Polaroid NOW+, czyli klasyka plus zabawa - test aparatu

Polaroid NOW to współczesny klasyk. Łączy magię fotografii natychmiastowej z mobilną obsługą, dzięki czemu staje się najbardziej kreatywnym aparatem w historii firmy. Oto co warto o nim wiedzieć zanim załadujecie pierwszy wkład!

Autor: Maciej Zieliński

30 Grudzień 2022
Artykuł na: 17-22 minuty

Historii tej kultowej marki - jej wzlotom i upadkom - trzeba by poświęcić osobny, obszerny artykuł (polecam obejrzeć świetny film „Analogowy wizjoner” z 2020 roku). Polaroid to dziś ikona kultury popularnej i designu użytkowego ale przede wszystkim ważny kamień milowy w historii sztuk wizualnych. Od pionierów fotografii barwnej, jak William Eggleston, po awangardowych eksperymentatorów z Andym Warholem na czele - artyści romansują z fotografią natychmiastową od dobrych 80 lat.

Jej fenomen i wielki sukces wynikał jednak przede wszystkim z dostępności. Polaroid był bowiem aparatem dla wszystkich i swego czasu gościł w niemal każdym amerykańskim domu. Łatwy w obsłudze, tani, oferujący natychmiastowy efekt... Dziś, gdy wszyscy mamy już nieco dosyć cyfrowej perfekcji, znów chętniej spoglądamy w stronę tej analogowej niedoskonałości. I również dzięki temu odrodzony Polaroid przeżywa obecnie swoje drugie „pięć minut”.

Marka faktycznie znów ma lepszy czas. Dzięki pasji i zaangażowaniu fanów (oraz jednemu biznesmenowi o polskich korzeniach) udało się ożywić legendy, takie jak SX-70, czy konstrukcje na popularne filmy typu 600, ale producent rozwija też nową linię niedrogich aparatów (ceny zaczynają się od 99 dol.) na filmy i-Type. Najnowszym i najbardziej zaawansowanym modelem producenta jest opisywany tu Polaroid Now+. Zobaczmy co potrafi.

Polaroid Now+, czyli klasyka na nowo

Polaroid NOW to druga generacja aparatów wzorowanych na klasycznych modelach OneStep i OneStep+, które zaprezentowano po raz pierwszy w 1977. Reklamowano je wówczas jako najprostszy aparat w historii: „Po prostu naciśnij guzik, i tyle!”.

Teraz ma być równie prosto - aparat sam mierzy światło, ustawia ostrość i wyzwala lampę. Po prostu naciśnij spust! Oczywiście nie oznacza to, że nie mamy żadnego wpływu na parametry naświetlania. W wersji Plus otrzymujemy możliwość łączenia się przez bluetooth ze smartfonem, by ręcznie kontrolować czas otwarcia migawki i przysłonę i korzystać z dodatkowych funkcji, jak długie czasy naświetlania, malowanie światłem czy podwójna ekspozycja. Ale o tym za chwilę.

Aparat jest nieduży (150 x 112 x 95,5 mm) i bardzo lekki (457 g). Od pierwszej generacji OneStep odróżnia go przede wszystkim bardziej krągła bryła. Jest uroczo niezgrabny i nie schowamy go do kieszeni, nerki czy saszetki, ale w końcu nie po to mamy Polaroida, żeby go chować - przewieszony przez ramię z pewnością nie będzie nam ani przeszkadzał ani ciążył. Jest naprawdę ładny i nieużywany zapewne znajdzie swoje miejsce na widocznym miejscu w domu czy w pracowni.

 

Między modelem Polaroid Now i Now+ wizualnych różnic też nie ma wiele. Do nas trafiła wersja niebieska (Calm blue) ale w ofercie jest też model biały i czarny, z charakterystyczną tęczową lamówką biegnącą od obiektywu do szczeliny podajnika filmu (w wersji bez plusa znajduje się na górnej ściance). Wersja plus ma ponadto przycisk łączności bluetooth pod okienkiem celownika (w wersji podstawowej znajdziemy tu włącznik samowyzwalacza) oraz gwint mocowania do statywu, który będzie niezbędny do efektywnego korzystania z niektórych funkcji kreatywnych.

Aparat wykonano w całości z tworzyw sztucznych, ale obudowa sprawia bardzo solidne wrażenie. Wszystkie detale są ładnie zaprojektowane a elementy dobrze spasowane. Polaroid adresowany jest do estetów, więc zadbano o design w każdym detalu - od opakowania, przez instrukcję obsługi, po dedykowaną aplikację na smartfony.

Zobacz wszystkie zdjęcia (4)

Z tworzywa, a dokładnie z żywicy poliwęglanowej wykonano również optykę aparatu. Czy to źle? Z ekonomicznego punktu widzenia zastosowanie polerowanych soczewek ze szkła zapewne nie miałoby sensu. Podniosłoby cenę i wagę, bez gwarancji lepszej jakości zdjęć. Wystarczy też spojrzeć na jakość zdjęć ze smartfonów by przekonać się, że nowoczesne tworzywa świetnie sprawdzają się w prostych układach optycznych. Wykazują dużą przezroczystość a przy tym są dużo wytrzymalsze od szkła. 

Obiektyw ma bardzo uniwersalną ogniskową 102 mm, czyli odpowiednik standardowego 40 mm w systemie pełnoklatkowym. W połączeniu z minimalną odległość ostrzenia 45 cm sprawdzi się w większości sytuacji, a najlepiej oczywiście w nieco szerszych portretach – tak by w kadrze zmieściło się również kilka osób.

Czytając opis dowiadujemy się, że aparat ma również autofocus, ale w praktyce oznacza to, że oferuje dwa zakresy (0,45-1,2 m oraz 1,2 m - ∞) między którymi przełącza się automatycznie. Komponując ujęcia, zwłaszcza z małej odległości, trzeba również pamiętać o tzw. błędzie paralaksy. Lunetkowy celownik nie znajduje się w osi obiektywu, co oznacza, że finalny kadr nie będzie idealnym odwzorowaniem tego co widzimy w wizjerze. Jest na to tylko jeden sposób. Powtarzajcie za mną: w górę i w lewo, w górę i w lewo, w górę i w lewo... 

Wbudowany pomiar światła steruje czasem otwarcia migawki (w zakresie 1/200 -1 s) oraz przysłoną (w zakresie f/11-64) z możliwością kompensacji w ograniczonym zakresie jaśniej-ciemniej. Drabinka korekcji pojawi się gdy przytrzymamy dłużej przycisk lampy błyskowej (możemy ją wyłączyć, ale domyślnie zawsze ustawiona jest na ON), znajdujący się obok włącznika na tylnej ściance. Większą kontrolę zyskujemy poprzez aplikację Polaroid, której warto pośwęicić osobny rozdział.

Menu w telefonie

Bezpłatna „apka” Polaroid dostępna jest zarówno w App Store jak i w sklepie Google Play. Jest równie przyjazna i równie dobrze zaprojektowana jak sam aparat. Gdy wciśniemy przycisk komunikacji Bluetooth (pulsująco na niebiesko plusik pod wizjerem), aplikacja od razu to dostrzeże i sparuje urządzenia. Bez lagów, błędów i frustrującej procedury parowania, jak to bywa w przypadku wielu aparatów. Po prostu działa, tak jak powinna. 

Wyświetla stan aparatu (zużycie wkładu i baterii) i pozwala szybko przejść do trybów kreatywnych i manualnych. Korzystając z apki możemy samodzielnie określić w zasadzie wszystkie parametry: wybrać zakres ostrości, wielkość otworu przysłony (w kroku co 1 EV) i czas otwarcia migawki (co 1/3 EV w zakresie od 1/200 do 30 s, oraz Bulb). Czas może być też dobierany automatycznie do przysłony, a podziałka ekspozycji w trybie M z dokładnością do 1/3 EV pokaże czy nie pchamy się w prześwietlenie, lub niedoświetlenie.

Aplikacja służyć ma jednak przede wszystkim do obsługi zdalnej oraz kreatywnych eksperymentów. Oprócz bezprzewodowego wyzwalania i timera mamy więc również tryb statywowy (długiej ekspozycji), portret (z miękkim tłem) oraz malowanie światłem, za pomocą aktywowanej z poziomu aplikacji latarki smartfona. Co ważne, dostajemy też sugestie i alerty, gdy jesteśmy za blisko, lub gdy scena jest zbyt ciemna, a to zdecydowanie zwiększa nasze szanse na wykonanie udanego zdjęcia.

Filmy - do wyboru do koloru. Albo w kółko

To w tych cienkich listkach tak naprawdę zawarta jest cała magia. Nie jest to już ta sama receptura chemii, co przed laty ale zespół R&D, którego laboratorium rozwijane jest w Monheim w Niemczech, cały czas pracuje nad udoskonaleniem formuły, by poprawić czułość, kontrast oraz krycie. Chodzi dokładnie o zestaw procesów, które decydują o charakterze uzyskiwanych kolorów. Chemicy Polaroida sprawdzają jak srebro reaguje na różne częstotliwości światła i jak związek, nazywany ElectronDonor (ED) wpływa na uwalnianie barwnika.

W odróżnieniu od materiałów Fujifilm Instax, gdzie światłoczuła emulsja fabrycznie nanoszona jest na powierzchnię listka, w Procesie Polaroid chemia znajduje się w trzech niewielkich zbiorniczkach w szerszej części ramki. W momencie wciśnięcia spustu rusza cały proces - wałki aparatu wyciskają i rozprowadzają chemię, wypychając jednocześnie listek na zewnątrz.

To skomplikowany ciąg reakcji a kluczowe są pierwsze dwie minuty od naświetlenia. To właśnie dlatego wysuwające się zdjęcie nakryte jest czarną roletką (pod którą powinno ono pozostać przez co najmniej 5 sekund). W odróżnieniu od materiałów z lat. 70., nowoczesnych Polaroidów nie powinno się potrząsać. By uzyskać jak najlepszy kontrast najlepiej chronić je przed światłem do zakończenia procesu wywoływania, czyli jeszcze przez 15 minut od wykonania. Najlepiej schować zdjęcie od razu do kieszeni lub odłożyć spodem do góry.

Niezbędne do powstania zdjęcia światło niełatwo jednaj okiełznać. Materiały Polaroida są nadal bardzo podatne na prześwietlenie i głównym wyzwaniem jest obecnie poprawa efektów w mocnym świetle słonecznym. Podobnie jak wszystkie filmy pozytywowe, również Polaroid ma pod tym względem małą tolerancję i wymaga precyzyjnego doboru parametrów. 

A pomiar światła w aparatach Polaroid Now+ również nie jest systemem, któremu możemy bezwzględnie zaufać. Najbardziej powtarzalne i przewidywalne efekty uzyskamy fotografując w średnim dystansie, w słabym świetle i z lampą, czyli w warunkach, powiedzmy „imprezowych” (co jest dobrą wiadomością dla największej grupy odbiorców). Jeśli chcemy robić zdjęcia również w dzień, niemal zawsze wskazana będzie ujemna korekcja. Dawniej fotografowie nie używali światłomierzy - potrafili ocenić charakter światła i parametry dobierali bazując na intuicji i przede wszystkim doświadczeniu. Tu jest trochę podobnie. Po kilku paczkach wiemy już kiedy wyłączyć lampę, a kiedy jedynie skorygować ekspozycję. 

Wracając do filmów - producent nie pozwoli nam się też znudzić. Co chwila pojawiają się edycje limitowane materiałów (Star Wars, Keith Haring itd.) ale w ciągłej sprzedaży jest też gama filmów niestandardowych - monochromatycznych, z czarnymi i wielobarwnymi ramkami (świetnie prezentują się połyskujące metaliczne, i matowe czarne) czy z kołowym wycięciem, które świetnie sprawdza się w minimalistycznych kompozycjach (ale wymaga jeszcze większej precyzji i korekcji paralaksy).

Z modelem NOW+ otrzymujemy też zestaw filtrów, które nakładamy na obiektyw i które pozwalają tonować zdjęcia kolorowe, lub w klasyczny sposób wpływać na wygląd zdjeć czarno-białych (tu sprawdza się zwłaszcza żółty, który wyraźnie poprawia kontrast - przyciemnia niebo oraz wzmacnia cienie). Trzeba jednak brać pod uwagę to, że filtry blokują część światła a każdy wpływa na ekspozycję w nieco inny sposób. Poniżej widzimy efekt zastosowania filtrów: pomarańczowego, żółtego, niebieskiego i czerwonego, który ma na środku otwór przez co powstaje barwna winieta. 

Świetną zabawą są też funkcje oferowane poprzez aplikację Polaroid. Producent podszedł do tematu naprawdę poważnie - są dopracowane, wygodne i intuicyjne. Oczywiście i tym razem musimy wystrzelać kilka paczek, by dobrze je poznać. Wielu prób wymaga zwłaszcza podwójna ekspozycja, bo oprócz doboru właściwych tematów, musimy wykonać naświetlenia we właściwej kolejności pilnując przy tym, by nie przepalić ujęcia (ponieważ materiał eksponowany jest dwukrotnie, zazwyczaj stosuje się celowe niedoświetlenie). 

Zdecydowanie prostsze jest fotografowanie w trybie statywowym, który idealnie nadaje się do wykonywania zdjęć z długą ekspozycją. Aplikacja komunikuje się z aparatem i odczytuje wskazania światłomierza podając szacowany, niezbędny czas otwarcia migawki. Robi to całkiem precyzyjnie, ale podobnie jak w trybie Bulb, naświetlanie możemy przerwać w każdej chwili również z poziomu aplikacji.
 

 

Same materiały również prezentują się bardzo dobrze. Mają klasyczny wymiar 10.7 x 8.8 cm, fakturowaną ramkę i są bardzo sztywne. Na rynku nie brakuje małych drukarek termosublimacyjnych, które oferują cyfrowe miniaturowe wydruki, ale zdecydowanie nie mogą się one równać z klasyczną natychmiastową odbitką, która jest niepowtarzalna. Stanowi finalny i skończony obiekt, który, również dzięki niedoskonałościom (jak artefakty wynikające z zaświetlenia czy niedomieszanej chemii) jest nie do odtworzenia. 

Podsumowanie

Polaroid NOW+ przenosi nas w czasy fotografii tradycyjnej, gdy nauka fotografowania wymagała czasu, cierpliwości i wytrwałości. Czeka Was wiele zawodów, ale także wiele zachwytów – satysfakcji, której często dziś brakuje, gdy zrobienie dobrego technicznie zdjęcia staje się zbyt proste. Na początku na pewno zmarnujecie wiele wkładów, ale z każdą kolejną paczką udanych zdjęć będzie więcej. To droga, którą trzeba i którą warto przebyć.

Czy nowy Polaroid sprawdzi się w bardziej ambitnych projektach artystycznych? Moim zdaniem w wersji "z plusem" jak najbardziej tak. I nie chodzi oczywiście o barwne filtry czy kreatywne tryby, ale możliwość panowania nad ustawieniami w trybie manualnym. Sterowanie czasem otwarcia migawki i przysłoną z dokładnością do 1/3 EV, oraz zdalne wyzwalanie aparatu zamocowanego na statywie zmienia zasady gry. Jeśli aparat ma służyć głównie do dokumentowania czasu spędzonego z przyjaciółmi i rodziną, zdecydowanie wystarczy tańszy model NOW (bez plusa).

Pozostaje oczywiście kwestia kosztów. Zwłaszcza ceny wkładów, bo sam aparat jest stosunkowo tani (niecałe 700 zł w wersji NOW + i mniej niż 500 zł w wersji podstawowej). Gdy jednak sprawdzimy aktualne ceny klasycznych filmów fotograficznych, 70 zł za paczkę wkładów Polaroid brzmi wręcz jak okazja. Tyle samo zapłacimy dziś za rolkę amatorskiego filmu Kodak Gold, a trzeba doliczyć przecież jeszcze koszt wołania i skanowania czy też druku.

Aparat Polaroid Now+ możecie kupić m.in. w sklepie Cyfrowe.pl.

Skopiuj link

Autor: Maciej Zieliński

Redaktor naczelny serwisu fotopolis.pl i miesięcznika Digital Camera Polska – wielki fan fotografii natychmiastowej, dokumentalnej i podróżniczego street-photo. Lubi małe dyskretne aparaty, kolekcjonuje albumy i książki fotograficzne.

Komentarze
Więcej w kategorii: Aparaty
Panasonic Lumix S5 II - pierwsze wrażenia i materiały przykładowe (RAW)
Panasonic Lumix S5 II - pierwsze wrażenia i materiały przykładowe (RAW)
Najnowszy korpus Panasonica zmienia układ sił w segmencie pełnej klatki, z miejsca stając się jednym z najbardziej atrakcyjnych aparatów do pracy hybrydowej....
31
Fujifilm X-T5 + XF 30 mm f/2.8 R LM WR Macro - pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe
Fujifilm X-T5 + XF 30 mm f/2.8 R LM WR Macro - pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe
Nowy Fujifilm X-T5 rozbudowuje ulubiony korpus systemu X o 40-megapikselową matrycę z topowego modelu X-H2. To już jednak aparat adresowany do nieco innego grona...
21
Canon EOS R6 Mark II - pierwsze wrażenia
Canon EOS R6 Mark II - pierwsze wrażenia
Raptem 2 lata po premierze jednego ze swoich najlepszych aparatów, Canon prezentuje następcę. Co nowego ma do zaoferowania Canon EOS R6 Mark II i czy rzeczywiście...
36
Powiązane artykuły