Murat Harmanlikli - uliczny kreator światów

Fotografuje, ale nie lubi nazywać się fotografem. Widzi rzeczywistość w odcieniach szarości, ponieważ, jak mówi, nie potrafi widzieć jej inaczej. Murat Harmanlikli to twórca, który nadaje swój własny sens słowu melancholia.

Autor: Kamila Snopek

12 Marzec 2021
Artykuł na: 6-9 minut

U źródeł fotografii Murata Harmanliklego na pierwszy rzut oka wydaje się leżeć paradoks. Przepych osmańskiej architektury, lepki smak baklavy, chaos bazarów, kalejdoskop kolorów znanych choćby ze stambulskiej serii zdjęć Alexa Webba - te wszystkie skojarzenia turecki autor przekreśla jednym ruchem. Jego Turcja jest inna, sprowadzona do czerni i bieli, wyciszona, traci kontury i może stać się każdym innym miejscem na ziemi.

- Staram się tworzyć obrazy wyjęte z czasu i przestrzeni - opowiada Harmanlikli. - Dlatego nie pojawiają się na nich charakterystyczne elementy krajobrazu i współczesności, jak samochody i telefony. Gdyby na zdjęciu wystąpił obiekt charakterystyczny dla Stambułu czy Warszawy, grałby rolę drugoplanową. To nie Stambuł i nie Warszawa są w fotografii najważniejsze - dodaje.

Jak bezpański pies

fot. Murat Harmanlikli

Nie ma dnia, by Murat Harmanlikli wyszedł z domu bez aparatu. Zwykle wybiera niewielki model, z przypiętym ulubionym obiektywem. Dzięki temu nie dźwiga ciężkiego sprzętu i może pracować dyskretnie, bez zwracania uwagi przechodniów. Gdy realizuje dłuższy projekt, wyrusza z gotowymi pomysłami na kadry, jednocześnie mając oczy otwarte na wszystko, co może się wydarzyć. Czy to w rodzinnym Izmirze czy w Stambule (który nazywa jednym z najlepszych plenerów do uprawiania miejskiej fotografii ulicznej) czy też w dowolnym innym miejscu, w jakim się znajdzie, przyciąga go tłum.

Jak mówi, wśród ludzi może stać się niewidzialny, a próba organizacji dynamicznie zmieniających się elementów ulicznego chaosu stanowi fotograficzne wyzwanie, które daje mu wiele satysfakcji. Pytany o swój styl pracy, Harmanlikli przytacza w wywiadach dwie figury: bezpańskiego psa krążącego po ulicach bez konkretnego celu oraz spopularyzowanego przez poezję Charlesa Baudelaire’a XIX-wiecznego „flâneura”, miejskiego wędrowca, obserwatora i krytyka współczesnego sposobu życia.

fot. Murat Harmanlikli

Kapitan Nemo i zapach limonki

Turecki autor często podkreśla, że jego wyobraźnia i sposób postrzegania rzeczywistości, z których czerpie jako fotograf, kształtowały się i kształtują pod wpływem poznanych dzieł literatury i filmu. Wymienia „Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi” Verne’a, pochłaniane w dzieciństwie w cieniu ogrodu pachnącego kwitnącym drzewem limonki, i innych klasyków powieści przygodowej; wspomina poetów - wśród nich Baudelaire’a i Rumiego - oraz prozaików: Borgesa i wreszcie Dostojewskiego, patrona jednego z jego własnych cyklów fotograficznych.

Harmanliklego fascynuje także kino, a wśród nazwisk inspirujących go twórców na pierwszy plan wysuwa się jedno: Kieślowski. O tym, co podziwia w twórczości Polaka mógłby pewnie rozmawiać godzinami: umiejętność kreowania postaci o rzadko spotykanej psychologicznej głębi, dbałość o detal, perfekcję w opanowaniu reżyserskiej sztuki i prostotę.

fot. Murat Harmanlikli

- Najważniejsze jest jednak coś innego - opowiada. - To, co jego filmy szepczą mi do ucha, to, co pokazuje mi ich poezja, i to, do zadania jakich pytań zmusza mnie ich filozofia. Krzysztof Kieślowski wraz z kilkoma innymi twórcami miał wpływ nie tylko na moją fotografię, ale także na sposób, w jaki patrzę na życie.

Obcy, jak ja

W swojej twórczości Harmanlikli dotyka tematu samotności, z którą, jak twierdzi, od zawsze łączy go „specyficzna relacja”. Miasto z jego fotografii zaludniają pojedynczy przechodnie i zapatrzeni w szybę pasażerowie - bohaterowie cyklu „Passengers - Strangers”. Zdania zapożyczone od Fiodora Dostojewskiego: „A jeżeli nie ma się do kogo zwrócić, jeżeli nie ma dokąd pójść?! Przecież musi być tak, żeby każdy człowiek miał dokąd pójść”, były zalążkiem projektu realizowanego przez jeden zimowy miesiąc w godzinach szczytu.

- Stałem na przystanku autobusowym i przechadzałem się wzdłuż tłumu w czarnych płaszczach, patrzyłem na ludzi i emocje rysujące się na ich twarzach. Wszyscy ci ludzie byli razem, jeden tuż obok drugiego, równocześnie sprawiając wrażenie bardzo dalekich i wyobcowanych - wspomina fotograf. - Wyglądali tak, jakby chcieli uciec od samotności i dotrzeć do miejsca lub osoby, która ich przed nią ochroni.

Kolor zostawił na później

fot. Murat Harmanlikli

Turecki fotograf posługuje się przede wszystkim czarno-bielą, nie ucieka od eksperymentów formalnych, szuka cieni, odbić, nieostrości, sięga po mocny kontrast. Wybiera środki wyrazu, które najlepiej opisują świat wyobrażony, za każdym razem na nowo powstający w jego głowie.

- Krążąc po mieście, mogę poczuć duszę i sens ulicy - tłumaczy Harmanlikli. - Dźwięk okrętowej syreny i opon na mokrym od deszczu asfalcie, zapach morza i wilgotna woń starego mieszkania… Te elementy sprawiają, że czuję się, jakbym był częścią poematu. Przełożyć mój sposób widzenia na język obrazu: to jedyne, do czego służy mi fotografia.

Przez lata ulubione narzędzie Harmanliklego stanowiły czarno-biała klisza i aparat analogowy (pierwszym był - ciekawostka - Zenit 122 kupiony na straganie w Izmirze na początku studiów). Rezygnację z koloru dyktowały wówczas z jednej strony względy praktyczne, z drugiej preferowana przez fotografa estetyka, lepiej oddająca wpisaną w jego twórczość melancholię. Jak twierdzi Murat, powołując się na Elliotta Erwitta, w przypadku obrazu pozbawionego barw odbiorca jest skłonny skoncentrować się na jego wymowie i przekazie emocjonalnym. Natomiast obraz kolorowy ma ze swej natury charakter przede wszystkim deskryptywny.

Zobacz wszystkie zdjęcia (13)

- Nie potrafię myśleć w kolorze - przyznaje fotograf, ale zapytany o kilka barwnych zdjęć opublikowanych w ostatnim czasie na Instagramie, deklaruje, że w przyszłości planuje stworzyć serię prac w stonowanej kolorystyce. Jeżeli chodzi o technikę, od 2016 roku Harmanlikli posługuje się aparatem cyfrowym. Rosnące w górę ceny papieru i ciemniowej chemii, mimo miłości do tradycyjnego procesu analogowego, zmusiły go do „dotrzymania kroku zachodzącym zmianom”.

- Wciąż kocham swojego Canona A1 i nie rezygnuję zupełnie z aparatów analogowych. Od czasu do czasu używam ich i swojej ciemni - zaznacza.

Pandemia i co dalej

Pytany o realia pracy fotografa w okresie pandemii, Murat Harmanlikli przyznaje, że okoliczności zmusiły go do zawieszenia działalności; nie prowadzi również zajęć dla swoich studentów. - Paradoksalnie nie jest to dla mnie duży problem - mówi. - Gdy fotografowałem przy pomocy aparatów analogowych, w okresie letnim zazwyczaj pozwalałem sobie na cztery-pięć miesięcy przerwy, bo uwielbiam fotografować podczas „mrocznej” pogody.

Co zamierza zrobić później? - Mam w głowie projekt książki - odpowiada. - Wcześniej zdarzało mi się pisać krótsze lub dłuższe opowiadania. Chcę połączyć kilka z nich z moimi zdjęciami i umieścić w książce. Rodzaju powieści fotograficznej.

Murat Harmanlikli - sylwetka autora

Fotograf uliczny, pochodzi z Turcji. Obecnie mieszka i pracuje w Kocaeli. Fotografią interesuję się od 20 lat. Na „cyfrę” przesiadł się dopiero w 2016 roku, ale nadal fotografuje tylko w czerni i bieli. Jak mówi, pozwala mu to lepiej wyrazić siebie. „Uwielbiam szwendać się po ulicach jak zbłąkany pies. Wtapiając się w tłum, wśród ludzi ukrywam się i gubię. Pędzony przez masę, czuję duszę i zmysł ulicy. Myślę, że jest to najlepsze podsumowanie mojej fotografii”.

instagram.com/murat.harmanlikli

Skopiuj link

Autor: Kamila Snopek

Absolwentka archeologii, studentka fotografii na Uniwersytecie Warszawskim. Nałogowo ogląda stare zdjęcia i dzieli się w mediach społecznościowych opowieściami na ich temat. W wolnym czasie lubi wędrować po filmowych i literackich światach.

Komentarze
Więcej w kategorii: Galerie
"Trzymam się z dala od świata fotografii, by uniknąć wpływów". Magia dzieciństwa oczami Alain Laboile
"Trzymam się z dala od świata fotografii, by uniknąć wpływów". Magia dzieciństwa oczami Alain...
Urodzony w 1968 roku w Bordeaux we Francji, Alain Laboile jest rzeźbiarzem, fotografem i ojcem sześciorga dzieci. Od lat przedstawia na zdjęciach swoją rodzinę, zamrażając w kadrach chwile...
25
100 najlepszych zdjęć 2021 roku wg magazynu Time. To trzeba zobaczyć!
100 najlepszych zdjęć 2021 roku wg magazynu Time. To trzeba zobaczyć!
Jak każdej jesieni, Time publikuje listę 100 najciekawszych zdjęć reportażowych z całego świata. To najlepsze zdjęcia, jakie zobaczycie w tym roku!
31
Portrecista Niki Genchi - moc tkwi w prostocie
Portrecista Niki Genchi - moc tkwi w prostocie
Niki Genchi żyje i pracuje w Mediolanie, gdzie fotografuje młode modelki i modeli. Proste, eleganckie analogowe portrety przyciągają wzrok.
32
Powiązane artykuły
Wczytaj więcej (2)