Pod koniec lat 90. XX, gdy cyfrowa rewolucja była już tuż za rogiem, pojawiła się idea równie ambitna, co ekscentryczna - stworzenie wkładu z matrycą, który wkładany w miejsce kanistra z filmem zamieniałby analogowe lustrzanki w aparaty cyfrowe. W 1998 roku powstał nawet prototyp Silicon Film EFS-1, ale „problemy techniczne” sprawiły, że produkt nigdy nie trafił na rynek, stając się typowym przykładem tzw. vaporware.
Sama idea jednak nie umarła, a dyskusja o cyfrowym insercie do analogów co i rusz odżywała na internetowych forach. Niektórzy twierdzili, że to niemożliwe, wskazując na ograniczenia technologiczne, inni przekonywali, że to rozwiązanie blokowane przez producentów aparatów. W późniejszych latach niektórzy nawet próbowali podobny produkt przygotować, startując z kampaniami na Kickstarterze czy Indiegogo, jak jednak możecie się domyśleć, nic z tych przedsięwzięć nie wyszło. Wśród nich była także inicjatywa o nazwie I'm Back.
I'm Back od blisko 10 lat realizuje projekt, przy którym inni dawno by się poddali. Czy ten upór wreszcie się opłaci?
I’m Back to przykład uporczywej determinacji i doskonały przykład tego, że nie warto zrażać się niepowodzeniami. W 2017 roku „firma” wystartowała z projektem cyfrowej przystawki. Całość wyglądała okropnie i bazowało na kamerce podłączonej do Raspberry Pie, która fotografowała obraz rzucany na matówkę - efekty możecie sobie wyobrazić.
Jakimś cudem projekt przetrwał i po kilku odsłonach pierwotnego konceptu ukazał się w zupełnie nowej wersji, mocno zbliżonej do pierwotnego konceptu „cyfrowego filmu”. I’m Back Film wyglądał dokładnie tak, jak kultowy pomysł sprzed lat, ale miał zasadniczą wadę. Będąc wyposażonym w matrycę Cztery Trzecie, wymuszał dwukrotne zawężenie pola widzenia, co znacznie ograniczało możliwości fotografowania. Był też zwyczajnie drogi. Dodatkowo projekt napotkał licznie opóźnienie, a produkt trafił do wspierających dopiero w zeszłym roku, zbierając raczej mało przychylne recenzje.
Do trzech razy sztuka
Jak jednak mówi przysłowie, warto próbować trzy razy. W serwisie Kickstarter pojawiła się właśnie zapowiedź kolejnej odsłony I’m Back - tym razem o nazwie I’m Back Roll, wyposażonej w dużo bardziej racjonalny sensor APS-C (crop 1,5x).
Nowy, ulepszony I’m Back oferować ma zapis RAW i JPEG, presety inspirowane filmami analogowymi, pozwalać na rejestracje wideo 4K, oferować funkcje łączności bezprzewodowej i być kompatybilnym z większością lustrzanek pełnoklatkowych. Jedynym zewnętrznym elementem pozostać ma zaś mały moduł Bluetooth, synchronizujący wyzwolenie migawki.
Czy to się może (wreszcie) udać?
Wszystko to brzmi całkiem obiecująco i, jeśli się powiedzie, ma wreszcie szansę spełnić ponad 20-letniego marzenie o prostym przekształceniu analogów w aparaty cyfrowe. Czy to jednak nie zbyt piękne żeby było możliwe?
Mając na uwadze dotychczasowe dokonania I’m Back i zawiązanie współpracy z Yashicą, do całego projektu podchodzimy z pewną rezerwą. Póki co o projekcie nie wiadomo z resztą zbyt wiele - na razie to tylko teaser zapowiadający kampanię, która nie wiadomo nawet kiedy ruszy. O postępach będziemy Was jednak informować na bieżąco.
Więcej informacji znajdziecie na stronie kickstarter.com.