Canon EOS 90D - pierwsze wrażenia

Czy pierwsza od 2 lat nowa lustrzanka Canona ze średniego segmentu ma jeszcze rację bytu w świecie coraz bardziej dominowanym przez bezlusterkowce? Aparat mieliśmy okazję sprawdzić jeszcze przed premierą.

0
Maciej Luśtyk
28 Sierpień 2019
Artykuł na: 17-22 minuty

Zaprezentowane dziś oficjalnie modele Canon EOS 90D i EOS M6 Mark II to spore wydarzenie, nawet mimo tego, że nie są to w żadnym wypadku modele, które można by uznać za flagowce. Ot ciekawe konstrukcje ze średniej półki cenowej dla zaawansowanych amatorów, tudzież konkretnie nakierowanych zawodowców. Jak jednak pokazały nam zeszłotygodniowe przecieki, wygląda na to, że są to pierwsze od dawna modele producenta, które będą wstanie zadowolić malkontentów zarzucających firmie zapóźnienie względem konkurencji i brak innowacji.

Czy rzeczywiście nowe modele można uznać za kamienie milowe, które oznaczają zmianę w strategii Canona i jego podejściu do klienta? Diabeł często tkwi w szczegółach, dlatego z tym większą przyjemnością skorzystaliśmy z okazji zapoznania się z aparatami jeszcze przed ich oficjalną premierą. W tym artykule skupiamy się na modelu EOS 90D, o najnowszym reprezentancie bezlusterkowej linii EOS M możecie natomiast przeczytać tutaj.

Canon EOS 90D to następca zaprezentowanego przed trzema laty i generalnie bardzo dobrze przyjętego przez użytkowników modelu EOS 80D. Ze względu na dość mocną specyfikację, w internecie pojawiły się głosy sugerujące, że aparat zastąpić ma także plasowaną do tej pory wyżej linię 7D. Podczas spotkania przedpremierowego przedstawiciele firmy nie potwierdzili tych plotek (czego można się było spodziewać), co może sugerować, że w niedługim czasie zobaczymy także kontynuatora wyższej serii. (Wskazują też na to pewne aspekty specyfikacji, jak chociażby pojemność bufora dla plików JPEG).

Musiałby być to jednak korpus oferujący możliwości zbliżone do modelu EOS-1D X Mark II, zbudowany wokół matrycy APS-C. Czy użytkownicy byliby skłonni zainwestować (zapewne sporo więcej niż dotychczas) w taką konstrukcję, skoro model 90D w większości kwestii prezentuje się lepiej, lub bardzo podobnie jak dotychczasowy flagowy korpus APS-C producenta - EOS 7D Mark II? Śmiemy powątpiewać, aczkolwiek bez następcy flagowca linia APS-C producenta na pewno sporo straci - niektórzy użytkownicy z pewnością doceniliby dwa sloty na karty SD, których EOS 90D nie oferuje czy też system AF oparty o nieco więcej punktów, lub bardziej odporny korpus.

Budowa i wykonanie

Wróćmy jednak do nowej lustrzanki. Na pierwszy rzut oka EOS 90D nie różni się zanadto od swojego poprzednika. Otrzymujemy niemal identyczny, względnie kompaktowy jak na standardy lustrzanek, uszczelniony korpus, który ze względu na to, że został wykonany z tworzywa, jest naprawdę lekki (701 g). To o 30 g mniej niż w przypadku EOS-a 80D. Czy powinniśmy obawiać się o jego wytrzymałość? Według producenta tworzywo, którego użyto do produkcji obudowy jest bardzo wytrzymałe, a dodatkowe bezpieczeństwo podzespołów gwarantować ma aluminiowa rama korpusu. Oczywiście po wzięciu do ręki aparat nie robi wrażenia tak pancernego, jak magnezowy EOS 7D Mark II, ale nie wydaje się też, żeby przypadkowe uderzenie mogło mu widocznie zaszkodzić.

Co cieszy nas szczególnie, korpus świetnie leży w ręce i jest bardzo poręczny w obsłudze. Przy bliższym kontakcie od razu docenimy nowość w postaci joysticka AF, o którego wygodzie chyba nie trzeba się rozpisywać. Dzięki temu, EOS 90D oferuje już ergonomię i funkcjonalność bardzo zbliżoną do tego, co mogliśmy oglądać w przypadku EOS-a 7D Mark II.

Jedną z głównych nowości jest także znacznie wydłużony względem poprzednika czas pracy na akumulatorze. Według standardu pomiarów CIPA, na jednym ładowaniu wykonamy aż 1300 zdjęć (960 klatek w modelu 80D), przy czym producent informuje, że w przypadku nie korzystania z wbudowanego flasha wynik zwiększy się do około 1860 zdjęć. Optymalizacja poboru mocy jest więc znaczna. Czy przekłada się to także na dłuższą pracę w trybie Live View? W przypadku rejestracji materiału 4K, producent obiecuje 2 godziny i 40 minut ciągłej pracy, z kolei rejestrując obraz w rozdzielczości Full HD (30 kl.s) akumulator wystarczyć ma na 3,5 godziny nagrywania. Trzeba przyznać, że to bardzo imponujące wyniki, choć jak na razie trudno jeszcze ocenić ile podane przez producenta wartości maja wspólnego z rzeczywistością.

Warto wspomnieć też o miłym ukłonie w stronę użytkowników - opcjonalny battery grip, który zadebiutował wraz z modelem EOS 80D jest też kompatybilny z nowym korpusem, a mechanizm spustu migawki w nowej lustrzance został zaczerpnięty z topowych korpusów, co ułatwia wyczucie półpozycji i zwiększa komfort fotografowania serią. Różnica nie jest dramatyczna, ale z pewnością wyczuwalna i pozytywnie wpływa na przyjemność obsługi aparatu.

Piękne wnętrze

Tyle o samej konstrukcji. Prawdziwa moc nowego modelu kryje się jednak wewnątrz aparatu. Specyfikacja odkrywa przed nami znaczące usprawnienia w niemal każdym aspekcie działania aparatu, co każe nam z nadzieją patrzeć na przyszłość aparatów producenta. To w końcu pierwszy model Canona od lat, któremu naprawdę trudno coś konkretnego zarzucić i który nie wydaje się opóźniony o kilka sezonów względem konkurencji. Ba, w niektórych kwestiach ją nawet wyprzedza.

Główną nowością jest tu pojawiający się po raz pierwszy na rynku 32-megapikselowy sensor APS-C, wspierany najnowszym procesorem DIGIC 8. Pod względem rozdzielczości otrzymujemy więc wynik widocznie przebijający to, co do zaoferowania ma doskonała większość, także pełnoklatkowej konkurencji i dla wielu będzie argumentem przemawiającym za zupełnym porzuceniem myśli o inwestycji w matryce Full Frame. Bo i po co? Różnica w dynamice czy głębi ostrości będzie mało zauważalna, a tutaj otrzymujemy dodatkowo większą swobodę kadrowania zdjęć w postprodukcji. Jedyną bardziej wyraźną przeszkodą może być chęć pracy z bardzo szerokimi kątami.

Pozostaje też oczywiście pytanie o to, jak wzrost rozdzielczości wpłynął na pracę z wysokimi czułościami. Niestety aparaty, z którymi mieliśmy do czynienia były modelami przedprodukcyjnymi, toteż nie mogliśmy tego sprawdzić, ale producent twierdzi, że pod względem ogólnej jakości zdjęć mamy spodziewać się wyników porównywalnych z modelem 80D, z wyjątkiem szumów w ciemnych partiach obrazu, które dzięki nowemu procesowi produkcyjnemu mają być teraz znacznie mniej zauważalne. Trzymamy kciuki za to, by okazało się to prawdą. Na wygląd zdjęć wpływ będzie miało także zapewne zastosowanie sensora RGB+IR o rozdzielczości 220 tys. pikseli, odpowiedzialnego za pomiar światła i balansu bieli. Warto w tym miejscu podkreślić, że jedynie topowy EOS-1D X Mark II oferuje w tym zakresie lepsze wyniki (360 tys. pikseli).

Aparat zaliczył także znaczny wzrost wydajności. Nie mówimy już nawet o czasach startu, nawigacji po zdjęciach czy prędkości obsługi aparatu - te już od dawna w przypadku lustrzanek Canona stoją na bardzo wysokim poziomie i EOS 90D nie jest tu wyjątkiem. Odnotować warto natomiast zwiększoną prędkość trybu seryjnego (10 kl./s ze wsparciem śledzącego systemu AF, 7/10 kl/.s w przypadku trybu Live View) oraz dobre wyniki w zakresie buforowania zdjęć. W jednej serii zrobimy 58 zdjęć JPEG, 25 RAW-ów , lub 39 zdjęć C RAW. Choć nie są to wyniki dużo lepsze od poprzednika, pamiętajmy że mamy do czynienia z dwukrotnie szybszą serią.

Do tego po raz pierwszy w lustrzance EOS mamy do czynienia z systemem Panning Assist, który automatycznie dobiera czas migawki i w przypadku kompatybilnych obiektywów redukuje drgania tak, aby nawet średnio doświadczona osoba była w stanie wykonywać ciekawe zdjęcia w technice panningu. Po raz pierwszy w aparacie tej klasy pojawia się także system wykrywania twarzy EOS iTR AF działający w przypadku fotografowania przez wizjer (wcześniej dostępny w modelu EOS-1D X Mark II), dzięki czemu nie będziemy mieć problemu z sytuacjami, gdzie np. pomiar strefowy ustawia ostrość na tors, a nie twarz fotografowanego modela. Niestety nic nie zmieniło się w kwestii ogólnej specyfikacji standardowego pomiaru AF. Nadal jest to 45-punktów pojedynczo krzyżowych, które pokrywają około 62% w poziomie i 48% w pionie. To wyniki nieco gorsze niż w przypadku modelu 7D Mark II, nie mówiąc już nawet o Nikonie D500, trzeba jednak przyznać, że podczas szybkiego testu aparat i tak zaskoczył nas skutecznością i szybkością ostrzenia. Tej kwestii bliżej będziemy mogli jednak przyjrzeć się przy okazji pełnego testu aparatu.

Czy jednak w przypadku EOS-a 90D powinniśmy aż tak bardzo skupiać się na standardowym, lustrzankowym systemie ostrzenia? Być może jedną z najważniejszych nowości w nowym modelu jest wprowadzenie najnowszego systemu Dual Pixe AF (autofokus w trybie Live View), zaczerpniętego z najnowszych bezlusterkowców serii R. Jak do tej pory to najdoskonalszy bezlusterkowy system AF, jaki widzieliśmy, a producent obiecuje, że i w przypadku 90D skorzystamy ze wszystkich jego udogodnień.

Otrzymujemy więc 5,481 wybieralnych punktów AF (143 dostępne punkty w przypadku śledzącego AF i systemu wykrywania twarzy), które będą czułe do - 5 EV (- 2,5 EV w przypadku rejestracji filmów 4K) i które pokrywają 100% kadru w pionie oraz 88% kadru w poziomie (w przypadku starszych szkieł obszar działania AF zmniejszy się do 80% w pionie i 80% w poziomie). Do tego usprawniony system śledzenia oka działający także w przypadku pomiaru ciągłego (z każdym kolejnym aparatem zdaje się działać coraz lepiej) oraz możliwość skorzystania z pomniejszonego punktu AF (Single Spot AF), w przypadku chęci wcelowania w małe obiekty.

Co tu dużo mówić, system AF w trybie Live View wypada fenomenalnie i wierzymy, że pełny test nie popsuje świetnego pierwszego wrażenia. Aparat ostrzy momentalnie, nawet w trudniejszych warunkach, a system AF doskonale współpracuje z ekranem dotykowym aparatu. Do tego nareszcie z jego pełnych możliwości skorzystamy także podczas rejestracji filmów 4K.

Jeśli już jesteśmy przy trybie filmowym, warto bliżej przyjrzeć się jego możliwościom. Canon EOS 90D to bowiem pierwszy aparat producenta, który umożliwia rejestrację filmów 4K (30 kl./s) bez cropa. Czy nareszcie wchodzimy do świata nowej generacji matryc i procesorów producenta? Nie do końca. “Pełnoklatkowy” zapis 4K uzyskiwany jest tutaj poprzez pomijanie poszczególnych linii pikseli, co jak informuje producent może przełożyć się na delikatnie gorszą szczegółowość materiału, artefakty spowodowane aliasingiem oraz większe zaszumienie. O tym czy będzie to palącym problemem przekonamy się zapewne już niedługo, ze swojej strony pragniemy jednak uspokoić - podczas wstępnych testów nie w nasze oczy nie rzucił się mocno żaden z wymienionych problemów, a na dodatek trzeba powiedzieć, że w tym trybie aparat doskonale radzi sobie z efektem rolling shutter - przy rejestracji 4K, nawet szybki panning z czasami 1/125-1/250 sekundy nie powoduje widocznego zniekształcenia obrazu.

Złe wspomnienia powracają jednak przy przełączeniu aparatu na tryb crop (1,2x), gdzie obraz próbkowany jest bez pomijania poszczególnych linii pikseli. Problem z rolling shutter mocno uwidacznia się już przy czasie 1/50 s, a producent otwarcie mówi, że w tym trybie aparat ma tendencje do przegrzewania się, nawet gdy nie jest uruchomiona rejestracja wideo.

Zawrotnego wrażenia nie robi też przepływność rejestrowanych filmów (120 MB/s w przypadku 4K i 60 MB/s w przypadku Full HD), fakt, że mamy do czynienia wyłącznie z kompresją IPB, a na zewnętrzne rekordery wypuścimy wyłącznie materiał 8-bitowy YCbCR 4:2:0. Możemy też zapomnieć o jakimkolwiek profilu LOG. Na otarcie łez otrzymujemy jednak możliwość rejestracji filmów Full HD z prędkością 120 kl./s (na razie nie wiemy czy przypadkiem nie jest to rozdzielczość interpolowana), dobrze działający focus peaking, złącze mikrofonowe i słuchawkowe, bardzo sprawną funkcję wykrywania oka i wyjątkowo płynnie i przyjemnie działający w trybie filmowym system AF. Nie jest to więc być może aparat, którego użyjemy w bardziej profesjonalnych produkcjach, ale do nagrywania większości materiałów do internetu, wszelkich relacji czy wywiadów nada się na pewno bardzo dobrze.

Oprócz tego, warto wspomnieć, że aparat wyposażony został w moduł Bluetooth, który pozwoli na łatwiejsze parowania go ze smartfonem, a także dostęp do zdjęć nawet gdy aparat jest wyłączony. Poza tym do jednego aparatu będziemy teraz w stanie podłączyć kilka urządzeń mobilnych, co pozwoli np. na jednoczesne wygodne sterowanie funkcjami aparatu ze smartfona i podgląd zdjęć na tablecie. Funkcja, która zapewne nabierze na znaczeniu przy kolejnych, bardziej zaawansowanych aparatach producenta.

Na koniec nieco humoru - EOS 90D to pierwszy aparat Canona ze średniego segmentu, który pozwala na nieskrępowaną w żadnym stopniu pracę z cichą migawką elektroniczną w trybie Live View, umożliwiając fotografowanie z czasami do 1/16000 s. Trudno powiedzieć, co w końcu przełamało upór producenta w tej sprawie, ale biorąc pod uwagę ogólne możliwości nowych aparatu wierzymy, że jest to symbol dobrych zmian i koniec niechlubnej strategii rozwoju polegającej na udostępnianiu użytkownikom ważnych funkcji tak późno, jak to tylko możliwe.

Podsumowanie

Canon EOS 90D zaskakuje i to bardzo pozytywnie. Dawno już nie widzieliśmy aparatu producenta, który byłby tak uniwersalny, nie zmuszając jednocześnie użytkowników do godzenia się na trudne do zaakceptowania kompromisy. Nowy EOS ma w zasadzie wszystko, co powinien oferować współczesny korpus i jest w stanie zagospodarować 90% potrzeb swojej grupy docelowej, stając się jednocześnie ciekawą konkurencją dla bezlusterkowych rywali innych producentów. Do tego jest wyjątkowo przyjemy i prosty w obsłudze.

Bo, jak stara się zaznaczyć Canon, EOS 90D to konstrukcja, która oferować ma wszystko, co najlepsze z dwóch światów. Z jednej strony błyskawiczna kontrola, wydajna bateria, świetny pomiar światła i balansu bieli oraz wygodny podgląd kadru przez wizjer optyczny znane z lustrzanek, z drugiej najnowocześniejszy system AF, cicha migawka i zaawansowane funkcje śledzenia będące domeną bezlusterkowców. Choć to oczywiście typowo marketingowy slogan, patrząc na to, co do zaoferowania ma nowa lustrzanka, jesteśmy w stanie w niego uwierzyć.

Oczywiście można polemizować, że np. pod kątem możliwości filmowych w segmencie APS-C nadal ogromną przewagę mają oferowane w podobnej cenie modele Fujifilm X-T3 czy Sony A6500, ale warto wspomnieć, że przewagi te będą wykorzystywane przez dość wąskie grono użytkowników. Canon EOS 90D to aparat kierowany do zaawansowanych amatorów i zawodowców, którym nie jest potrzebny pancerny aparat pełnoklatkowy, zainteresowanych fotografią natury i sportu, ale prawdę mówiąc będzie sobie w stanie poradzić właściwie z każdej dziedzinie fotografii. Ci sami fotografowie przymkną także zapewne oko na pojedynczy slot karty pamięci czy plastikową obudowę. Poza tym nowy EOS ma jedną znaczącą przewagę nad konkurencją. Jego ogromną siłą jest wyjątkowo duża dostępność szkieł, a co za tym idzie niski koszt rozbudowy systemu - rzecz na którą na pewno zwrócą uwagę potencjalni nabywcy.

Tłumacz i fotograf, codziennie selekcjonuje dla Was porcję najciekawszych newsów ze świata fotografii. Zafascynowany nowymi technologiami, choć woli fotografować analogiem. Prywatnie niespełniony snowboardzista i spełniony tata.

Komentarze
Więcej w kategorii: Aparaty
Sony A6400 - test aparatu
Sony A6400 - test aparatu
Następca modelu A6300 ma być doskonałym aparatem dla wymagającego amatora i pierwszym wyborem vlogera. Ciągle jednak pod pewnymi względami ustępuje obecnemu od dwóch...
4
0
Canon EOS M6 Mark II - zdjęcia przykładowe
Canon EOS M6 Mark II - zdjęcia przykładowe
Najnowszy Canon EOS M6 Mark II, to obok modelu 90D jedyny na rynku aparat z matrycą APS-C o rozdzielczości 32 Mp. Zobaczcie, jak radzi sobie w praktyce.
8
0
Canon EOS 90D - zdjęcia przykładowe
Canon EOS 90D - zdjęcia przykładowe
Najnowsza lustrzanka Canona, jako pierwsza w segmencie APS-C oferuje matrycę o rozdzielczości 32 Mp. Jak nowy sensor radzi sobie w praktyce? Zobaczcie zdjęcia przykładowe.
10
0
Powiązane artykuły
Wczytaj więcej (1)