Kilka godzin z Panasonic Lumix S1 - pierwsze wnioski

Kilka godzin z Panasonic Lumix S1 - pierwsze wnioski

Podczas dorocznego Digital Imaging Seminar, Panasonic zdradził wreszcie pełną specyfikację swojej pierwszej pełnej klatki, a w ręce dziennikarzy powędrowały pierwsze egzemplarze modeli S1 i S1R...

Jeszcze nie finalne, ale już w pełni sprawne. Producent asekuracyjnie zabronił publikacji zdjęć w rozdzielczości, która pozwoliłaby na ocenę jakości obrazu, zastrzegając, że ta może jeszcze ulec poprawie. Podobnych obostrzeń nie postawiono jednak względem wydajności i ergonomii współdzielonego przez oba modele korpusu, a ta przecież dla profesjonalistów jest niemniej ważna. Jak pracuje się z pierwszym pełnoklatkowym body Lumix? Oto co nas zdziwiło, zachwyciło i rozczarowało...

Jest duży. Ale czy to źle?

O to dziennikarze pokłócili się już na dzień dobry. Oczywiście dla jednych, tak duży korpus to zaprzeczenie idei bezlusterkowców, inni twierdzą, że przesadna miniaturyzacja odbija się na komforcie pracy, zwłaszcza wielogodzinnej i z wykorzystaniem długiej i ciężkiej optyki. Faktem jest jednak, że konkurencja oferuje dziś lepszy kompromis. S1 to po prostu kawał aparatu.

Na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od topowych „luster”, a gdy bierzemy go do ręki, okazuje się, że niestety nie ustępuje im również pod względem wagi. Niemal 1 kg z akumulatorem to o 30% więcej względem bezlusterkowych rywali z pełną klatką. Sam Panasonic podczas prezentacji kwestię wagi i wymiarów sprytnie przemilczał.

Aparat jest jednak bez wątpienia bardzo solidny i bardzo wygodny. Jak w profesjonalnej, pełnoklatkowej lustrzance, na masywnym uchwycie zawijamy całą dłoń, korpus jest też na tyle wysoki by wygodnie oprzeć kciuk na tylnej ściance. Surowy design i prosta bryła mają z kolei tylko podkreślać jego wytrzymałość. Magnezowy korpus, wzmocnione łączenia, uszczelniona obudowa, a do tego odporność na niskie temperatury (do -10C), uderzenia (nowośc!) i migawka której wytrzymałość obliczono na 400 tys. cykli - Lumix S1/S1R ma być po prostu twardym aparatem na trudne warunki.

O sukcesie lub przegranej tej taktyki, jak zawsze zadecydują osobiste preferencje fotografów. Podróżnicy być może nawet na niego nie spojrzą, fotografowie komercyjni, przyzwyczajeni do pracy ze sprzętem, który czują w dłoni, nawet się ucieszą. Których jest dziś więcej - pokażą zapewne dopiero wyniki sprzedaży.

Ergonomia - czuj się jak u siebie

Mimo bardzo rozbudowanej systematyki obsługi, S1 to naszym zdaniem najwygodniejszy i najbardziej intuicyjny model w ofercie producenta. Na dużym body znalazło się miejsce na dedykowane przyciski większości kluczowych funkcji. Nie ważne na jakim systemie pracowaliśmy do tej pory, z S1 możemy rozpocząć zabawę w zasadzie z marszu. Elementy sterowania rozmieszczono też w sposób przemyślany, dzięki czemu szybko uczymy się obsługi bez odrywania oka od wizjera. Wyłamuje się tu jedynie sam włącznik ON/OFF, którego obsługa to dla kciuka niezła joga. Oryginalność na siłę. Czasem lepiej wybrać jedno ze sprawdzonych już rozwiązań.

Tak inżynierowie zrobili chociażby projektując odchylany ekran LCD. Sprawdzony w aparatach Fujifilm mechanizm umożliwia odchylanie panelu w dwóch kierunkach bez względu na to czy fotografujemy w orientacji pionowej czy poziomej. Skomplikowany system niestety odbija się na estetyce (nie licuje się z tylną ścianką), ale przy tak ostro ciętych kształtach nie zwraca to specjalnie uwagi. Wydaje się być też całkiem solidny, co zademonstrowano nam podczas technicznych warsztatów potrząsając mocno aparatem trzymanym właśnie za ten cieniutki panel. Sami lepiej nie próbujcie.

Pod względem ergonomii i obsługi, producent naprawdę postarał się, by „klient był zadowolony”. 5 podświetlanych przycisków, dźwignia szybkiego przełączania między całymi setami ustawień (20 funkcji), możliwość blokady jednym przełącznikiem do 8 elementów sterowania, czy personalizacja umożliwiająca przypisanie im jednej kilkudziesięciu funkcji, to ponownie wręcz przesadna uprzejmość, które może wpędzać fotografa w zakłopotanie.

Nowe menu - wchodzisz na własne ryzyko

Aparat otrzymał zupełnie nowe menu, które jest teraz zgrabne, przejrzyste i wygodne. Ilość dostępnych opcji może jednak przyprawić o zawrót głowy. Na pełną konfigurację aparatu warto zarezerwować sobie przynajmniej cały weekend, a poznanie wszystkich funkcji i ich wariacji to plan na wiele tygodni. Instrukcja obsługi będzie zapewne przypominała pracę doktorską.

Żartujemy, ale to oczywiście tylko zaleta. Wygląda na to, że inżynierowie poważnie podeszli do uwag zgłaszanych przez użytkowników, starając się zaspokoić przy okazji S1/S1R wszystkie ich oczekiwania. Pojawia się chociażby funkcja trybu nocnego (wyświetla monochromatyczny, czerwony obraz zarówno w menu jak i w podglądzie Live View), tak przydatna w astrofotografii i w ogóle fotografii nocnej. Software zawsze był mocną stroną Panasonika, a nowe konstrukcje są tego tylko potwierdzeniem.

Wizjer - aparat dla „okularnika”

Jeden z najciekawszych, a może raczej - budzących największe zaciekawienie - układów aparatu. Cyfrowy wizjer OLED o rekordowej rozdzielczości 5,7 Mp, to zdaniem producenta najdoskonalsze rozwiązanie dostępne obecnie na rynku. Powiększenie 0,78x (z możliwością przełączenia na 0,7x lub 0,74x), odświeżanie do 120 kl./s, opóźnienie nie większe niż 0,005 s i kontrast na poziomie 10 000:1. Na papierze robi wrażenie. W rzeczywistości również. Szczegółowość i klarowność wyświetlanego obrazu jest powalająca, a możliwość szybkiego powiększenia obszaru ostrości (przycisk obok bagnetu) sprawia, że nad ostrością zdjęć panujemy wyjątkowo wygodnie. Duża, odsunięta od korpusu muszla i wysoki punkt oczny sprawiają, że bez problemu ogarniamy cały kadr również w okularach, co bywa poważnym problemem dla wielu fotografów.

W specyficznych warunkach, zwłaszcza w słabym świetle, odnosiliśmy niestety wrażenie delikatnego smużenia, nie znaleźliśmy jednak dla tego efektu żadnej prawidłowości - być może to kwestia niefinalnego jeszcze oprogramowania. Bez wątpienia wnikliwie sprawdzimy to przy okazji pełnego testu. Generalnie jednak, konkurencja ma czego zazdrościć.

Szybkość - procesor to nie wszystko

Szybkość, to słowo, które specjalistom Panasonika podczas prezentacji nie schodziło z ust. Najkrótszy czas synchronizacji z błyskiem 1/320 s, superszybka rejestracja w trybie wideo FHD (180 kl./s), wreszcie najszybszy Autofocus DFD, który ma zapewniać precyzyjne ustawianie ostrości w mniej niż 0,08 s (komunikacja między matrycą a obiektywem na poziomie 480 kl./s). Do tego wiele nowych trybów wykrywania i śledzenia wykorzystujących technologię AI i czułość w słabym świetle do -6 EV.

Jednak to właśnie system AF jak do tej pory rozczarował nas najbardziej. Szybkość przeostrzania z bliskiego planu na daleki oraz śledzenie poruszających się obiektów wypada zupełnie przeciętnie. Mamy wrażenie, że ten chwalony przez nas zawsze system, w poprzednich konstrukcjach spisywał się zdecydowanie lepiej. Oczywiście, testowaliśmy go tylko z jednym obiektywem (24-105 mm f/4) a korpus jest wciąż przedprodukcyjny. Nie jest to więc ostateczny wyrok. Poczekajmy na model sprzedażowy i nieco więcej czasu na ocenę jego możliwości.

Z pewnością nie możemy za to narzekać na ogólną szybkość obsługi oraz wydajność. Z kartą Panasonic SDXC II U3 (V90) z pełną prędkością 9 kl./s rejestrowaliśmy ok. 106 plików RAW i 78 par RAW+JPEG. S1 sprawnie poradził sobie również z zapisem na kartę tak długiej serii (zajęło mu to odpowiednio 23 i 28 sekund) nie blokując w tym czasie dostępu do funkcji aparatu.

A co z baterią? Choć jest ogromna (w opcjonalnym gripie mieści się tylko jedna), nie może poszczycić się taką wydajnością jak chociażby w modelu G9. Według specyfikacji pozwoli na wykonanie ok 380 zdjęć, przy normalnym korzystaniu z wizjera i ekranu LCD. Nam w praktyce udało się zapisać nieco ponad 600 ujęć, co nie jest wynikiem najgorszym, ale też z pewnością nie może być powodem do dumy.

Czy to się uda?

Krótki spacer ulicami Barcelony nie pozwolił oczywiście na sprawdzenie wszystkich funkcji aparatu. Na długiej liście czeka m.in. system 5-osiowej stabilizacji Dual I.S. 2, który ma wyróżniać się wydajnością na poziomie 6 EV, tryb zwiększonej rozdzielczości, który ma umożliwiać wykonywanie 187-milionowych zdjęć (w przypadku S1R) z korekcją motion blur, czy oczywiście tak ważny dziś pełnoklatkowy tryb filmowy 4K/60p. O powodzeniu tego projektu zadecydują wreszcie jakość generowanego obrazu (podobno Panasonic sam zaprojektował sensory dla obu modeli) oraz cena (2499 euro za Lumix S1 i 3699 euro za Lumix S1R). Jednak w Polsce dużo będzie zależało od ceny dla klienta końcowego. Z kwestii optyki producent wybrnął wyjątkowo sprytnie. Dzięki połączeniu sił z niemiecką Leiką i japońską Sigmą, do 2020 roku w systemie mają być już 42 obiektywy. A swoje wersje z mocowaniem S zaprezentują zapewne również inni producenci niezależni.

Zdjęcia przykładowe

Wszystkie poniższe zdjęcia zostały wykonane przedprodukcyjnym modelem Lumix S1. Jakość obrazu nie jest finalna.

1/60s, f/5, ISO 20000, ogniskowa: 60 mm

1/125s, f/4, ISO 400, ogniskowa: 105 mm

1/125s, f/4, ISO 100, ogniskowa: 105 mm

1/60s, f/4, ISO 100, ogniskowa: 105 mm

1/160s, f/4, ISO 25600, ogniskowa: 24 mm

1/125s, f/4, ISO 640, ogniskowa: 105 mm

1/125s, f/4, ISO 100, ogniskowa: 24 mm

1/50s, f/4, ISO 100, ogniskowa: 102 mm

1/25s, f/4, ISO 100, ogniskowa: 64 mm

1/25s, f/8, ISO 400, ogniskowa: 81 mm

1/125s, f/4, ISO 25600, ogniskowa: 24 mm

1/125s, f/4, ISO 2500, ogniskowa: 105 mm

1/125s, f/4, ISO 320, ogniskowa: 105 mm

Redaktor naczelny serwisu fotopolis.pl i miesięcznika Digital Camera Polska – wielki fan fotografii natychmiastowej, dokumentalnej i podróżniczego street-photo. Lubi małe dyskretne aparaty, kolekcjonuje albumy i książki fotograficzne.

Komentarze
Polecane artykuły
Łukasz Bożycki: pierwsza zima z Olympusem OM-D E-M1X
6 Kwi 2019
Fotografia przyrodnicza to pasmo niepowodzeń, które od czasu do czasu przerywane jest drobnym sukcesem. W dużym stopniu zależy on od możliwości i znajomości naszego sprzętu.
2
Okiem zawodowca: Lumix S1 i S1R
28 Mar 2019
Fotografka National Geographic, kreatywny portrecista, utytułowany fotoreporter publikujący w prasie... Zobaczcie, co o nowych pełnoklatkowych korpusach Panasonic mówią profesjonalni fotografowie.
0
Obiektyw do zadań specjalnych, czyli Venus Optics Laowa 25 mm f/2.8 2.5-5X Ultra Macro i powiększenie 5:1 w praktyce
20 Mar 2019
Venus Optics Laowa 25 mm f/2.8 2.5-5X Ultra Macro to jedno z niewielu specjalistycznych szkieł kierowanych do miłośników ekstremalnych powiększeń na rynku. Jest przy tym konstrukcją znacznie nowszą i tańszą od swojego konkurenta. Zobaczcie, na co je stać.
6
Galeria zdjęć w twoim salonie? Oto przyjazne dla portfela wydruki, dzięki którym stworzysz prywatną wystawę
6 Mar 2019
Dostępność usług drukowania takich jak MojObraz.pl pozwala nam stworzyć z salony własną salę wystawową. Przyjazne portfelowi, szybkie i łatwe z punktu widzenia klienta - nie ma powodu, dla którego nie warto by było spróbować.
0