Zaprezentowany jesienią 2022 roku Sony A7R V wydawał się wreszcie w pełni dojrzałym rozwinięciem serii R. Rekordowa, 61-megapikselowa matryca, którą po raz pierwszy zobaczyliśmy w modelu A7R IV w końcu dostała wsparcie w postaci większej wydajności, a aparat z powodzeniem zaczął radzić sobie z większością fotograficznych i filmowych scenariuszy. I choć to nadal jeden z najlepszych korpusów w systemie, dla Sony jest pewnego rodzaju pułapką, w którą zresztą producent złapał się na własne życzenie.
Po latach komplikacji w ofercie, Seria A7R wreszcie może być tak dobra, jak na to zasługuje
Chodzi o to, że choć A7R V imponuje rozdzielczością, to od początku widocznie ustępował wydajnością i uniwersalnością podobnie plasowanym konstrukcjom konkurencji. A to głównie dlatego, że w 2021 roku Sony - być może nieco zbyt pochopnie - zagrało kartą flagowego modelu A1. Ten fantastycznie prężył muskuły, ale zarazem związał Japończykom ręce w temacie tego, co mogą być w stanie zaoferować w niższym pułapie cenowym.
Z czasem problem zaczął tylko się potęgować, a na rynku pojawiły się jeszcze bardziej konkurencyjne konstrukcje, jak Canon EOS R5 Mark II, Nikon Z8 czy nawet Lumix S1R II, przy których korpus Sony nie wybijał się niczym, poza większym o tysiąc pikseli marginesem na docinanie zdjęć w postprodukcji. Niestety, przedstawienie realnej konkurencji kolejny raz uniemożliwiły kwestie „wizerunkowe”.
W momencie, gdy podobnie plasowane aparaty rywali zaczęły podgryzać dużo droższy flagowy model A1, producent był zmuszony zaprezentować jego kolejną odsłonę, co kolejny raz związało producentowi ręce w temacie serii R. Tym bardziej, że wspomniany A1 II nie był przepaścią technologiczną względem swojego poprzednika. Po niema dwóch latach od jego premiery sytuacja nieco już jednak okrzepła i Sony może wreszcie zabrać się za wypełnienie luki w swojej ofercie. Tak też otrzymujemy aparat Sony A7R VI, który jest w końcu bezpośrednią odpowiedzią na możliwości konkurencji, ale i czymś znacznie więcej. Łącząc rekordową rozdzielczość z topową wydajnością stara się bowiem wyznaczać nowe standardy tego segmentu, a jednocześnie zmienia też środek ciężkości oferty Sony. Zobaczmy więc z czym mamy tu do czynienia.
Znajomy, ale zupełnie nowy
Jak wspomniałem, we wstępie, Sony A7R VI to konstrukcja znajoma. Na pierwszy rzut oka, body praktycznie niczym nie różni się od poprzednika. I bardzo dobrze, bo nie musi. Udoskonalana przez lata ergonomia, w serii V stała się już w pełni dojrzała i wszelkie dalsze zmiany byłyby prawdopodobnie zmianami robionymi na siłę. Zamiast tego, producent skupił się na udoskonalaniu szczegółów, które choć nie są ogromnie istotne, to jednak pozytywnie wpływają na ogólny komfort pracy.
Wśród zmian, jakie zaszły na body A7R VI możemy zauważyć m.in.: pojawienie sią kontrolki tally, praktyczne przełożenie złącza synchronizacji lamp PC Sync na spód panelu z portami, pojawienie się drugiego portu USB-C (analogicznie do A7V), nową pozycję "*" na pokrętle PASM (pozwala szybko przełączać się pomiędzy 12 bankami zaprogramowanych ustawień) czy też srebrny znacznik na obręczy mocowania, który jeszcze lepiej obrazuje miejsce, do którego musimy spasować białą kropkę podczas mocowania obiektywów (zabawne, ale gdy przepinamy szkła w dużym pośpiechu czy gdy aparat zamocowany jest na wysięgniku, może się przydać).
Poza tym, po raz pierwszy w systemie Sony pojawia się funkcja podświetlenia przycisków, która ułatwić ma m.in. fotografowanie nocnych krajobrazów czy ogólnie pracę w słabym świetle. W tym celu, na górnym panelu pojawił się dodatkowy przycisk inicjujący podświetlenie, który - dla niektórych będzie to bardzo istotne - także możemy personalizować, co w parze ze wspomnianą nową pozycją pokrętła PASM jeszcze bardziej rozwija możliwości dostosowania aparatu pod siebie.
Samo podświetlenie działa bardzo dobrze. Szkoda jedynie, że nie obejmuje przycisków i pokręteł górnego panelu, a jedynie przyciski znajdujące się z tyłu. Przy braku pomocniczego ekranu nie daje to pełnego obrazu sytuacji i nie da się ukryć, że konkurencja spod znaku Nikona ma to rozwiązane po prostu lepiej.
Największą zmianą konstrukcyjną, jaką wnosi nowy korpus jest jednak zupełnie nowa bateria. Po raz kolejny w historii systemu E producent postanowił zmienić standard akumulatora - tym razem na model NP-SA100. Czemu to tak istotne? Otóż nowy system akumulatorów nie jest wstecznie kompatybilny. Choć nowa bateria prawie nie różni się wielkością, to jednak ma zupełni inny kształt i ułożenie mocowania, co uniemożliwia korzystanie ze starszych akumulatorów i co z pewnością uderzy także w wygodę pracy niektórych twórców. Baterie NP-FZ100 często wykorzystywane były bowiem także do zasilania pomniejszych akcesoriów i wielu twórców miało ich zapas. Forsowanie przejścia na nowy typ (zapewne z ogniw NP-SA100 korzystać będą wszystkie nowe korpusy Sony) oznaczać będzie konieczność ponoszenia dodatkowych kosztów.
Oficjalnie, zmianę producent tłumaczy tym, że nowy kształt pozwolił upakować w baterii większe ogniwo i zwiększyć jej pojemność (2670 mAh względem 2280 mAh), dzięki czemu jest ona w stanie zaspokoić zwiększone zapotrzebowanie na prąd i wydłuża pracę (600 zdjęć względem 440 w modelu A7V na jednym ładowaniu), ale biorąc pod uwagę, jak pojemne baterie są w stanie upchać w swoich konstrukcjach producenci smartfonów, nie sądzimy, by stary kształt baterii był w tym temacie ogromną przeszkodą. To raczej precyzyjnie obliczony krok na dodatkowy zarobek z peryferiów. Choć nie mamy jeszcze oficjalnych danych, nowa bateria będzie też zapewne widocznie droższa.
W końcu, dość istotną różnicę zauważamy także w kwestii wizjera elektronicznego. Choć to nadal układ OLED o identycznej bazowej specyfikacji (rozdzielczość 9,44 Mp, powiększenie 0,9x), to teraz oferuje 3-krotnie większą jasność od tego, z modelu A7R V, a do tego pokrywa szerszy gamut kolorystyczny (ekwiwalent DCI-P3), dzięki czemu jeszcze lepiej odwzorowywać ma niuansy kolorystyczne. Do tego, sam wizjer oferuje teraz tryb wyświetlania HDR, który doskonalej symuluje rzeczywisty wygląd sceny.
W praktyce, nowy wizjer prezentuje się naprawdę świetnie. Jest duży, jasny, naprawdę kontrastowy i szczegółowy. Napotykamy jednak jeden, dość poważny problem. Otóż kolorystyka wyświetlania w wizjerze jest teraz mocno niespójna z tym, co widzimy na tylnym ekranie. Podczas gdy monitor LCD wyświetla wszystko w nieco cieplejszych - zdawałoby się, że rzeczywistych - tonach, obraz wyświetlany w wizjerze jest widocznie zimniejszy, wpadający w lekko zielonkawą dominantę. W efekcie nie mamy pojęcia czy zdjęcia są odpowiednio zbalansowane pod względem temperatury barwowej. Porównanie ze skalibrowanym monitorem pokazuje jednak, że bardziej precyzyjny oferuje nadal tylny monitor.
To wszystko nie byłoby może dużym problemem, gdyby wizjer dało się odpowiednio skalibrować. W menu pojawia się co prawda funkcja regulacji temperatury wizjera, ale nijak nie pozwala ona dokładnie dostroić go do wyświetlacza LCD. Prawdę mówiąc, to problem, z jakim we współczesnych bezlusterkowcach nie spotkałem się już od dawna. Miejmy nadzieje, że zostanie zaadresowany w aktualizacji firmware’u, gdyż póki co, pod względem komfortu pracy zdecydowanie wygrywa tu starszy wizjer A7R V. Na szczęście rozwiązanie wydaje się proste - obecne problemy to prawdopodobnie kwestia pomyłkowego podpięcia niewłaściwego profilu podglądu, który kłóci się z nowym panelem o szerszym gamucie. Istnieje też szansa, że była to jedynie przypadłość testowanego przez nas modelu - o tym przekonamy się zapewne niebawem.
Poza tym, Sony A7R VI to te same kontrolery i ten sam świetny, uchylno-obracany system ekranu dotykowego, który zawitał niedawno w A7V i który zapewne stanie się już standardem systemu E. Wzorem A7V, otrzymujemy także drobne poprawki interfejsu, które wprowadzają nieco porządku w menu i zwiększają komfort pracy. Wśród nich ograniczenie zapisu RAW do trzech trybów (nieskompresowany, skompresowany bezstratnie i skompresowany) czy też możliwość wyboru pomniejszonego i powiększonego (XS, XL) punktu AF, tudzież programowania własnej strefy pomiaru autofokusu.
Dodatkowo ekran dostosowuje teraz interfejs względem orientacji aparatu, a także otrzymuje tryb niskiej jasności, który oszczędza baterię bez usypiania monitora. Pojawia się także funkcja obsługi gestów, gdzie przeciągnięcie palcem po ekranie wysuwa menu pomocnicze lub interfejs „vlogowy”, który znamy już modeli ZV-E1 czy ZV-E10. Tyle o konstrukcji, a co piszczy we wnętrzu?
Rozdzielczość jak ze średniego formatu, wydajność godna reporterskiego flagowca
Jak wspomniałem, choć A7VI to konstrukcja znajoma, to także zupełnie nowy aparat. We wnętrzu zmieniło się bowiem wszystko. Całość napędzana jest teraz nowym procesorem Bionz XR2 (tym samym, co w modelu A7V), a za obrazowanie odpowiada zupełnie nowa 66,8-megapikselowa matryca Exmor RS w technologii warstwowej, która osiągać ma zakres dynamiczny na poziomie 16 EV i która wydajnością dorównywać ma flagowemu modelowi A1 II.
Jedną z nowości w zakresie obrazowania, jest pomiar światła i balansu bieli wspierany przez wytrenowane na AI systemy rozpoznawania i segmentowania sceny, co objawia się się jeszcze wierniej odwzorowaną kolorystyką i ekspozycją. To dokładnie to same rozwiązanie, które pojawiło się w modelu A7V, toteż jego działania nie jest już dla nas niespodzianką. Benefity nowego systemu pozostają marginalne, ale mogą pozwolić zaoszczędzić nieco czasu na postprodukcji. Nowy system lepiej radzi sobie bowiem z odwzorowaniem drobnych niuansów kolorystycznych, a przede wszystkim z pracą w słabym i trudnym oświetleniu. Podczas gdy A7R V potrafi wpadać w dominanty, A7VI oferuje niemal idealnie zbalansowaną kolorystykę, niezależnie od oświetlenia. Sceny wyglądają, jak widziane gołym okiem, co podobnie jak w A7V robi świetne wrażenie i daje dużo większą pewność podczas fotografowania w trybie AWB.
Wśród usprawnień pojawia się także usprawniona stabilizacja, która teraz obiecuje skuteczność na poziomie 8,5 EV w centrum kadru. To jednak tylko 0,5 EV różnicy względem modelu A7RV, co niestety nie przekłada się na dużo większy komfort pracy. Układy IBIS w aparatach Sony w zakresie realnej skuteczności utrzymują się nadal końcu stawki i pod tym względem nic się nie zmieniło. Zdjęcia z ręki jesteśmy w stanie utrzymać do granicy około 1 s.
Jak na 66-megapikselową matrycę to niezły czas, który pozwala na swobodne fotografowanie miasta po zmroku na niskim ISO, bez użycia statywu, ale gdy weźmiemy pod uwagę, że konkurencyjny Lumix S1R II pozwala utrzymywać ekspozycje 5-sekundowe, możliwości Sony w tym zakresie zaczynają wydawać się dosyć skromne. W skrócie, jest nieźle, ale nie jest to rynkowa topka.
Wśród nowości pojawiają się także dwa małe usprawnienia programowe. Większy zakres działania funkcji DRO (Dynamic Range Optimizer) oraz nowe profile obrazu symulujące film. Jeżeli chodzi o realne użycie, ma to wpływ jedynie na wygląd obrazka JPEG, co przy zastosowaniach, do jakich używamy aparatu typu A7R VI będzie miało raczej niewielkie znaczenie, ale producent wskazuje tu m.in. na możliwość szybkiego zgrania przyzwoicie wyglądających "prewek" prosto z aparatu, co może mieć znaczenie np. w przypadku zleceń ślubnych. Szkoda jedynie, że funkcja DRO w rozszerzonym zakresie wydaje się głównie odzyskiwać cienie - fajnie, gdyby algorytm automatycznie wyciągał też nieco więcej prześwietleń, czego i tak zwykle dokonujemy na etapie postprodukcji.
A jak prezentuje się sama jakość zdjęć? Zakres czułości pozostaje jednakowy, jak w przypadku Sony A7R V (ISO 100-32000, rozszerzane do ISO 102400), sama matryca wydaje się bardzo podobnie radzić sobie też z kwestią zaszumienia, gdzie za użyteczną granicę można uznać poziom ISO 6400.
Biorąc pod uwagę doskonalszy balans bieli i większą rozdzielczość, nietrudno jednak wskazać tu faworyta. Także dlatego, że dzięki technologii warstwowej i obecności nowego procesora sensor ten może pochwalić się zaskakującą wydajnością.
Aparat pozwala teraz na fotografowanie z prędkością do 30 kl./s z użyciem migawki elektronicznej (do 10 kl./s z migawką mechaniczną) i pełnego wsparcia systemu AF. W dodatku, w trybie tym zapiszemy pełnowymiarowe, 14-bitowe RAW-y, a w wizjerze nie uświadczymy żadnego wyciemnienia. Sam aparat otrzymał też tryb Pre Capture (zapis do 1 sekundy materiału sprzed dociśnięcia spustu migawki), możliwość doraźnego przyspieszania prędkości serii zaprogramowanym przyciskiem, usprawnione algorytmy śledzenia (wraz z przewidywaniem ruchu sylwetki i trybem auto, samoczynnie rozpoznającym różne typy obiektów), które pod względem wydajności stawiają go na tym samym poziomie, co model A1 II i A7 V. Z tą niewielką różnicą, że podczas gdy A1 II dokonuje 120 kalkulacji AF na sekundę, w modelach A7V i A7R VI liczba ta wynosi 60.
Czy to w czymś przeszkadza? Moim zdaniem nie, o czym mogłem niedawno przekonać się testując bardziej dogłębnie wydajność modelu A7 V podczas zawodów sportowych. Zainteresowanych wydajnością autofokusu A7R VI odsyłam więc do tego materiału. To bowiem dokładnie ten sam układ.
Drobną różnicę w modelu A7R VI stanowi jedynie pojemność bufora. W przypadku zapisu RAW w maksymalnej jakości, z prędkością 30 kl./s przed zapełnieniem bufora zapiszemy 60 zdjęć, co daje nam 2-sekundową serię i może w pewien sposób ograniczać możliwość fotografowania bardzo dynamicznej akcji. Naprawdę rzadko natrafiamy jednak na sytuacje, w których spust migawki musielibyśmy trzymać dociśnięty dłużej, a dodatkowo, przy użyciu szybkiej karty, bufor błyskawicznie się opróżnia. W końcu, nasze możliwości znacznie rozszerza przejście na RAW-y skompresowane (do 150 zdjęć w serii) lub zapis JPEG (nieograniczona długość serii).
Przy odrobinie wprawy nie powinniśmy mieć więc problemu, by korpusu A7R VI wykorzystywać także w scenariuszach sportowych, tym bardziej, że dzięki technologii warstwowej otrzymujemy szybki odczyt i znacznie mniej widocznie zniekształcenia przy użyciu migawki elektronicznej. Efekt rolling shutter nadal bywa delikatnie widoczny w przypadku szybkiego panoramowania czy szybko poruszających się obiektów, ale pozostaje marginalny i - jeżeli nie będziemy porywać się na sytuacje ekstremalne, jak np. machanie kijem golfowym - w większości sytuacji prawdopodobnie go nie zauważymy. Nadal jednak bardziej optymalnym połączeniem wysokich prędkości z dużą rozdzielczością pozostanie zapewne Sony A1 II - choćby ze względu na bufor.
Tryb wideo - usprawnienia i stracone szanse
Pomniejsze usprawnienia otrzymał także tryb filmowy. Poza dodaniem wspomnianego już dotykowego interfejsu dla vlogerów, mamy też kilka nowych opcji rejestracji. Co prawda, główne możliwości zapisu pozostają niemal identyczne, ale teraz zapiszemy materiały do 8K 30 kl./s 10-bit 4:2:2 (wcześniej tylko do 24 kl./s z próbkowaniem 4:2:0), a zapis 4K 60 kl./s będzie realizowany bez cropa. Podobnie jak w A7V, otrzymujemy także możliwość 32-bitowej, 4-kanałowej rejestracji dźwięku (z opcjonalnym interfejsem audio).
Co chyba najważniejsze, otrzymujemy też wreszcie zapis 4K 120 kl./s - także bez cropa, o ile uruchomimy tryb Angle of View Priority. W praktyce oznacza on lekki wzrost zaszumienia obrazu, ale dzięki temu wygląda on tylko bardziej naturalnie, a dodatkowo jakiekolwiek widoczne różnice i tak zatrze tu kompresja nakładana przez serwisy internetowe. Jeżeli jednak koniecznie chcemy otrzymać jak najwyższą jakość, w tym trybie zapis będzie realizowany z cropem 1,1x (tak, samo jak w przypadku Sony A7 V). Nowością jest także zapis 4K 60/120 kl./s w trybie APS-C.
W końcu, Sony A7R VI jest pierwszym korpusem serii A7, który otrzymuje funkcję Dual Gain, pozwalającą na zwiększenie zakresu dynamicznego zapisu wideo. I to właśnie tej funkcji dotyczą marketingowe informacje o 16-stopniowym zakresie dynamiki nowego sensora. W praktyce wygląda to tak, że podobnie jak w niektórych profesjonalnych kamerach (i aparatach Lumix) nowy Sony jest w stanie korzystać jednocześnie z dwóch układów konwersji A/D, widocznie rozszerzając dynamikę w zakresie cieni i zmniejszając zaszumienie obrazu.
Funkcja Dual Gain zaoferować ma jeszcze lepiej wyglądający obrazek, ale ma także swoje ograniczenia. Przede wszystkim wydłuża czas próbkowania sensora, co znacznie zwiększa widoczność efektu rolling shutter i co ogranicza użycie tego trybu do bardziej statycznych kadrów. Wydłużenie czasu próbkowania ogranicza również możliwości zapisu - do 4K 30 kl./s. W końcu powoduje także ograniczenie zakresu czułości do ISO 3200 i widocznie zwiększa drenaż akumulatora.
Wygląda to wiec ciekawie, ale praktyczne porównanie wskazuje, że raczej nie będziemy z tego korzystać, zwłaszcza gdy wiemy na ile jest w stanie pozwolić nam poprawnie naświetlony S-Log3. Z pewnością użytkownicy dużo bardziej ucieszyliby się tu z trybu Open Gate, ale niestety producent kolejny raz możliwości tej nie udostępnia. Trochę szkoda, bo biorąc pod uwagę wycenę Sony A7R VI raczej nie ma obaw, by korpus ten w jakikolwiek sposób zaszkodził sprzedaży filmowej serii FX.
Na koniec mała zmiana o niewielkich, ale istotnych poprawkach w zakresie łączności. Otóż Sony A7R VI to pierwszy aparat, który pozwala komunikować się na paśmie 6 GHz, co zapewnia wysoką prędkość transferu bez jakiekolwiek obawy o zakłócenia (choć oczywiście docelowy router / urządzenie też musi to pasmo obsługiwać). Oprócz tego, do 4K 30 kl./s zwiększono także się też możliwości w zakresie streamingu, a złącza USB-C otrzymały dodatkowy gwint mocujący, pozwalający na pewniejsze podpięcie akcesoriów. Niestety, nie liczcie na to, że w związku tym pojawiła się możliwość bezpośredniego zapisu na dyskach SSD.
Podsumowanie
Sony A7R VI to jeszcze doskonalsza i bardziej wszechstronna odsłona korpusu wysokiej rozdzielczości, który wreszcie rozwija pełny potencjał drzemiący w serii R. Nowy warstwowy sensor do pary z nowym procesorem drastycznie podkręcają wydajność jednostki, stawiając ją prawie na równi z flagowym modelem A1 II. Tym samym linia R staje się wreszcie bezpośrednim rywalem dla podobnie plasowanych korpusów konkurencji. Gdy dodatkowo weźmiemy pod uwagę rekordową rozdzielczość w segmencie pełnej klatki, obrazek staje się pełny - Sony A7R VI to na chwilę obecną najbardziej zaawansowany aparat tego segmentu, który zamiast ścigać konkurencję, tym razem wyznacza jej rytm. A dzięki drobnym, ale istotnym usprawnieniom ergonomii i interfejsu praca z nim staje się wygodna, jak nigdy.
To mówiąc, nowej konstrukcji nie sposób nie wytknąć paru mankamentów. Tym, który rzucił mi się w oczy najbardziej jest brak spójności wyświetlania pomiędzy nowym, szerokogamutowym wizjerem, a ekranem LCD, co w konstrukcji tej klasy nie powinno mieć miejsca (miejmy nadzieję, że poprawią to łatki firmware’owe). Poza tym, mamy również wątpliwą w swoich założeniach decyzję o przejściu na nowy typ akumulatora bez wstecznej kompatybilności z bateriami NP-FZ100, przeciętną wydajność stabilizacji, a tryb wideo, choć wzbogacony o zapis 4K 120 kl./s kolejny raz pomija rozwiązania, które realnie zwiększyłyby komfort pracy, jak tryb Open Gate czy możliwość zapisu na dyskach SSD.
Widać niestety, że mimo wszystko producent boi się tu nadal bardziej poszaleć i stara utrzymywać dystans do innych linii. A szkoda, bo był to dobry moment, by nieco mocniej skręcić z ofertą w stronę hiper-uniwersalnych konstrukcji, do których prędzej czy później rynek zapewne i tak się skonsoliduje.
W końcu mamy też kwestię ceny. Czy za ten aparat warto zapłacić 22 tysiące złotych ? W gruncie rzeczy, Sony A7R VI to po prostu A7 V w wersji z „większą” matrycą i podświetlanymi przyciskami. Jeśli więc zależy nam na jak najlepszym stosunku rozdzielczości, wydajności, ceny i wygody pracy (nie zapominajmy, że pliki z 66-megapikselowej matrycy zajmują bardzo dużo miejsca i są cięższe w obróbce) nadal najrozsądniejszym wyborem pozostanie podstawowy model z serii A7. Z kolei wszelkie zapotrzebowania w zakresie jakości obrazu nadal pokrywa A7R V, którego cena spadła już do bardzo akceptowalnego pułapu. Nie mówiąc już nawet o tym, że realną konkurencją dla nowej R-ki nadal pozostają korpusy pokroju Canon EOS R5 Mark II czy Nikon Z8, które także kupimy dobrych kilka tysięcy złotych taniej.
Nowy A7R VI będzie więc atrakcyjny głównie dla osób, których praca wymaga jednoczesnej szybkostrzelności i bardzo wysokich rozdzielczości, jak choćby w realizacjach sportowych sesji reklamowych. W końcu to też prawdziwy aparat all-in one, z którym bez problemu odnajdziemy się w absolutnie każdym rodzaju zleceń. Nawet jeśli nasze działania nie są tak wszechstronne, sama tego świadomość daje duży komfort działania i rozwoju, bez obaw o to czy daną realizację będziemy w stanie udźwignąć sprzętowo. Mimo wszystko, producent może mieć trudność ze znalezieniem na niego nabywców. Wszystko przez to, że na stole leżą bardzo konkurencyjne oferty (także w samym systemie Sony)
- Rekordowa rozdzielczość
- Wydajność na poziomie flagowca
- Doskonały autofokus
- Tryb Pre-Capture
- Jasny, szerokogamutowy wizjer
- Uchylno-obracany ekran dotykowy
- Podświetlane przyciski
- Nowa bardziej wydajna bateria
- Tryb wideo rozbudowany o zapis 4K 120 kl./s
- Zła kalibracja wizjera elektronicznego
- Przeciętna wydajność stabilizacji
- Brak wstecznej kompatybilności z akumulatorami NP-FZ100
- Brak zapisu Open Gate
- Brak możliwości zapisu na dysku SSD
- Niezbyt konkurencyjna cena
Zdjęcia przykładowe
Poniżej prezentujemy galerię zdjęć przykładowych, wykonanych aparatem Sony A7R VI z obiektywem FE 28-70 mm f/2 GM, na standardowych ustawieniach obrazu z włączonymi profilami korekcji optyki. Dla zainteresowanych także paczka z plikami RAW.
Zdjęcia przykładowe do pobrania: