Z wizytą u Gierałtowskiego

Krzysztof Gierałtowski kończy przygotowania do dużej wystawy swoich prac w poznańskim Muzeum Narodowym. Odwiedziliśmy znakomitego portrecistę w jego studiu.
"Szanowny panie redaktorze, miał pan do mnie wpaść do studia i co? Niedługo nie będzie co oglądać, bo zdjęcia jadą na wystawę do Poznania" usłyszałem pewnego gorącego popołudnia w słuchawce komórki. A może powinienem napisać "ledwo usłyszałem", bo jechałem właśnie tramwajem. Racja! Jak mogłem o tym zapomnieć - umówiliśmy się przecież wstępnie i niezobowiązująco (tak przynajmniej wtedy myślałem) na spotkanie w bliżej nieokreślonym terminie. Zawstydzony, ale przyjemnie zdziwiony, że Mistrz o mnie pamiętał, skwapliwie przystałem na propozycję i następnego dnia zjawiłem się na Dzielnej.

Krzysztof Gierałtowski

Nie ma chyba sensu przybliżać sylwetki mojego gospodarza - jego nazwisko powinien znać każdy miłośnik fotografii polskiej czy raczej fotografii w ogóle. Nie napiszę też, że to "jeden z lepszych polskich portrecistów", bo chyba by mnie zabił (a na pewno już nigdy by mnie do siebie nie zaprosił), ale głównie dlatego, że określenie go w ten sposób byłoby bardzo krzywdzące i w żadnym stopniu nie odpowiadające prawdzie. No cóż - wystarczy chyba powiedzieć, że piszą o nim w encyklopediach (nie tylko fotograficznych). Ale wróćmy na Dzielną.

Po krótkiej wymianie uprzejmości i obejrzeniu studia przeszliśmy do części galeryjnej, w której co jakiś czas prezentowane są prace znanych fotografów, a której ściany były akurat zapełnione twarzami znanych osobistości sfotografowanych przez gospodarza. Pan Krzysztof z zapałem opowiadał o sierpniowej wystawie w poznańskim Muzeum Narodowym (rozpocznie się 9 sierpnia i potrwa do końca miesiąca, więcej na jej temat wkrótce w Fotopolis). Obejrzymy na niej 60 kolorowych portretów znanych Polaków (czyli znaczną większość prac, które miałem okazję zobaczyć), ale to nie pozycja czy sława portretowanego sprawiają, że te fotografie są wyjątkowe. Są wyjątkowe ze względu na oryginalne i twórcze podejście artysty, który stara się zarejestrować swoje widzenie, "wizję" danej osoby, niekoniecznie schlebiającą portretowanemu.

Jednak myliłby się ktoś, kto po obejrzeniu jego kolorowych portretów uznałby Gierałtowskiego za despotę, bez skrupułów ustawiającego swoich modeli (choć taki czasami z pewnością też jest), który wszystko musi mieć od początku do końca wymyślone. Kiedy oglądaliśmy zdjęcia, które zostaną pokazane w Poznaniu, pan Krzysztof bez mrugnięcia okiem wskazywał prace powstałe "przypadkiem" - nie "przypadkowo", ale raczej "przez pomyłkę". Jak na przykład portret Michała Jagiełło - efekt błędu laboranta, zauważony przez fotografa wśród odrzuconych odbitek, okazał się mieć to "coś", czego brakowało prawidłowo odbitemu zdjęciu. Przeszkadzająca przedtem fotografowi dosłowność tej fotografii ustąpiła miejsca odrealniającej całość dominancie barwnej, dzięki której praca zyskała inny wymiar. Gotowość przyjęcia rozwiązania, którego sam nie wymyślił, a które jest dziełem przypadku, to bardzo cenna cecha u artysty, który taki nacisk stawia na inscenizację. Zresztą pokora łączy się u Gierałtowskiego z dążeniem do perfekcji nie tylko technicznej, ale też, powiedziałbym, artystycznej - żeby jak najlepiej oddać swoje widzenie portretowanej osoby, jest gotowy powtarzać ujęcie w odstępie paru lat, jeśli akurat przyjdzie mu do głowy sposób na ulepszenie istniejącej już pracy (vide znakomity portret Wojciecha Prażmowskiego).

Ale Krzysztof Gierałtowski to nie tylko fotografie, to także niezwykle przenikliwe spojrzenie na polską fotografię i zapęd do działania na rzecz jej rozwoju. Od lat zabiega o stworzenie narodowej kolekcji fotografii - wzorem krajów zachodnich miałaby ona pomóc w dokumentowaniu rozwoju tej dziedziny sztuki w Polsce oraz (co równie ważne) wykształcić pewną hierarchię wartości dorobku poszczególnych twórców, co w panującej aktualnie w krajowym światku fotograficznym modzie na umożliwienie pokazania swojej "twórczości" każdemu, bez żadnej selekcji, pozwoliłoby może wprowadzić nieco porządku w zalewającej nas bylejakości. Wygląda jednak na to, że władze (niezależnie od proweniencji politycznej) nie są zainteresowane wzięciem udziału w takim przedsięwzięciu, a bez ich pomocy nie ma ono najmniejszych szans powodzenia. Na przeszkodzie stoją też przeróżne układy i układziki między decydentami (także tymi "fotograficznymi"), którym nie w smak jest niezależność Gierałtowsiego i jego chęć realizowania celów, które statutowo należą do zadań kogo innego (czytaj: ZPAF-u).

Od niedawna Gierałtowski ma możliwość podzielenia się swoimi kontrowersyjnymi poglądami (podawanymi bez owijania w bawełnę i zagłaskiwania wszystkich naokoło) z szerszym gronem odbiorców, którzy czytają jego felietony zamieszczane co miesiąc w "Pozytywie". Niebawem nakładem autora ukaże się też książka, w której znajdziemy teksty Gierałtowskiego i o Gierałtowskim; nie znajdziemy w niej natomiast ani jednego zdjęcia! Z niecierpliwością czekamy na tę pozycję - zapowiada się naprawdę ciekawie (zdradzę jeszcze tylko, że będzie miała wyjątkowo "niekieszonkowy" format).

Zapytany przeze mnie pod koniec spotkania, czy poza portretami robi jakieś inne zdjęcia, odpowiada, że nie. "Jakiś czas temu podczas wakacji w Grecji pożyczyłem od żony aparat kompaktowy, żeby sfotografować kolory morskiej wody". I tyle. Zaiste podziwu godna konsekwencja w realizacji wybranej drogi artystycznej. Jednak konsekwencja ta nie oznacza bynajmniej zamykania się na fotografię inną niż portretowa - skądże znowu. Gierałtowski jest bardzo częstym gościem na wernisażach najróżniejszych wystaw fotograficznych (przynajmniej tych warszawskich). Widać, że ciągle ma głód fotografii, wciąż jest ciekaw, jak patrzą na świat inni artyści. To cieszy, bo dzięki temu, możemy mieć pewność, że wciąż szuka i pewnie jeszcze nie raz nas zaskoczy - jak wtedy, kiedy nagle rzucił fotografię czarno-białą dla koloru.

Tymczasem w oczekiwaniu na książkę i wystawę w Poznaniu (przypominam - Muzeum Narodowe, od 9 sierpnia do końca miesiąca) popatrzmy na znane osobistości polskiej kultury, sztuki czy polityki widziane oczami Krzysztofa Gierałtowskiego.

Zapraszamy również na stronę internetową artysty: www.gieraltowski-foto.com.pl.

Czytaj także:
Rozmowa z Krzysztofem Gierałtowskim >>>
Zobacz wszystkie zdjęcia (9)
słowa kluczowe:
Komentarze
Polecane artykuły
Zainteresował cię Fujifilm GFX 100? Sprawdź możliwości aparatu podczas spotkania w Warszawie
17 Cze 2019
Najnowszy aparat Fujifilm pretenduje do miana najdoskonalszego średniego formatu na rynku. Jego specyfikacja zachwyca, ale jak daje sobie radę w rzeczywistości? Przekonaj się na spotkaniu z Jackiem Boneckim.
0
Jak zmieniała się praca fotoedytora wraz z cyfrową rewolucją? Dowiedz się na spotkaniu z Beatą Łyżwą-Sokół
17 Cze 2019
Już w najbliższą środę w Zachęcie odbędzie się ostatnie wydarzenie towarzyszące wystawie “”Polska” na eksport”, podczas którego Beata Łyżwa-Sokół odsłoni przed nami kulisy pracy fotoedytora.
0
Nadchodzi HongMeng OS - autorski system operacyjny Huawei, którym zainteresowały się także Xiaomi, Vivo i Oppo
17 Cze 2019
Restrykcje amerykańskiego rządu, zerwana współpraca przez Google i w efekcie wizja braku dostępu do Androida to przysłowiowy „gwóźdź to trumny“. Ale Huawei nie pozostaje bierne i zapowiada autorski systemem operacyjny HongMeng OS. Do tego Xiaomi, Vivo i Oppo wyraziły chęć przystąpienia do fazy testów. Czy czeka nas rewolucja w segmencie chińskich smartfonów?
0
Niebezpieczne ujęcia, czyli 100 lat fotografii mody w Polsce
17 Cze 2019
Nadchodząca wystawa w Galerii IFF to prawdziwa podróż w czasie, dzięki której zobaczysz, w jaki sposób rozwijała się polska moda na przestrzeni ostatniego stulecia. Fotografie najlepszych polskich artystów będzie można oglądać od 5 lipca.
0