Rynek laptopów jest dziś szeroki, ale nadal dominują modele “kanapowe”, gamingowe lub biznesowe. Znalezienie takiego, który spełniałby potrzeby stawiane przez współczesnego twórcę treści wcale nie jest łatwe. Z nieznanych powodów optymalne połączenie wydajności, dobrego wyświetlacza, odpowiedniej funkcjonalności, ergonomii i jakości wykonania to spore wyzwanie dla producentów.
ASUS ProArt P16 (H7606WP) jest dziś jednym z wyjątków. To obecnie jeden z najbardziej optymalnych laptopów na rynku skierowany stricte do twórców pracujących z obrazem: fotografów, filmujących, montażystów, grafików i osób zajmujących się projektowaniem 3D.
W artykule “ASUS ProArt P16 (H7606WP) - nareszcie laptop, który dotrzyma Ci tempa” przyglądaliśmy się możliwościom tego komputera w teorii, teraz sprawdzamy go w realnych zastosowaniach.
Szybkość działania i wydajność
Generalnie w komputerze duża ilość pamięci RAM i szybka karta graficzna (GPU) zapewniają płynną edycję i podgląd efektów w czasie rzeczywistym, a procesor z ewentualnym wsparciem GPU szybki eksport. Do tego potrzebny jest jeszcze szybki dysk SSD, aby nie spowalniał całości. Istotne więc, aby laptop dla fotografa czy montażysty opierał się na zrównoważonych, wydajnych podzespołach, bez wąskiego gardła. Do tego dziś istotne są także elementy wspierające funkcje AI.
Pod tym właśnie względem ProArt P16 (H7606WP) został optymalnie skonfigurowany. Pod maską znajdziemy szybki i nowoczesny procesor AMD Ryzen™ AI 9 HX 370 - 12-rdzeniowy i 24-wątkowy układ o taktowaniu do 5,1 GHz wraz z akceleratorem AMD XDNA NPU, przeznaczonym do zadań opartych na sztucznej inteligencji.
Do tego karta graficzna - GeForce RTX 5070 z 8 GB pamięci GDDR7, która w praktyce przejmuje część zadań obciążających CPU. To aktualnie jedna z najszybszych jednostek NVIDIA Studio do laptopów, zaprojektowana specjalnie pod kątem wyższej wydajności w zakresie generowania obrazów przez AI, edycji foto i wideo oraz renderowania 3D.
Całość uzupełnia aż 64 GB pamięci RAM wykorzystującej szybkie moduły LPDDR5X pracujące z częstotliwością taktowania 7500 MHz, a także dwa szybkie dyski SSD M.2 NVMe na szynie PCIe 4.0 o pojemności 2 TB każdy. Nie trzeba się więc martwić o wolny zapis danych albo, że w pewnym momencie zabraknie nam wolnej przestrzeni na dysku.
Okazuje się, że to wszystko razem stanowi naprawdę zgrany zestaw nie tylko na papierze. Do lepszego zobrazowania wydajności ASUS-a ProArt P16 (H7606WP) wykorzystaliśmy zdjęcia RAW o różnej rozdzielczości z różnych aparatów - 24-megapikselowe z Canona EOS R6 Mark II, 60-megapikselowe z Sony A7R V, a nawet 100-megowe ze średnioformatowego Fujifilm GFX 100 II. Waga pojedynczych zdjęć to odpowiednio około 27, 67 i 100 MB, ale do Lightrooma załadowaliśmy duże paczki 1000 zdjęć z Canona i Sony oraz mniejszą, licząca 34 RAW-y z Fujifilm. Jak wyglądała praca z takimi plikami?
Pełny import 1000 zdjęć z R6 zajął mniej niż 3 minuty, a z A7R V około 5 minut - to naprawdę dobry wynik przy takiej ilości danych. Po tym czasie zdjęcia zostały całkowicie załadowane do Lightrooma. Przeglądanie ich, powiększanie 1:1, czy korekta na podstawowych suwakach odbywała się całkowicie płynnie i bez jakichkolwiek opóźnień. Na nic nie trzeba było czekać, a efekty zmian były widoczne od razu - nawet jeśli pracowaliśmy ze 100-megapikselowymi RAW-ami.
Bardzo sprawnie działało też tworzenie masek i inne funkcje powiązane z algorytmami AI. Na przykład automatyczne utworzenie maski głównego tematu lub kompletu masek przy portrecie to tylko 3-7 s, bez względu na całkowitą wielkość pliku. Tempo tworzenia maski zależne jest bardziej od wielkości obszaru i jego “struktury” na zdjęciu.
Podobnie jest z funkcją odszumiania Denoise, choć tutaj rozdzielczość całego zdjęcia również ma znaczenie - wiadomo, że im więcej pikseli, tym proces odszumiania będzie dłuższy. Duży wpływ ma jednak także wielkość szumu uzależniona od ISO czy sam temat zdjęcia. W rezultacie odszumianie jednego zdjęcia trwało od 7 s do nawet 30 s.
A co z czasem synchronizacji? Skopiowanie podstawowych ustawień na całą paczkę 999 zdjęć to zaledwie 3 s bez względu na rozdzielczość plików. Z kolei synchronizacja z korektami zawierającymi maski z detekcją AI trwała około 20 min - tu także czas był podobny dla zdjęć z obu pełnoklatkowych aparatów. Równie szybko odbywał się eksport. Zarówno paczka 1000 zdjęć z Canona, jak i Sony zapisała się na dysku w postaci JPEG-ów w czasie mniejszym niż pół godziny.
Oczywiście tempo synchronizacji czy eksportu będzie uzależniono od liczby i rodzaju funkcji, jakie mają być zastosowane, ale generalnie oferowana przez ProArt P16 szybkość pracy przy dużej liczbie zdjęć jest naprawdę rewelacyjna.
Dla porównania laptop z procesorem 13th Gen Intel Core i7-1360P 2.20 GHz, ze zintegrowaną kartą Intel Iris Xe oraz 16 GB RAM-u radził sobie w analogicznych testach nawet 5 razy gorzej, nie mówiąc już o wyraźnie mniej płynnym działaniu samego Lightrooma w czasie edycji. Czekanie na podgląd 1:1, blokowanie się suwaków, czy bardzo długi czas generowania masek powodują nie tylko zwykłą irytację, ale realne utratę mnóstwa czasu, który akurat w tej branży przekłada się na dochody.
Oczywiście trzeba brać pod uwagę “humory” Lightrooma i samego Windowsa, które podczas dłuższych edycji mogą się od czasu do czasu pojawić. Ale tego nie przeskoczymy raczej w żadnym komputerze, choćby najszybszym. Gdy czujemy, że Lightroom zaczyna się “mulić”, najczęściej pomaga wtedy zwykły restart programu.
Trzeba też zaznaczyć, że powyższe testy były wykonane w trybie pracy Standard - laptop pracuje wtedy bardzo cicho i tylko w sytuacjach wymagających większych obliczeń podkręca wentylatory, choć nie do maksimum. Przestawiając laptopa w tryb Wydajności możemy z niego wycisnąć jeszcze więcej. W trakcie samej edycji specjalnie tego nie zauważymy, ale na przykład 20-minutowy eksport skrócił się jeszcze o 2-3 minuty. Minusem są wtedy wentylatory, które pracują pełną mocą - choć w tym laptopie nadal nie aż tak głośno.
Co istotne, w trakcie importów/eksportów, które przy dużej liczbie zdjęć potrafią zajmować sporo czasu, bez problemu możemy pracować na innych programach. To kolejna zaleta tego komputera. ProArt P16 jest na tyle mocny, że wielowątkowa praca w tym samym czasie nie stanowi żadnego problemu.
ASUS radził sobie bezbłędnie także z najnowszym Photoshopem. Wczytywanie nawet 100-megapikselowych zdjęć i standardowe operacje na takim pliku odbywały się w czasie rzeczywistym bez jakichkolwiek zacięć.
Tylko kilka sekund na tak dużym zdjęciu trwało wypełnienie generatywne - zastąpienie jednego talerza innym. Z kolei usunięcie tła z 60-megowego zdjęcia z A7R V zajęło 2-3 s, a wygenerowanie w tym miejscu nowego dodatkowe kilka-kilkanaście sekund. Przy takiej płynności działania, praca jest czystą przyjemnością.
ASUS ProArt P16 to także bardzo wydajne narzędzie do montażu i pracy z wideo. DaVinci Resolve 20 działał na nim bez zadyszki. Wczytywanie filmów, nakładanie efektów, grading, podgląd obrazu - to wszystko przebiegało płynnie, bez jakikolwiek zacięć czy przestojów, nawet przy 12-bitowych klipach 4K.
Zaskakująco szybko przebiegał też rendering. Eksport mniejszych projektów do internetu - choć w oparciu o ciężkie 12-bitowe pliki - to czasy rzędu zaledwie kilku sekund!
Gniazda i zasilanie
W parze z wydajnością idzie szybka komunikacja. Na pokładzie ProArt P16 znajdziemy gniazdo USB-C czwartej generacji o prędkości aż 40 Gb/s oraz drugie 10 Gb/s - oba z obsługą przesyłu wideo oraz zasilania. Do tego dochodzą dwa klasyczne złącza USB 3.2 Gen 2 Typ-A (10 Gb/s), pełnowymiarowe HDMI 2.1 FRL oraz stabilne i szybkie połączenie Wi-Fi 7. Wbudowany został także szybki czytnik kart SD Express 7.0. Mamy więc użyteczny komplet i gwarancję, że zgrywanie materiału będzie się odbywać na najszybszych obrotach - o ile oczywiście będziemy używać równie szybkich kart i dysków SSD.
W ProArt P16 możemy liczyć też na całkiem pojemną baterię. Wydajność zasilania nie notuje tu rekordów, ale na pewno wystarczy do optymalnej pracy poza studiem. Jeśli będziemy maksymalnie obciążać system, możemy liczyć na 3-4 godziny edycji. Oszczędzając na jasności wyświetlacza i przy mniej wydajnych zadaniach czas ten wydłużymy ponad dwukrotnie.
Choć laptop jest stosunkowo cienki i poręczny, w zestawie dostajemy duży i ciężki zasilacz, który na dodatek ma niestandardowy wtyk. To pewien minus, ale rekompensatą jest aż 200 W mocy (10A). Dzięki temu zasilaczowi naładujemy do pełna baterię w ciągu 1.75 godziny. Oczywiście komputer może być ładowany także przez USB-C, ale wtedy trwa to dłużej.
Wyświetlacz i kalibracja
ProArt P16 to model z wąskiej grupy laptopów na rynku, u którego w parze z wydajnością dostajemy wyświetlacz odpowiedni do pracy z kolorem. Jest nim 16-calowy OLED o rozdzielczości 4K i proporcjach 16x10 (3840 × 2400 pikseli), który oferuje 100% pokrycia szerokiej przestrzeni barw DCI-P3 z certyfikatem VESA DisplayHDR True Black 500 i dokładnością kolorów na wręcz idealnym poziomie Delta E < 1.
W dodatku ekran jest dotykowy - obsługuje nawet 4096 poziomów siły nacisku z rysikiem Asus Stylus (dostępny opcjonalnie). Może więc pełnić funkcję tabletu graficznego, ułatwiając pracę każdemu miłośnikowi piórka.
Ustawieniami wyświetlacza łatwo możemy przy tym sterować z poziomu programu Creator Hub. Wybierać możemy m.in. wyświetlaną przestrzeń barw - natywną, sRGB, DCI-P3 lub Display P3.
Ale to nie koniec. ASUS udostępnia jeszcze funkcję kalibracji ekranu. Wystarczy podłączyć kolorymetr, a oprogramowanie w sposób automatyczny przeprowadzi w ciągu około 2 minut kalibrację dla każdego z dostępnych ustawień gamutu. Dla osób bardziej zaawansowanych w pracy z kolorem minusem będzie właśnie wspomniana “automatyzacja” bez możliwości tworzenia własnych profili pod konkretną luminancję ekranu, gammę lub punkt bieli, ale już sama możliwość kalibracji w laptopie to duży atut.
ASUS DialPad
Na koniec trzeba jeszcze zaznaczyć obecność wielofunkcyjnego sterownika wbudowanego w touchpad - kolejny przydatny element, który może ułatwić i przyspieszyć nasz workflow. DialPad to dotykowy odpowiednik fizycznego pokrętła z serii laptopów StudioBook. Działa w pełnej integracji z programami Adobe, DaVinci i innymi aplikacjami. Dla każdego z tych programów możemy przypisać mu grupę funkcji, którymi będziemy sterować, np. zmieniać ekspozycję, rozmiar pędzla czy powiększenie widoku.
Taki podręczny zestaw skrótów i ustawień może w dłuższej skali zaoszczędzić czas tracony na klikanie w te same funkcje - Dial Pad trzeba jedynie dobrze skonfigurować i po prostu przyzwyczaić się do nowego stylu pracy. Na początku wymaga to cierpliwości i systematyki w opanowaniu ruchów, ale z czasem na pewno się opłaci.
Jeśli jednak nie przypadnie nam do gustu, zawsze możemy go wyłączyć i swobodnie korzystać z całej dużej powierzchni gładzika. Nic na siłę.
Wymiary i jakość wykonania
Temat zamyka obudowa. Zamiast z grubym, topornym klockiem, mamy do czynienia ze stylowym i smukłym komputerem, który nie będzie nam ciążył w plecaku czy torbie ze sprzętem. Nie jest to supercienki netbook, ale jak na tak wydajne podzespoły jest naprawdę poręczny. Waży jedynie 1.85 kg, czyli mniej niż 16-calowy MacBook Pro i ma podobne wymiary 35 x 25 x 1.5-1.7 cm.
Jednocześnie to konstrukcja sztywna i wytrzymała, czego potwierdzeniem mają być certyfikaty wojskowych norm wytrzymałościowych wykonywane w skrajnych temperaturach, przy zmianach ciśnienia, dużej wilgotności oraz przy wstrząsach i wibracjach.
Oczywiście, jak z każdym urządzeniem elektronicznym, trzeba uważać, ale przynajmniej nie trzeba się o niego specjalnie martwić w samolocie, na trudniejszych planach zdjęciowych czy w ciasnej torbie. Spokojna głowa o to, że po wyjęciu z plecaka nadal będzie działał mimo przygód w podróży to zawsze duży komfort.
Podsumowanie
Analizując możliwości i rezultaty testów nasuwa się jeden wniosek. W ASUS-ie ProArt P16 nie ma podzespołu, który odstawał by od reszty. Mamy i szybki procesor, i topową kartę graficzną NVIDIA, i dużo RAM-u, i szybki dysk SSD. Do tego dochodzi komplet szybkich gniazd, włącznie z czytnikiem SD oraz stabilnym Wi-Fi 7.
Całość uzupełnia doskonały wyświetlacz OLED 4K - tak bardzo kluczowy przy pracy z obrazem. Ma szeroki gamut, jest dotykowy, współpracuje z rysikiem i może być łatwo kalibrowany. Ergonomię obsługi wspiera ponadto autorski DialPad, ale i wygodna klawiatura i duży gładzik. Wszystko to zamknięte w solidnej, lekkiej i poręcznej obudowie.
ASUS ProArt P16 (H7606WP) opiera się więc na wydajnych podzespołach i praktycznych rozwiązaniach, dzięki czemu na żadnym etapie pracy nie doświadczymy wąskiego gardła, które by nas spowalniało albo ograniczało. Brawo ASUS!