Pomiędzy modelem SL3 z 60-megową matrycą, a korpusem SL3-S opartym na 24 Mp, Leica postanowiła wypozycjonować jeszcze jeden aparat - SL3-P. Nowy korpus opiera się na pełnoklatkowej matrycy 44.3 Mp, co razu nasuwa wniosek wyciągnięty z historii, że tym razem mamy do czynienia z aparatem stworzonym na bazie modelu Lumix S1R II - podobnie jak SL3-S powstał na specyfikacji Lumiksa S5IIX.
Oczywiście to nigdy nie było przełożenie jeden do jednego. Aparaty Leica to zupełnie inna budowa i ergonomia, minimalistyczna ale funkcjonalna obsługa oraz autorska kolorystyka zdjęć. Czy z najnowszym SL3-P jest tak samo? Jeszcze przed premierą mieliśmy okazję sprawdzić jego możliwości.
Budowa i jakość wykonania
Trzeci już model z serii SL3 opiera się na tym samym solidnym, dużym i dosyć ciężkim (768 g bez baterii) korpusie. Dostajemy oszczędną bryłę wykonaną z metalu i stopów magnezowych, pokrytą okleiną o fakturze skóry oraz uszczelnioną zgodnie z klasą IP54. Grip jest masywny, ale dosyć śliski i bez wyraźnego wyprofilowania z przodu, dlatego aż tak dobrze nie “przykleja się” do palców. Mimo to, nawet długie fotografowanie nie męczy dłoni.
W porównaniu do wersji SL3 i SL3-S nowy model P nie ma z przodu czerwonego okrągłego logo, napis na kopułce jest biały (tak jak w SL3), a przyciski spustu migawki i blokady bagnetu czarne, a nie srebrne. Jednak ogólna ergonomia i rozkład przycisków pozostają na tym samym poziomie.
Dla niewtajemniczonych ten minimalistyczny design może w pierwszych chwilach (a nawet dniach) dezorientować, ale z czasem doceniamy jego prostotę. Obsługa skupiona jest na wygodnym joysticku i dotykowym ekranie z prostym menu głównym i ekranem szybkich nastaw, a także na przyciskach - choć może wydawać się, że nie ma ich wiele, w rzeczywistości aż 6 z nich możemy łatwo mapować. Wystarczy dłużej przytrzymać, a na wyświetlaczu pojawi się lista funkcji do przypisania - superwygodne rozwiązanie! Do tego dochodzą trzy pokrętła sterujące, w tym jedno klikalne, którym szybko zmienimy tryb fotografowania.
Nowy aparat otrzymał ten sam bardzo dobry wizjer o rozdzielczości 5.76 Mp, który znajduje się w obu Leikach SL3 i SL3-S i w Panasoniku S1R II. Nie ma rekordowej rozdzielczości, ale jest duży, czytelny i nie smuży, a do tego może działać z odświeżaniem na poziomie 120 kl./s.
Równie dobrze spisuje się dotykowy wyświetlacz główny, choć mógłby być chyba jaśniejszy dla wygodniejszego kadrowania w słońcu. Ma przekątną 3.2” oraz sporą rozdzielczość 2.3 Mp, czyli tak samo jak w modelach SL3 i SL3-S. To jednocześnie lepsze parametry niż w S1R II, którego ekran ma 3” i 1.84 Mp. Jego główny minus to brak odchylania w pionie. Mocowanie na bocznym przegubie zapewne nie wchodziło w grę z powodu surowego, monolitycznego designu, ale ukryty pod ekranem zawias wieloosiowy, jak w Sony czy Nikonie, raczej nie naruszyłby monolitycznej bryły, a zdecydowanie poprawiłby funkcjonalność.
Wzorem SL3 i SL3-S na nowym korpusie zainstalowano także mały ekran pomocniczy. Ma przekątną 1.28” i rozdzielczość 128 x 128 px.
Co z baterią? W Leikach nie ma klapy, którą trzeba otworzyć, żeby wymienić akumulator - po prostu go wkładamy. I to jest kolejne sprytne rozwiązanie, oszczędzające czas i przyspieszające pracę. Nowy SL3-P zasilany jest standardowym w systemie Leiki akumulatorem, który w testach pozwolił na wykonanie kilkuset zdjęć. To wynik w pełni zadowalający.
Tryb seryjny
Leica SL3-P może fotografować z różnymi prędkościami - i od razu dostaje duży plus, za informacje w menu o tym, z jaką głębią koloru są zapisywane RAW-y przy zadanej szybkości. Firmy lubią przemilczeć taki "drobiazg" jeśli szybkość realizowana jest właśnie kosztem bitrate'u.
Ale przejdźmy do osiągów tego aparatu. Maksymalna prędkość z migawką mechaniczną wynosi 7 kl./s (zapis 14-bit). W tym trybie SL3-P zapisuje 111 zdjęć JPEG lub 95 RAW-ów. Kolejna graniczna wartość to 25 kl./s. Tu już przechodzimy na migawkę elektroniczną, ale pozostajemy w zapisie 14-bitowym. Z taką prędkością aparat może zapisać 70 zdjęć bez względu na format. Analogicznie jest przy maksymalnej prędkości 40 kl./s. Tu również bufor zapełnia się po 70 klatkach, ale już przy zapisie RAW 12-bit. Bufor opróżnia się ok. 40 s, więc dosyć powoli, ale w trakcie zapisu aparat nie blokuje się. Jeśli zatem będziemy stosować krótkie serie, możemy fotografować naprawdę wydajnie.
Warto jeszcze podkreślić, że serie zapisywane są w pakietach, dzięki temu w trybie podglądu łatwo przeskakiwać między seriami i je usuwać od razu w całości. To bardzo wygodne, szczególnie w fotografii sportowej czy przyrodniczej.
Jeśli jednak fotografujemy serią, przy maksymalnych prędkościach zapisu trzeba bardziej uważać na rolling shutter (przy dynamicznych sytuacjach także w trybie zdjęć pojedynczych z migawką elektroniczną). Fotografując lądujące samoloty, był on wyraźny przy 40 kl./s. Przy 25 już praktycznie niewidoczny.
Autofokus
Hybrydowy autofokus w nowej Leice spisuje się wyśmienicie. Jest bardzo szybki, działa bezbłędnie i na wysokim poziomie. Podczas szybkiego testu na długo przed premierą, w menu aparatu do dyspozycji była detekcja ludzi i zwierząt, ale finalnie - jak twierdzi specyfikacja - dochodzi jeszcze detekcja samochodów.
Ze śledzeniem twarzy i oczu u ludzi aparat oczywiście nie ma najmniejszych problemów. W obecnych korpusach wyzwaniem staje się detekcja zwierząt i ptaków, szczególnie w trudniejszych sytuacjach - na granicy tła, przy słabszym oświetleniu, w zaroślach, czy nad zamgloną wodą. Ale nawet w takich warunkach Leica SL3-P radziła sobie wręcz doskonale.
Autofokus do tematu przyklejał się błyskawicznie, dając w teście z Sigmą 300-600 mm f/4 nawet 99% ostrych ujęć. Momentami miałem wrażenie, że wydajność AF tego zestawu była nawet minimalnie lepsza od niedawno testowanego Sony FE 100-400 mm f/4.5 z korpusem A7R V.
W menu autofokus możemy jeszcze dostosowywać do naszych potrzeb. Dostępnych jest kilka regulacji szybkości działania, w tym wybór profili tematycznych: Children/Pets, Team Sports, Runner, Wildlife.
Opcje wideo
Tak jak Panasonik S1R II, Leica SL3-P ma piekielnie rozbudowany tryb wideo z funkcją Open Gate. Materiał możemy zapisywać w formacie MOV, MP4 lub RAW w rozdzielczościach 8K, 7.2K, 6.4K, 6K OG, 4.8K, 4K (+ wersje z cine) i Full HD w tym Slow Motion (120p). To wszystko oczywiście z różnymi klatkażami - przy 10-bitowym zapisie od 30p przy 8K do 60p już przy 6K. Do tego kodeki H.264, H.265 i ProRes, kompresja ALL-I, L-Gop lub ProRes, różne modele YUV i ilością bitów, bitrate, Log (L-Log, L-Log DR boost, HLG) czy crop APS-C. Ustawić można takze zapis Proxy i wybrać wyjście sygnału przez HDMI, na dysk SSD lub kartę. Wszystko to bardzo łatwo sobie skompletować, bo zamiast wybierać za każdym razem konkretne opcje, możemy zapisać w menu 5 profili własnych. To bardzo wygodne.
Na dokładne sprawdzenie funkcji wideo nie wystarczyło czasu, ale nie wygląda na to, aby Leica SL3-P miała jakieś słabe strony pod tym względem. Ogólna jakość materiału stoi na wysokim poziomie, autofokus podczas filmowania nie zawodzi, a bogate wariacje ustawień są w stanie sprostać oczekiwaniom nawet najwybredniejszym twórcom.
Jakość obrazu
Na koniec chyba najważniejsze - jakość obrazu. Tak jak w Panasoniku S1R II odpowiada za nią pełnoklatkowa matryca CMOS o rozdzielczości 44.9 Mp, przy czym - podobnie jak w pozostałych SL-kach - obsługuje ją procesor Maestro IV oraz “autorskie” oprogramowanie Leiki. W rezultacie aparaty różni styl obrazu, a także zakres ISO, który nie do końca się pokrywa.
Jeśli już mówimy o samym wyglądzie zdjęć, nie można zapomnieć o typowych dla aparatów Leica profilach, czyli Leica Looks. W SL3-P znajdziemy opcje Standard, Vivid, Natural, Monochrome i Monochrome High Contrast, ale więcej efektów można pobierać przez aplikację Leica FOTOS.
A co z jakością obrazu na wysokich czułościach? Do ISO 6400 jest naprawdę czysto. Przy ISO 12500 zaczyna pojawiać się w cieniach szum, a przy ISO 50000-64000 następuje mocniejsza degradacja szczegółów i plackowaty artefakty, ale dopiero przy ISO 100 000 następuje utrata tonalności i kolorów. Nowa Leica oferuje więc naprawdę szeroki użyteczny zakres czułości.
Do tego dochodzi wydajna stabilizacja obrazu. Z obiektywem APO-Summicron-SL 35mm f/2 ASPH przy czasach ekspozycji ½-⅓ s można było uzyskać ostre zdjęcia z 50% skutecznością.
Jedyną uwagę mam do pomiaru światła, który często trzeba było korygować w dół o ⅓-⅔ EV, ale to w przypadku aparatów Leica żadna rewelacja.
Pierwsze wnioski
Leica konsekwentnie rozwija serię korpusów SL, i choć najnowszy model nie jest następcą SL3 ani SL3-S tylko je uzupełnia, wydaje się też najbardziej dopracowana i wydajna. Wszystko wskazuje na to, że SL3-S to teraz najbardziej wszechstronny korpus w systemie niemieckiego producenta i w końcu wykonany bez żadnych niedociągnięć.
Trudno mieć bowiem jakiekolwiek zastrzeżenia do responsywności i ogólnego działania aparatu. Ma superszybkie tryby seryjne, skuteczny autofokus, który sprawdzi się nawet w bardzo dynamicznej sytuacji, zaawansowany tryb wideo i matrycę oferująca zarówno dużą rozdzielczość, jak i wysoką jakość obrazu.
Nowa Leica pozostaje oczywiście stosunkowo dużym i ciężkim aparatem, ale stoi za tym bardzo solidne wykonanie, uszczelnienia i charakterystyczna ergonomia. Nie każdemu musi przypaść do gustu, warto jednak dać jej szansę. SL3-S ma wiele praktycznych rozwiązań, które mogą się spodobać - szybkie wyjmowanie akumulatora, ekspresowe mapowanie przycisków, tworzenie pod siebie konkretnych profili/ustawień wideo, zapis Content Credentials czy profile Leica Looks.
Nie można przy tym wszystkim zapomnieć, że Leica SL należy do systemu L-Mount. To naprawdę kluczowa zaleta. Gama optyki jest duża i nie ogranicza się przecież tylko do niemieckiego producenta. Wybierać można z oferty Sigmy, Panasonika, a od niedawna także Viltroksa. Jedyną przeszkodą może być cena nowego aparatu…
Czy to kopia Lumiksa S1R II? Patrząc na specyfikację, pewnie tak. Ale w praktyce to zupełnie różne aparaty. Budowa, wygląd, ergonomia czy funkcjonalność obsługi zmieniają wszystko.
Leica SL3-P - zdjęcia przykładowe
Wszystkie poniższe zdjęcia zostały wykonane przy standardowych ustawieniach aparatu z obiektywami Leica APO-Summicron-SL 35 mm f/2 ASPH i Sigma 300-600 mm f/4 DG OS Sports.