Yan Wasiuchnik: “Przewidywalność mnie nudzi. Chcę mieć swój styl, ale mimo wszystko wciąż zaskakiwać”

Ciągle mu mało. Coś, z czego kiedyś byłby dumny, dziś już mu nie wystarcza. Yan Wasiuchnik opowiada nam o swoich początkach w branży, pracy na analogu oraz o realiach polskiego i ukraińskiego rynku modowego.

Autor: Julia Kaczorowska

2 Maj 2023
Artykuł na: 17-22 minuty

Jak to się stało, że znalazłeś się w tym świecie… mody? Reklamy? Jak byś go nazwał?

Świat blasków i cieni (śmiech). W grudniu 2016 roku asystowałem znajomej fotografce i zaproponowałem wspólną pracę obecnemu tam styliście. Najpierw były testy, potem personalne projekty, wiele prób i błędów. Gdy rozpocząłem studia fotograficzne, starałem się poznawać nowych ludzi i zazwyczaj były to osoby właśnie ze świata mody. Na pierwszym roku studiów pojawiła się fotografia analogowa, której na początku się obawiałem, a teraz jest to nieodłączna część mojej fotografii. W 2018 roku zdobyłem pierwsze ważne zlecenie komercyjne: współpraca z Croppem i Aktivistem. W tym samym czasie polska stylistka Ewelina Gralak napisała do mnie na Instagramie, że chciałaby żebym zrobił jej zdjęcia do streetwearowego magazynu Newonce Paper. W 2019 roku zrobiłem pierwszą większą kampanię dla Big Stara. Przełomowym momentem były też zdjęcia na social media Balenciagi.

Jakie rzeczy kształtowały Cię wizualnie? Oglądasz zdjęcia innych fotografów?

Oglądam, oczywiście! Teraz już mniej niż kiedyś, ale wciąż podglądam wielu fotografów na Instagramie, Models.com itd. Analizuję ich sesje i trendy. Mam swoich idoli: Harley Weir czy Araki. Pamiętam jak kiedyś, na początku mojej drogi z fotografią zaobserwowała mnie topowa fotografka, aktualnie jedno z najgorętszych nazwisk – Carlijn Jacobs. Może to dziwnie zabrzmi, ale na Instagramie to, kto cię obserwuje, a kto nie, jest taką trochę wizytówką.

fot. Yan Wasiuchnik

Wyobrażasz sobie, żeby w dzisiejszych czasach być fotografem, ale nie istnieć w social mediach?

Nie, moim zdaniem Instagram „robi robotę”. Rzadko aktualizuję swoją stronę internetową, a najlepsze kadry szybko postuję w social mediach.

A co jeżeli Instagram nagle zniknie?

Dobre pytanie. Chyba korzystałbym z dotychczasowych kontaktów, wysyłał portfolio mailem, umawiał się na spotkania z klientami.

fot. Yan Wasiuchnik

Na Instagramie jest nie tylko aspekt postowania zdjęć, lecz także reakcji na „nie”. Najlepsze zdjęcie może przejść niezauważone, jeśli nie będzie miało wystarczającego odzewu. A gorsze zdjęcie, z odpowiednią ilością reakcji, może przynieść zlecenie.

Tak, to jest istotne. Poza tym na Instastories kreujesz swój styl patrzenia na świat. To dużo mówi o danym fotografie czy fotografce, o ich osobowości. Same zdjęcia już nie wystarczą, ważne jest też to, kim jesteś. Ja praktycznie cały czas siedzę na Instagramie. Fotografia to moja praca i pasja. Czasami chyba nawet nie potrafię postawić granicy. Cały czas tym żyję, jeżeli ktoś mnie zapyta o współpracę o północy, a ja akurat jestem online, to odpiszę, bo czemu nie.

Studiowałeś dość szeroki kierunek: fotografia prasowa, reklamowa, wydawnicza. Czy Twoim zdaniem trzeba się określić w wąskiej specjalizacji, czy można być wszechstronnym fotografem?

Wydaje mi się, że można być wszechstronnym, ale z pewnym ukierunkowaniem. Lubię modę, ale nie chcę się zamykać tylko na nią. Chętnie chodzę po mieście i robię zdjęcia telefonem, znienacka. Mnie studia dały niewiele, prócz pracy w ciemni. Powiedziałbym raczej, że ja „fotografuję ludzi” niż że „fotografuję modę”. Teraz byłem na Zanzibarze i robiłem dużo portretów, co pozwoliło mi trochę odpocząć od tego świata blichtru i kreacji. W modzie możemy wszystko sobie zaplanować, wykreować, a tu nagle bieganie po mieście z aparatem i proszenie ludzi o zdjęcia staje się wyzwaniem.

fot. Yan Wasiuchnik

Zauważyłem, że bardzo się zmieniłem przez moją fotograficzną drogę. W liceum byłem zamkniętą osobą, a takie podchodzenie do ludzi i proszenie o zdjęcia wymaga odwagi. Dziś na pewno jestem już śmielszy, nie wstydzę się tak. Zarabiam na modzie, tak, ale pociągają mnie ludzie. Staram się nie być przewidywalnym, bo przewidywalność mnie nudzi. Chcę mieć swój styl, ale mimo wszystko wciąż zaskakiwać. Lubię czerpać inspiracje z życia codziennego, analizować rzeczywistość. Interesuję się też modą. Patrzę na rzeczywistość z przymrużeniem oka, w tym na środowisko, w którym się obracam. Wspólnie ze znajomymi pracujemy w modzie, ale często się z tej mody śmiejemy, a w szczególności z moimi serdecznymi koleżankami Kasią Śledź i Adele Długosz.

Czy fotografowałeś dużo w Ukrainie?

Mój tata jest z Ukrainy i spędziłem tam część swojego życia. Zacząłem obserwować osoby, które siedzą tam w modzie, a one klikały „follow” na moim profilu. Powolutku, powolutku, zacząłem tam robić personalne projekty, pojawiły się zlecenia. Pierwsza poważna sesja to okładka ukraińskiego Marie Claire w 2021 roku na zaproszenie redaktorki naczelnej Nadii Shapoval. Było to też niejako wyróżnienie, ponieważ był to pierwszy drukowany magazyn o modzie po ukraińsku. Byliśmy w Karpatach i robiliśmy zdjęcia lokalnej młodzieży ubranej w tradycyjne stroje.

fot. Yan Wasiuchnik

Czyli moda, ale stylizowana na dokument.

Tak. Mieliśmy trzy dni intensywnych zdjęć, a wcześniej robiliśmy casting online. To było bardzo ciekawe doświadczenie, ale dla mnie też spore wyzwanie, bo nie miałem tam asystenta, działałem sam na analogu. Nie mieliśmy wcześniej ustalonych lokacji, wszystko było wymyślane na bieżąco. Potem zostałem zaproszony przez Eugenię Skvarską do zrobienia katalogu kijowskiego domu towarowego Tsum. Ostatnio natomiast byłem w Kijowie, pierwszy raz od wybuchu wojny, żeby sfotografować lookbook ukraińskiej marki kurtek puchowych Ienki Ienki. Na co dzień nie urzęduję w Ukrainie. Przed wybuchem wojny bywałem tam kilka razy do roku. Często dostaję tam lepsze zlecenia niż tu w Polsce, a przynajmniej przychodzą mi one szybciej i z większą łatwością. W Polsce mieszkam, w Polsce studiowałem, a mam wrażenie, że w Ukrainie mam nieco inną pozycję niż tutaj.

fot. Yan Wasiuchnik

A jak porównałbyś te dwa rynki modowe, oprócz oczywistej i okrutnej różnicy, jaką jest wojna?

W Ukrainie pracuje więcej młodych artystów, a w Polsce głównie stara gwardia, choć powoli to zaczyna się zmieniać. Tam czuć powiew świeżości. W Ukrainie oczekuje się czego innego od fotografa niż w Polsce. Tam fotograf to osoba, która oprócz swoich kompetencji ma aparat, komputer i najlepiej, jeżeli też zajmuje się retuszem. W Polsce przy dużych produkcjach tak nie jest, to są osobne zawody, a rental sprzętu wliczony jest w koszt produkcji.

Ludzie się w pewnym sensie przyzwyczaili, syreny alarmowe już nikogo nie dziwią. Muszą jakoś żyć

To i tak niesamowite, że teraz robi się kampanie w Kijowie.

Jak najbardziej, to wszystko funkcjonuje. Trzeba natomiast pamiętać, że podczas sesji mogą nagle wyłączyć światło, więc produkcja musi zapewnić agregat. Przyjeżdża duża ciężarówka, jesteśmy ubezpieczeni. Całe szczęście, że ostatnio podczas sesji nie było alarmu bombowego. Przykro to mówić, ale ludzie się w pewnym sensie przyzwyczaili, syreny alarmowe już nikogo nie dziwią. Muszą jakoś żyć.

fot. Yan Wasiuchnik

Wspomniałeś na wejściu, że jesteś teraz bardzo zapracowany. Czujesz czasem, że bierzesz na siebie za dużo?

Czasami tak. Jest to spowodowane tym, że w tej branży są fale: raz jest bardzo dużo pracy, potem jest spokojniejszy okres. Trudno jest oszacować liczbę zleceń. Ostatnio pierwszy raz miałem tak, że z przepracowania czy stresu po prostu zacząłem się trząść. Dużo pracuję, ale na przykład moi rodzice tego nie rozumieją. Myślą, że nic nie robię, że to tylko „robienie zdjęć”.

Mój styl nie jest w 100% komercyjny, kilka razy usłyszałem, że jestem za mroczny

A ja mam teraz rekordowy miesiąc, sześć projektów i nie wiem, za co się złapać. To nie tylko sesje, ale i wszystko wokół: przygotowania, produkcja, to, co po zdjęciach. Komuś trzeba przesłać fakturę, dla kogoś innego zrobić moodboard. Bywają klienci, którzy wymagają stałego kontaktu. Czasem biorę na siebie za dużo, bo potrzebuję takich rzeczy do portfolio. Mój styl nie jest w 100% komercyjny, kilka razy usłyszałem różne opinie, że nie wzięto mnie do jakiejś sesji, bo jestem za mroczny.

fot. Yan Wasiuchnik

Uginasz się pod klientów, czy odmawiasz?

Uginam, a raczej współpracuję. Nie mogę robić tylko mrocznych zdjęć z lampą na tle zachodzącego słońca. Staram się dawać z siebie 100% na każdym etapie pracy, czy to podczas indywidualnych projektów, czy w pracy z klientem.

Masz stały zespół – retuszera, asystenta?

To zależy od projektu. Zazwyczaj mam stały zespół: swojego asystenta, kilku retuszerów, z którymi współpracuję w zależności od budżetu i ich dostępności.

fot. Yan Wasiuchnik

Jest już fotograf, modelka, miejsce. Czego jeszcze nie może zabraknąć na idealnej sesji?

Dobrych ubrań. W Polsce jest z tym problem. Nie mamy takiego dostępu do showroomów jak w Paryżu, a ubranie robi robotę. Mocny ciuch i supertwarz – to niezbędne.

Wybrałeś dość skomplikowaną technicznie drogę – fotografia analogowa, średnim formatem i to z błyskiem.

Z tym średnim formatem to jest różnie, bo wybór aparatu (formatu zdjęć) zależy od klimatu sesji i też między innymi od budżetu na dany projekt. Chyba mimo wszystko najbardziej lubię robić na 35 mm, bo taka plastyka zdjęcia najbardziej do mnie przemawia. Oczywiście robię zawsze podglądy na cyfrze, co pozwala mi działać z większą pewnością siebie i uspokaja klienta. Lubię też średni format, ale niestety analog jest teraz tak drogi, że wolę wybrać mały obrazek, który daje mi 3–4 razy więcej zdjęć na sesji.

fot. Yan Wasiuchnik

Większość kampanii robię do Internetu, gdzie ten średni format niekoniecznie jest potrzebny. A co do błysku – przy pracy z lampą na analogu jest zawsze ryzyko przepalenia, ale te czułości są inne niż na cyfrze, więc tak jak na cyfrze z przepalenia trudno jest coś odzyskać i lepiej, by zdjęcie było za ciemne niż za jasne, tak na analogu jest na odwrót. Często zresztą lekko prześwietlam film, żeby potem kolory były bardziej nasycone.

Sam wywołujesz i skanujesz zdjęcia?

Od początku wywołanie filmów zawsze zlecałem labom. Pracuję głównie na printach. Polega to na tym, że się klasycznie wywołuje film na papier i skanuje dopiero tradycyjną odbitkę. Ostatnio fotografowałem małym obrazkiem kampanię dla marki beauty, gdzie precyzja i szczegóły są bardzo ważne. Udało się to wszystko uzyskać. Wcześniej pracowaliśmy tylko na cyfrze i trochę mi zajęło przekonanie ich do analoga.

fot. Yan Wasiuchnik

Jakich argumentów użyłeś, by ich przekonać?

Plastyka i miękkość obrazka. Jak dla mnie printy powodują, że obraz staje się mniej komercyjny.

Wykorzystywanie analoga w świecie mody jest dziś bardzo popularne.

Tak, choć już mniej niż parę lat temu. Według mnie wraca trend cyfry, ale stylizowanej na obróbkę analogową. W Polsce analog przyjął się w komercji od pięciu lat, a od trzech lat wszyscy printują w ciemni. Obserwuję też inne pomysły – ostatnio jedna z topowych światowych marek zrobiła sesję, która wyglądała, jakby to były po prostu RAW-y, bez ulepszeń i efektów.

fot. Yan Wasiuchnik

Myślisz, że odchodzi się od analoga z powodu cen?

Ceny są zabójcze, a dostępność rolek jest mniejsza. Trzeba to wszystko przekalkulować. Oczywiście można obrobić cyfrę tak, by niemal idealnie przypominała film, ale trzeba troszkę pomajstrować.

Jakie masz ambicje?

Okładka Dazed. Bardziej alternatywna moda. Także iD, POP Magazine, Self Service. Niszowe tytuły. Ale zawsze, jak jestem w jakimś punkcie, to chcę więcej.

Wyciągam wnioski, z sesji na sesję staram się być coraz lepszy.

Ciągle mi mało; coś, z czego parę lat temu byłbym dumny, dziś mi już nie wystarcza. Jestem wobec siebie często krytyczny, nie popadam w samozachwyt. Wyciągam wnioski, z sesji na sesję staram się być coraz lepszy. Podczas zleceń jestem bezpośredni i mówię, co mi się podoba, a co nie, nie zakładam maski i nie przyklaskuję każdemu pomysłowi klienta. Mam świadomość, że takie zachowanie może spotkać się z różnym odbiorem, ale chcę być prawdziwy w tym, co robię.

fot. Yan Wasiuchnik

Planujesz rozruszać polski rynek modowy czy uderzać w zagranicę?

Tu jest fajnie, ale wtedy, kiedy jest praca. Nie ukrywam, że ostatnio coraz częściej myślałem o Londynie, bo jakoś wizualnie bardziej mi pasuje niż Paryż. W tym momencie zdobywam kontakty, chcę pokazywać jak najwięcej swoich prac i działać. Na pewno trzeba mieć w tym wszystkim dużo szczęścia.

Co byś powiedział młodemu fotografowi, który chce wejść do tej branży?

Próbuj i wyciągaj wnioski. Szanuj drugą osobę, nie staraj się wkręcić w towarzystwo za wszelką cenę. Twój czas przyjdzie, jeżeli jesteś zdolny. Do mnie w sprawie zleceń wszyscy odzywali się sami, na podstawie mojego portfolio na Instagramie. Trzeba robić fajne personalne projekty i ktoś to doceni. W sztuce zawsze dla każdego jest miejsce. Ważne, by mieć swój styl i go czuć.

Dziękuję za rozmowę.

Yan Wasiuchnik

Rocznik 97. Pasjonuje się głównie fotografią mody. Znany jest z wyrazistych analogowych ujęć. Jego styl wyróżnia mocny kontrast i ciemna paleta barw. Pracował dla globalnych marek jak Balenciaga, lenki Ienki, Nue Studio, Inglot, Reserved, Laruicci czy Converse. Jego zdjęcia były publikowane w Vogue Polska, Vogue Czechoslovakia, Carnale.
www.yanwasiuchnik.com ig: @maanamman

Skopiuj link

Autor: Julia Kaczorowska

Studiowała fotografię prasową, reklamową i wydawniczą na Uniwersytecie Warszawskim. Szczególnie bliski jest jej reportaż i dokument, lubi wysłuchiwać ludzkich historii. Uzależniona od podróży i trekkingu w górach.

Słowa kluczowe:
Komentarze
Więcej w kategorii: Wywiady
Wojciech Grzędziński: "Jeżeli chcesz opowiedzieć o emocjach, to nie możesz się przed nimi schować"
Wojciech Grzędziński: "Jeżeli chcesz opowiedzieć o emocjach, to nie możesz się przed nimi schować"
Pełnoskalowy konflikt za naszą wschodnią granicą trwa już ponad dwa lata. Ukraina się broni i cierpi. Zdjęcia Wojciecha Grzędzińskiego i jego nowa wystawa w warszawskiej Leica Gallery opowiadają...
10
Tonalna  izolacja Alana Schallera [WYWIAD]
Tonalna izolacja Alana Schallera [WYWIAD]
W swojej najnowszej serii Alan Schaller prezentuje monochromatyczne krajobrazy miejskie, których celem jest ukazanie problemu zagubienia we współczesnym świecie
28
Bartek Warzecha: „Lubię rzeczy niespektakularne”
Bartek Warzecha: „Lubię rzeczy niespektakularne”
Bartek Warzecha znany jest z fotografowania teatru oraz sesji portretowych i komercyjnych. Jego nowa książka, „RDZA”, to subiektywna opowieść o przemijaniu, umiejscowiona Krecie. Publikacja...
12
Powiązane artykuły