Panasonic Lumix GX80 - pierwsze wrażenia

Młodszy brat modelu GX8 ma być propozycją dla zaawansowanych hobbystów, szukających urządzenia, które zamykałoby jak najbardziej zaawansowane funkcje w kompaktowej, stylowej obudowie. Czy zdobędzie popularność? Przyglądamy się bliżej najważniejszym funkcjom.

3
Maciej Luśtyk
5 Kwiecień 2016
Artykuł na: 9-16 minut

Model Lumix GX8 to jeden z najbardziej lubianych przez nas aparatów zeszłego roku. Ma wszystko, by zadowolić nawet bardzo wybrednych użytkowników, a przede wszystkim jest szybki, z czym wciąż ma problemy wielu producentów bezlusterkowców? Czy jego młodszy brat, Panasonic Lumix GX80 będzie równie miłym zaskoczeniem i okaże się godnym towarzyszem naszych fotograficznych zmagań?

Aparat w ciekawy sposób rozbudowuje serię bezlusterkowców Panasonica. Plasuje się między kierowanym do amatorów Lumiksem G7, a wspomnianym wyżej modelem GX8, zachowując wiele z jego funkcji. Użytkownicy otrzymają więc zaawansowany, szybki i kompaktowy aparat w całkiem przystępnej jak na te możliwości cenie. Podobne założenie jak w przypadku modelu Fujifilm X-T10.

Być może w uzmysłowieniu sobie tego, jak dokładnie pozycjonuje się aparat pomoże fakt, że na japońskim rynku sygnowany jest on jako model GX7 Mark II. Dla przypomnienia, GX7 to topowy reprezentant linii GX sprzed 3 lat, który wciąż cieszy się popularnością. Gdy obu aparatom przyjrzymy się bliżej, od razu zauważymy podobieństwo.

Na górze: Lumix GX80, na dole: GX7

Mocną stroną nowego aparatu, tak jak w przypadku większości modeli producenta, jest jego ergonomia. Otrzymujemy wygodny, anatomiczny,pokryty skóropodobną okładziną grip, co w połączeniu w tylną wypustką pod kciuk gwarantuje pewny chwyt. Od razu też w oczy rzucają się kompaktowe wymiary aparatu - mieści się w dłoni i jest mniejszy zarówno od modelu G7 jak i GX8. Gabarytami odpowiada wspomnianemu wyżej modelowi GX7.

Z niego odziedziczył także elektroniczny wizjer o rozdzielczości 2,76 Mp i 100-procentowym kryciu kadru. Niestety wizjer ma format 16:9, przez co w standardowym trybie zdjęciowym obraz nie będzie wyświetlany na całej jego szerokości (format 4:3). W odróżnieniu od modeli GX7 i GX8 wizjer nie jest natomiast podnoszony, co akurat nie będzie dotkliwą stratą dla większości użytkowników. Warto jednak nadmienić, że charakteryzuje się dobrym odświeżaniem i jest wystarczająco jasny i kontrastowy, by móc z niego wygodnie korzystać.

W fotografowaniu nieoceniony okaże się odchylany, 3-calowy ekran LCD o rozdzielczości 1,04 Mp. Panasonic kolejny raz pokazuje jak powinny działać funkcje dotykowe w aparacie - za ich pomocą wygodnie zmienimy położenie i rozmiar punktu ostrzenia, szybko przejrzymy zdjęcia w trybie podglądu, a także błyskawicznie zmienimy ustawienia menu podręcznego, otwieranego za pomocą przycisku Fn2.

Ekran jest jasny i wydaje się wiernie odwzorowywać kolory. Jedynie mechanizm odchylania wydawał nam się ruszać dosyć ciężko, ale przynajmniej mamy pewność, że po dłuższym użytkowaniu nie złapie luzów.

Także układ przycisków robi dobre wrażenie. Dostęp do większości parametrów uzyskamy bez konieczności zagłębiania się w menu, a kontrolę nad nimi znacznie przyspiesza obecność dwóch pokręteł nastaw. Pod względem ilości przycisków zewnętrznych aparat dorównuje modelowi GX8. Jedyną zauważalną różnicą jest brak przełącznika trybu ostrzenia i dedykowanego pokrętła korekcji ekspozycji. Nie zapominajmy jednak, że jest to aparat z niższej półki cenowej.

Ogólnie rzecz biorąc, wykonanie aparatu robi bardzo dobre wrażenie. Przy pierwszym kontakcie jedynie przyciski wydały nam się być umieszczone nieco zbyt płytko, z pewnością jest to jednak kwestia przyzwyczajenia. Warto też dodać, że w dotyku aparat wydaje się być dużo bardziej solidny niż plastikowy Lumix G7.

Czym więc aparat ma skusić potencjalnych kupców? Wnętrze aparatu skrywa bardzo ciekawą specyfikację. Otrzymujemy 16-milionowa matrycę Live MOS, wspomaganą procesorem obrazu Venus Engine, która po raz pierwszy w historii serii G została pozbawiona filtra dolnoprzepustowego. Według producenta pozwoli to zwiększyć szczegółowość obrazu o około 10% względem wcześniejszych modeli wyposażonych w podobne matryce.

Niestety aparat, który mieliśmy w rekach był wersją przedprodukcyjną i nie mogliśmy wykonywać nim zdjęć. Na jakikolwiek werdykt odnośnie jakości obrazu będziemy musieli poczekać więc do czasu pełnego testu. Widzieliśmy natomiast wielkoformatowe wydruki zdjęć wykonane modelem GX80, w zestawieniu z tymi, wykonanymi aparatami konkurencji. W tym towarzystwie aparat wydawał się bardzo dobrze radzić sobie z reprodukcją kolorów i wyższymi czułościami.

Ciekawym usprawnieniem jest też nowy elektromagnetyczny mechanizm migawki. Nie rozszerza ona znacznie naszych możliwości (1/4000 s - 60 s, minimalny czas synchronizacji z lampą: 1/160 s), ale jest znacznie bardziej cicha, a sam mechanizm, według obietnic producenta dużo lepiej tłumi drgania niż standardowa migawka sprężynowa.

Nowy system migawki (po lewej)

Na pokładzie aparatu znalazł się także oparty o detekcję kontrastu system autofokusa DFD (Depth From Defocus), który pozwala ustawić ostrość w czasie około 0,07 sekundy. Producent wyposażył aparat także w funkcję Post Focus, w ramach której aparat wykona serię zdjęć z przesunięciem pola ostrości, co pozwoli im ustawić ostrość już po wykonaniu zdjęcia.

 

 

Jedną z najważniejszych nowości jest też 5-osiowa stabilizacja matrycy DUAL I.S., która współpracuje z 2-osiowym systemem optycznej stabilizacji, oferowanej przez niektóre obiektywy. W celu uzyskania jak najlepszych efektów, aparat automatycznie dobiera jej ustawienia względem ogniskowej, co docenimy zwłaszcza w przypadku teleobiektywów, gdzie poruszenia w dwóch osiach są lepiej kompensowane przez stabilizację optyczną szkieł niż stabilizację matrycy.

W takim przypadku, sensor będzie odpowiadał za stabilizację 3 osi, a obiektyw za pozostałe 2. W przypadku szkieł szerokokątnych aparat uruchomi pełną 5-osiową stabilizację matrycy. Tym samym, pod względem stabilizacji nowy model przebija możliwości topowego Lumiksa GX8.

 

 

Co ciekawe z pełnych możliwości stabilizacji skorzystamy także w trybie filmowym, podczas nagrywania wideo w maksymalnej rozdzielczości 4K, co oznacza, że musi charakteryzować się bardzo krótkim czasem próbkowania sensora, a tym samym brakiem efektu rolling shutter. Z ciekawością przyjrzymy się temu bliżej przy okazji pełnego testu.

Sam tryb filmowy z pewnością okaże się atrakcyjnym dodatkiem. Niestety brak złącza mikrofonowego i bardziej rozbudowanego trybu profili obrazu raczej skreśla aparat poz wględem nieco bardziej zaawansowanych produkcji wideo, ale i tak maksymalna rozdzielczość 4K (3840 x 2160 pikseli) i prędkość 30 kl./s przy przepływności 100 Mb/s i kodeku AVCHD pozwolą na nagrywanie wysokiej jakości filmów, które sprostają oczekiwaniu większości użytkowników. Szkoda jednak, że producent nie postarał się bardziej. Mielibyśmy ciekawą alternatywę dla modelu Sony A6000, a nawet A6300.

 

 

Otrzymujemy jednak wiele ciekawych funkcji dodatkowych, opartych o tryb filmowy. Jedną z najciekawszych jest 4K Live Cropping, która podczas rejestracji materiału w jakości 4K pozwala na wycięcie kadru o rozdzielczości Full HD (1920 x 1080 pikseli). Położeniem kadrowanej ramki sterujemy dotykowo, na ekranie monitora, co pozwoli na wykonywanie płynnych cyfrowych szwenków i zbliżeń, bez konieczności obracania aparatu. Funkcja ta pojawiła się też w zaprezentowanych niedawno kompaktach, ale wcześniej dostępna była tylko w profesjonalnych kamerach producenta.

Z pozostałych funkcji dodatkowych wymienić należy wprowadzony rok temu tryb 4K Photo, który bazując na trybie filmowym, w różnych wariantach pozwala na fotografowanie z prędkością aż 30 kl./s. Tak wykonane zdjęcia zapisane zostaną w rozdzielczości 8 Mp, co powinno w zupełności wystarczyć na potrzeby internetowych publikacji. Więcej o tym trybie przeczytacie w opublikowanym przez nas jesienią artykule.

 

 

Aparat oferuje też ciekawy, dedykowany fotografii czarno-białej tryb L.Monochrome, który według producenta pozwoli nam uzyskać takie efekty jak przy użyciu tradycyjnych filmów. Z pewnością przyjrzymy się mu bliżej przy okazji testów.

Czy aparat znajdzie swoje miejsce na rynku? Na pewno będzie ciekawą alternatywą dla bezlusterkowców konkurencji, choć wiele z analogicznych modeli jest jednak oferowanych w niższych cenach (Fujifilm X-T10, Sony A6000, Olympus OM-D E-M10 II). Plusem Panasonika jest jednak szybkość, wygoda obsługi, a także możliwość filmowania w jakości 4K.

Biorąc pod uwagę cenę (699 euro za samo body), rozmiary i możliwości, nawet mimo mniejszej matrycy będzie też dobrym zamiennikiem dla wielu średnio zaawansowanych lustrzanek. Wcześniejszym użytkownikom luster z pewnością przypadnie do gustu dobra ergonomia, doskonale spisujące się funkcje dotykowe i szybki autofokus -  rzeczy, z którymi wciąż wielu producentów bezlusterkowców ma problemy.

 

Dodaj ocenę i odbierz darmowy numer DCP
Digital Camera Polska

Tłumacz i fotograf, codziennie selekcjonuje dla Was porcję najciekawszych newsów ze świata fotografii. Zafascynowany nowymi technologiami, choć woli fotografować analogiem. Prywatnie niespełniony snowboardzista i spełniony tata.

Komentarze
Więcej w kategorii: Aparaty
Fujifilm X-Pro3 - pierwsze wrażenia
Fujifilm X-Pro3 - pierwsze wrażenia
Następca lubianego X-Pro2 to bez wątpienia aparat wytrzymalszy i o dużo większych możliwościach. Użytkowników mogą jednak zniechęcić wprowadzone jednocześnie...
11
0
W Alpach z Olympusem OM-D E-M5 Mark III - pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe
W Alpach z Olympusem OM-D E-M5 Mark III - pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe
Najnowszy korpus Olympus OM-D E-M5 Mark III mieliśmy już okazję przetestować w terenie. Czy rzeczywiście zasługuje na miano aparatu najlepiej ucieleśniającego ideę...
11
4
Leica Q2 na ulicach Londynu - test autorski
Leica Q2 na ulicach Londynu - test autorski
Szybka i kompaktowa Leica Q to dziś jeden z ulubionych aparatów fotografów ulicznych. W drugiej generacji udoskonalono...
23
2