„Czasami potrzeba skali, żeby sobie coś uświadomić”. Rozmawiamy z twórcą Kinomuralu - jedynego takiego festiwalu sztuki

Kinomural co roku zamienia ściany Wrocławia w monumentalne ekrany, łącząc wideo, animację, światło i dźwięk z architekturą miasta w immersyjne doświadczenie wizualne. O wydarzeniu i sztuce nowych mediów rozmawiamy z dyrektorem festiwalu i filmowcem Bartkiem Bartosem.

Dodaj do źródeł Skomentuj Kopiuj link
Posłuchaj
00:00

Zacznijmy od może od początku. Jak zaczęła się historia Kinomuralu?

Kinomural to projekt, który kilkanaście lat temu wymyśliłem razem z moim bratem Piotrem. Obaj jesteśmy filmowcami, ciążącymi bardziej ku kinu autorskiemu i sztuce audiowizualnej. Wymyśliliśmy go, w kontrze do tego, co działo się z przestrzenią miejską Wrocławia. Pokrywano ją wielkoformatowymi reklamami, zasłaniano budynki. Czasami spod tych reklam wyzierały resztki starych murali z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. One również były reklamami, ale poziom estetyczny ówczesnej reklamy był zupełnie inny. Często były to po prostu dzieła sztuki graficznej.

To nas w pewien sposób zainspirowało. W tamtym czasie tworzyliśmy wiele małych, nieoczywistych form wideo i filmów krótkometrażowych. Piotrek powiedział: „Słuchaj, byłoby świetnie zrobić projekcję czegoś takiego na wielkiej ścianie”. Bardzo spodobał nam się ten pomysł i chyba w tym samym momencie intuicyjnie powstała nazwa „Kinomural”. Nie zastanawialiśmy się nad nią, ale po latach widzimy, że mówi właściwie wszystko o tym, czym jest nasz festiwal. Jest bardzo pojemna i jest neologizmem, co również jest ciekawe.

Bardzo istotnym elementem genezy Kinomuralu jest też rys historyczno-urbanistyczny Wrocławia. Nadodrze leży na północy miasta, więc działania wojenne nie dotarły tam w takiej skali jak do pozostałych części miasta i zachował się stary układ urbanistyczny z wielopiętrowymi kamienicami. Między nimi są jednak wyrwy. Nazywam to sytuacją powyrywanych zębów: mamy gęstą zabudowę kamieniczną i nagle przerwę, bo brakuje jednego albo dwóch budynków. A to tworzy wprost idealne warunki dla projekcji.

Kiedy kilka lat później wiedzieliśmy już, że chcemy stworzyć festiwal, a nie jednorazową sytuację, zaczęliśmy szukać miejsca, w którym jak najwięcej takich ścian znajdowałoby się blisko siebie. Bo w Kinomuralu nie chodzi tylko o pojedyncze ściany i budynki, tylko o zamknięcie całego kwartału miasta dla ruchu samochodowego, wygaszenie miejskiego oświetlenia i stworzenie czegoś, co można nazwać gigantyczną galerią audiowizualną pod gołym niebem. Nadodrze okazało się idealnym miejscem. Znaleźliśmy tam kilka lokalizacji, pomiędzy którymi można wędrować czasem 50, czasem 100, a czasem 200 metrów. Są to enklawy, które raz do roku adaptujemy na galerię kinomuralową.

Czy trudno było przekonać miasto do tego pomysłu? Jak ta idea ewoluowała?

Na samym początku byliśmy młodymi twórcami i w ogóle nie myśleliśmy o tym, jak go wyprodukować takie wydarzenie ani ile może kosztować. Był to czas, kiedy w Europie zaczęły pojawiać się mappingi. Były bardzo modne i funkcjonują do dzisiaj: jest jakiś budynek albo stary kościół, który nagle się burzy lub coś wyskakuje z jego okna. Podejrzewam, że początkowo większość osób myliła to, o czym myśleliśmy, właśnie z mappingiem.

Pamiętam też, jak prezydent powiedział jakiś czas temu, że kiedy przyszliśmy do niego z tym projektem, nie potrafił sobie wyobrazić, jak to będzie wyglądać, i nie do końca wiedział, o co nam chodzi. I dlatego mu się to spodobało. Podejrzewam, że wynikało to również z tego, że jako artyści i filmowcy zrobiliśmy we Wrocławiu wiele znanych rzeczy - nie tylko lokalnie - więc mieliśmy na starcie pewien kredyt zaufania.

Jeżeli chodzi o samą ideę, to tak - przez lata znacznie wyeowuluowała. Pierwsze dwie edycje przypominały bardziej przegląd albo biennale. Wiedzieliśmy, że jest to zupełnie inny format i nie chodzi wyłącznie o jego skalę. Nie interesowało nas realistyczne, pełnometrażowe kino, lecz sztuka audiowizualna i krótsze formy. Nie mieliśmy jednak tematu przewodniego.

Osiem lat temu znacznie trudniej było też znajdować samych artystów, ponieważ dominował format horyzontalny, a nasze ściany są wertykalne. Często znajdowaliśmy ciekawego twrócę, ale wiedzieliśmy, że przystosowanie jego prac do innego formatu byłoby przysłowiowym ciosaniem siekierą.

Kinomuralowi znacznie pomógł rozwój technologii, a właściwie mediów społecznościowych, Instagram zmienił zasady gry: twórcy audiowizualni zaczęli tworzyć prace wertykalne. Bardzo ułatwiło nam to nie tylko ich wyszukiwanie, ale również adaptowanie.

Później zaczęliśmy myśleć bardziej kompleksowo i kuratorsko. Kinomural można traktować jako jedną wielką instalację audiowizualną, dlatego szukaliśmy dla niego klucza. Nasze myślenie o sztuce polega na poszukiwaniu czegoś nieoczywistego, co potrafi szerzej opowiadać o nas samych i o świecie. Zaczęliśmy podchodzić do niej bardziej poetycko, czasem filozoficznie, czasem w kontekście nauki - czyli art and science - i tworzyć coś, co otworzy widzów na artystów.

Czym jest dziś sztuka nowych mediów? Czego można spodziewać się po tegorocznym haśle przewodnim Kinomuralu? („Niekończący się obieg”)

Sztuka nowych mediów jest dziś często mylona z technologią. Ludzie wyobrażają ją sobie jako wytwory AI, lub szerzej - jako sztukę generowaną cyfrowo. Ja sam definiuję ją raczej poprzez sposób, w jaki artyści opowiadają o świecie, w którym żyją.

Narzędzia cyfrowe pozostają narzędziami. Są formą języka, za pomocą którego można badać zachowania i emocje oraz opowiadać o sprzecznościach współczesnego świata. Sztuka nowych mediów przenika przede wszystkim do naszej codzienności. Mówię czasem, że jest ukryta na widoku. Przenika do nas z reklam, teledysków, mediów społecznościowych czy ekranów wyświetlające najprzeróżniejsze formy wizualne w przestrzeni miejskiej

Choć same w sobie formy te nie zawsze stanowią sztukę, stają się jej bezpośrednim nośnikiem, z którym mamy styczność codziennie. Sposób jej funkcjonowania stanowi część tego, czym ona jest. Wydaje mi się, że jej największą siłą jest właśnie nieokreśloność i swobodne przekraczanie granic pomiędzy różnymi dziedzinami sztuki. Często wymyka się klasyfikacji.

Podobnie jest z Kinomuralem, który trudno zaszufladkować. Dla niektórych to osobne projekcje, trochę jak w kinie, a dla innych - instalacja audiowizualna. Ta niedefiniowalność zarówno Kinomuralu, jak i sztuki nowych mediów daje nam duże pole do popisu podczas poszukiwania tematu. Staramy się, żeby był on czymś szerszym - czymś, dzięki czemu po wejściu do świata Kinomuralu można się w nim zagłębić i znaleźć poza rzeczywistością.

Temat tegorocznej edycji jest bezpośrednim nawiązaniem do faktu, iż jest to jego 8. edycja. Kiedy położymy ósemkę, staje się ona symbolem nieskończoności. Zaczęliśmy więc myśleć o nieskończoności i zapętleniu.

Obieg nawiązuje więc trochę do sposobu funkcjonowania widza w ramach Kinomuralu. Nie ma tu początku ani końca. Można zacząć od dowolnej ściany. Każdy widz tworzy więc własny, autorski seans. Po trochu jest to także zabawa z krótkimi formami. Wiele współczesnych utworów audiowizualnych jest zapętlonych. Nie mają klasycznej narracji. Pojawiły się więc hasła: obieg, cykl, cyrkulacja i rytuał. Zaczęliśmy bawić się tym tematem od strony filozoficznej, a później przekładać go na to, co chcemy zaprezentować.

Jedna z tegorocznych ścian otrzymała nazwę „PĘTLA IMPULSÓW”. Będą tam prezentowane prace mocno transowe, w których nie ma zwrotek ani tekstu, lecz wyłącznie nieustannie powracający refren. Kolejna projekcie pokażemy w ramach motywu „PĘTLI PIERWOTNEJ”. Opowiada o tym, że wszystko, co wraca, czasami nie powraca już takie samo. Dotyczy to zarówno naszego życia, jak i skali kosmicznej.

Sztuka audiowizualna to więc dziś znacznie więcej niż osobliwy wideo-art oglądany w galerii. Czy to zmienia jej odbiór wśród widzów?

Wyjście sztuki z galerii to również część konstytucji naszego przedsięwzięcia. W pewnym sensie tworzymy galerię na wolnym powietrzu. Mamy świadomość, że do galerii chodzi tylko promil społeczeństwa. Ale ludzi, których interesuje szeroko rozumiana sztuka jest znacznie więcej. Czasem trzeba z nią tylko do nich dotrzeć. Kinomural pozwala nam pokazywać w atrakcyjnej formule - moim zdaniem - często naprawdę trudną sztukę.

Pamiętam kilka naprawdę mocnych prac, które były wręcz niewygodne. Zauważyłem dwoje dzieci, które stały z ojcem i trzymały go za ręce i patrzyły na to jak zahipnotyzowane. Ojciec powiedział: „Dobra, idziemy”, ale one nie chciały ruszyć dalej. Wtedy uświadomiłem sobie dwie, że to właśnie jest siłą tej sztuki.

Każdy z nas pamięta swoje pierwsze wyjście do kina. Niektórzy pamiętają jeszcze wyjście do cyrku albo do zoo. Są to bardzo mocne doświadczenia, które zostają z nami na całe życie. Mam nadzieję, że dla dzieci podobną, wręcz edukacyjną sytuacją może okazać się właśnie Kinomural. Pokazywane rzeczy mogą pozostawić w nich trwały, pozytywny ślad. Może pójdą w kierunku sztuki, a może po prostu staną się bardziej wrażliwe. Pokazując w nieoczywistym miejscu nieoczywiste rzeczy, dotykamy kilku istotnych kwestii społecznych: sztuki w przestrzeni publicznej i dostępu do niej. I choć nie było to pierwotnym założeniem, bardzo się z tego cieszymy.

To jednak ulotna forma sztuki, która dziś często sprowadza się do chwilowego zatrzymania widza podczas scrollowania feedu w mediach społecznościowych. Czy to nie umniejsza jej znaczeniu?

Dla mnie kwintesencją tego, z czym obcujemy jest tegoroczny headliner - Oliver Latta, znany szerzej jako Extraweg. Ma ponad 800 tysięcy obserwujących na Instagramie, co dla osoby zajmującej się sztuką nowych mediów jest gigantycznym wynikiem i pozwala mu dotrzeć dużo dalej niż tradycyjnymi formami prezentacji.

Z czego to wynika? Extraweg jest twórcą funkcjonującym zarówno w obiegu galeryjnym, internetowym i festiwalowym, jak i w reklamie. Pracował dla bardzo dużych międzynarodowych marek, współtworzył teledyski i współpracował z takimi twórcami jak Mick Jagger czy Gorillaz. Jako jedyny w historii dwa razy z rzędu otrzymał nagrodę Emmy - i to również za sztukę nowych mediów, pod postacią czołówek seriali (m.in. do nagradzanego „Rozdzielenia”).

Extraweg jest dla mnie kwintesencją sztuki nowych mediów również dlatego, że funkcjonuje na wielu polach, a jego twórczość sprawdza się w każdym z nich bez konieczności dostosowywania się. Takich bodźców będzie coraz więcej, nasz świat stał się masowo audiowizualny. W tej przestrzeni sztuka stanowi być może jedynie mały wycinek, ale jest też łatwiej dostępna i ma większy zasięg, co również wpisuje się we wspomniany wcześniej aspekt „edukacyjny”.

Czy więc można powiedzieć, że sztuka się zdemokratyzowała?

Wydaje mi się, że tak. Poszedłbym nawet dalej i powiedział, że dużą zasługę odegra tu sztuczna inteligencja, która nie oznacza wyłącznie pójścia na łatwiznę, ale często jest czynnikiem pobudzającym kreatywność.

Kilka edycji temu pokazywaliśmy pracę Lillian Schwartz, amerykańskiej artystki i prekursorki sztuki cyfrowej. Jako jedna z pierwszych tworzyła animacje komputerowe i w latach sześćdziesiątych współpracowała z laboratoriami Bell Labs. Sztuka od zawsze wspierała się technologią, która pozwalała zmieniać jej znaczenie.

Wszyscy jesteśmy już znudzeni jednorodnymi obrazkami generowanymi przez AI. Znam jednak twórców, którzy z jej pomocą robią prace łamiące postrzeganie, a czasem wręcz czasoprzestrzeń. Na takie rzeczy jesteśmy otwarci i to chcemy pokazywać.

Często różnicę robi też sama skala. Pozornie prosty GIF oglądany na ścianie kamienicy uruchamia inne emocje niż ekran smartfona. Podobnie jak w kinie, czasami człowiek potrzebuje skali, żeby coś przeżyć albo sobie uświadomić. Na Kinomuralu Instagram zostaje nagle powiększony tysiąckrotnie. Coś, co wcześniej przemknęło na feedzie, tutaj ma szansę naprawdę wybrzmieć. Kinomural mówi: „Stań i popatrz”. Skala daje inną perspektywę.

Wspominałeś wcześniej o różnorodności. Jakiego rodzaju prac i z jakich środowisk wizualnych można spodziewać się na tegorocznym Kinomuralu?

Różnorodność jest bardzo duża. Pod względem formalnym i artystycznym to prawdziwy przekrój. Najlepiej będzie, jeśli opowiem o tym na przykładzie tegorocznych artystów. Mamy na przykład Patricka Bergerona. To człowiek, który wspótworzył efekty specjalne do „Matrixa” i „Władcy Pierścieni”. Można powiedzieć, że wywodzi się z klasycznego świata filmu.

Jego praca prezentowana na Kinomuralu powstała z tysiąca ujęć zrobionych podczas podróży pociągiem przez Wietnam do Hanoi. Tutaj artysta zestawił ujęcia w rodzaj puzzli, które rozciągają się i ściskają, biegną w lewo i w prawo, do przodu i do tyłu, tworząc niezwykłą mozaikę.

Z kolei Boris Labbé jest francuskim artystą, który zdobył ponad 50 nagród na festiwalach animacji na całym świecie. Pokażemy jego pracę „Orogénésis”, którą nazywamy siedmiominutowym snem szalonego geologa. Zeskanował z lotu ptaka Pireneje, a następnie przetworzył je komputerowo. Stworzył pracę, w której procesy geologiczne trwające miliony lat zostały skondensowane do siedmiu minut. To przedziwna i pulsująca animacja

Jest też Yoriko Mizushiri, animatorka, która w zeszłym roku dostała Srebrnego Niedźwiedzia na Berlinale za animację „Ordinary Life”. To klasyczna, rysowana animacja - bardzo delikatna i pastelowa. Mogłoby się wydawać, że jest skierowana do dzieci, ale pojawia się w niej dużo seksualności oraz elementów codzienności, których zwykle nie zauważamy.

Connor Griffith robi głównie teledyski, ale również reklamy, między innymi dla Apple’a, Hermèsa czy Balenciagi. Griffith pracuje gdzieś pomiędzy sztuką wideo a animacją, bawiąc się rozciąganiem czasu. W swojej pracy dokonuje mashupu reklam internetowych oraz tych pochodzących z gazet, więc pojawia się dużo zabawy i eksperymentów.

Max Hattler to jeszcze inny przykład sztuki wizualnej. Jego prace przypominają figuratywne malarstwo abstrakcyjne, w którym ruch jest zespolony z dźwiękiem, ale czasem się od niego oddziela. W tym roku jest twórczość Petera Burra. Jego praca „Konserwacja międzyprzestrzenna” będzie działała jednocześnie na czterech z sześciu ścian Kinomuralu. Peter pracuje w estetyce gier komputerowych z lat dziewięćdziesiątych. Całość działa samodzielnie: jest zapisana jako algorytm i nie stanowi do końca gotowego filmu - w pewnym sensie projekt sam sobą steruje.

Mamy więc duży przekrój stylów. Pojawia się grafika 3D, ale również klasyczne animacje poklatkowe. Siłą Kinomuralu jest moim zdaniem właśnie ta przekrojowość. Szukamy projektów ambitnych, które poszerzają pojęcie sztuki. Nawet jeśli nie jest to najłatwiejsze dla widza.

Jaki jest więc główny cel Kinomuralu?

Myślę, że na to pytanie doskonale odpowiada zakończenia każdej nocy Kinomuralu. Trzy lata temu wymyśliliśmy, żeby każdą noc kończyła ta sama praca wyświetlana jednocześnie na wszystkich ścianach. Pomyśleliśmy jednak, że skoro cały seans trwa dwie i pół godziny, potrzebujemy za każdym razem pracy, która nie tyle wycisza, ile pozostawia odbiorcę z pewnym uczuciem.

Kiedy wychodzę z kina, nie chcę wyjść jedynie z odpowiedzią na pytanie, kto zabił. Chciałbym zabrać ze sobą pewne poczucie - coś, czego nie jestem w stanie zwerbalizować i co we mnie pozostało. Może to być smutek, melancholia albo radość. Coś, co zabierasz ze sobą i co pozostaje przez kilka godzin; co działa na zupełnie innych poziomach percepcji i psychiki.

Na Kinomuralu ten świat zostaje w pewien sposób wyłączony: gasną światła, a sceneria miasta zaczyna przypominać salę kinową. Staje się czymś zupełnie innym i przestaje być zwykłym miastem. Nie skupiasz się już na nim, lecz doświadczasz sztuki w innej skali.

Co powiedziałbyś osobie, która wybiera się na Kinomural po raz pierwszy? Od czego powinna zacząć po przyjeździe na miejsce?

Myślę, że warto zacząć od wejścia na naszą stronę internetową (www.kinomural.com), albo na nasz profil na Instagramie. Z Kinomuralem jest jednak tak, że nie trzeba mieć żadnego planu, możesz po prostu przyjść. Nie potrzebujesz żadnego przygotowania, nie musisz niczego czytać ani nawet mieć mapki, chociaż możesz ją dostać przy wejściu.

Kinomuralu to forma przygody. To naprawdę nie jest typowy festiwal ani kino, choć pojawia się tam dużo dźwięku. Jest czymś zupełnie innym, co trzeba przeżyć na własnej skórze. Wiele osób, które wcześniej widziały jakieś relacje z wydarzenia, dopiero po przyjeździe mówiło, że materiały te nawet w połowie nie oddawały tego, czym jest Kinomural.

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Fotopolis do ulubionych źródeł
Komentarze
Przeczytaj także
Zobacz więcej z tagiem: festiwal
Magazyny
Zamów