Artykuł powstał we współpracy z Sony
Wczesna jesień to w kalendarzu miłośników fotografowania przyrody jeden z najważniejszych okresów w roku. Odbywające się właśnie wtedy gody jeleni, czyli rykowisko, dają szansę na wykonanie mocnych, dynamicznych i bardzo klimatycznych ujęć, których poza tym krótkim sezonem po prostu nie zrobimy.
Czym jest rykowisko i dlaczego jest tak ważne dla fotografów przyrody?
Rykowisko to czas, gdy spokojny przez większą część roku las zupełnie zmienia swój charakter. Nocą, o świcie i o zmierzchu zaczyna nieść się donośny ryk byków - samców jeleni. Ciche i bardzo ostrożne do tej pory stają się znacznie bardziej aktywne, a przez to bardziej dostępne obiektywom miłośników przyrody.
Dojrzałe byki w szczytowej formie z największym porożem starają się zgromadzić i utrzymać przy sobie grupę łań, a donośnym ryczeniem informują o swojej wielkości, kondycji i gotowości do konfrontacji. W pobliżu chmary pojawiają się jednak młodsze lub słabsze byki, próbujące wykorzystać chwilę nieuwagi dominującego samca. Często już taka wymiana głosowa wystarcza, by słabszy osobnik zrezygnował z dalszej rywalizacji. Ale nie zawsze. Jeśli żaden z konkurentów nie ustępuje może dojść do walki, podczas której samce zderzają się porożami i próbują odepchnąć przeciwnika.
Walki bywają gwałtowne i mogą prowadzić do mniejszych lub większych urazów, ale z punktu widzenia zwierząt są zbyt kosztowne energetycznie, dlatego w wielu przypadkach konflikt rozstrzyga się wcześniej. Sytuacja podczas rykowiska jest więc cały czas bardzo dynamiczna. Samiec musi pilnować samic, odpędzać rywali i jednocześnie szukać tych łań, które właśnie weszły w ruję.
Całe to wyjątkowe przedstawienie rozgrywa się na przednówku jesieni, w atmosferze porannych mgieł, pierwszych przymrozków, rozkwitających jesiennych kolorów i - jeśli tylko pogoda dopisuje - pięknego, ciepłego światła. Nic dziwnego, że to dla fotografów przyrody wyjątkowy czas.
Ale jednocześnie bardzo wymagający zarówno dla nich samych, jak i dla sprzętu, którym fotografują. Choć łatwiejsze do zlokalizowania, jelenie nadal pozostaja płochliwymi zwierzętami. Do ich fotografowania potrzebny jest długi teleobiektyw, najlepiej jasny, bo zdjęcia powstają najczęściej o świcie lub zmierzchu. W takich warunkach musi też wydajnie działać nasz aparat - potrzebna jest dobra praca autofokusa, najlepiej ze wsparciem szybkiego trybu seryjnego, dobra jakość obrazu na wysokich czułościach i ergonomia, która pozwoli na sprawną obsługę.
Tak się składa, że w tym roku na rynek trafiły dwie nowości, które na papierze wyglądają jak zestaw wręcz stworzony do takich zadań: aparat Sony Alpha 7R VI i obiektyw Sony FE 100-400 mm f/4.5 GM. Oba są jeszcze na tyle świeże, że tegoroczne rykowisko będzie dla nich pierwszym. Postanowiłem więc sprawdzić ten zestaw w warunkach możliwie zbliżonych do tych, z którymi przyjdzie mu się mierzyć jesienią.
Przez kilkanaście dni na przełomie lipca i sierpnia fotografowałem nim dziką przyrodę z akcentem właśnie na jelenie. Czy zestaw Sony Alpha 7R VI i FE 100-400 mm f/4.5 GM zdał egzamin? Jak sprawdził się w praktyce? Jakie możliwości daje fotografowi przyrody i jakie ma atuty? Już wyjaśniam…
Sony FE 100-400 mm f/4.5 GM - optymalny to jego drugie imię
Zaprezentowany w tym roku FE 100-400 mm f/4.5 GM mocno namieszał w systemie Sony. Ale oczywiście pozytywnie. Wypełnił bowiem lukę między niezwykle popularnym z racji stosunku jakości do ceny Sony FE 200-600 mm f/6.5-6.3 G OSS, a profesjonalnymi i drogimi stałkami FE 300 mm f/2.8 GM OSS, FE 400 mm f/2.8 GM OSS i FE 600 mm f/4 GM OSS. Czym się wyróżnia? Atutów ma wiele.
Zacznijmy od tego, że w całym zakresie ogniskowych oferuje względnie dużą jasność f/4.5. To 1 EV jaśniej od f/6.3, czyli popularnego otworu względnego w budżetowych propozycjach klasy 600 mm. Niby niewiele, ale to dwa razy więcej zebranego światła - w trakcie świtu i zmierzchu, kiedy najczęściej fotografujemy i korzystamy z maksymalnych ISO dodatkowe 1 EV jest na wagę złota.
Ustawienia: 1/60 s, ISO 25600, f/4.5, 400 mm
Duża jasność obiektywu w połączeniu z czułym systemem AF aparatu sprawiają, że autofokus w tym zestawie działa przy bardzo słabym oświetleniu. O poranku możemy ostrzyć praktycznie jak tylko w wizjerze widzimy sylwetkę zwierzęcia.
Co więcej, zyskuje na tym też autofokus - więcej światła w obiektywie to wydajniejsza praca systemu o zmierzchu i świcie, czy w ciemnym lesie. Poza tym czekając na światło o świcie, by AF zaczął łapać ostrość, z jasnym obiektywem możemy robić zdjęcia nawet kilka-kilkanaście minut szybciej, a tym samym dłużej wieczorem. To naprawdę spory zysk przy fotografowaniu jeleni, które aktywne są właśnie o takich porach.
Ustawienia: 1/1000 s, ISO 1600, f/4.5, 400 mm
To jeden w wielu przykładów, który jest dowodem na niezwykle skuteczne działanie autofokusa w tym zestawie. W mocno zabałaganionym kadrze detekcja jest w stanie wykryć oko, a szybki i dokładny system AF w obiektywie ustawić ostrość w punkt.
W praktyce FE 100-400 mm f/4.5 GM z Alpha 7R VI ostrzył już w momencie, kiedy po nocy w wizjerze byłem w stanie dostrzec sylwetkę zwierzęcia. To naprawdę robi wrażenie! Ale nic dziwnego. W tym obiektywie zastosowano aż cztery silniki XD (Extreme Dynamic). Dzięki temu autofokus jest zaskakująco szybki, precyzyjny, powtarzalny i zupełnie bezgłośny - co jest kolejnym wymaganiem przy fotografowaniu płochliwych zwierząt. Z tym obiektywem nie ma mikropomyłek, które zdarzają się w mniej zaawansowanych konstrukcjach. Jeśli my nie popełnimy błędu, obiektyw ten z nowoczesnym korpusem, takim jak Alpha 7R VI zawsze trafi idealnie w punkt i nadąży za szybkim trybem seryjnym.
Ustawienia: 1/10 s, ISO 6400, f/4.5, 400 mm
Tym zestawem można swobodnie fotografować zwierzęta w naprawdę ciemnych warunkach.
Do tego dochodzi najwyższa jakość obrazu. Choć to zoom, ostrość w całym kadrze jest rewelacyjna, bez widocznych aberracji optycznych. Na dodatek tyczy się to pełnego otworu względnego. W FE 100-400 mm f/4.5 GM nie trzeba przymykać przysłony, żeby obraz był ostrzejszy. Owszem, jeśli fotografujemy z bliska mały temat i zależy nam na zwiększeniu głębi to oczywiście przysłonę możemy przymykać, ale przy standardowym fotografowaniu nie ma żadnych powodów ku temu. Wręcz przeciwnie, błędem byłoby tracić małą głębię i plastykę rozmytego tła.
Ustawienia: 1/60 s, ISO 2000, f/4.5, 400 mm
W trakcie rykowiska na pewno spotkacie sarny. Ich okres godowy, czyli ruja odbywa się wcześniej, bo mnej więcej od połowy lipca do połowy sierpnia. Wtedy dużo odważniejsze są kozły - samce saren.
Ten obiektyw to także bezkompromisowa ergonomia i wykonanie, jak przystało na serię GM. Konstrukcja tubusu jest zamknięta, świetnie wyważona i uszczelniona. Dostajemy szeroki, profilowany pierścień zoomu i umieszczony bliżej bagnetu pierścień ostrości, którym w razie potrzeby możemy wygodnie i szybko przeostrzać. Jest też komplet przełączników i przycisków funkcyjnych, do tego solidna, gumowana osłona, obrotowa obejma statywowa (z obrotem płynnym lub skokowym), gniazdo antykradzieżowe i mocowanie filtrów przy bagnecie.
Jest i wydajna stabilizacja, jeśli zdarzy nam się fotografować z ręki, tym bardziej, że całość zamknięto w bardzo poręcznej i ekstremalnie lekkiej formie. Ten obiektyw waży tylko 1.84 kg, jest więc prawie 300 g lżejszy od popularnego, ciemniejszego 200-600 przy zachowaniu podobnych wymiarów 328 x 120 mm.
Ustawienia: 1/60 s, ISO 2000, f/4.5, 400 mm
FE 100-400 mm f/4.5 GM ostrzy z odległości rzędu 1 m pozwalając na całkiem spore przybliżenie. Nie jest to oczywiście nawet obiektyw semi-makro, ale pozwoli na uchwycenie z bliska płazów, gadów, czy małych ssaków. Choć moim celem były większe ssaki, obok tego zaskrońca nie mogłem przejść obojętnie....
Do tego dochodzi rozsądna cena. Oczywiście kwota rzędu 20 000 zł to nie są małe pieniądze, ale to nie jest obiektyw budżetowy. To jest bezkompromisowa konstrukcja, którą można stawiać na równi z jaśniejszymi, dużo droższymi teleobiektywami.
Ustawienia: 1/1000 s, ISO 400, f/4.5, 400 mm
Jasność f/4.5 w tym obiektywie pociąga za sobą nie tylko lepszą pracę autofokusa w słabym świetle, ale oczywiście także lepsze oddanie nieostrości.
W dodatku to zoom bardzo uniwersalny. Zmienny zakres ogniskowych i jasne, stałe światło f/4.5 doskonale sprawdzi się na boiskach i arenach sportowych, w zdjęciach spotterskich i krajobrazowych oraz przy fotoreportażu i eventach fotografowanych z dystansu. Można się przy tym nawet zastanawiać, czy 400 mm to nie za mało do zdjęć przyrody?
Ustawienia: 1/1000 s, ISO 2500, f/4.5, 400 mm
Niemal równolegle z rykowiskiem trwa bukowisko, czyli okres godowy łosi. Nie jest aż tak głośne i widowiskowe, ale łosie to równie wspaniały temat do zdjęć jak jelenie. To pełny kadr na 400 mm - według mnie, do fotografowania dużych ssaków ta wartość ogniskowej jest najbardziej optymalna.
Łatwo ulec mitowi, że do fotografowania dzikich zwierząt najlepiej stosować jak najdłuższe ogniskowe. Owszem, 400 mm do fotografowania ptaków, szczególnie mniejszych, to niedużo. Aby wypełnić kadr małym obiektem, trzeba fotografować na krótkim dystansie, a to już wymaga dużej wprawy albo dobrej czatowni. Ale wystarczy z tym obiektywem zastosować konwerter 1.4x lub 2.0x, a zasięg zwiększy się odpowiednio do 560 mm lub 800 mm. Oczywiście, jak zawsze w takim przypadku tracimy na jasności (odpowiednio f/6.3 i f/9) i lekkim pogorszeniu rozdzielczości, ale ten kompromis warto zaakceptować przy fotografowaniu tym obiektywem małych, płochliwych stworzeń.
Ustawienia: 1/50 s, ISO 12800, f/4.5, 400 mm
Podczas rykowiska pamiętajcie o takich szerszych ujęciach. Chyba żadne inne nie oddają lepiej klimatu tego okresu.
Jednak do fotografowania rykowiska i popularnych tematów przyrodniczych 400 mm wydaje mi się najbardziej optymalną ogniskową. Dlaczego? Z jednej strony, w porównaniu do 600 czy 800 mm, krótsza ogniskowa jest łatwiejsza w opanowaniu, szczególnie dla początkujących. Z drugiej, bardziej doświadczeni fotografowie przyrody potrafią zbliżyć się do tematu na tyle, że wspomniane 600 czy 800 mm to dla nich zbyt dużo. Łatwo tego doświadczyć właśnie podczas rykowiska, kiedy mniej czujne jelenie potrafią podejść pod obiektyw nawet na kilka-kilkanaście metrów. Wtedy z bardzo długą ogniskową możemy co najwyżej sfotografować głowę lub mieć problemy z sensownym wykadrowaniem rozłożystego poraża.
Ustawienia: 1/125 s, ISO 6400, f/4.5, 400 mm
To zdjęcie to dowód, że 400 mm bywa czasem nawet za długą ogniskową. I choć FE 100-400 mm f/4.5 GM to przecież zoom, ten koziołek podszedł tak szybko i tak blisko, że próba ruszenia ręką na pierścieniu zoomowania na pewno by go spłoszyła.
Poza tym szersze ujęcia - abstrahując od tego, że pokazują zwierzę w kontekście środowiska, w którym żyje - potrafią być bardziej “funkcjonalne”, szczególnie dziś, kiedy z naturalnego kadrowania w poziomie wycinamy piony, by lepiej prezentowały się na Instagramie. Zresztą, zawsze lepiej wykadrować w postprodukcji, niż nie mieć z czego kadrować.
I tu na scenę wkracza Alpha 7R VI, aparat, który jak żaden inny, zapewni nam ogromną swobodę kadrowania.
Alpha 7R VI, czyli korpus, który może wszystko…
Zaprezentowany w tym roku Alpha 7R VI to najnowszy model z serii korpusów wyposażonych w pełnoklatkowe matryce o bardzo dużej rozdzielczości. Do tej pory te aparaty kierowane były raczej do spokojniejszych zadań studyjnych, krajobrazowych czy portretowych, czyli wszędzie tam, gdzie potrzeba dużej szczegółowości i odwzorowania detalu, ale niekoniecznie zawrotnej szybkości. Jedno i drugie oferował jedynie flagowy A1 II.
Dziś Alpha 7R VI wszystko zmienił. W adekwatnej dla serii R cenie został wyposażony w nową, superszybką warstwową matrycę o rozdzielczości aż 66 Mp, dzięki której to teraz jeden z najbardziej wszechstronnych i uniwersalnych korpusów w systemie Sony i ogólnie na rynku. Jednocześnie jego nowe możliwości idealnie odnajdują się także w fotografii przyrodniczej.
Ustawienia: 1/1000 s, ISO 3200, f/4.5, 400 mm
Fotografowanie krótkimi seriami pozwala czasem złapać wyjątkowy moment, tak jak ten, który wygląda jakby jelenie bawiły się w chowanego.
Zacznijmy od wspomnianej matrycy. W fotografii przyrodniczej cropowanie jest powszechne i nie należy się go bać. Miłośnicy zdjęć dzikiej przyrody czy ptaków niekiedy specjalnie wybierają aparat z matrycą APS-C, aby dzięki “naturalnemu” cropowi 1.5x zwiększyć zasięg teleobiektywu. Pełnoklatkowy sensor w Alpha 7R VI jest z tego powodu dużo bardziej wydajniejszy. Z jednej strony pełny kadr 66 Mp daje nam superszczegółowe zdjęcie o rozdzielczości 9984 × 6656 px z pełnoklatkową głębią, z drugiej umożliwia niemal nieograniczone kadrowanie bez ogólnej utraty jakości - oczywiście tylko w przypadku stosowania obiektywów odpowiedniej klasy, takich jak chociażby omawiany tu FE 100-400 mm f/4.5 GM.
Ustawienia: 1/200 s, ISO 6400, f/4.5, 400 mm
Nie bójmy się szerokich ujęć, które pokazują nasz temat w jego środowisku.
Trzeba być oczywiście świadomym, że crop nie równoważy użycia adekwatnej mu ogniskowej i wynikającej z niej głębi obrazu, ale przy odpowiednim położeniu tematu względem tła czy zastosowanej kompozycji, nic nas nie ogranicza. W praktyce, FE 100-400 mm f/4.5 GM z cropem APS-C (1.5x) daje nam zasięg 600 mm z rozdzielczością zdjęcia na poziomie aż 28 Mp (6528 × 4352 px), a przy cropie 2x, czyli odpowiedniku 800 mm, otrzymamy kadr rzędu 16 Mp (4992 × 3328 px ). I to nie musi być koniec kadrowania…
Ustawienia: 1/6400 s, ISO 3200, f/4.5, 400 mm
Ograniczeniem może być tutaj co najwyżej widoczny szum na najwyższych czułościach, który zacznie być zauważalny przy cropach bliskich rozdzielczościom ekranowym. Jeśli jednak nasze zdjęcie ma dobrą jakość, to kadrowanie do 6-8 Mp nadal będzie prezentować się znakomicie. W rezultacie, nawet jeśli ktoś uważa, że 400 mm to za mało, ten zestaw pod względem zasięgu oferuje znacznie więcej.
Idźmy dalej, bo rozdzielczość matrycy to nie jedyne zalety Alpha 7R VI. Aparat wspierany jest nowym procesorem Bionz XR2 i pozwala fotografować w pełnych, 14-bitowych RAW-ach z prędkością do 30 kl./s (w trybie migawki elektronicznej) bez widocznych zniekształceń rolling shutter. Nie ma więc szans, abyśmy spłoszyli zwierzę dźwiękiem migawki i na dodatek, możemy fotografować je bez obaw o zniekształcenia obrazu z użyciem zawrotnego trybu seryjnego.
Ustawienia: 1/800 s, ISO 3200, f/4.5, 400 mm
Fotografując przyrodę szukajmy nieoczywistych kadrów.
Ale to nie koniec, bo w pakiecie dostajemy nowoczesną funkcję Wstępnego przechwytywania, czyli tzw. pre capture. To możliwość ciągłego buforowania serii zdjęć przed naciśnięciem spustu migawki i zapisu ich na karcie razem z dalszą serią wykonaną już po dociśnieciu spustu. Dzięki temu możemy uratować nasz niedoskonały refleks i zarejestrować nieprzewidziane sytuacje dziejące się w ułamku sekundy.
Ustawienia: 1/250 s, ISO 6400, f/4.5, 400 mm
Mgła wnosi do zdjęcia niesamowity klimat, ale jednocześnie zabija szczegółowość, tym mocniej im większe ISO i im dalej od nas jest fotografowany temat albo im dłuższą ogniskową stosujemy. Dlatego im obiektyw ostrzejszy, tym więcej szczegółów odzyskamy w edycji.
To funkcja idealna w sytuacjach, gdy trzymamy temat na celowniku, czekając aż wydarzy się coś ciekawszego. W fotografii ptaków to rozłożenie skrzydeł, poranna toaleta czy poderwanie się do lotu, ale podczas rykowiska może to być moment ryczenia, wydychania powietrza podświetlonego przez słońce, bliższy kontaktów między osobnikami czy dynamiczne potyczki byków. Wtedy warto włączyć tę funkcję i fotografować krótkimi seriami. Należy tylko pamiętać, że to szybko zapycha kartę pamięci i wymaga od nas regularnej selekcji zdjęć, aby nie utonąć w niepotrzebnych plikach. Warto jednak wyrobić w sobie taki nawyk, bo Wstępne przechwytywane to naprawdę gwarancja lepszych ujęć.
Zawrotną szybkość Alpha 7R VI prezentuje także w zakresie pracy autofokusa. Pod tym względem z obiektywem FE 100-400 mm f/4.5 GM to wręcz duet doskonały. Dzięki zaawansowanym algorytmom detekcji tematów, które działają w tym aparacie na poziomie flagowego korpusu Sony A1 II, możemy liczyć na bardzo czułe i skuteczne śledzenie oczu, głowy czy sylwetki zwierząt i ptaków. W praktyce autofokus jest w zasadzie nieomylny, jeśli już złapie temat - to nie puści. Co bardzo istotne, działa zaskakująco sprawnie także w bardzo słabych warunkach oświetleniowych, co przy fotografowaniu rykowiska jest kluczowe.
Ustawienia: 1/160 s, ISO 1600, f/4.5, 400 mm
Ta sarna nawet chowając się za roślinami nie była w stanie uciec przed systemem detekcji zwierząt w Sony Alpha 7R VI ;-)
Poza tym pozytywnie zaskoczyły mnie dwie rzeczy w tym temacie. Pierwsza to bardzo czuła i dokładna punktowa ramka AF. Gdy fotografujemy zwierzęta w lesie, między gałęziami, czy przesłonięte częściowo przez rośliny, na ogólną automatyczną detekcję w całym kadrze nie zawsze możemy liczyć - tu cudów nie ma. Jednak mały punkt AF działa w Alpha 7R VI jak centralny punkt autofokusa niegdyś w topowych lustrzankach - jest wręcz nieomylny, i nawet jeśli nie naprowadzi systemu detekcji, można nim ostrzyć dokładnie tam, gdzie się chce. W dodatku ten zestaw ostrzy bardzo dokładnie na tematach bliskich tła w nieskończoności. Tego nadal nie potrafią dziś wszystkie bezlusterkowce. W efekcie przez cały okres testów autofokus mnie nie zawiódł. Ja popełniałem błędy, system nie.
Ustawienia: 1/80 s, ISO 25600, f/4.5, 400 mm
Zdjęcia wykonywane wczesnym świtem czy późnym wieczorem wymagają stosowania wysokich czułości - w takich sytuacjach przed szumem nie uciekniemy. Można z nim oczywiście walczyć, ale nie róbmy tego na siłę. Zbyt agresywne odszumianie tradycyjne lub z wykorzystaniem AI może zmienić nasze zdjęcie w sztuczny, gładki obraz bez szczegółów.
Ale szybkość działania to nie jedyne atuty nowego Alpha 7R VI. Przy fotografowaniu teleobiektywem ważna jest ergonomia korpusu z możliwością szerokiej personalizacji. Fotografowanie dzikiej przyrody często wymaga spędzania wielu godzin z ręką na spuście migawki, do tego dynamicznie zmieniające się warunki i sytuacje wymagają od fotografa natychmiastowych reakcji, a co za tym idzie błyskawicznej zmiany ustawień aparatu.
Ustawienia: 1/1600 s, ISO 800, f/5, 400 mm
Warto pamiętać o funkcji Crop APS-C w Sony Alpha 7R VI. Dzięki niej od razu możemy wyciąć nasz temat główny z mało istotnego tła, którego i tak byśmy się pozbyli w postrprodukcji. Po takim kadrowaniu "na żywo" aparat zapisuje RAW-a w rozdzielczości 28 Mp, a nie 66 Mp. To spora oszczędność przestrzeni na karcie i dysku.
To wszystko zapewnia bez kompromisów Alpha 7R VI. Dostajemy tu wygodny uchwyt, możliwość tworzenia własnej zakładki w menu i personalizacji praktycznie każdego przycisku, by bez odrywania oka od wizjera zmieniać ustawienia natychmiastowo. Na przykład dla mnie bardzo ważna jest szybka zmiana trybu i pola autofokusa, włączanie trybu seryjnego i aktywowane w razie potrzeby Wstępnego przechwytywania, do tego crop APS-C i bezpośrednia zmiana trójkąta ekspozycji i kompensacji pokrętłami. To wszystko przypisałem pojedynczym przyciskom i pokrętłom, a nadal nie wykorzystałem wszystkich możliwości.
Ustawienia: 1/1600 s, ISO 800, f/5, 400 mm
Najczęściej korzystam z wizjera, ale ruchomy we wszystkie strony ekran jest w Alpha 7R VI nie do przecenienia. Kiedy zauważyłem, że młode zaczyna mnie dostrzegać w wysokiej trawie, postanowiłem się nie wychylać. Trzymałem tylko rękę na aparacie zamocowanym na monopodzie, a sam przykucnąłem, obserwując z dołu odchylony ekran. Tym sposobem łania z młodym wróciły do skubania trawy, a ja mogłem nadal swobodnie je fotografować.
Do tego dodać trzeba imponujący 9.44-megapikselowy wizjer elektroniczny o wysokiej jasności, który o zmroku i świcie działa niczym noktowizor oraz równie wygodny wyświetlacz odchylany we wszystkie strony, co gwarantuje swobodne kadrowanie z każdej perspektywy. Oprócz tego podwójne gniazdo kart pamięci, nowa wydajna bateria oraz… zaawansowany tryb wideo 8K. Z tego ostatniego powodu Alpha 7R VI razem z FE 100-400 mm f/4.5 GM to także doskonałe narzędzie do filmowania dzikiej przyrody. Spisze się wyśmienicie zarówno przy szybkim nagrywaniu krótkich przyrodniczych rolek jako uzupełnienie zdjęć, jak i tworzenia filmów na profesjonalnym poziomie.
Podsumowanie
To oczywiste, że Sony Alpha 7R VI i FE 100-400 mm f/4.5 GM nie jest zestawem dla każdego fotografa przyrody. W systemie E-mount i ogólnie na rynku wybór teleobiektywów oraz korpusów jest dziś bardzo duży, ale akurat w tym segmencie - nazwijmy go średnim, pomiędzy sprzętem amatorskim a najbardziej bezkompromisowymi konstrukcjami profesjonalnymi - aż tak ciekawie już nie jest. Właśnie dlatego te dwie tegoroczne nowości od razu zwróciły moją uwagę.
Wcześniej testowałem każde z nich osobno, ale dopiero w terenie przekonałem się, jak dobrze ze sobą współpracują. Ten aparat i obiektyw doskonale się uzupełniają, nie ograniczając nawzajem swoich możliwości.
Autofokus pracuje tu jak jeden spójny system - szybko, pewnie i bez błędów. Jakość optyczna obiektywu w pełni wykorzystuje potencjał wysokiej rozdzielczości matrycy, a ergonomia obu pozwala reagować natychmiast, nawet gdy sytuacja przed obiektywem zmienia się z sekundy na sekundę.
Do tego dochodzi bardzo praktyczne połączenie zasięgu, jasności i możliwości kadrowania. Optymalne według mnie do dzikiej przyrody 400 mm razem z matrycą 66 Mp daje ogromną swobodę wtedy, gdy potrzebujemy sięgnąć nieco dalej. Dzięki temu zestaw jest naprawdę uniwersalny, a jednocześnie całkiem poręczny i lekki.
Przekonałem się, że Sony Alpha 7R VI i FE 100-400 mm f/4.5 GM to zestaw, który na rykowisku - i w większości tradycyjnych tematów przyrodniczych - na pewno nie zawiedzie. Oczywiście nadal to fotograf musi znaleźć się we właściwym miejscu i we właściwym momencie. Ale jeśli już się tam znajdzie i sam nie popełni błędów, na pewno wróci z kartą pełną świetnych zdjęć.