Opinia Tomasza Heima o Sony HX1

Zapraszamy do lektury kolejnej opinii na temat Sony HX1. Tomasz Heim gruntownie sprawdził możliwości aparatu: od jakości jego obiektywu, przez funkcje filmowe, po tryb "zmierzch z ręki". Zapraszamy do lektury.
Wstęp

Fotografuję amatorsko od bardzo dawna, cyfrowo od 2005 roku. Moją pierwszą cyfrówką był Olympus C760, a obecnie używam Olympusa SP570. Zaawansowane aparaty kompaktowe bardzo mi odpowiadają, ze względu na niewielki w porównaniu z lustrzankami rozmiar, a przy tym uniwersalność zastosowań i wystarczającą dla amatora jakość zdjęć. Obecnie używany przeze mnie aparat oferuje wspaniałą ergonomię (rasowy wygląd małej lustrzanki, sterowanie za pomocą panelu kontrolnego, pokrętła sterującego oraz pokrętła zoomu w obiektywie), szeroki kąt 26 mm oraz rewelacyjne jak na kompakt zdjęcia przy niskich czułościach i krótkich ogniskowych. Nie jest jednak pozbawiony wad, do których należą: duża aberracja chromatyczna i niska jakość obrazu przy maksymalnym zbliżeniu, wysokie szumy od czułości 400 włącznie oraz gubiący się autofokus w gorszych warunkach oświetleniowych, dlatego też od pewnego czasu myślę nad zmianą. Duże nadzieje wiąże z systemem mikro 4/3, jednak pojawienie się informacji o modelu Sony HX1 wzbudziło moje zainteresowanie, ze względu na bardzo zachęcająco brzmiący zestaw funkcji, które - o ile nie okazałyby się tylko pustymi chwytami reklamowymi - pozwałaby naprawdę na bardzo uniwersalne wykorzystanie tego aparatu.

Pierwsze wrażenie, wygląd i ergonomia

Po wyjęciu aparatu z pudełka okazało się że jest on... mniejszy niż się spodziewałem. Na zdjęciach w internecie, także w serwisie Fotopolis, wydawał się masywniejszy. W rzeczywistości aparat, jak na klasę "superzoom'ów" do której należy, jest wystarczająco "kompaktowy"; korpus przypomina poprzedni model Sony H50, ale jednocześnie sprawia lepsze wrażenie od niego. Ma duży uchwyt na prawą dłoń, z przodu pokryty dosyć przyjemnym materiałem i choć wyprofilowanie uchwytu, jak również tylnego miejsca na kciuk nie jest jakieś super wygodne, to aparat trzyma się wystarczająco dobrze. Bardzo dobrze i solidnie prezentuje się sam obiektyw, otoczony metalową obręczą, opatrzoną z boku stylową literką "G". Wokół spustu migawki umieszono pierścień zmiany ogniskowej, jest to dobre rozwiązanie, jak dla mnie znacznie wygodniejsze niż używane w poprzednich modelach Sony przyciski W i T umieszczone z tyłu obudowy. Natomiast dominującym elementem tyłu aparatu jest duży, 3-calowy wyświetlacz. Jego ogromną zaletą jest możliwość odchylania w górę i w dół. Dzięki temu można wygodniej robić zdjęcia trzymając aparat w górze np. ponad tłumem, jak również gdy aparat jest umieszony nisko np. przy zdjęciach makro kwiatów itp. Jeszcze lepszym rozwiązaniem byłby całkowicie obracalny wyświetlacz, dzięki czemu można by np. robić sobie autoportret i co ważniejsze, na czas transportu obracać go do środka obudowy, aby uniknąć jego rysowania. Dobrego wrażenia całości konstrukcji dopełnia stereofoniczny mikrofon oraz efektownie wyglądające naklejki reklamujące zaawansowane cechy aparatu: "Full HD 1080", "Exmor CMOS sensor", "10 fps" oraz "20x". Co ciekawe, nigdzie na korpusie nie ma informacji o liczbie mega pikseli, co jest o tyle zrozumiałe, że A.D. 2009 kompakty oferują 12 i więcej mpix.

Użytkowanie i funkcjonalność

Aparat włącza się przyciskiem "ON/OFF" na górnej ściance. Po włączeniu, przycisk ten zaczyna świecić na zielono sygnalizując działanie aparatu. Aby uruchomić aparat tylko w celu przeglądania wcześniej włączonych zdjęć, albo też ich przegrania na komputer, zamiast wspomnianego przycisku należy wcisnąć przycisk [>] u góry tylnej ścianki. Jest to o tyle ważne, że jeśli włączymy aparat w w/w celu za pomocą przycisku "ON/OFF", to w dość niegrzeczny sposób wysunie on obiektyw, nie zważając na założoną osłonę. Jest to drobny wyjątek w ogólnie wysokiej kulturze pracy tego aparatu; konkurencyjne sprzęty podobnej klasy w takiej sytuacji wyświetlają komunikat, w którym grzecznie proszą o zdjęcie osłony, zanim wysuną obiektyw.

W czasie pierwszego uruchomienia, aparat porosił o ustawienie daty i godziny, jak również strefy czasowej, pokazując w tym celu efektowną mapę świata z zaznaczonymi strefami, między którymi nawiguje się przyciskami kierunkowymi w lewo lub w prawo. Następnie poklikałem sobie po menu i muszę przyznać, że mimo że w menu było w wersji angielskiej (egzemplarze w normalnej sprzedaży mają już mieć wersję polską) okazało się na tyle proste i przejrzyste, że w ciągu kilku minut połapałem się o co chodzi.

Wyświetlacz prezentuje dobrej jakości, wyraźny obraz, a w razie potrzeby, np. gdy pada na niego jasne światło słoneczne, można zwiększyć jego jasność za pomocą przycisku "Display". Aparat posiada też wizjer elektroniczny, również dający dobrej jakości obraz, jednak bardzo, bardzo mały. W trakcie zmiany ogniskowej, na wyświetlaczu pojawia się pasek postępu, uzupełniony dokładną (nawet ułamkową, z jedną cyfrą po przecinku!) informacją o aktualnej krotności zoomu. Zarówno wspomniany pasek, jak i inne wyświetlane informacje są czytelne ale jednocześnie niewielkie, dzięki czemu nie zajmują dużo miejsca na wyświetlaczu.

W trybie inteligentnej automatyki aparat sam wybiera tryb odpowiedni dla fotografowanej sceny, a aktualnie dobrany tryb jest cały czas przed zrobieniem zdjęcia widoczny na wyświetlaczu w postaci ikonki. Dodatkowo, gdy wycelujemy aparat w fotografowany obiekt, po chwili ostrość zostanie ustawiona sama, nawet zanim przyciśniemy spust migawki do połowy (czyli działa coś w rodzaju autofokusu ciągłego). Obie wymienione własności wyglądają bardzo efektownie i dają przyjemne odczucie obcowania z naprawdę "inteligentnym" sprzętem. Z kolei w trybach P,A,S,M mamy na wyświetlaczu informacje o czułości, przysłonie, szybkości migawki itp. Wciskając pokrętło sterujące przenosimy żółte podświetlenie na informację, którą zamierzamy zmienić i następnie zmieniamy ją kręcąc tym samym pokrętłem. Po chwili przyzwyczajenia się do takiego sposobu obsługi, okazuje się on bardzo wygodny i szybki. Uzupełnieniem menu i pokrętła sterującego jest spora liczba przycisków ułatwiających sterowanie aparatem, choć do pełni szczęścia mi osobiście brakuje przycisku blokady ostrości/ekspozycji.

Fotografowanie i jakość zdjęć

W aparacie typu "superzoom" najistotniejszą rzeczą jest zakres ogniskowych obiektywu i jakość zdjęć jakie można uzyskać korzystając z tego zakresu. Poniższe 2 zdjęcia prezentują najszerszy dostępny kat widzenia i maksymalne zbliżenie tej samej sceny.



Jak widać, 20 krotny zoom robi duże wrażenie i daje bardzo duże możliwości kadrowania scen. Oglądając zdjęcia w skali 1-1 można dopatrzyć się aberracji chromatycznych, jednak nie są one jakoś szczególnie uciążliwe i na odbitkach nawet formatu A4 nie powinny przeszkadzać. Tak naprawdę stają się bardziej widoczne jedynie kiedy w rogu zdjęcia znajdzie się kontrastowy motyw, np. gałęzie drzew lub barierki na tle nieba, tak jak na poniższym zdjęciu,


Spośród superzoomów jakie sprawdzałem jedynie obiektyw Leica zastosowany w Lumiksie FZ18 daje lepsze efekty, ale już w porównaniu moim Olympusem SP570 różnica w aberracji chromatycznej jest ogromna na korzyść Sony (zwłaszcza przy dużych ogniskowych).

Kłopotu nie sprawi nam również inna często spotykana wada optyczna, jaką jest zniekształcenie beczkowate przy szerokim kącie. Jest to raczej zasługa oprogramowania niż obiektywu (w trybie zdjęć z ręki o zmierzchu, o którym szerzej piszę dalej, przez moment widać "nieobrobione" zdjęcia, a w momencie pokazania zdjęcia wynikowego widać wyraźny skok geometrii obrazu), ale skoro efekt jest OK, sposób w jaki go osiągnięto nie ma w praktyce żadnego znaczenia.

Kolejny plus to rozdzielczość zdjęć wykonywanych przy maksymalnym zbliżeniu. Stoi ona moim zdaniem na bardzo dobrym poziomie, co obrazują kolejne 2 zdjęcia. W tym kontekście trzeba również pochwalić autofokus, który nie ma problemów ze złapaniem ostrości przy takich zbliżeniach (również poruszających się obiektów - patrz kaczka) jak również całkowicie wystarczającą stabilizację optyczną. We wszystkich tych kwestiach HX1 ma również dużą przewagę nad 570-tką.



Kończąc temat obiektywu, trzeba jeszcze wspomnieć o możliwości robienia zdjęć makro z odległości już od 1 cm - również z dobrym efektem jakościowym, choć w tym przypadku ustępującym "Olkowi".


Przejdźmy teraz do najbardziej chyba rewolucyjnej cechy aparatu, jaką jest tryb zdjęć z ręki o zmierzchu. Pozwala on ominąć odwieczny problem aparatów kompaktowych, jakim są duże szumy towarzyszące zdjęciom z wyższą czułością. Użycie tego trybu jest bajecznie proste, po prostu wybieramy odpowiednią ikonkę na pokrętle wyboru trybu, kadrujemy i wciskamy spust migawki. W przeciągu ok. 1 sek. aparat wykonuje 6 zdjęć, następnie przez kilka sekund łączy je w jedno pokazując w tym czasie pasek postępu. Efekt jest rewelacyjny: proszę porównać 2 poniższe zdjęcia - jedno wykonywane "normalnie", a drugie przy użyciu tego trybu.



Możliwości zastosowania tego trybu fotografowania są gigantyczne, praktycznie wszędzie tam gdzie albo nie chcemy użyć lampy błyskowej (np. w celu oddania specyficznego nastroju sceny np. przy świetle świec, na imprezie, itp.), albo wręcz nie możemy użyć lampy (np. we wnętrzu muzeów, kościołów), co obrazuje poniższe zdjęcie.


Do dyspozycji mamy też drugi podobnie działający tryb, ale uwzględniający ruch. Aby zniwelować rozmycie poruszających się ludzi, czy innych obiektów, aparat dobiera większą czułość, stąd efekty użycia tego drugiego trybu nie zawsze są tak rewelacyjne jak poprzedniego.

A jak aparat zachowuje się przy wykonywaniu normalnych zdjęć? Użycie najniższej dostępnej czułości w praktyce nie sprawi nam żadnego problemu z szumem. Szkoda, że tą najniższą czułością jest ISO 125, gdybyśmy mieli jeszcze np. 64 (jak w SP570), to dzięki mniejszej ingerencji odszumiania w obraz, zapewne można by było wykorzystać jeszcze pełniej doskonałą rozdzielczość obiektywu i w dobrych warunkach oświetleniowych lub z lampą błyskową uzyskać jeszcze bogatsze w szczegóły zdjęcia. Począwszy od ISO 400, a zwłaszcza od 800 szumy zaczynają już psuć ogólne wrażenie zdjęcia, chociaż na plus można zaliczyć, że są one stosunkowo mało kolorowe.

Odbiór kolorów jest sprawą w dużej mierze subiektywną, więc trudno by mi było z przekonaniem napisać, że odwzorowanie kolorów przez Sony HX1 jest dobre lub złe. Muszę jednak uczciwie stwierdzić, że mnie, może z racji przyzwyczajenia do kolorystyki Olympusów, kolory nie do końca przypadły do gustu. W menu aparatu znajdziemy możliwości regulacji nasycenia (-1, 0, +1), trybu koloru (standard, vivid, natural) oraz filtru koloru (czerwony, zielony, niebieski, zimny, ciepły) jednak przestawienie ich daje jak dla mnie zbyt skokowe efekty. W menu Olympusa każdą regulacje możemy przeprowadzać w 11 stopniowej skali (od -5 do +5) więc łatwiej znaleźć odpowiadające nam optimum.

Filmy HD, które możemy kręcić tym aparatem, można określić jednym słowem: rewelacja. Bardzo wysoka jakość, możliwość jednoczesnego filmowania ze stereofonicznym dźwiękiem i użycia zoomu optycznego, dobrze działający autofokus podczas kręcenia. Nic dodać nic ująć, kto kupi ten aparat głownie dla kręcenia filmów na pewno nie będzie zawiedziony. W kwestii filmów oba aparaty dzieli przepaść.

Niestety mimo kilkukrotnych prób, nie udało mi się zrobić zdjęć w trybie panoramy. Każda próba kończyła się protestem aparatu, że nie można skleić zdjęcia, i radą abym przesuwał kadr dokładnie w kierunku pokazywanym przez strzałkę (co nawiasem mówiąc robiłem). Jednak wcześniej testując inne, dobrze działające funkcjonalności, nabrałem zaufania do aparatu, więc jestem raczej skłonny sądzić, że to ja robiłem coś nie tak (choć nie bardzo wiem co).

Podsumowanie

Firma Sony opracowała bardzo udany model aparatu. Zastosowane w nim rozwiązania nie są tylko pięknie brzmiącymi hasłami marketingowymi, ale naprawdę sprawdzają się w praktyce. Po wykonanym teście mogę zaryzykować stwierdzenie, że jest to obecnie najbardziej uniwersalny aparat kompaktowy (ze względu na rozmiar i wymienne obiektywy nie zaliczam do tej kategorii Lumix'a G1) i najbardziej sensowna alternatywa dla lustrzanki. Zamiast dużego i ciężkiego sprzętu z co najmniej dwoma obiektywami, dostajemy mały i zgrabny aparat, który możemy mieć zawsze pod ręką. Obiektyw daje ogromny zakres ogniskowych i w całym tym zakresie oferuje dobrą jakość obrazu, a do tego celny autofokus i skuteczną stabilizację. Dzięki trybowi zdjęć z ręki o zmierzchu możemy robić zdjęcia bez lampy błyskowej, o jakości praktycznie nieosiągalnej przez inne kompakty, a zdjęcia wykonywane przy niższych czułościach także są jak na aparat kompaktowy bardzo dobre (choć tutaj niektóre inne kompakty osiągają lepsze wyniki pod względem szczegółowości zdjęć). Całość uzupełnia możliwość kręcenia wysokiej jakości filmów HD. Osobom, które rozważają zakup Sony HX1, a wcześniej używały sprzętu innych producentów, doradzam uważne przyjrzenie się kolorystyce przykładowych zdjęć zamieszczonych w moim i innych testach. Jeśli przypadnie im do gustu, szczerze polecam ten aparat.

Tekst i zdjęcia: Tomasz Heim
słowa kluczowe:
 
Komentarze
Polecane artykuły
Polacy wśród finalistów Urban Photo Awards 2018. Zobaczcie nagrodzone zdjęcia
20 Wrz 2018
Międzynarodowy konkurs fotografii miejskiej Urban 2018 wchodzi w fazę finałową. Poznaliśmy nagrodzone cykle i nazwiska finalistów sekcji pojedynczej. Wśród nich znalazło się aż 5 Polaków.
0
Leica Oskar Barnack Award 2018 - oto zwycięskie prace
18 Wrz 2018
Poznaliśmy wyniki jednego z najbardziej prestiżowych konkursów poświęconych fotografii dokumentalnej. Tegoroczną nagrodę główną Leica Oskar Barnack Award otrzymał belgijski fotograf Max Pinckers. Natomiast wyróżnienie dla wschodzącego talentu powędrowało w ręce pochodzącej z Rosji Mary Gelman. Niestety w tym roku na podium zabrakło Polaków.
1
Fotografia przyrodnicza na luzie. Oto najlepsze zdjęcia z konkursu Comedy Wildlife Photography Awards 2018
17 Wrz 2018
Naturze nie brakuje poczucia humoru! Jeśli nie wierzycie, zobaczcie zdjęcia finalistów konkursu Comedy Wildlife Photography Awards, który od 4 lat nagradza najzabawniejsze zdjęcia przyrodnicze.
1
Eduardo Asenjo Matus: “Na zdjęciach staram się pokazać swoją rzeczywistość”
12 Wrz 2018
Przed wejściem do świata fotografii Chilijczyk Eduardo Asenjo Matus zajmował się malarstwem, ale wkrótce w jego domu zaczęło brakować już ścian do powieszenia obrazów. Dziś jako fotograf mierzy się ze swoją chorobą, starając się opowiedzieć o niej za pomocą zdjęć.
0