Canon EOS 250D - pierwsze wrażenia

EOS 250D to nowy reprezentant “najmniejszej lustrzankowej serii na rynku”, która łączy niewielkie gabaryty z przystępną ceną i możliwościami skrojonymi pod kątem początkujących fotografów i świadomych amatorów. Co skrywa przed nami najnowsza konstrukcja?

10
Maciej Luśtyk
10 Kwiecień 2019
Artykuł na: 17-22 minuty

Pokazany w 2013 roku Canon EOS 100D, choć był korpusem typowo amatorskim, przykuł uwagę wielu osób. Okazało się bowiem, że nic nie stoi na przeszkodzie, by lustrzanka, ze wszystkimi swoimi zaletami, miała rozmiar bezlusterkowca, a przy tym w przystępnej cenie oferowała funkcje, które zaspokoją potrzeby większości osób, dla których fotografia stanowi wyłącznie hobby.

Druga generacja, pokazana w 2017 roku (model 200D) przesuwała tę granicę jeszcze dalej za sprawą usprawnień, dzięki którym ten miniaturowy korpus stał się jeszcze wygodniejszy i bardziej uniwersalny. Otrzymaliśmy m.in. 24-milionowa matrycę, zarezerwowaną do tej pory dla bardziej zaawansowanych modeli z oferty, oparty o piksele detekcji fazy system Dual Pixel AF w trybie Live View, dotykowy ekran, szybszy tryb seryjny czy wreszcie funkcje bezprzewodowe.

Choć aparat miał swoje wady, oferował bardzo dobrze wyważony stosunek możliwości do ceny, okazując się ciekawą propozycją dla początkujących czy osób, które po przygodzie ze smartfonem czy kompaktem chcą spróbować swoich sił z “prawdziwym aparatem”. Zwłaszcza że choć bezlusterkowa konkurencja mocno “podgryza” pozycję lustrzanek w segmencie zawodowym, w pułapie cenowym modelu 200D trudno było o inny systemowy aparat, który byłby równie uniwersalny.

Po niespełna dwóch latach dość nieoczekiwanie otrzymujemy kolejną wersję aparatu, tym razem sygnowaną oznaczeniem EOS 250D. Dlaczego nie 300D? Cóż, zmiany względem poprzednika nie są tak diametralne, jak w przypadku prezentacji 2 generacji serii. Mimo to, są to zmiany, które dla wielu użytkowników okażą się istotne i które pozwolą konstrukcji lepiej konkurować na rynku amatorskich aparatów systemowych, na którym w ciągu dwóch ostatnich lat pojawili się nowi rywale, jak np. Fujifilm X-T100 czy Olympus OM-D E-M10 Mark III.

"Najlepsze cechy lustrzanki i bezlusterkowca"

Jeśli spojrzeć na specyfikację, aparat oferuje usprawnienia w zasadzie tylko na 3 istotnych płaszczyznach. Otrzymujemy nowszy procesor, co jednak nie wpływa na dostępny zakres czułości (ISO 100 - 51200) czy też prędkość trybu seryjnego (5 kl./s, 3,5 kl./s ze wsparciem ciągłego AF), znacznie udoskonalony autofokus w trybie Live View oraz usprawniony tryb filmowy, który pozwoli teraz na rejestrację filmów 4K. To z pozoru niewiele, ale właśnie to drugie usprawnienie pozwala osiągnąć producentowi obrany cel i może okazać się najważniejsze.

Jak bowiem usłyszeliśmy od przedstawicieli firmy Canon podczas spotkania przedpremierowego, Canon EOS 200D ma być konstrukcją, która początkującemu fotografowi zaoferuje najistotniejsze cechy dwóch światów: lustrzanek i bezlusterkowców. Jak producent chce tego dokonać skoro mamy do czynienia z lustrzanką?

 

EOS 200D to najmniejsza i najlżejsza lustrzanka na rynku, która swoimi gabarytami (122,4 x 92,6 x 69,8 mm, 404 g)  nie wykracza znacznie poza to, co czym może poszczycić się bezlusterkowa konkurencja, a przy tym oferuje wygodę pracy z wizjerem optycznym i pozwoli na większą oszczędność baterii (650 zdjęć na jednym ładowaniu). Z kolei po przełączeniu aparatu na tryb Live View otrzymujemy ten sam bardzo przystępny dotykowy interfejs, co w przypadku bezlusterkowców z serii EOS-M, który tym razem otrzymał wsparcie udoskonalonego systemu Dual Pixel AF - tego samego który trafił do najnowszych konstrukcji pełnoklatkowego systemu EOS R.

Po lewej EOS 250D, po prawej EOS 200D

Po lewej EOS 250D, po prawej EOS 200D 

Po lewej EOS 250D, po prawej EOS 200D

Po lewej EOS 250D, po prawej EOS 200D

Choć ze względu na mniejszą matrycę i jej rozdzielczość liczba pikseli detekcji fazy jest odpowiednio mniejsza, to nadal wynik, do którego jak na razie daleko jakimkolwiek aparatom konkurencji  - 3975 punktów. Do tego punkty AF pokrywają większą część kadru (88% w poziomie, 100% w pionie), a system ma być czuły do - 4 EV. To mniej niż oferowały modele EOS R i EOS RP (kolejno - 6 EV i - 5 EV), ale warto wspomnieć, że taką samą skuteczność oferuje obecnie topowy bezlusterkowiec Fujifilm X-T3, a gorzej wypadają nawet tak popularne modele jak Sony A7 III czy Sony A7R III.

3975 pikseli detekcji fazy na matrycy - do tego wyniku daleko nawet najlepszym aparatom konkurencji

O wyjątkowej, deklasującej większość aparatów konkurencji skuteczności nowego systemu AF mogliśmy przekonać się już przy okazji wspomnianych modeli EOS R i EOS RP. Choć aparatu nie mieliśmy okazji jeszcze rzetelnie sprawdzić w różnorodnych warunkach, z szybkim testów wnioskujemy że i tutaj będzie nad wyraz dobrze. Autofokus w trybie Live View ostrzy szybko, pewnie i skutecznie, a do tego otrzymujemy tryb wykrywania oka, który ułatwi wykonywanie portretów. Detekcja oka nie jest może tak diabelnie szybka jak w przypadku bezlusterkowców Sony, ale na pewno okaże się wystarczająco skuteczna, by ułatwić wykonywanie zdjęć. Nowy autofokus Dual Pixel AF przełoży się także na skuteczniejszą pracę w trybie filmowym.

Czy jednak amatorowi nie lepiej wybrać bardzo podobny pod względem specyfikacji, a jednak bardziej kompaktowy bezlusterkowiec EOS-M50? To oczywiście zależy od preferencji, ale producent widzi przewagę modelu 250D w szerokiej dostępności obiektywów. W przypadku mocowania EF na rynku znajdziemy wiele niedrogich, a ciekawych konstrukcji, zarówno systemowych jak i oferowanych przez firmy trzecie. W przypadku bezlusterkowców EOS M, wybór systemowej optyki jest bardzo skromny i konieczny będzie adapter. Wielu początkujących nie chce zajmować sobie głowy takimi rzeczami.

W przypadku standardowego trybu fotografowania nadal mamy do czynienia z archaicznym, 9 punktowym układem AF

Filozofia producenta wydaje się być całkiem trafiona i dość dobrze zrealizowana, choć trzeba też pamiętać, że aparat bezlusterkowcem jednak nie jest. Z wiadomego względu nie otrzymujemy chociażby cenionego przez wielu wizjera elektronicznego czy migawki elektronicznej (akurat ta funkcja bez problemu mogłaby się w aparacie pojawić), a w standardowym "lustrzankowym" trybie fotografowania mamy do czynienia z archaicznym i nie za szybkim 9-punktowym układem AF.

Mniej znaczy więcej?

Jak to często bywa w przypadku konstrukcji Canona, nie mogło obyć się bez łyżki dziegciu. Porównując model EOS 250D z poprzednikiem zauważymy ze z body pozbyto się kilku elementów, a konkretnie przycisku podglądu głębi ostrości, przycisku otwierania lampy błyskowej oraz przycisku przywołującego menu funkcji bezprzewodowych. Otrzymujemy też nieco uproszczone pokrętło trybów (funkcja Creative Assist dostępna jest z poziomu menu) a producent zabrał nam także moduł NFC, służący wcześniej do szybkiego parowania smartfona i aparatu. Na koniec kwestia stopki - brak środkowego pinu oznacza, że do aparatu podłączymy wyłącznie systemowe lampy producenta, a sporym problemem okaże się także radiowe wyzwalanie lamp studyjnych. 

Nowa stopka pozwoli na korzystanie wyłącznie z systemowych lamp producenta

Wbudowaną lampę od teraz otwierać będziemy ręcznie

Z konstrukcji zniknął też przycisk odpowiedzialny za przywoływanie funkcji bezprzewodowych. (Na zdjęciu model EOS 200D)

Czy to zmiany jakkolwiek wpływające na wygodę pracy? Przycisku podglądu przysłony większość amatorów z pewnością i tak nigdy by nie użyła, natomiast ręcznie otwierana lampa dla wielu okaże się nawet lepsza - nie odskakuje samoczynnie po włączeniu trybu Auto, dzięki czemu nie musimy wchodzić w specjalny tryb żeby ją wyłączyć. Co do pozostałych “ubytków” mamy mieszane uczucia. Choć NFC nie jest kluczową funkcją, a do funkcji bezprzewodowych szybko przejdziemy z poziomu menu, jest to jednak pewne zubożenie konstrukcji, która wcale nie kosztuje przez to taniej niż poprzednik w dniu premiery - 2440 zł za body. Do tego dość kontrowersyjna kwestia zamknięcia użytkowników w systemie lamp producenta. Pewnie niewielu użytkowników modelu 250D skorzysta z zewnętrznej lampy, ale z pewnością osoby te chciałyby mieć możliwość wyboru także niedrogich lamp firm trzecich.

Aparaty Canona oferują świetnie przemyślany, praktyczny i najbardziej precyzyjny na rynku system obsługi dotykowej. Na zdjęciu pomocnicze menu Q w trybie Live View.

Mimo wszystko to nadal tak samo kompaktowa i wygodna konstrukcja, która dobrze leży w dłoni i którą - nawet mimo stosunkowo ograniczonej ergonomii - komfortowo i szybko się obsługuje. Duża w tym zasługa obracanego ekranu dotykowego, który oferuje nam błyskawiczny dostęp do menu pomocniczego i pozwala na błyskawiczną nawigację po zdjęciach w trybie podglądu. Jak zwykle w przypadku Canona, monitor spisuje się wzorowo, a jego responsywność stoi na poziomie ekranów ze smartfonów - rzecz jakiej nadal nie jest w stanie osiągnąć większość producentów. Dodatkowo po jego odwróceniu uruchomi się tryb selfie z wykrywaniem twarzy, co ułatwi tworzenie autoportretów, a sama możliwość jego odwracania spodoba się także vlogerom, dla których EOS 250D może okazać się ciekawą pozycją do realizacji materiałów. Zwłaszcza że aparat wyposażony jest w złącze mikrofonowe.

Nowszy procesor - filmy 4K i lepsza jakość zdjęć

Kolejną ważną nowością jest wyposażenie aparatu w najnowszej generacji procesor obrazu. Choć jak już wspomnieliśmy, wpływa on w widocznym stopniu na osiągi aparatu, to według producentów lepsze algorytmy przetwarzania obrazu wpłynąć mają pozytywnie na wyjściową jakość zdjęć, a wyższa moc obliczeniowa pozwoliła także na zaimplementowanie w aparacie bardziej rozbudowanego trybu filmowego.

Czy jakość zdjęć rzeczywiście będzie lepsza? Tego jak na razie nie mogliśmy sprawdzić, gdyż udostępniony nam aparat był modelem przedprodukcyjnym. Z racji zastosowania tej samej matrycy, co wcześniej nie ma co oczekiwać usprawnień na poziomie zakresu dynamicznego czy pracy na wysokich czułościach. Ewentualnych usprawnień możemy spodziewać w zakresie przetwarzania plików JPEG. 

Po raz pierwszy w amatorskiej lustrzance producenta pojawia się natomiast możliwość filmowania w rozdzielczości 4K z prędkością 30 kl./s, choć podobnie jak w modelu EOS M50 ograniczać będzie nas w tym względzie współczynnik cropa (zawężenie pola widzenia) rzędu 1,75 x, co sprawia, że uzyskanie naprawdę szerokiego katą widzenia będzie w tym wypadku praktycznie niemożliwe - nawet w przypadku superszerokokątnego systemowego zooma EF-S 10-28 mm f/4.5-5.6 wyjściowa ogniskowa wynosić będzie 28 mm. Innym problemem będzie mocno uwidaczniający się efekt rolling shutter oraz brak wsparcia systemu Dual Pixel AF - w przypadku rejestracji 4K ostrość ustawiana jest dosyć powolnie na zasadzie detekcji kontrastu. Na szczęście zostaje nam sprawnie działający tryb Full HD 60 kl./s, który powinien spełnić oczekiwania większości amatorów i w którym system AF działa z pełną mocą.

Oprócz tego otrzymujemy możliwość “wyjęcia” pojedynczej 8-megapikselowej klatki z materiału 4K, nagrywania w tej rozdzielczości filmów poklatkowych, czy też filmów HDR w jakości Full HD 30 kl./s. Na pokładzie pojawił się także moduł łączności Bluetooth, który pozwoli na wygodniejsze parowanie urządzeń.

Pierwsze wnioski

Czy nowa konstrukcja jest warta grzechu? Choć poprawki wprowadzone wraz z modelem 250D są niewielkie, trudno nie docenić pojawienia się znacznie doskonalszego systemu AF w trybie Live View, który znacznie ułatwi fotografowanie w słabszych warunkach oświetleniowych, zagwarantuje lepszą skuteczność podczas filmowania i oferuje tryb wykrywania oka. Dla wielu może stać się więc podstawowym trybem fotografowania, zwłaszcza, że w przypadku standardowego pomiaru otrzymujemy dość archaiczny już, 9-punktowy układ, pamiętający poprzednią dekadę.

To zmiana najważniejsza, w przypadku pozostałych możemy mówić o kosmetyce. Z racji dużego cropa na filmowanie w jakości 4K w zasadzie nie ma co się nastawiać, a sporym minusem jest też pozbawienie konstrukcji możliwości współpracy z lampami błyskowymi inne niż systemowe. Żałujemy też, że żadnej poprawie nie uległa skromna pojemność bufora, a nowy wydajniejszy procesor nie wpłynął w żadnym stopniu na zakres dostępnych czułości czy prędkość trybu seryjnego.

EOS 250D to jednak ciągle konstrukcja przyjemna w obsłudze, zwarta i na tyle uniwersalna, by spełnić większość oczekiwań początkujących i amatorów, którzy szukają aparatu do rozwijania hobby i jeszcze nie myślą o pracy zarobkowej. Nie oznacza to jednak, że aparatem nie zrobimy dobrego zdjęcia. 24-milionowa matryca i ogromny wybór systemowych obiektywów to wszystko, czego potrzeba nam do skutecznego fotografowania.

Nowy Canon to aparat skrojony precyzyjnie pod kątem odbiorcy, w którego celuje, zarówno pod względem możliwości, jak i ceny. Ci, którzy kupią go jako pierwszy aparat systemowy, jeśli tylko otrzymają dobrą radę odnośnie wyboru obiektywu (obiektyw kitowy nie pozwoli nam wykorzystać pełnego potencjału aparatu), nie powinni się zawieść. Niestety widać też, że w tym segmencie producent nie ma żadnej realnej konkurencji - lepszy autofokus to nieco mało jak na 2 lata odstępu między modelami, a zabiegi takie, jak ten z gorącą stopką nie powinny mieć miejsca.

Dodaj ocenę i odbierz darmowy numer DCP
Digital Camera Polska

Tłumacz i fotograf, codziennie selekcjonuje dla Was porcję najciekawszych newsów ze świata fotografii. Zafascynowany nowymi technologiami, choć woli fotografować analogiem. Prywatnie niespełniony snowboardzista i spełniony tata.

Komentarze
Więcej w kategorii: Aparaty
Leica Q2 na ulicach Londynu - test autorski
Leica Q2 na ulicach Londynu - test autorski
Szybka i kompaktowa Leica Q to dziś jeden z ulubionych aparatów fotografów ulicznych. W drugiej generacji udoskonalono...
22
2
Nikon Z50 - pierwsze wrażenia
Nikon Z50 - pierwsze wrażenia
Po pełnej klatce przyszła pora na APS-C. Nikon pozbywa się lustra z korpusów średniej półki, a nowy Z50 ma być odpowiednikiem linii D7000 z mniejszym i lżejszym...
11
0
Sony A6400 - test aparatu
Sony A6400 - test aparatu
Następca modelu A6300 ma być doskonałym aparatem dla wymagającego amatora i pierwszym wyborem vlogera. Ciągle jednak pod pewnymi względami ustępuje obecnemu od dwóch...
6
2
Powiązane artykuły