Sony A7 V - test wydajności

Usprawniony układ AF i nowe możliwości trybu seryjnego, to jedne z najważniejszych nowości modelu A7 V. Czy tak wyposażony model podstawowy może już konkurować z korpusami reporterskimi? Sprawdziliśmy to w praktyce podczas Halowych Mistrzostw Świata w Lekkoatletyce.

Skomentuj Kopiuj link
Posłuchaj
00:00

W momencie jesiennej premiery Sony A7V - piątej generacji podstawowej pełnej klatki w arsenale producenta - uwaga większości komentujących skupiała się głownie na tym, jak nieznacznie korpus różni się od swojego poprzednika. Większości umknęło jednak to, że wraz z nową, częściowo-warstwą matrycą oraz usprawnieniami z zakresu AF i trybu seryjnego, A7 V wskakuje w zasadzie do kompletnie nowej ligi, stając się najtańszą w ofercie propozycją do szybkiej fotografii reporterskiej i sportowej.

Z usprawnionym układem obrazowania, A7 V reprezentuje inną kategorię wagową. Ale czy jest w stanie konkurować z flagowcami?

Czy jednak korpus za 12 tys. złotych można w ogóle na poważnie zestawiać z konstrukcjami takimi, jak Sony A9 III czy Sony A1 II? Postanowiliśmy przekonać się o tym w praktyce. W miniony  weekend, na zaproszenie Sony mieliśmy okazję uczestniczyć w odbywających się w Toruniu World Athletics Indor Championships Kujawy Pomorze 26, gdzie postanowiliśmy sprawdzić czy Sony A7 V ma jakiekolwiek szanse z tym typem fotografii. Przy okazji nadmienię, że choć wyjazd organizowany był przez producenta, nie jest to w żaden sposób artykuł sponsorowany. Po prostu wykorzystaliśmy okazję, by rozbudować wstępny test aparatu o praktyczne przykłady wydajności.

Na początek trochę technikaliów. Główne nowości, które będą nas interesować w przypadku wydajności aparatu, to nowa 33-megapikselowa matryca BSI-CMOS w technologii częściowo-warstwowej, możliwości trybu seryjnego zwiększone do 30 kl./s (w trybie migawki elektronicznej) i obejmujące pełny 14-bitowy zapis RAW oraz bufor Pre-Capture (zapis w pętli 1 sekundy materiału sprzed dociśnięcia spustu migawki), a także najnowsze algorytmy układu Real Time Recognition AF, który oferować ma wydajność autofokusu zbliżoną do modeli flagowych. Do tego także usprawniona optymalizacja poboru mocy, która pozwala wycisnąć z baterii NP-FZ100 około 25% lepsze osiągi względem modelu A7 IV.

Jeżeli chodzi o wydajność, kluczym usprawnieniem, jakie otrzymujemy wraz z nową architekturą sensora jest blisko 4,5 krótszy czas próbkowania matrycy (ok. 15 ms względem ok. 60 ms w modelu A7 IV). Najbardziej oczywistym skutkiem jest tu zwiększona prędkość serii, ale to także - a może przede wszystkim - drastycznie zminimalizowane zniekształcenia rolling shutter i problemy z tzw. bandingiem, gdzie w trybie migawki elektronicznej czas naświetlania niezsynchronizowany z oświetleniem powoduje powstawanie na zdjęciu jaśniejszych pasów.

1/40 s, f/4.5, ISO 100, ogniskowa: 400 mm

Podczas fotografowania na hali sportowej, której oświetlenie - umówmy się - nie należy do wymarzonych warunków, wszystkie zdjęcia wykonywałem w trybie migawki elektronicznej, co przy czasach rzędu 1/1000 s powodowało u mnie początkowo pewne obawy. Szybki podgląd pierwszych serii sprawił jednak, że odetchnąłem z ulgą - opisywane powyżej problemy były tu zupełnie niewidoczne. Być może w naprawdę ekstremalnych sytuacjach, jak np. machanie kijem golfowym czy słabej jakości oświetlenie LED-owe, jakieś niedoskonałości się unaocznią, ale jeżeli chodzi o typowe scenariusze pracy fotografa sportowego, z jakimi miałem w tym wypadku do czynienia, możemy spać spokojnie. Sensor A7V poradzi sobie z większością dyscyplin i sytuacji oświetleniowych. Naprawdę dobrze balansuje też kolorystykę i radzi sobie z szumami na wysokich czułościach, a rozdzielczość 33 Mp daje wystarczający margines do docinania ujęć.

Jako amator w tej dziedzinie fotografii, z A7V nie miałem najmniejszych problemów, by uchwycić sylwetkę sportowca w kulminacyjnym momencie skoku czy biegu

W przypadku samego trybu seryjnego, dostęp do prędkości 30 kl./s daje nam wreszcie precyzję, o jakieś w A7 IV mogliśmy tylko pomarzyć. Tu, przy maksymalnej prędkości serii otrzymujemy płynność jak podczas rejestracji wideo, co pozwala swobodnie wyłuskać kluczową klatkę z serii, co przy momentach trwających ułamek sekundy może mieć ogromne znaczenie. Dość powiedzieć, że jako zupełny amator w tej dyscyplinie fotografii nie miałem najmniejszych problemów, by uchwycić sylwetkę sportowca w kulminacyjnym momencie skoku czy biegu. Wygodne jest również to, że przez cały czas możemy wygodnie obserwować akcję - wyzwalanie serii nie powoduje żadnego wyciemnienia w wizjerze.

1/640 s, f/2.8, ISO 1600, ogniskowa: 400 mm

Oczywiście prędkość to nie wszystko, a jedną z konsekwencji szybszych serii jest błyskawicznie zapychającą się karta (zwłaszcza jeśli wykonujemy również zdjęcia RAW). Na szczęście jednym z programowych usprawnień modelu A7V jest możliwość swobodnego określana prędkości serii dla poszczególnych trybów, a także możliwość przypisania do wybranego przycisku funkcji przyspieszenia, która pozwoli wyzwolić serię z maksymalną prędkością tylko wtedy, gdy będziemy tego potrzebowali. Z tego typu ustawieniami możemy działać bardzo skutecznie, nie tracąc czasu na regulacje ustawień w terenie.

Opcje personalizacji serii i trybu Pre Capture

W końcu nowość być może najważniejsza, czyli możliwość zapisywania zdjęć sprzed dociśnięcia pustki migawki w buforze, w ramach trybu Pre Capture. W ten sposób jesteśmy w stanie zapisać do 1 sekundy materiału, co sprawia, że chwytanie kluczowych momentów - gdzie nasz refleks mógłby zawieść - staje się dziecinnie proste. Co ważne, jego ustawienia też możemy personalizować, wygodnie określając przedział czasu, jaki zapis w pętli ma obejmować.

Możliwość trybu Pre Capture sprawdziłem w sytuacji wybijania się zawodników z bloków startowych (poniżej). Od startu do kluczowego momentu mija tu ułamek sekundy, który łatwo przeoczyć. W przypadku zapisu w pętli, nawet gdy lekko się spóźnimy, seria zapisze zdjęcia jeszcze sprzed sygnału startowego. Najlepiej opisują to jednak twarde dane, więc wszystko policzyłem. Tryb Pre Capture ustawiłem na zapis 0,5 sekundy przed dociśnięciem spustu, a serię na 15 kl./s, co dawało mi „zapas” ok. 7-8 zdjęć. Kluczowe klatki, które tu widzicie przypadały na 7-9 zdjęcie w serii. Oznacza to, że w przypadku zwykłego fotografowania serią byłbym „na styk”, lub nawet lekko spóźniony. W niektórych sytuacjach Pre Capture okaże się więc naprawdę ogromną pomocą.

Zdjęcie z serii w trybie Pre Capture, 1/1600s, f/2.8, ISO 1600, ogniskowa: 400 mm
Podgląd serii z zaznaczoną kluczową klatką
Zdjęcie z serii w trybie Pre Capture, 1/2000s, f/2.8, ISO 3200, ogniskowa: 400 mm
Podgląd serii z zaznaczonymi kluczowymi klatkami

Co chyba najbardziej istotne, nawet przy maksymalnych ustawieniach serii, nie odczujemy widocznych zadyszek aparatu. Bufor mieści 185 zdjęć JPEG lub 95 (skompresowanych) RAW-ów, co daje nam 3-6 sekund ciągłej rejestracji. Naprawdę rzadko zdarzają się momenty wymagające dociskania spustu przez dłuższy czas. Co ważne, bufor także błyskawicznie się opróżnia. To oczywiście zależy od rodzaju użytej karty, ale w przypadku nośnika SDXC UHS-II V90 przez dwa dni fotografowania ani raz nie napotkałem z tym problemu.

Przejdźmy teraz to kwestii kluczowej, czyli skuteczności systemu AF. Sony A7V bazuje na najnowszych algorytmach śledzenia układu Real Time Recognition AF, co stawiać ma konstrukcję na poziomie korpusów typowo reporterskich. Według specyfikacji, jedyną różnicą względem A1 II jest fakt, że A7V dokonuje 60 kalkulacji ostrości na sekundę, podczas gdy we flagowcu liczba ta wynosi 120. Jak to wygląda w praktyce?

Powyżej możecie obejrzeć kilka sytuacji nagranych przy użyciu rekordera. Jak widzimy system AF rozpoznaje twarze/głowy z naprawdę dużej odległości i nie ma praktycznie żadnych problemów ze śledzeniem dynamicznie poruszających się sylwetek. Prawdę mówiąc, przez dwa dni fotografowania na hali nie napotkałem na ani jedną sytuację, z którą AF modelu A7V miałby większy problem. AF klei się do obiektów jak rzep do psiego ogona i prawie się nie gubi. Jedynymi sytuacjami, które wymagały delikatnej manualnej interwencji były sytuacje, gdy śledzony obiekt znikał na dłużej za większą przeszkodą lub przebiegał za serią mniejszych przeszkód. W takich sytuacjach, nawet przy bardziej rozluźnionych ustawieniach śledzenia zdarzało się, że tracking chwilowo gubił sylwetkę, jednak zwykle wystarczyło lekko odpuścić palec ze spustu i ponownie go docisnąć, aby AF ponownie załapał (potwierdza to nasze obserwacje z pierwszych wrażeń na temat aparatu). Gdy się tego nauczymy, będziemy w stanie śledzić z blisko 100-procentową skutecznością.

Wspomniane sytuacje gubienia obiektu są zresztą naprawdę sporadyczne i bynajmniej nie występują za każdym razem, gdy mamy do czynienia z przeszkodami. W większości sytuacji system AF skutecznie śledzi obiekt nawet, gdy w kadrze zaczynają pojawiać się różne „niespodzianki”. Bardzo pozytywnie zaskakuje także czas reakcji. Autofokus nie ma najmniejszego problemu, by nagle „wskoczyć” w akcję, gdy np. za późno zauważymy, że zawodnik rozpoczął nabieg i łapiemy go obiektywem dopiero w wyskoku. We wszystkich tego typu sytuacjach system AF bezbłędnie blokował ostrość na obiekcie już od pierwszej klatki w serii.

Seria z trackingiem C-AF w przypadku przeszkód przysłaniających obiekt

Imponujący system śledzenia nie oznacza jednak 100-procentowej skuteczności trafień, jeśli chodzi o ustawienie finalnej ostrości na zdjęciu. W praktyce jednak i pod tym względem A7V oferuje imponujące rezultaty. Sytuacje gdy aparat zgubił obiekt w ciągu serii mogę policzyć na palcach jednej ręki. Zwykle śledzenie wypada niemal wzorowo i choć w naprawdę dynamicznych warunkach ostrość nie zawsze będzie idealnie wcelowana w oko, to system robi co może, by trzymała się ona sylwetki.

Obserwujemy to zresztą w przypadku wideo z podglądu - gdy akcja nabiera tempa, śledzenie przełącza się z głowy na większy obszar obiektu. Generalnie jednak każdą serię kończymy z około 90-procentowym odsetkiem trafionych zdjęć, wśród których niejednokrotnie zdarza się, że ostrość trafiona jest jednak w oko. Co ważne, skuteczność ostrzenia nie zmienia się widocznie w zależności od obiektywu - w praktyce nie zauważyłem istotnych różnić pomiędzy szybkim, lekkim i nowoczesnym modelem  FE 70-200 mm f/2.8 GM II, ogromnym FE 400 mm f/2.8 GM OSS czy leciwym już Sony FE 100-400 mm 4.5-5.6 GM OSS. 

1/1000s, f/2.8, ISO 1600, ogniskowa: 400 mm

Na koniec jeszcze słowo o samej kulturze pracy. Jak wspomniałem na początku, producent chwali A7V za zoptymalizowaną kwestię poboru mocy… i to naprawdę czuć. Fotografując szybkimi seriami i praktycznie nie wyłączając podglądu, jedna bateria wystarczyła na blisko 4 godziny pracy i wykonanie ponad 1000 zdjęć. Biorąc pod uwagę, że dedykowany battery grip przyjmuje dwie baterie NP-FZ100, tak wyposażeni będziemy w stanie bez problemu obskoczyć nawet bardzo intensywny mecz czy kilkugodzinne zawody.

W końcu rzecz z pozoru mało istotna, czyli dwustronnie odchylany ekran z modeli A7RV i A1II. Jak się okazuje, to bardzo praktyczne rozwiązanie w sytuacjach, gdzie mamy ograniczone pole manewru czy wydzielone strefy do fotografowania. Dzięki możliwości łatwego odchylenia w dowolnym kierunku, mogłem np. wygodnie fotografować z ponad bandy, unikając tłoczenia się innymi fotografami.

Podsumowanie

Jeżeli chodzi o wydajność, Sony A7V to aparat zaskakująco sprawny, który w pewien sposób poddaje w wątpliwość zasadność inwestowania w dużo droższe korpusy reporterskie. Oczywiście w prawdziwie ekstremalnych sytuacjach zapewne dostrzeżemy ich przewagę, ale przez dwa dni fotografowania lekkoatletyki w typowych warunkach, z jakimi na co dzień spotykają się fotografowie sportowi, naprawdę trudno było mi znaleźć sytuację, w której A7V mógłby okazać się niewystarczający.

Choć może nie zabrzmi to najlepiej, usprawnienia, które otrzymało nowe pełnoklatkowe body sprawiają, że fotografowanie wymagających sytuacji, jak profesjonalny sport, staje się łatwe i dostępne. Oczywiście umiejętność uchwycenia ciekawych kadrów, zajmowania właściwych miejsc i odpowiedniego połapania się w grafiku dyscyplin to lata praktyki, ale jeśli chodzi o kwestie techniczne, aby wykonać poprawne zdjęcie, obecnie wystarczy jedynie utrzymać obiekt w kadrze - reszta dzieje się w zasadzie sama.

Sony A7 V oferuje rozwiązania o jakich jeszcze niedawno mogliśmy pomarzyć w przypadku korpusów flagowych. Tym samym staje się więc bardzo atrakcyjną propozycją na start, jak i rozwijanie działalności zawodowej w sferze wymagającej fotografii sportu czy akcji, co stawia podstawową pełna klatkę w zupełnie nowej kategorii wagowej. Jeśli więc kiedykolwiek zastanawiało Was, czy wydajność modelu A7V to coś więcej, niż ciekawa specyfikacja na papierze, potwierdzamy - to korpus imponująco skuteczny, jak na te klasę sprzętu, który poradzi sobie z doskonałą większością dynamicznych sytuacji fotograficznych, nie zmuszając do chodzenia na trudne kompromisy.

Komentarze
Zobacz więcej z tagiem: Sony
logo logo
Magazyny
Zamów