Jacek Woźniak: ASUS ProArt P16 działa jak kombajn - wrzucam zdjęcia, on je sprawnie mieli, a potem mogę spokojnie usiąść do ich wykończenia

Obróbka zdjęć, tethering, automatyczny retusz, montaż wideo i praca mobilna - współczesny workflow fotografa jest bardziej złożony niż kiedykolwiek wcześniej. O tym, jak w takich warunkach odnajduje się Asus ProArt P16, rozmawiamy z Jackiem Woźniakiem.

Skomentuj Kopiuj link
Posłuchaj
00:00

Partnerem publikacji jest Asus Polska

Co jest dla Ciebie najważniejsze w komputerze do edycji?

To się mocno zmieniło w ciągu ostatnich kilku lat. Kiedyś najwięcej mówiło się o procesorze i RAM-ie, a dziś ogromną rolę odgrywa  karta graficzna. Nie ma już właściwie czegoś takiego jak komputer do edycji zdjęć, który może iść na większe kompromisy. Dzisiaj taki sprzęt powinien być w praktyce czymś w rodzaju komputera gamingowego, ale z naprawdę dobrym wyświetlaczem.

I tu chyba nie jest łatwo. Na rynku zwykle dostajemy albo szybkie komputery ze słabszym ekranem, albo wolniejsze modele “mobilne” z bardzo dobrym wyświetlaczem.

Tak, bo laptopy gamingowe mają zazwyczaj świetne odświeżanie, ale gorsze odwzorowanie kolorów. Z kolei modele kierowane do content creatorów i grafików oferują bardzo dobre kolory, często na matrycach IPS albo OLED, ale mają słabsze odświeżanie, więc gracze raczej ich nie wybiorą. Same podzespoły są dziś podobne: procesor, RAM i karta graficzna. Bez tych trzech elementów po prostu trudno mówić o wygodnej pracy.

A obserwujesz w praktyce, co podczas edycji naprawdę ma znaczenie? Innymi słowy: z czego komputer faktycznie korzysta najmocniej, kiedy obrabiasz zdjęcia?

Nie śledzę zasobów na bieżąco w żadnych specjalnych programach, ale mam własne testy, które regularnie wykonuję. To przede wszystkim import i eksport zdjęć, masowa obróbka z użyciem wtyczek retuszerskich wykorzystujących AI, do tego płynność całego systemu i eksport filmu.

Największe różnice wychodzą przy eksporcie wideo, kiedy wchodzi mocne renderowanie. I tu rzeczywiście widać, jak ważna jest wielowątkowość procesora i grafiki. Dlatego lepszy, mocniejszy sprzęt najbardziej opłaca się właśnie przy renderach. Do zdjęć na szczęście nie trzeba od razu topowej konfiguracji. Ale i tu nie warto dziś oszczędzać. Wydajne GPU musi być, bo bez tego choćby w Photoshopie Liquify nie działa tak, jak powinno. Dużo RAM-u też jest konieczne, bo Lightroom i Photoshop potrafią zjeść wszystko, zwłaszcza gdy masz otwartych wiele plików naraz. Procesor z kolei spina to wszystko w całość.

fot. Jacek Woźniak

Czy właśnie ze względu na wydajność wybrałeś Asusa?

Wiesz co, Asusa wybrałem nie tylko przez wydajność, ale też dlatego, że najbardziej spodobała mi się cała linia produktów. Zaczęło się od PZ13, czyli takiego tabletu-komputera. Mogę go łatwo zamontować na statywie, jest mobilny, mogę podpiąć kabel z aparatu i korzystać z pełnej wersji Capture One, a nie z żadnej okrojonej wersji mobilnej. Mam normalny Windows i większość aplikacji, których potrzebuję, działa w pełnym wydaniu. Jako tablet do przeglądania materiałów i sprzęt do tetheringu sprawdza się świetnie. Głównie dzięki wyświetlaczowi. To 13” ekran z certyfikatem Pantone Validated, porządnie skalibrowany i z obsługą rysika.

fot. Jacek Woźniak

Później naturalnie przeszedłem na PX13, czyli małego, ale naprawdę mocnego laptopa, który należy już do programu NVIDIA Studio. To trochę tak, jakby wziąć ten tabletowy ekran i dołożyć do niego klawiaturę, mocniejsze podzespoły, dedykowaną kartę graficzną i pełną, 64-bitową architekturę systemu.

Tych dwóch urządzeń używam od ponad roku i w moich zastosowaniach sprawdzają się świetnie.

Ale aktualnie testujesz ProArt P16.

Tak, P16 to największy model. Chciałem sprawdzić, jak radzi sobie najmocniejsza maszyna z tej serii.

Od jak dawna na nim pracujesz?

Mniej więcej od dwóch miesięcy. Staram się robić na nim jak najwięcej, bo jest to po prostu wygodne i przyjemne. Mój retusz już zresztą nie opiera się na w pełni ręcznej pracy. Mam sporo rzeczy zautomatyzowanych, więc na takim dużym laptopie mogę puścić cały proces tak, żeby 80–90% zdjęcia zrobiło się automatycznie według moich ustawień, a potem dopracowuję tylko detale.

P16 działa jak kombajn: wrzucam zdjęcia, on je sprawnie mieli, a potem mogę spokojnie usiąść do wykończenia. Zdecydowanie lepiej obrabia mi się na 16 calach niż na 13, choćby przez ekran i wielkość przestrzeni roboczej. Do dłuższej pracy, zwłaszcza do retuszu, to naprawdę świetny wybór.

fot. Jacek Woźniak

Nie podpinasz do niego zewnętrznego monitora?

Do P16 akurat nie. Na co dzień zwykle pracuję przy biurku, na skalibrowanym monitorze, więc mam realny punkt odniesienia. Nie jestem jakimś maniakiem kalibracji, ale kiedy porównałem taki monitor z ekranem P16, nie widziałem wielkiej różnicy. Może na poziomie kilku procent, ale to i tak często mieści się już w granicach estetyki czy działania konkretnego presetu. Najważniejsze jest to, że to, co widzę na skalibrowanym monitorze i na ekranie Asusa, jest bardzo zbliżone. Zupełnie inaczej niż w typowym laptopie gamingowym z mocno przekłamanymi kolorami. I to po prostu daje komfort pracy.

Wspomniałeś wcześniej o zautomatyzowanym procesie. Jesteś w stanie powiedzieć, z ilu funkcji AI dziś korzystasz?

Sporo tego. W samym Capture One jest już wbudowana funkcja retuszu AI, która przy każdym zdjęciu wpadającym przez tethering potrafi zrobić podstawową korektę twarzy. W Photoshopie mam z kolei przygotowaną akcję, która uruchamia wtyczki Retouch4me: Heal, Dodge & Burn, konturowanie, oczy i wyrównywanie koloru skóry. To daje mi pięć podstawowych wtyczek, a przy sesjach studyjnych dochodzi jeszcze czyszczenie tła. Czasem robi się z tego sześć albo siedem etapów, jeśli chcę na przykład dodatkowo wybielić zęby. W praktyce pięć rzeczy przechodzi przez każde zdjęcie, a zależnie od sesji dochodzi jeszcze kilka kolejnych. Dopiero potem, jeśli jest potrzeba, wchodzę w to ręcznie.

fot. Jacek Woźniak

I jak ProArt 16 sobie z tym wszystkim radzi?

Świetnie. P16 w ogóle się nie dławi i bez problemu nadąża za pełnowymiarowym pecetem. Co ciekawe, mój desktop ma starszą generacyjnie kartę NVIDIA GeForce RTX 4070, ale w wersji desktopowej, a więc nadal bardzo wydajnej i mocniejszej, niż mogłoby sugerować samo oznaczenie w porównaniu z nowszą kartą laptopową NVIDIA GeForce RTX 5070 Laptop GPU w ProArt P16. Mimo tej różnicy ProArt 16 w praktyce wcale nie wypada gorzej. Czas retuszu był właściwie taki sam, a przy odszumianiu AI w Lightroomie P16 nawet okazał się szybszy, wyprzedzając mojego peceta o około minutę przy partii 50 zdjęć.

fot. Jacek Woźniak

A jak wygląda praca z montażem wideo?

Przy renderze wideo P16 jest już nawet dwa razy szybszy. Eksport w Premiere Pro skrócił mi się o połowę. Ten sam materiał, który na pececie i na PX13 ze starszą kartą RTX 4070 renderował się około 20 minut, tutaj dzięki RTX 5070 eksportował się w 10. To już bardzo odczuwalna różnica. Jeśli ktoś robi więcej grafiki albo renderuje filmy, od razu to zauważy. Zresztą sama płynność przewijania osi czasu w Premiere jest też dużo lepsza.

W rezultacie montując filmy na mój kanał YouTube i nanosząc szybko poprawki, oszczędzam mnóstwo czasu. Po prostu czuć tę moc.

fot. Jacek Woźniak

Do tego dochodzą sterowniki NVIDIA Studio, które też robią swoje, bo całość jest lepiej zoptymalizowana. Kiedyś bywało z tym różnie, bo system albo programy potrafiły się gryźć. Dziś Windows jest pod tym względem znacznie lepiej dopracowany i mam zdecydowanie mniej crashy, czy to w Premiere, czy w innych aplikacjach.

Tak, też mam wrażenie, że czasem to Adobe bardziej sprawia problemy niż sam sprzęt.

To prawda. Photoshopa najczęściej używam jeszcze w wersji 2024, bo tę lubię najbardziej, między innym z powodu stabilności. Mam też taką zasadę, że sterowniki NVIDIA Studio aktualizuję od razu, automatycznie, ale z Photoshopem i Lightroomem nigdy się nie spieszę. Czekam miesiąc albo dwa, aż ludzie opiszą wszystkie bugi.

Miałeś okazję porównać ProArt P16 z MacBookiem Pro?

Nie. Jedyny model Apple, który testowałem, to MacBook Air z M4. Zestawiałem go wtedy z PX13, bo gabarytowo to podobna klasa. Mam zresztą film na kanale z tego porównania. I szczerze mówiąc, oba urządzenia wypadły bardzo podobnie, ale Asus wygrywał tam, gdzie większą rolę odgrywała właśnie dedykowana grafika. W takich zadaniach był po prostu szybszy.

Dla mnie jednak sam system w Macach jest po prostu dziwny. Naprawdę próbowałem się do niego przyzwyczaić, ale nie potrafię. Są tam drobne rzeczy, których zwyczajnie nie jestem w stanie pogodzić ze swoimi przyzwyczajeniami.

fot. Jacek Woźniak

Chodzi tu o ekran dotykowy?

Nie tylko. Ale do dziś nie mogę uwierzyć, że w Macach nie ma dotyku. I co więcej, kiedy na sesjach używam laptopa do podglądu i tetheringu, osiem na dziesięć osób i tak podchodzi do ekranu i go dotyka, żeby coś zmienić, mimo że wszyscy mówią, że na planach królują Maki. Ludzie mają to już zakodowane. Widzę to nawet po dzieciach - one automatycznie próbują wszystkiego dotknąć.

Dla mnie możliwość korzystania z ekranu w laptopie, jak w tablecie jest bardzo wygodna, choćby przy oglądaniu materiałów. Czasem wystarczy dotknąć ekran palcem, żeby coś szybko pokazać albo aktywować. Każdy naturalnie idzie w dotyk i mnie to nieraz bardzo ułatwia pracę. Mogę szybko przybliżyć zdjęcie palcami, bez klikania myszką i szukania suwaka powiększenia.

fot. Jacek Woźniak

Nie denerwuje Cię brudny ekran?

Nie, mam ściereczki i po prostu go przecieram. Telefon przecieram codziennie, ekran laptopa tak samo. To dla mnie żadna filozofia.

A jak z responsywnością w P16?

Nie ma z tym żadnego problemu. Zoomowanie i cała obsługa dotyku działają bardzo dobrze, a jeśli chcę, mogę użyć piórka i wtedy mam jeszcze większą precyzję, bo kursor ładnie się podświetla. Natomiast jeśli chodzi o sam retusz piórkiem, to akurat P16 nie składa się do formy tabletu, więc nie retuszuję bezpośrednio na jego ekranie. Natomiast w PX13 robi się to bardzo wygodnie.

fot. Jacek Woźniak

Wracasz co chwilę do tetheringu, więc zapytam i o to: jak przesyłanie zdjęć na żywo działa w P16 pod względem szybkości?

ProArt P16 ma obecnie chyba najszybsze złącze USB-C, bo oferuje aż 40 Gb/s. I tak naprawdę na dziś żaden aparat nie jest jeszcze w stanie tego w pełni wykorzystać. Maksimum na rynku to obecnie 20 Gb/s. Ja fotografuję Nikonem, więc moje aparaty mają po 10 Gb/s, ale od razu uprzedzam hejt - kompresja plików w Nikonie jest na tyle dobra, że transfer i tak wypada bardzo sensownie.

Same kable też są już robione pod 20 Gb/s, bo kiedyś długo dostępne były tylko wersje 10 Gb/s. Dziś wąskim gardłem jest więc aparat-kabel. Nie wiem więc, co musiałoby się wydarzyć, żeby ten laptop zaczął ograniczać transfer. Pod tym względem jest przygotowany na wiele lat i na kolejne generacje aparatów.

A co z DialPadem? Korzystasz z niego?

Próbowałem, ale ja większość rzeczy robię skrótami klawiszowymi. Nie chcę uzależniać się od czegoś, co jest tylko w jednym modelu. Testuję różne laptopy i pracuję w różnych środowiskach, więc mój system pracy musi być przenośny. Chcę wszędzie robić to samo. Czasem muszę tylko przekopiować pliki konfiguracyjne ze skrótami.

U mnie nadal wygląda to tak, że jedna ręka jest na klawiaturze, a druga na myszy albo tablecie. Nawet gdy tablet ma dodatkowe przyciski, zwykle z nich nie korzystam, bo i tak wolę klawiaturę. Dlatego przyznam, że z DialPada i podobnych wynalazków korzystam najrzadziej. Ale wierzę, że wielu osobom może przypaść do gustu. Wszystko zależy od tego, jak wygląda nasz workflow.

Pracujesz na kablu czy bez? Jak wygląda sprawa baterii?

Jedno i drugie. Jeśli wiem, że będę mocno obrabiał, podpinam zasilanie, bo kiedy wszystkie podzespoły pracują na pełnych obrotach i wchodzą wentylatory, energia znika szybko. Ale przy tetheringu często zaczynam bez kabla, ustawiam najlepszą wydajność na baterii, bo wtedy potrzebuję głównie podglądu i kopiowania zdjęć. Ostatnio robiłem sesję przez ponad dwie godziny i laptop wytrzymał na jednym ładowaniu. Nie jest to może imponujące, ale po laptopie z dużą wydajnością nie oczekują specjalnie długiego czasu pracy na baterii.

fot. Jacek Woźniak

A jak oceniasz wytrzymałość P16?

PZ13 spadł mi raz, P16 na szczęście jeszcze nie, i oby tak zostało. PZ13 miał miękkie etui, które się porysowało i wgniotło, ale samemu urządzeniu nic się nie stało. Wszystko działa, nic nie pękło. Oba mają te militarne standardy odporności, które faktycznie robią tu robotę.

Nie będę ukrywał, że w studio mam często bałagan. Sprzęt jest przenoszony, odkładany jeden na drugi, zdarza mi się położyć aparat z metalową płytką statywową na klapie laptopa, a mimo to nie widzę jakichś mocnych śladów użytkowania. Drobne ślady schodzą po przetarciu ściereczką, więc pod tym względem jest naprawdę dobrze.

fot. Jacek Woźniak

A czegoś Ci w P16 brakuje? Domyślam się, że pierwszą odpowiedzią mógłby być obracany ekran?

Nie w szesnastce. To jest duży laptop i nie oczekiwałbym, żeby ekran się tam obracał. Gdybym chciał na nim retuszować bezpośrednio na ekranie, przydałoby się raczej położenie go na płasko albo jakaś podpórka z tyłu, bo ręka jednak musi mieć oparcie. Ale od 16-calowego laptopa oczekuję przede wszystkim dużej wydajności i wygodnej przestrzeni roboczej, a to spełnia w stu procentach.

Zwłaszcza że w 16-calowym modelu jest pełnowymiarowy czytnik kart SD, czego niestety brakuje mi w 13-calowej wersji, gdzie mamy tylko microSD. Dlatego właśnie szesnastka jest dla twórców wygodniejsza. Możesz po prostu włożyć pełną kartę SD. Jasne, sam często pracuję też na innych nośnikach i nikt nie wsadzi do laptopa CFexpressa, ale SD nadal bywa przydatne, choćby w drugim aparacie. I tu dobrze, że ten szybki slot po prostu jest.

Szczerze mówiąc, po dwóch miesiącach testów nie trafiłem jeszcze na coś, czego by mi brakowało w P16. Ma dwa złącza USB-A, więc mogę podpiąć starszą myszkę albo pendrive’a. Dziś wszyscy idą w samo USB-C, a przecież nie wszystko jeszcze działa w tym standardzie. Do tego USB-C z możliwością ładowania, więc jeśli nie mam pod ręką zasilacza, mogę użyć nawet stuwatowego powerbanku. Mogę też puścić tethering po USB-C z bardzo szybkim transferem zdjęć i podpiąć zewnętrzny ekran przez HDMI albo USB-C.

fot. Jacek Woźniak

Jeśli dobrze rozumiem… Skoro w P16 niewiele byś zmienił, czy to znaczy, że jesteś zwolennikiem układu z dwoma komputerami: jednym lekkim i mobilnym, a drugim pełniącym rolę stacji roboczej?

Dokładnie tak. Trochę właśnie tak to widzę.

Ale przecież P16 wcale nie jest aż tak toporny. Ma praktycznie takie same wymiary jak 16-calowy MacBook Pro, a nawet waży od niego nieco mniej.

Zgadza się, ProArt P16 spokojnie mieści mi się do standardowego plecaka fotograficznego. Ma bardzo cienkie ramki wokół ekranu, nie jest przesadnie gruby, a mam wręcz wrażenie, że grubością niewiele różni się od trzynastki. Mogę go więc bez problemu zabrać tam, gdzie potrzebuję. Ta miniaturyzacja jest naprawdę dużym plusem.

Ale dla mnie mobilność jest ważniejsza, więc gdybym miał wybierać pod tym kątem, postawiłbym chyba jednak na PX13. Jest zdecydowanie mniejszy, można go złożyć do formy tabletu, obsługuje rysik i w praktyce łączy cechy obu tych urządzeń.

Wróćmy na koniec do AI. Wyobrażasz sobie dziś edycję zdjęć bez takich narzędzi?

Nie, kompletnie. To już jest ten poziom, na którym można ustawić wszystko tak, że 90% pracy zrobi się automatycznie. Ja i tak lubię samemu dokończyć zdjęcie, coś ręcznie zaznaczyć, rozszerzyć kadr czy dopracować detal. Ostatnio miałem sesję, na której modelka miała bardzo pogniecioną satynową sukienkę. Pomyślałem wtedy, że żadne AI tego nie ogarnie i usiadłem do ręcznej pracy. Jedno zdjęcie retuszowałem około 40-50 minut. Zrobiłem takich kadrów kilka i szczerze mówiąc była to dla mnie przyjemność, bo po długim czasie automatyzacji mogłem wrócić do ręcznej roboty. A potem Kuba Kaźmierczyk powiedział mi: przecież Evoto to załatwi. Sprawdziłem i okazało się, że zrobiło to praktycznie tak samo, jak ja ręcznie.

fot. Jacek Woźniak

Trochę mnie to zirytowało, ale z drugiej strony dało mi pewność, że te narzędzia naprawdę potrafią działać dobrze. I tak jednak od czasu do czasu muszę jeszcze pomachać rysikiem po tablecie, bo lubię mieć ostateczną kontrolę nad zdjęciem. Lubię ręcznie dokończyć obraz, ale nie mam już ochoty siedzieć nad każdym kadrem godzinę. Raz na jakiś czas zrobię sobie dwa, trzy beauty shots całkowicie ręcznie, żeby odświeżyć warsztat, i wtedy to jest dla mnie przyjemność.

Ale jeśli mam sesję portretową i dzięki automatyzacji mogę oddać modelce nie trzy zdjęcia, tylko trzydzieści albo pięćdziesiąt, to jest dla mnie ogromna wartość dodana. A przy tym nadal mam nad wszystkim kontrolę, bo to ja ustawiam suwaki i moc działania wtyczek. Nie oddaję pełnej kontroli maszynie - to jest po prostu zautomatyzowany proces, który sam skonfigurowałem. Dlatego wciąż uważam, że to ja zrobiłem te zdjęcia.

fot. Jacek Woźniak

Jak myślisz, w jakim kierunku to zmierza? Czy za kilka albo kilkanaście lat edycja w ogóle nie będzie już potrzebna?

To trudne pytanie, bo jeszcze rok temu powiedziałbym, że tak, że zmierzamy w stronę świata, w którym udział człowieka będzie minimalny. Ostatnio jednak mam wrażenie, że ta bańka AI zaczyna trochę pękać. Ludzie są zmęczeni automatyzacją i powtarzalnymi efektami. Rozwiązania, nad którymi nie masz żadnej kontroli, mogą być coraz mniej atrakcyjne niż te, które pomagają, ale nadal zostawiają użytkownikowi realny wpływ na efekt. Myślę więc, że ten entuzjazm wobec AI trochę się studzi, choć oczywiście nie usuniemy go już z życia.

Musimy raczej nauczyć się odróżniać narzędzia, które rzeczywiście pomagają, od takich, które próbują nas całkowicie zastąpić. AI powinno robić to, czego sami robić nie chcemy albo co zabiera nam najwięcej czasu, a nie odbierać nam sprawczość. I chyba coraz więcej osób zaczyna to dostrzegać.

Czyli kończymy jednak dość optymistycznie: coś nadal będzie zależało od nas. I od szybkości komputerów…

Oj tak. Szczerze mówiąc, P16 jest tak mocny, że kupiłem sobie na Steamie kilka gier z okazji wiosennej wyprzedaży. Nigdy specjalnie nie grałem, ale ten duży ekran i wysoka wydajność mnie skusiły, by go wypróbować. Coś czuję, że będzie dużo frajdy.

Też tak myślę! Dziękuję za rozmowę.

Jacek Woźniak
Fotograf portretowy i komercyjny. Zajmuje się każdym rodzajem zdjęć, które wymaga dodatkowego oświetlenia, a w wolnych chwilach prowadzi kanał edukacyjny na YouTube z ponad 400 filmami o retuszu i fotografii. W przerwach między wychowywaniem dwóch synów, etatem, prowadzeniem działalności i nagrywaniem filmów na YouTube, współtworzy markę ręcznie malowanych teł Kuyavia Backdrops. 
jacekwozniak.com
@jacekwphoto
Komentarze
Zobacz więcej z tagiem: Asus
logo logo
Magazyny
Zamów