Alexander Chekmenev: “Ulica była moim uniwersytetem”

3
Julia Kaczorowska
25 Marzec 2019
Artykuł na: 9-16 minut

Chekmenev urodził się w Ługańsku na wschodzie Ukrainy. W 1997 roku przeniósł się do Kijowa, gdzie do dziś pracuje jako fotoreporter. Jego analogowe fotografie z ostatnich trzydziestu lat to wspaniałe świadectwo życia w tamtych rejonach po transformacji ustrojowej.

- Zawsze ciekawiło mnie jak wyglądało życie sto lat temu.W ciągu stu-dwustu lat od teraz również pojawią się ludzie, którzy będą zainteresowani przeszłością. Dość wcześnie zdałem sobie sprawę z tego, że moim powołaniem jest stworzenie dla nich tego historycznego dokumentu - wyjaśnia fotograf.

W 1992 roku Chekmenev zaczął myśleć o bohaterach swoich fotografii oraz szukać potwierdzenia dla słuszności kierunku, w którym zmierza. Dostęp do zdjęć nie był wtedy tak prosty jak teraz: przy braku internetu fotograf mógł tylko oglądać książki i czasopisma fotograficzne. W tym celu musiał udać się do Kijowa, osiemset kilometrów od Ługańska, i odwiedzić bibliotekę, w której można było dostać europejski magazyn „Camera” z lat 70-tych.

fot. Alexander Chekmenev, Ługańsk, 1995

- Szukałem potwierdzenia, że moje zdjęcia z pozującymi “zwykłymi ludźmi” mają szansę na publikację i znalazłem podobne portrety. W tamtych latach nie odnalazłem jeszcze swoich fotograficznych idoli, ci pojawili się dopiero w 2002 roku. Z Polski przywiozłem wtedy dużą książkę fotograficzną Sandera, a potem mojego ulubionego Roberta Doisneau - wspomina.

Rodzice fotografa spędzili całe życie w fabryce, a krewni byli górnikami. Klasa pracująca zawsze była mu bliska. W latach 1994-1997 Chekmenev pracował w niewielkim studio fotograficznym w Ługańsku i to tam w ciemni wywoływał swoje pierwsze czarno-białe i kolorowe projekty.

- Miałem wtedy 25-28 lat i choć nie miałem prawie pieniędzy na klisze i na życie, to były moje najszczęśliwsze lata. Ulica była moim uniwersytetem, tam otrzymałem “wykształcenie” - zwierza się. - Interesowałem się ludźmi, których tam spotykałem: tymi ciekawie ubranymi, biednymi, ale szczęśliwymi ludźmi. Moimi bohaterami byli zawsze ci, których nie pokazywano w mediach. To oni byli dla mnie najbardziej prawdziwi i przez to interesujący - dodaje.

fot. Alexander Chekmenev, Donbas, 2000

Fotograf przywołuje kilka historii związanych ze swoimi zdjęciami. W pociągu z Doniecka do Kijowa dwie młode kobiety weszły do przedziału, usiadły naprzeciwko Chekmeneva i zwróciły uwagę na płytę CD leżącą na stoliku.

- Zapytały mnie, czy mogą rzucić okiem. Zgodziłem się. Jedna z nich przygląda się i nagle zaczyna płakać. Na zdjęciu widać młodego chłopaka rozbrajającego bombę. Kobieta pyta się mnie: „Skąd to zdjęcie? To jest mój brat!". I szlocha. Okazało się, że chłopak zmarł dwa lata wcześniej, w wieku dwudziestu sześciu lat. Byli pokłóceni, a ona nawet nie miała jego zdjęć - opowiada.

W 2004 roku w Ługańsku Chekmenev spotkał znajomego fotografa, który był z kolegą w stroju Pokemona. Dzieci robiły sobie zdjęcia z olbrzymią maskotką.

- Było już późno, więc zdecydowaliśmy się na koniak. Wlaliśmy go do plastikowych opakowań po filmie fotograficznym, znajomy właśnie zdjął głowę maskotki, gdy nagle podeszła dziewczynka i poprosiła o zdjęcie z Pokemonem. Zabrała głowę stwora i włożyła ją na siebie. Zamilkliśmy widząc tą scenę... Było w niej coś wyjątkowego, a zarazem smutnego - wspomina.

fot. Alexander Chekmenev

Dziesięć lat wcześniej w tym samym mieście Chekmenev zrealizował jeden ze swoich pierwszych cykli. W 1994 r. samorząd lokalny w Ługańsku potrzebował fotografa. Związek Radziecki upadł kilka lat wcześniej i podobnie jak wszystkie jego nowo niepodległe państwa, Ukraina musiała przejść przez proces wydawania nowych paszportów wszystkim swoim obywatelom. A, że wielu z nich było starszych i czasem wręcz przykutych do łóżka, do zrobienia zdjęć potrzeba było fotografa, który będzie chodził od domu do domu. Młody Alexander Chekmenev dostał pracę z polecenia.

Gdyby nie ten zbieg okoliczności, gdyby tylko zdjęcia zostały wykonane przez innego fotografa, efektem byłby zapewne stos małych, monochromatycznych portretów do paszportu. Chekmenev - wtedy dwudziestopięcioletni - potraktował to jednak jako okazję do większego projektu. Prócz koniecznych zdjęć na białym tle obejmował kadrem również szerszy plan, ukazując warunki życia fotografowanych, ich codzienność. Większość z nich urodziła się mniej więcej w tym samym czasie, co rewolucja bolszewicka w 1917 r. - teraz spotykał ich już w nowej epoce, po upadku komunizmu.

fot. Alexander Chekmenev, Donbas, 2002

- W Związku Radzieckim panowała ta zasada, że rzeczywiste warunki życia powinny być ukryte, jakby były czymś wstydliwym - wyjaśnia Chekmenev. - Publicznie pokazywano dumne twarze urzędników i celebrytów lub uśmiechnięte masy na paradzie. Ale to nie była rzeczywistość.

W komunistycznej utopii roztoczono wizję, że za pięć lub pięćdziesiąt lat wszystkie trudności zostaną wynagrodzone. Do tego czasu trzeba było trwać jako “równi w ubóstwie”, z naciskiem na “równi”, a nie “biedni”. To ubóstwo widać na zdjęciach Chekmeneva. Jedna z fotografii pokazuje kobietę, która kupiła sobie trumnę, położyła na górnej części swojego dwupiętrowego łóżka i usiadła obok, gotowa na fotografię do paszportu. Dla niej nie było w tym nic wstydliwego ani niestosownego, trumna była częścią jej życia.

Zobacz wszystkie zdjęcia (15)
 

Jakie są dalsze plany Chekmeneva? Jak dotąd - fotografować, fotografować i fotografować. Reagować na bieżące wydarzenia w rejonie, takie jak wojna w Donbasie. Aktualnie fotograf robi portrety bezdomnych i stara się łączyć to z niesieniem im pomocy. W dalszym ciągu fotografuje analogiem i wywołuje zdjęcia w swojej ciemni w Kijowie.

Więcej zdjęć fotografa, w tym wspomniany projekt “Passport” można zobaczyć na stronie alexanderchekmenev.com.

Studiowała fotografię prasową, reklamową i wydawniczą na Uniwersytecie Warszawskim. Szczególnie bliski jest jej reportaż i dokument, lubi wysłuchiwać ludzkich historii. Uzależniona od podróży i trekkingu w górach.

Komentarze