Sony E 16-55 mm f/2.8 G - test autorski Pawła Baldwina

Mieliśmy prawo wydziwiać, że Sony od premiery modelu A7 zwlekało aż 6 lat z pokazaniem podstawowego szkła 35 mm f/1.8. Ale jak nazwać dziewięcioletnie oczekiwanie użytkowników modeli APS-C na pierwszy zoom f/2.8? W zeszłym roku producent się wreszcie obudził i pokazał wreszcie zaawansowany niepełnoklatkowy model z serii G. Sprawdzamy czy warto w niego inwestować.

0
Paweł Baldwin
27 Luty 2020
Artykuł na: 9-16 minut

W ramach rekompensaty za długie przetrzymywanie projektu na półce, obiektyw Sony E 16-55 mm f/2.8 G został uhonorowany wciągnięciem do szlachetnej rodziny optyki G. Wcześniej w segmencie APS-C obiektywy takie były tylko dwa, więc zaszczyt jest znaczący. Literka oczywiście się nie liczy, grunt żeby miała odzwierciedlenie w jakości zdjęć, a nie tylko w cenie. Ten zoom jest do kupienia za nieco mniej niż 5000 zł, co uważam za sumę w granicach rozsądku, ale jednak wysoką jak na obiektyw niepełnoklatkowy - kosztuje nieco więcej niż analogiczny Fujifilm 16-50 mm f/2.8 R LM WR. Inne porównania są mniej miarodajne, gdyż na rynku nie ma więcej standardowych zoomów f/2.8 przeznaczonych do bezlusterkowców APS-C. Ale niektóre bardzo przyzwoite pełnoklatkowe zoomy f/2.8 Sigmy, czy Tamrona kupujemy taniej niż testowane tu szkło Sony. Tak, wiem, przy szkłach „firmowych” już tak pięknie nie jest.

Ergonomia

Co dostajemy ze te niespełna pięć tysięcy? Obiektyw bardzo konkretny po wzięciu do ręki. Zwarty, ważący niemal dokładnie pół kilograma, z niezłym feelingiem. Zupełnie nie przeszkadza, że praktycznie cała obudowa wykonana została z tworzyw sztucznych. Metalowy jest jedynie przedni, wysuwający się człon i mocowanie bagnetowe. Jest ono dodatkowo otoczone uszczelką zabezpieczającą przed przenikaniem pyłu i kropli wody, a kilka kolejnych uszczelek znajdziemy przy pierścieniach, wysuwającym się tubusie oraz elementach sterujących z boku obudowy. A skoro już jestem przy gumie, wspomnę o wykonanych z tego materiału nakładkach na pierścienie zooma i ostrości.

Żłobkowanie ich powierzchni nie różni się od siebie, ale znajdują się w sporej odległości, więc o pomyłkowym kręceniu jednym zamiast drugim nie ma mowy. Popełnienie takiej pomyłki utrudnia też zupełnie inny charakter oporów ich ruchu. Pierścień ostrości stawia opór typowy dla mechanizmów focus-by-wire - bezpłciowy, płaski i nijaki. Moim zdaniem także zbyt mały. Sony deklaruje, że szybkość ręcznego ustawiania ostrości jest wprost proporcjonalna do szybkości obracania pierścienia. Niektórzy będą zadowoleni, inni woleliby przełożenie zmienne, zależne od szybkości obracania pierścienia.

Obsługa pierścienia zoomu to już z kolei poezja. Opór nie jest duży, ale konkretny. Czuje się porządnie zaprojektowany mechanizm. Siła wymagana do ruszenia pierścienia z miejsca nie jest większa od tej potrzebnej do kręcenia, gdy pierścień już się obraca. Przy tym opór jest płynny - zmiana ogniskowej „o pół milimetra” nie stanowi żadnego problemu. Zakres obrotu dla przejścia całego zakresu ogniskowych to nieco mniej niż 90°. Przód obiektywu nie wysuwa się gdy nosimy go ryjkiem w dół (w każdym razie w testowanym przez mnie, mało wcześniej używanym egzemplarzu).

Porcja technikaliów

Z boku obudowy umieszczono suwaczkowy przełącznik AF/MF oraz przycisk funkcyjny. Jak zwykle możemy mu przypisać jedną z wielu funkcji - w menu korpusu, z którym testowałem obiektyw (Sony A6600) naliczyłem ich aż 90.

Niezbyt głęboka osłona przeciwsłoneczna mocowana jest bagnetowo. Otrzymujemy ją razem z obiektywem w komplecie. W cieniu osłony znajdziemy gwint mocowania filtrów 67 mm. Skoro już przy milimetrach jestem, dokończę prezentację oficjalnych danych technicznych. Długość obiektywu do dokładnie 100 mm (przód wysuwa się o 3,5 cm przy wydłużeniu ogniskowej z 16 na 55 mm), średnica wynosi 73 mm, katalogowa masa to 494 g. Minimalna odległość ogniskowania to 33 cm. Niby nieduża więc nie możemy liczyć na zabawę w szerokokątne makro - maksymalna skala odwzorowania obiektywu wynosi 1:5.

Napęd systemu ustawiania ostrości stanowi silnik liniowy XD (eXtreme Dynamic). Jest bezgłośny i naprawdę szybki. Z elementów optyczno-mechanicznych wewnątrz obiektywu, wymienię jeszcze 9-listkową zaokrągloną przysłonę, tworzącą kołowy charakter bokeh nawet gdy jest nieznacznie przymknięta.

Soczewki. Jest ich 17, czyli sporo, w tym trzy ze szkła o niskiej dyspersji, dwie asferyczne oraz dwie „zaawansowane asferyczne”, czyli o bardzo dużej różnicy grubości pomiędzy środkiem, a krawędziami. Sony chwali się obecnością powłok przeciwodblaskowych Nano AR oraz dodatkową powłoką fluorową na przedniej soczewce. Jej zadaniem jest utrudnianie osadzania się pyłu i kropli wody, a w razie co ułatwia dokładne jej oczyszczenie.

Teraz konkrety, czyli jakość obrazu

Nie mam nic przeciwko przyznaniu temu zoomowi wysokich ocen, lecz sławą muszą podzielić się solidarnie inżynierowie optycy i informatycy. Bez udziału tych ostatnich, wyniki byłyby słabiutkie. Choć nie, ujmę to inaczej: obiektywu w ogóle, by nie było. Informatycy nie tyle zostali wezwani na pomoc, gdy optykom coś nie wychodziło, a musieli uczestniczyli w pracach od samego początku. Ale do rzeczy.

Oceniając całościowo, szczegółowość obrazu zachwyca w środku zakresu ogniskowych, w górze jest „zaledwie” bardzo dobra, a w dole świetna w centrum i przyzwoita na brzegach. Teraz po kolei. Centrum kadru wypada wspaniale już od pełnej dziury, ale wyjątkiem jest najdłuższa ogniskowa. Tu, przy f/2.8 też nie ma co narzekać, ale jeśli chcemy uzyskać maksimum, przymknijmy przysłonę do f/4-5.6. Na brzegach sytuacja jest identyczna (cały czas mowa o górze zakresu zooma). Z kolei w środku zakresu już otwarta przysłona daje świetną szczegółowość w całym kadrze. Jednak dla 16 mm tak dobrze jest tylko w centrum klatki i jeśli zależy nam tylko na nim, swobodnie możemy pracować f/2.8. Lecz brzegi to już inna bajka. Średnia bajka. Trochę pomaga ustawienie przysłony f/4, ale naprawdę dobrze jest dopiero przy f/5.6.

 

Kadr do testu szczegółowości obrazu przy ogniskowej 16 mm. Wycinki do pobrania poniżej

Kadr do testu szczegółowości obrazu przy ogniskowej 24 mm. Wycinki do pobrania poniżej

Kadr do testu szczegółowości obrazu przy ogniskowej 34 mm. Wycinki do pobrania poniżej

 

 

Kadr do testu szczegółowości obrazu przy ogniskowej 55 mm. Wycinki do pobrania poniżej

To wyniki w żadnej mierze nie rewelacyjne, ale i tak uważam je za duży sukces, biorąc pod uwagę, jak obiektyw radzi sobie bez systemowych korekt. Gdy obejrzałem RAW-y wykonane przy 16 mm i wywołane w programie „nie zauważającym” obowiązkowych korekt aparatu, lekko się przeraziłem! Przede wszystkim potężną dystorsją beczkowatą, ale też znaczącym „mechanicznym” winietowaniem. To, że w dole zooma, przy otwartej przysłonie szczegółowość brzegów jest w pełni akceptowalna, wzbudza moje pełne szacunku pozytywne zdziwienie. Wydawać by się mogło, że po silnym rozciągnięciu rogów obrazu dla usunięcia „beczki”, ostrość w tych obszarach powinna polecieć na łeb na szyję. O tu nic! No, prawie nic.

Poniżej publikuję dwie wersje zdjęcia wykonanego przy ogniskowej 16 mm i przysłonie f/11. Górne to JPEG prosto z aparatu, z wyłączonymi korekcjami obrazu. Dolne pochodzi z RAWa wywołanego z wyłączonymi nie tylko opcjonalnymi, ale także obowiązkowymi korekcjami narzucanymi przez oprogramowanie aparatu. Ciekawy obraz, prawda? Widać nie tylko potężną dystorsję beczkowatą, ale także "mechaniczne" winietowanie.  

JPEG z aparatu 

JPEG wywołany z RAW-a bez korekcji

Drugą wadą obrazu, do której usuwania wezwano informatyków, jest poprzeczna aberracja chromatyczna. Widać ją bardzo dobrze na zdjęciach wykonywanych skrajnymi ogniskowymi, właściwie bez względu na używaną przysłonę. O ile w menu aparatu funkcja korekcji dystorsji jest wyszarzona (czytaj: włączona na stałe), o tyle o korekcji AC możemy decydować sami. Radzę ją włączyć raz na zawsze. 

Kadr do testu bocznej aberracji chromatycznej przy ogniskowej 16 mm. Wycinki do pobrania poniżej

Podobnie jak korekcję winietowania, które jest silne dla skrajnych ogniskowych, a przy okazji ostre i niezbyt chętnie ustępuje wraz z przymykaniem przysłony. Przy okazji: w całym zakresie zooma przysłonę spokojnie możemy przymykać do f/11, bo przy niej wpływ dyfrakcji na szczegółowość zdjęć jest jeszcze symboliczny.

Winietowanie przy najkrótszej ogniskowej dla czterech wartości przysłony. Górny rząd to zdjęcia wykonane z wyłączoną, a dolne z włączoną korekcją winietowania w aparacie. 

Całe szczęście, na zdjęciach słabo widać osiową aberrację chromatyczną. Na szczęście, gdyż na nią nie działają cyfrowe korekcje. Nieco gorzej obiektyw radzi sobie z pracą pod światło. Bliki - pojedyncze i niezbyt duże - bywają widoczne gdy fotografujemy z przymkniętą przysłoną. Typowo, im mniejszy otwór, tym bliki wyraźniejsze. Do tego dochodzi nieznaczny, lecz czasem jednak zauważalny, spadek kontrastu. Mocna czwórka.

Górne zdjęcia wykonane przy słońcu wpadającym w obiektyw. Przy serii dolnych schowałem słońce za budynkiem. Spowodowało to nie tylko zniknięcie blików, ale też poprawę kontrastu.

Za to zdecydowanie podoba mi się plastyka nieostrości. Przeważnie wychodzą one miękko, gładko, całkiem jak nie z zooma. Czasem tylko, w gęstych gałęziach lub listowiu znajdujących się w niezbyt silnej nieostrości, zauważałem rażące ostre krążki światła. Zdjęcia ilustrujące plastykę obrazu wynajdziecie wśród tych, które prezentuję poniżej. Wszystkie one są JPEG-ami prosto z aparatu, wykonanymi bez żadnych korekcji, przy czułości ISO 100. Ewentualne odstępstwa deklaruję w podpisach.

Zdjęcia przykładowe:

26 mm, f/2.8, ISO 100. Przykadrowane z boków

40 mm, f/2.8, ISO 100

 

51 mm, f/4, ISO 100

27 mm, f/2.8, ISO 100

 

55 mm, f/5, ISO 100

55 mm, f/2.8, ISO 100

55 mm, f/2.8, ISO 100

 

55 mm, f/4.5, ISO 100

55 mm, f/7.1, ISO 100

55 mm, f/2.8, ISO 100

55 mm, f/2.8, ISO 100. Korekcja ekspozycji +0,7 EV

31 mm, f/2.8, ISO 100

 

31 mm, f/4.5, ISO 100

 

52 mm, f/2.8, ISO 100. Przykadrowane z boków

55 mm, f/2.8, ISO 100

55 mm, f/4.5, ISO 100

17 mm, f/2.8, ISO 100

52 mm, f/2.8, ISO 100. Przycięte z lewej

42 mm, f/8, ISO 100

55 mm, f/5.6, ISO 100. Przykadrowane z góry i z dołu 

46 mm, f/4, ISO 100

55 mm, f/2.8, ISO 100

55 mm, f/7.1, ISO 100

55 mm, f/2.8, ISO 100

23 mm, f/4.5, ISO 100. Przyciąłem z góry i obu boków

 

55 mm, f/4, ISO 100. Skadrowane z boków

 

54 mm, f/5, ISO 100

51 mm, f/6.3, ISO 100

Podsumowanie

Ten zoom Sony raz pracuje świetnie, raz gorzej, ale spodobał mi się. Ktoś ostatnio nazwał tak funkcjonujące obiektywy „cyfrowymi zoomami”. Że bez cyfrowych korekcji obrazu nie mają racji bytu. Lub że wręcz zostały zbudowane w oparciu o nie. Coś w tym jest, ale jeśli takie działania nie przeszkadzają w tworzeniu wysokiej jakości obrazu, a wręcz pomagają, to cóż szkodzi? Liczą się efekty. Te, w przypadku Sony E 16-55 mm f/2.8 G prezentują się na poziomie dobrym / bardzo dobrym, oczywiście jeśli aktywujemy korekcje winietowania i bocznej AC. Oraz nie będziemy podglądali co obiektyw wyczynia bez kagańca „korekt obowiązkowych”. Szkoda, że jakąś korekcją nie da się zmniejszyć ceny. Choć podobno „czas leczy ceny”, więc może za kilka miesięcy spadnie ona o kilkaset złotych? Na więcej trudno liczyć.

Plus image
Podoba mi się:
  • zwartość i ergonomia obiektywu
  • szczegółowość obrazu
Minus image
Nie podoba mi się:
  • niższa od spodziewanej skuteczność powłok Nano AR
  • cena (póki co) 
Dodaj ocenę i odbierz darmowy numer DCP
Digital Camera Polska

Fotograf z zamiłowania i z zawodu, dziennikarz z ponad 20-letnim stażem. Ma na koncie kilkaset artykułów, głównie testów sprzętu wykonanych dla Foto-Kuriera, Foto, E-photo, Digital Vision i Fotopolis. Autor książki Minolta Dynax System. Jego teksty znajdziecie na blogu foto-nieobiektywny.blogspot.com.

Słowa kluczowe:
Komentarze
Więcej w kategorii: Obiektywy
Nikon Nikkor Z 14-30 mm f/4 S - test autorski Pawła Baldwina
Nikon Nikkor Z 14-30 mm f/4 S - test autorski Pawła Baldwina
Szerokokątny zoom Nikkor Z 14-30 mm f/4 S ma być odpowiedzią na zapotrzebowania fotografów architektury, wnętrz, krajobrazu czy też reportażystów, którym nie potrzebna większa jasność. W dodatku...
7
3
Co potrafi najmniejsza stałka w systemie? Fujifilm Fujinon GF 50 mm f/3,5 R LM WR - zdjęcia przykładowe
Co potrafi najmniejsza stałka w systemie? Fujifilm Fujinon GF 50 mm f/3,5 R LM WR - zdjęcia...
Najnowsza 50-tka Fujifilm to najbardziej kompaktowe szkło w systemie GF i jeden z najmniejszych obiektywów średnioformatowych w ogóle. Jak sprawdza się w parze z równie mobilnym korpusem GFX 50R?...
20
4
Sony FE 20 mm f/1.8 G - test obiektywu
Sony FE 20 mm f/1.8 G - test obiektywu
Kierowany zarówno do fotografów, jak i filmowców, najnowszy szerokokątny obiektyw Sony wypełnia lukę w systemie, którą do tej pory gospodarowali jedynie zewnętrzni...
17
2
Powiązane artykuły