretnie „chowają się” w zupełnie czarnej wyspie aparatu. Całość prezentuje się schludnie, nowocześnie i elegancko, bez zbędnego festyniarstwa, które często towarzyszy chińskim konstrukcjom.
Co ciekawe, w odróżnieniu od wielu modeli, plecki wykonano nie ze szkła, a wzmocnionego włóknami tworzywa. Z jednej strony mogą się więc bardziej rysować, ale z drugiej będą dużo mniej podatne na przypadkowe pobicie (gdybyśmy mieli jednak jakiekolwiek obawy, możemy skorzystać z dołączanej do zestawu przezroczystej obudowy). Do naszej redakcji trafiła najmocniej stylizowana wersja z połyskującym wzorem przypominającym drobne lastryko czy rozgwieżdżone niebo (Starlit Green). I choć zwykle nie przepadam za tego typu wzornictwem, muszę przyznać, że tutaj prezentuje się to bardzo ładnie.
A jeśli lubicie klasykę, w sprzedaży znajdziecie też stylizowaną edycję specjalną Leitzphone powered by Xiaomi, w której obudowa nawiązuje do aparatów Leica i która wyposażona jest w dodatkowy pierścień funkcyjny, umieszczony wokół wyspy z aparatami.
Doskonałe wrażenie robi także 12-bitowy ekran AMOLED o maksymalnej jasności 3500 nitów i rozdzielczości 1200 x 2608 px ze 100-procentowym kryciem gamutu P3, który wprost fenomenalnie wypada w zakresie odwzorowywania drobnych gradientów, przejść tonalnych i niuansów kolorystycznych. Wydaje się też doskonale skalibrowany w zakresie koloru. Jest kontrastowy i jasny, ale barwy nie są przesycone i prezentują się niemal identycznie, jak na skalibrowanym monitorze graficznym.
Biorąc pod uwagę, że większość oglądanych materiałów i tak kodowanych jest maksymalnie w 10-bitach, trudno powiedzieć, czy technologia 12-bitowa przynosi zauważalne korzyści podczas codziennej pracy. Jest to jednak zdecydowanie najlepszy mobilny ekran, na jaki do tej pory patrzyłem. Prawdopodobnie spora w tym zasługa tego, że w odróżnieniu od typowych układów PenTile, ekran Xiaomi 17 Ultra stosuje pełną strukturę RGB, co eliminuje kompresję obrazu, poprawia klarowność detali i odwzorowania przejść tonalnych. Zdjęcia oglądane na Xiaomi 17 Ultra prezentują się świetnie, niczym na wysokiej klasy monitorze.
Zobaczmy teraz, co oferuje wnętrze, zaczynając od aplikacji fotograficznej. Tu od razu przyjemne zaskoczenie, bo choć pozornie aplikacja nie różni się znacząco od innych smartfonów (standardowo wszystko obraca się tu wokół panelu pozwalającego szybko przełączać się pomiędzy trybem standardowym, portretowym, filmowym itp.) to drobne niuanse czynią ją jedną z najwygodniejszych na rynku.
Jesteśmy w stanie na przykład ustawić globalną korekcję ekspozycji dla trybu standardowego, dzięki czemu przy każdym zdjęciu w danym oświetleniu nie będziemy musieli ręcznie „przesuwać słoneczka” przy punkcie ostrości, a manualny tryb Pro pozwala na korzystanie z filtrów kolorystycznych i oferuje presety z ustawieniami pod konkretne typy fotografii. W końcu jest to także aplikacja bardzo wydajna - błyskawicznie przełącza się pomiędzy trybami i nie łapie pojawiających się czasem w androidowych smartfonach zadyszek - a także świetnie przemyślana w zakresie ergonomii.
Nie jest również zbyt zawiła, a dostęp do większości ustawień to zazwyczaj dwa dotknięcia palcem. Możemy dzięki temu szybko reagować i sprawnie przełączać się pomiędzy trybami. Dla większej wygody możemy też przypisać błyskawiczne wybudzanie apki aparatu do jednego z bocznych przycisków, a także zaprogramować przywoływanie ostatnio używanych ustawień podczas uruchamiania aparatu.
Jedyne, czego mi brakowało, to możliwości przywołania stosowanych ostatnio filtrów/profili kolorystycznych czy parametrów trybu portretowego. Gdy np. nastawiamy się na fotografowanie w czerni i bieli ogniskową 28 mm z rozmyciem dla f/1.8, fajnie byłoby móc „wskoczyć” do tych ustawień od razu po otwarciu apki. Tak czy inaczej, w kwestii personalizacji aplikacja oferuje więcej od większości smartfonów.
Czasem mniej znaczy więcej - podejście Xiaomi to jedna z najlepszych rzeczy, jakie spotkały mobilne układy obrazowania
Przejdźmy w końcu do tego, co najważniejsze, czyli technologii, które 17 Ultra skrywa pod maską. Tu czeka nas kolejne zaskoczenie. Podczas gdy zeszłoroczny Xiaomi 15 Ultra wykorzystywał 4 aparaty, 17-stka ma tylko 3 moduły fotograficzne. Nie dajmy się jednak zwieść pozorom, gdyż teraz za ogniskowe tele, zamiast dwóch osobnych modułów, odpowiada pojedynczy obiektyw zoom, pokrywający ogniskowe 75-100 mm i wykorzystujący dla całego tego zakresu 200-megapikselową matrycę w stosunkowo dużym rozmiarze 1/1.4”. Główna zaleta tego rozwiązania to oczywiście spójna jakość zdjęć w całym zakresie tele.
Dodatkowo, obiektyw po raz pierwszy wyposażony jest w apochromatyczne soczewki Leica APO, niwelujące występowanie aberracji i zapewniające wysoką jakość obrazowania. Jest to o tyle istotne, że miniaturowe, peryskopowe układy smartfonowych teleobiektywów wymuszają na projektantach wiele kompromisów, przez co często optyka tele charakteryzuje się gorszą jakością. Tutaj mamy oczekiwać jakości nieodbiegającej od układu głównego.
Reszta modułów prezentuje się na pierwszy rzut oka identycznie jak w modelu Xiaomi 15 Ultra, ale to tylko pozory. Bo choć główny aparat nadal bazuje na 1-calowej matrycy 50 Mp z obiektywem 50 mm f/1.67, to teraz jest to sensor Omnivision OV50X, wykorzystujący nowoczesną technologię TheiaCel (LOFIC), obiecującą najszerszy zakres dynamiczny ze wszystkich mobilnych sensorów na rynku.
W dużym skrócie, matryca TheiaCel łączy tradycyjną metodę HDR, gdzie scalane są ze sobą odczyty z małym i dużym wzmocnieniem z technologią LOFIC (Lateral Overflow Integration Capacitor), a każdy piksel dysponuje dodatkowym kondensatorem, który przechowuje nadmiar ładunku, co w efekcie znacznie zwiększa jego „pojemność” i pozwala zapisać jasne partie obrazu bez przepaleń.
Jak to działa? Wyobraźcie sobie, że piksele są wiaderkami wyłapującymi światło. Normalnie, gdy wiaderko przepełni się światłem, dochodzi do przepalenia, a my kończymy z białym punktem pozbawionym informacji. W przypadku technologii LOFIC, nadmiar światła „przelewa” się do zapasowego wiaderka, chroniąc obraz przed przepaleniem. W rezultacie przekłada się to na większą dynamikę, lepsze rezultaty w kontrastowym świetle i bardziej realistyczny efekt HDR, gdzie aparat w większym stopniu polega na fizycznych możliwościach układu, niż na software’owym przetwarzaniu.
Podsumowując, cały układ obrazowania prezentuje się następująco:
- Aparat główny - 50 Mp, 23 mm f/1.67 (matryca w rozmiarze 1”)
- Aparat tele (zoom) - 200 Mp, 75-100mm f/2.39-2.96 (matryca 1/1.4”)
- Aparat szerokokątny - 50 Mp, 14 mm f/2.2 (matryca 1/2.76”)
- Aparat selfie - 50 Mp, 21 mm f/2.2 (matryca 1/2.88”)
Pomimo 3 fizycznych obiektywów, w aplikacji aparatu otrzymujemy dostęp do 6 bazowych ogniskowych: 0,6x, 1x, 2x, 3.2-4,3x i 8,6x. Charakterystycznie dla większości współczesnych smartfonów, część z nich generowana jest wirtualnie, poprzez kadrowanie obrazu z większego sensora. W ten sam sposób realizowany jest również cyfrowy zoom, pozwalający na maksymalnie 120-krotne powiększenie, co daje nam zbliżenie, jak przy obiektywie 2760 mm. Jak to wszystko wygląda w praktyce, możecie zobaczyć poniżej.
Jak widzicie, zakres układu obrazowania Xiaomi 17 Ultra pozwala nam ogarnąć aparatem absolutnie wszystko, od superszerokiego kąta, po ekstremalne zbliżenia, ujawniające to, czego nie jesteśmy w stanie dojrzeć gołym okiem. I gdy zdamy sobie sprawę, jaka jest różnica w odległości między pierwszym a ostatnim zdjęciem, jest to naprawdę imponujące.
Co prawda, powyżej bazowego zasięgu 200 mm obserwujemy już pewien spadek jakości, ale jednocześnie nie widzimy tu charakterystycznego dla wielu flagowców „dorysowywania" czy przekształcania detali przez układ AI. Nawet przy najbardziej ekstremalnym zbliżeniu układ poprawnie odwzorowuje detale i choć tak wykonane zdjęcia raczej nie prezentują walorów artystycznych, to z pewnością mogą znaleźć zastosowanie użytkowe. Duża w tym zasługa 200-milionowej matrycy modułu tele - aparat ma więcej informacji do docinania i w mniejszym stopniu musi wspomagać się układami AI.
Xiaomi 17 Ultra to również imponująca praca kolorem. Reprodukcja poszczególnych tonów stoi tu na bardzo wysokim poziomie, pozwalając uchwycić barwy dokładnie tak, jak prezentują się w rzeczywistości, bez konieczności uciekania się do postprodukcji. To jedna z rzeczy, którymi Xiaomi zdecydowanie wygrywa z wieloma smartfonami, gdzie mocne algorytmy przetwarzania sprawiają, że rzeczywiste uchwycenie drobnych niuansów bywa niemożliwe.
Układ obrazowania Xiaomi 17 Ultra ma jeszcze jedną, fundamentalną i kluczową dla wszystkich fotografujących zaletę. W przypadku każdego testowanego smartfona wskazuję na zasadniczy, powtarzający się w kółko problem - imponujące, ale przesadnie agresywne w swoim przetwarzaniu standardowe tryby aparatu. Z kolei oferujące większą subtelność obrazka manualne tryby Pro tracą wszystkie dobrodziejstwa inteligentnych, smartfonowych układów przetwarzania. Xiaomi oferuje w tym temacie zupełnie inne, odświeżające spojrzenie na pracę aparatu, które w moim mniemaniu stawia telefon producenta w ścisłej czołówce modeli, jakimi warto się zainteresować pod kątem bardziej ambitnej fotografii.
W każdym z trybów telefon pozwala nam wybrać pomiędzy dwoma procesami przetwarzania obrazu: Leica Vivid i Leica Authentic, które różnią się m.in. kontrastem, stopniem nasycenia kolorów czy intensywnością wyostrzania. I choć podobne rozwiązania widujemy w telefonach konkurencji, to jedynie w Xiaomi przynosi ono realne korzyści.
Obrazek w profilu Leica Vivid zwykle wygląda świetnie i jest doskonałym wyborem na imponująco wyglądające zdjęcia bez obróbki. W określonych sytuacjach może być jednak zbyt kontrastowy czy wysycony, jak na wysublimowane gusta purystów. W tej sytuacji z pomocą przychodzi stonowany profil Leica Authentic, który w moim mniemaniu prezentuje się fantastycznie naturalnie, zachowując jednocześnie wszystkie zalety przetwarzania podstawowego trybu foto. Różnice pomiędzy obydwoma trybami przetwarzania możecie ocenić na poniższych przykładach.
Nie skłamię pisząc, że Leica Authentic oferuje prawdopodobnie najbardziej autentycznie wyglądający obrazek ze wszystkich smartfonów, jakie do tej pory miałem okazję testować. Zdjęcia wykonane w tym trybie cechują się subtelnością charakterystyczną dla zwykłego aparatu i sprawiają, że wreszcie nie musimy chodzić na kompromisy. Choć w zakresie ostrości detalu w dużym powiększeniu być może przegrałyby z niektórymi mocno ingerującymi w obraz modelami konkurencji, to w zakresie ogólnej tonalności i autentyczności moim zdaniem kładą je na łopatki.
Co szczególnie ważne, zdjęcia z Xiaomi zachowują potencjał do dalszej obróbki. W przypadku większości współczesnych smartfonów odnoszę wrażenie, że jesteśmy pod tym względem ograniczeni. Zdjęcia są zwykle tak mocno przetworzone, że przerabianie ich w apce do edycji zwykle nie przynosi większych korzyści. Ogranicza to też w pewien sposób pole manewru. Zdjęcia z Xiaomi cechują się większą elastycznością, co łatwiej pozwala osiągnąć pożądany efekt.
A jeśli już jesteśmy przy edycji, nie można nie wspomnieć o trybie Pro z możliwością zapisu zdjęć w formacie RAW. Co prawda nie są to zupełnie surowe pliki (w każdym z dostępnych trybów plik DNG jest wstępnie przetworzony, ale oferuje względnie dużą ilość informacji). Zdjęcia w trybie Pro charakteryzują się także mniej widocznym wyostrzaniem i mniej intensywnym przetwarzaniem HDR.
Tryb Pro doskonale sprawdza się w sytuacjach, gdy chcemy uzyskać jak najbardziej rzeczywistą kolorystykę czy precyzyjnie zbalansować ekspozycję w trudnych, kontrastowych warunkach, z którymi nie do końca radzi sobie tryb standardowy. Dla zainteresowanych tym, jak prezentują się RAW-y, na końcu artykułu umieściłem link do paczki z kilkoma plikami DNG z Xiaomi 17 Ultra.
W przypadku Xiaomi 17 Ultra cieszy mnie także to, że producent staje w kontrze do obecnych trendów, gdzie smartfonowe systemy przetwarzania w celu polepszenia jakości obrazu coraz mocniej posiłkują się systemami generatywnej AI. Poprawia to zwykle pierwsze wrażenie, ale gdy zaczynamy przyglądać się zdjęciom, okazują się nienaturalne i nieestetyczne. Tutaj prawie w ogóle tego nie ma. Oczywiście, Xiaomi również wykorzystuje układy AI, ale działają one z dużo większą ogładą, nie zakrzywiając rzeczywistości.
Rozmycie na miarę prawdziwego obiektywu
Wspomniana naturalność szczególnie ważna jest dla mnie w przypadku trybu portretowego. Uwielbiam fakt, że współczesne smartfony są w stanie imitować zachowanie dużych jasnych obiektywów, które znamy ze zwykłych aparatów. Pozwala to nie tylko formalnie portretować, ale też uzyskiwać bardziej plastyczne zdjęcia w ogóle. Po prostu symuluje zachowanie profesjonalnego zestawu fotograficznego - coś, na czym powinno najbardziej zależeć producentom fotograficznych smartfonów premium. Niestety, zazwyczaj tryby portretowe wypadają widocznie gorzej w zakresie szczegółowości i ogólnej jakości obrazu od standardowego trybu aparatu.
Z miłym zaskoczeniem stwierdzam, że Xiaomi 17 Ultra problem ten prawie nie dotyczy. Zdarzają się co prawda drobne błędy pomiaru głębi i systemu aplikującego rozmycie, ale ogólnie zdjęcia wykonane w tym trybie i oglądane w rozmiarach ekranowych wyglądają naprawdę dobrze.
Na uwagę zasługuje także to, że tryb portretowy bardzo dobrze radzi sobie z fotografowaniem na większe odległości, pozwalając na plastyczne chwytanie różnego rodzaju scenek rodzajowych, a także, w odróżnieniu od większości smartfonów, nie ma większych problemów w przypadku szybciej poruszających się obiektów czy bardziej dynamicznego robienia zdjęć.
Ku mojemu zaskoczeniu telefon skutecznie aplikuje rozmycie nawet w przypadku typowych, streetowych sytuacji dyskretnego, szybkiego fotografowania z biodra. Generalnie z trybem portretowym czułem się prawie jak ze zwykłym aparatem. Warto też nadmienić, że nie do końca trafione zdjęcia nie muszą od razu iść na straty. W systemowej aplikacji możemy regulować punkt ostrości i intensywność rozmycia już po fakcie.
Najbardziej zaskoczył mnie chyba jednak fakt, że tryb portretowy nie ma praktycznie żadnych problemów z fotografowaniem w słabych warunkach oświetleniowych. Poniższe zdjęcia wykonałem „dla zabawy” przy szczątkowym oświetleniu, będąc przekonanym, że nic z nich nie wyjdzie.
Aparat Xiaomi przełknął to jednak bez większego zająknięcia i nie miał nawet kłopotu z szybami i lusterkami (przezroczyste lub odbijające światło obiekty stwarzają zwykle spore problemy dla trybu portretowego). W tym miejscu warto wspomnieć o filtrach kolorystycznych, sygnowanych logiem Leica, dostępnych z poziomu aplikacji aparatu. W przypadku trybu portretowego narzucają one drobne, przyjemne dla oka ziarno, jeszcze bardziej potęgując wrażenie pracy ze zwykłym aparatem.
Ciemno? To nie problem
Skoro tryb portretowy tak skutecznie radził sobie w warunkach słabego oświetlenia, nie będzie niespodzianką, że Xiaomi 17 Ultra ogólnie bryluje w słabym świetle. Oczywiście, jak zwykle w takich warunkach, zauważamy nieco gorszą skuteczność modułu ultraszerokokątnego, który bazuje na najmniejszej matrycy, ale skuteczność trybu nocnego generalnie imponuje, oferując wyraźne zdjęcia w niemal kompletnej ciemności.
Poniższe porównanie wykonałem w naprawdę słabym oświetleniu, gdzie jedynym źródłem światła było około czterech niewielkich latarenek rzucających mało intensywne, niezbyt ładną, zielonkawą poświatę. Światła było na tyle mało, że gołym okiem trudno mi było rozgraniczyć kolory budynków w tle. Aparat nie miał jednak większych problemów ze zbalansowaniem kolorystyki i wydobyciem szczegółów.
Tu mówiliśmy o warunkach skrajnych, gdy jednak światła jest nieco więcej, zdjęcia nocne pod względem jakości nieznacznie tylko odbiegają od tych wykonywanych za dnia. Są wolne od szumu, ale zarazem niepozbawione detali. Co chyba jednak najważniejsze, tryb nocny realizowany jest tutaj naprawdę naturalnie. Noc nadal wygląda jak noc, a my nie mamy do czynienia z agresywnym przetwarzaniem HDR, które często towarzyszy zdjęciom nocnym ze smartfonów.
Oczywiście, wszystko zależy od warunków i naszej cierpliwości (efekty wyglądają tym lepiej, im stabilniej trzymamy aparat), ale generalnie zdjęcia, które wyglądają „jakoś”, jesteśmy tu w stanie wykonać w dosłownie każdych warunkach, a architektura LOFIC okazuje się bardzo pomocna w sytuacjach o bardzo szerokiej dynamice, jak na przykład zachody słońca.
Poniżej najbardziej ekstremalny przykład trybu nocnego - zdjęcie z ręki, które wykonałem celując w niemal kompletną ciemność morza, kierując się jedynie świecącymi punktami na horyzoncie. Choć oglądając zdjęcie w powiększeniu, trudno znaleźć na nim detal, to jednak aparat całkiem skutecznie wydobył prawie niewidoczne dla oka szczegóły sceny i jeszcze uchwycił rozgwieżdżone niebo. A samo zdjęcie na małym ekranie wygląda na tyle przyzwoicie, że bez problemu można podzielić się nim w mediach społecznościowych.
Na koniec chciałem jeszcze wspomnieć o aplikacji do edycji. Ten element pracy ze zdjęciami jest piętą achillesową większości androidowych smartfonów. Systemowe apki oferują oczywiście wszystkie podstawowe funkcje, ale ich działanie jest mało subtelne, a często i mało efektywne. Często powtarzającym się problemem jest chociażby skokowa regulacja efektów. Z ulgą stwierdzam, że Xiaomi ten problem nie dotyczy.
Powiem więcej, systemowa apka do edycji należy do najlepszych, z jakimi miałem styczność i swoimi możliwościami konkuruje z Lightroom Mobile. Jest płynna, skuteczna i ku mojemu zdziwieniu oferuje nawet panele HSL do selektywnej edycji koloru oraz możliwość regulacji krzywych kolorystycznych. Możemy dzięki temu łatwo sprawić, że i tak nieźle wyglądające zdjęcia będą prezentowały się jeszcze lepiej.
Podsumowanie
Xiaomi 17 Ultra to zdecydowanie najprzyjemniejszy w użyciu i najbardziej dojrzały w zakresie adresowania realnych potrzeb fotografów smartfon, jaki miałem w ręku. I chyba jedyny, w przypadku którego jestem w stanie uwierzyć, że współpraca z producentem z rynku foto obejmuje coś więcej niż tylko licencjonowanie marki.
Widać, że nad wieloma aspektami pracy aparatów i samej aplikacji pomyślał tu ktoś, kto prawdopodobnie faktycznie fotografuje. To również pierwszy smartfon, w przypadku którego naprawdę poczułem, że mógłbym z czystym sumieniem i bez wyrzeczeń porzucić dla niego zwykły aparat, a także pierwszy fotograficzny model premium, którego cena rekomendowana, startująca z pułapu 6499 zł, wydaje mi się całkowicie uzasadniona.
Większość zdjęć do tego materiału wykonałem podczas 48-godzinnego wypadu do Genui. W tym czasie wykonałem blisko 2000 zdjęć, z których „do pokazania" nadaje się około 200. Nie wygram nimi być może żadnego konkursu, ale chodzi o efektywność.
Gdybym chciał to wszystko zrobić zwykłym aparatem, musiałbym mieć ze sobą cały zestaw szkieł i wiem, że połowy z nich bym zwyczajnie nie zrobił. Nie mówiąc już nawet o tym, że z takim ekwipunkiem nigdy nie wybrałbym się na wielogodzinny spacer.
Xiaomi 17 Ultra nie zastąpi oczywiście aparatu w zastosowaniach zawodowych czy w projektach obejmujących profesjonalny druk w jakości archiwalnej. Ma jednak wszystko, by zaspokoić potrzeby absolutnej większości hobbystów, którzy swoje dokonania publikują głównie w mediach społecznościowych. A co najważniejsze, wszystkie swoje imponujące możliwości dostarcza w subtelnej formie, która nie kłóci się z tym, czego oczekujemy od aparatu mającego wspierać nasze fotograficzne zainteresowania.
Zdjęcia z 17 Ultra cieszą oko naturalnością i nie padają ofiarą agresywnych systemów przetwarzania AI, dominujących obecnie w mobilnych układach obrazowania. Jako fotografujący otrzymujemy też całkiem dużą kontrolę na finalnym wyglądem zdjęć, a dostarczany obrazek zostawia wystarczające pole do dalszej edycji. W końcu jest to także układ naprawdę szybki i responsywny, którego skuteczność nie „rozpada się” przy bardziej dynamicznej pracy.
Oczywiście jest tu jeszcze sporo miejsca na rozwój. Chętnie zobaczylibyśmy moduł ultraszerokokątny oparty na większej matrycy, możliwość zapisania wszystkich ustawień aplikacji fotograficznej czy jeszcze skuteczniejszą realizację rozmycia nieostrości, ale na chwilę obecną to i tak jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy wyborów w kategorii topowych smartfonów foto.
- Wszechstronny zestaw aparatów
- Wierna reprodukcja kolorów
- Subtelnie działające algorytmy przetwarzania
- Wysoka dynamika i naturalny HDR dzięki technologii LOFIC
- Imponująca jakość teleobiektywu
- Skuteczny tryb portretowy
- Precyzyjnie skalibrowany, 12-bitowy ekran AMOLED
- Fantastyczna kultura pracy
- Wygodna i schludna aplikacja aparatu
- Rozbudowana i precyzyjna aplikacja do edycji
- Moduł ultraszerokokątny w słabym świetle
- Nie zawsze idealna symulacja rozmycia
- Brak możliwości zapisu i przywołania wszystkich ustawień aplikacji aparatu
Zdjęcia przykładowe
Poniżej prezentujemy galerię zdjęć przykładowych, wykonanych aparatami Xiaomi 17 Ultra. Dla zainteresowanych także paczka z plikami RAW.
Zdjęcia przykładowe do pobrania: