Cześć Greg. Czy odkąd regularnie fotografujesz, zmieniło się jakoś to, jak postrzegasz świat?
Tak, zdecydowanie, fotografia zmieniła sposób, w jaki patrzę. Przede wszystkim zwracam większą uwagę na kształty, światło i kolory, częściej też kwestionuję to, co mnie otacza.
Fotografia uliczna często wymaga długiego oczekiwania na właściwy moment. Czy w codziennym życiu uważasz się za osobę cierpliwą?
Niespecjalnie. Nie jestem zbyt cierpliwy: ani w życiu, ani w fotografii. Mam poczucie, że odpowiedni moment musi pojawić się naturalnie, a jeśli mimo ciekawej atmosfery nic się nie wydarza, zwykle nie naciskam.
A jak godzisz kontrolę nad kompozycją ze spontanicznością?
Szukam niedoskonałości, pęknięć w pozornie uporządkowanej scenie. Fotografuję spontanicznie, podążając za intuicją. Dopiero później orientuję się, czy zdjęcie działa, czy nie. Czasem poświęcam więcej czasu na kadrowanie i kontrolowanie kompozycji, ale ostatecznie zawsze staram się rozbić coś zbyt precyzyjnego. Myślę, że dobre zdjęcie musi zawierać pewien rodzaj dysonansu, żeby w ogóle mogło pozostać unikalne.
Czy masz poczucie, że fotografia uliczna - ogólnie, niekoniecznie w twoim wydaniu - powtarza wciąż te same motywy? Jak tego uniknąć? A może wcale się nie da?
Motywy rzeczywiście się powtarzają - to nieuniknione. Ale o wszystkim decyduje sposób patrzenia fotografa na świat i spójność całego projektu. Te same tematy mogą być interpretowane zupełnie inaczej, w zależności od indywidualnej wizji.
Czy jest jakieś zdjęcie z ostatniego roku, które szczególnie zapadło ci w pamięć? Możesz opowiedzieć, co wydarzyło się za kulisami?
Tak, zdjęcie okładkowe książki By the Mekong. Wciąż szukałem fotografii na okładkę i żadna nie wydawała się wystarczająco mocna. I w momencie naciśnięcia migawki niemal od razu wiedziałem, że to jest to. To bardzo rzadkie uczucie - taka natychmiastowa pewność. Po powrocie włączyłem to zdjęcie do makiety i decyzja, by zostawić je na okładce, zapadła od razu.
Jak w Azji postrzegane jest fotografowanie ludzi na ulicy? W Europie temat uwieczniania wizerunku staje się to coraz większym problemem - czy w Kambodży lub innych krajach Azji spotkałeś się z bardziej pozytywnymi reakcjami na aparat?
Tak, ogólnie podejście do fotografii w Azji jest bardziej otwarte. Reakcje są często pozytywne, ale wszystko zależy od kontekstu, konkretnych osób i od tego, jak zachowujesz się z aparatem. Każda kultura ma własne kody - trzeba się do nich dostosować, żeby nie przeszkadzać i pozostać dyskretnym.
Skąd wiesz, że zdjęcie jest gotowe do publikacji?
Czuję, kiedy zdjęcie działa, ale dopiero z czasem widać, które obrazy są naprawdę mocne. Często porównuję nowe fotografie ze starszymi, żeby sprawdzić, jak wpisują się w całość mojej pracy. Sam moment publikacji bywa dość przypadkowy: czasem robię to od razu, a czasem wracam do decyzji później. Tylko czas daje jasność.
Które techniki postprodukcji są dla ciebie kluczowe, a z których korzystasz oszczędnie?
W obróbce trzymam się podstaw: kontrast, jasność, temperatura barwowa i odcień. Staram się zachować naturalność i nie poświęcam na ten etap zbyt wiele czasu.
Czy są jakieś książki fotograficzne, które szczególnie wpłynęły na twój rozwój lub sposób myślenia o obrazie?
Tak, było ich kilka. Exiles Josefa Koudelki to chyba ta, która odcisnęła na mnie największe piętno - sposób prowadzenia narracji obrazami jest w niej niezwykły. Na przykład strona, na której kolumny wydają się sztywne i nieruchome, symbolizuje życie, które na kolejnej stronie może rozsypać się na tysiąc kawałków. Zzyzx Gregory’ego Halperna również bardzo mnie zainspirowała - zarówno jako idea książki, jak i przez samą wrażliwość obrazów. American Color 2 Constantine’a Manosa wpłynęła na to, jak myślę o kolorze i relacjach między zdjęciami.
Niedawno sam wydałeś książkę "By the Mekong" - co sprawiło, że zdecydowałeś się zamknąć ten projekt właśnie w takiej formie?
Dla mnie książka jest ostateczną formą projektu fotograficznego. Czasem tworzę zdjęcia, nie mając do końca jasności co do ich kierunku czy precyzyjnej koncepcji. Ta seria o 200 metrach rzeki Mekong od samego początku była pomyślana jako książka i pracowałem nad nią już z tą myślą. W pewnym momencie poczułem, że materiał jest kompletny i projekt po prostu dojrzał do wydania.
Prowadzisz czasem warsztaty. Co najczęściej “blokuje” uczestników, z jakimi problemami się borykają?
Każdy jest inny i bardzo indywidualnie reaguje na otaczający świat. Zauważam jednak, że wiele osób kwestionuje swoje prawo do fotografowania, co tworzy niezręczny dystans albo komplikuje relację z fotografowaną osobą. Powiedziałbym, że kluczowe jest budowanie pewności siebie podczas fotografowania na ulicy.
Czy pamiętasz moment, gdy przegapiłeś idealne ujęcie - zostało w głowie, ale nie udało się go sfotografować?
Kiedyś często miałem takie poczucie, ale dziś już praktycznie mi się to nie zdarza. Myślę, że dobre zdjęcia są wszędzie i że „przegapienie” jednego nie ma aż takiego znaczenia.
Wracasz czasem do swoich starszych zdjęć? Dostrzegasz w nich coś, czego nie widziałeś w momencie fotografowania?
Tak, bardzo często. Moja perspektywa zmienia się z czasem. Odkrywam detale, relacje w kadrze albo estetykę, których wcześniej nie zauważałem. W chwili robienia zdjęcia to jest raczej intuicja i emocja, a dopiero później, oglądając fotografie, analizuję i rozumiem scenę jako całość - już w ramach sztywnego, fotograficznego kadru.
A o czym myślisz, kiedy akurat nie myślisz o fotografii?
O życiu, po prostu. I bardzo często, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, i tak naturalnie wracam myślami do fotografii.