Ostatnie miesiące to prawdziwy wysyp sensacyjnych wiadomości ze styku kultury i programowania, za które w ogromnej mierze odpowiadają coraz doskonalsze systemy AI oraz prężnie rozwijająca się nisza vibe-codingu. Od udostępnienia gamingowych klasyków z poziomu przeglądarki, poprzez kopię pakietu Adobe, aż po złamanie zabezpieczeń PlayStation 5 czy odkrycie krytycznych luk w oprogramowaniu PHP.
Aparaty nowym celem vibe-codingu
Jak się okazuje, celem domorosłych (i nie tylko) programistów stały się także aparaty. I nie mówimy tu nawet o tworzeniu własnych konstrukcji foto, jak w przypadku unikalnego projektu Pawła Fabjańskiego, ale o hackowaniu i modowaniu urządzeń powszechnie dostępnych na rynku.
Media społecznościowe obiegły w ostatnim czasie interesujące przykłady takich działań. Jak firmware imitujący działanie filmu dla Canona 5D i 5D Mark II, odblokowanie ukrytych filtrów w aparacie Ricoh GRIV czy Doom odpalony na 16-letniej lustrzance. Teraz do tego grona dołącza firmware do Hasselbada X2D II, który pozwala użytkownikom robić rzeczy, jakie nie przyszły by do głowy większości fotografującym.
Moderom na Hasselbladzie udało się odpalić m.in. Linuxa (XFCE), Apple Car Play, a nawet asystenta głosowego Chata GPT. Wśród eksperymentalnych modyfikacji pojawia się także tryb wideo, którego fabrycznie aparat nie posiada.
To wszystko łatwo zakwalifikować jako zabawę, ale obok pojawiają się również rozwiązania o potencjalnie znacznie większej sile rażenia. Jak choćby oprogramowanie wprowadzające zaawansowanie opcje monitoringu dla kamerek DJI czy toolkit odblokowujący w modelu X2D pomiar AF-C - rozwiązanie, które miało pojawić się wraz z aktualizacjami firmware’u, a które ostatecznie nigdy do aparatu nie trafiło.
Prawdopodobnie tylko kwestią czasu jest, aż rozpracowane zostaną oprogramowania aparatów innych producentów, co może doprowadzić do wielu ciekawych sytuacji. Wszyscy przecież wiemy, że wiele z ograniczeń poszczególnych modeli to ograniczenia wprowadzane na poziomie oprogramowania.
Nowa moda czy początek czegoś większego?
Ze względu na ryzyko utraty gwarancji, podobne modyfikacje nigdy raczej nie będą cieszyły się na tyle dużą popularnością, by w jakikolwiek bardziej istotny sposób ugodzić producentów, ale otwiera to drogę dla wszelkiej maści majsterkowiczów i eksperymentatorów, którzy z pewnością znajdą pomysły, by urozmaicić aparaty o nieoczekiwane, zaskakujące funkcje, a czasem zapewne i bardzo praktyczne funkcje. Sami bylibyśmy w stanie wymyśleć kilka na poczekaniu.
Czy więc rzeczywiście wkraczamy w erę hackowania aparatów? Z pewnością nigdy nie będzie to zajęcie mainstreamowe, ale jak pokazują obecne przykłady - osiągalne i przynoszące realne korzyści. Można tylko zakładać, że wraz z dalszym rozwojem układów AI, tego typu przedsięwzięcia będą przyrastać w tempie wykładniczym.