Canon RF 45 mm f/1.2 STM to obiektyw mały, ale wszystko ma duże: i aberrację, i winietowanie, i odblaski, i oddychanie. Jedynie rozdzielczość jest mała - co oczywiście też zaletą nie jest. Zatem z technicznego punktu widzenia, obiektyw jest pełen wad, które znikają dopiero od f/2.8 - a to przecież stałka f/1.2.
Oczywiście można nim robić świetne zdjęcia, a nawet wykorzystywać z powodzeniem maksymalną jasność f/1.2, ale szczegółowość odwzorowania detali stoi na bardzo niskim poziomie. W dodatku autofokus to loteria, szczególnie w słabszym świetle i dynamicznych scenach. Przez to patrząc na tańszego Nikkora Z 50 mm f/1.4 nie sposób uciec od - mówiąc delikatnie - lekkiego rozczarowania Canonem. Nikon zaoferował bowiem uszczelnioną konstrukcję i naprawdę dobrą optycznie od pełnego otworu względnego, na dodatek w niższej cenie.
Ale cóż, w zamkniętym systemie RF dziś alternatywy nie ma. Jeśli nie stać nas na modele z serii VCM albo nie chcemy używać obiektywów EF przez konwerter, wybór jest jeden - nowy Canon RF 45 mm f/1.2 STM. Ideałem nie jest, ale na pewno da sporo radości i pozwoli na wykonanie wielu zdjęć, które na smartfonie będą prezentować się bardzo dobrze. Jednak zdecydowanie nie jest to obiektyw, który można by zabrać na wymagającą sesję komercyjną.
- Lekki i poręczny
- Skuteczny AF w jasnym świetle
- Przyjemny bokeh
- Niska cena
- Brak uszczelnień
- Słaba skuteczność AF w słabym świetle
- Bardzo niska rozdzielczość w centrum i na brzegach w zakresie otwartych przysłon
- Wysoka aberracja chromatyczna
- Duże winietowanie także po włączeniu profili
- Wyraźny focus breathing
- Odblaski