Toby Binder: To projekt jedności i pojednania. Chodzi o przełamywanie podziałów. Wiem, że to możliwe, potrzebny jest tylko czas

Dla Toby’ego Bindera życie młodych ludzi na ulicach Irlandii Północnej stało się wręcz pasją. Co kryje się za projektem Divided Youth of Belfast i dlaczego niemiecki fotograf po kilkunastu latach nadal go realizuje? 

Skomentuj Kopiuj link
Posłuchaj
00:00

Wywiad został opublikowany w magazynie Digital Camera Polska 4/2025.

Dla niemieckiego fotografa dokumentalisty Toby’ego Bindera życie młodych ludzi na ulicach Belfastu w Irlandii Północnej stało się pasją. Fotografuje tam od kilku lat, zapisując codzienne doświadczenia osób urodzonych już po Porozumieniu wielkopiątkowym z 1998 roku, które zakończyło The Troubles - wieloletnie niepokoje społeczne obecne w Irlandii Północnej od końca lat 60.

Choć zarówno unionistyczne, jak i nacjonalistyczne grupy paramilitarne złożyły broń w ramach porozumienia, napięcia w obu społecznościach wciąż są odczuwalne. Dzielą je nadal fizyczne bariery, istnieją też podziały psychologiczne, przekazywane z pokolenia na pokolenie - i to właśnie Toby stara się pokazać. Jego cykl Divided Youth of Belfast zdobył pierwszą nagrodę w kategorii Dokument w zeszłorocznej edycji Sony World Photography Awards, więc poprosiliśmy Toby’ego, żeby zabrał nas za kulisy tego projektu…

Fotografowałeś w swojej karierze bardzo różne tematy. Czy fotografia dokumentalna od zawsze była dla Ciebie powołaniem?

Przynajmniej odkąd zacząłem opowiadać historie obrazem. Podczas studiów z projektowania graficznego zorientowałem się, że nie chcę tylko układać makiet, ale sam je przeżywać i fotografować. Zdecydowanie bardziej ciągnęło mnie na ulice niż do komputera. Od tamtej pory nieraz mówiono o mnie „uliczny kundel”… i dokładnie takie określenie do mnie pasuje. To takie włóczenie się z jasnym celem w głowie, ale bez pewności, co wydarzy się za chwilę. Dla mnie fotografia dokumentalna to zdecydowanie gatunek, który w najbardziej sensowny sposób wykorzystuje siłę fotografii. Zdjęcia potrafią dotknąć emocji odbiorcy jak żadne inne medium, a dokument pokazuje prawdziwych ludzi i prawdziwe życie. Świadomość, że ci ludzie istnieją, że nie są wytworem fantazji generowanej przez AI, nie może nikogo zostawić obojętnym.

Chłopcy rozpalający ognisko na nieużytkach przy Roden Street. 2024. Fot. Toby Binder

Kto miał na Ciebie największy wpływ?

Trudno to jednoznacznie powiedzieć, bo próbuję znaleźć własną drogę i nie dać się zbyt mocno kształtować cudzym stylom. Pewnie zabrzmi to trochę banalnie, ale jeśli miałbym wymieniać, to chyba wszystkie wielkie nazwiska brytyjskiej fotografii dokumentalnej, które podziwiam: Chris Killip, Don McCullin, John Bulmer, Tish Murtha, Nick Hedges i Philip Jones-Griffiths.

Jak długo pracowałeś nad „Youth of Belfast Volume 2”?

Po wydaniu książki Wee Muckers w 2019 roku oznaczyłem wszystkie zdjęcia jako „Volume 2”, po prostu żeby było jasne, że ta seria trwa dalej - bo często zakładano, że cały materiał powstał wcześniej. Tymczasem cały czas dochodzą nowe fotografie. Dla mnie to spójny, długofalowy projekt, który się nie kończy. Zdjęcia, które były wyróżnione na SWPA, pochodzą w całości z 2024 roku, bo regulamin konkursu mówi, że nie można zgłaszać wcześniej publikowanych prac.

Andrew siedzący na krześle na nieużytkach. 2024. Fot. Toby Binder

Czy wracałeś do miejsc i bohaterów, których fotografowałeś w pierwszej części projektu?

Zdecydowanie tak. Jak mówiłem, dla mnie to wciąż jeden i ten sam projekt, który prowadzę od 2017 roku - z kilkoma wyjątkami sięgającymi nawet 2006 roku. Większość tych młodych ludzi znam od lat i naprawdę chciałbym towarzyszyć im fotograficznie w ich drodze ku dorosłości. Jeden z chłopaków, których wtedy portretowałem, ma dziś trójkę własnych dzieci. Wielu z nich żartowało, że muszę kontynuować projekt, dopóki ich dzieci nie będą w tym samym wieku, co oni na moich pierwszych zdjęciach! A mnie to szczerze mówiąc bardzo kusi.

Inny chłopak jest teraz z dziewczyną „z tamtej strony”, co w momencie naszego pierwszego spotkania było kompletnie nie do pomyślenia - wtedy nieustannie się z nimi bił. Równolegle dokumentuję też codzienne życie dzisiejszych nastolatków, żeby pokazać, jak zmieniło się doświadczenie dorastania w ciągu ostatniej dekady. Często trafiam też na młodsze rodzeństwo moich dawnych bohaterów - przypadkiem, na ulicy - bo wiele rodzin z lokalnych społeczności już mnie zna i mi ufa.

Nastolatki przed Roma Pizza. 2024. Fot. Toby Binder

Jak „Youth of Belfast” łączy się z Twoimi seriami „Youth of the UK” i „Kick it Like Mc”? I skąd bierze się Twoje zainteresowanie brytyjskimi społecznościami z przedmieść?

Mój przyjaciel, znakomity brytyjski fotograf Peter Dench, nazwał mnie ostatnio niemieckim szpiegiem! Ale poza tym, że sam nie czuję się szczególnie „niemiecki”, chodzi raczej o pewną fascynację tym, co sprawia, że Wielka Brytania jest dla mnie wyjątkowa - nawet na tle Europy: strukturą społeczną, ogromnymi nierównościami i obecnością silnych, robotniczych społeczności. I choć ostro krytykuję tę niesprawiedliwość, to właśnie w tych środowiskach czuję się o wiele milej przyjmowany i dużo bardziej swobodnie niż na przeciwnym biegunie społeczeństwa.

Te dzielnice przyciągnęły mnie już podczas pierwszych wyjazdów do Szkocji - wizualnie, ale też swoją surowością i szczerością. Miłością do futbolu i piwa. Mentalnością, w której trzyma się głowę wysoko mimo trudności i braku przywilejów. Tu nic nie jest udawane - zero pozy, zero arogancji - wszystko jest szczere i prawdziwe. I mam do tego ogromną słabość.

Jay i jego znajomi chroniący się przed deszczem w parkingu wielopoziomowym. Fot. Toby Binder

Kolejna Twoja seria nosi tytuł „One Year, One Club, One Photographer”, więc piłka nożna jest czymś, co wyraźnie lubisz fotografować. Co Cię do niej przyciąga - sama piłka, czy raczej to, jak ludzie ją przeżywają?

Uwielbiam futbol! Gram od piątego roku życia. W podróży zawsze mam ze sobą korki i nieraz grałem z lokalnymi ekipami w Brazylii, Szkocji, Argentynie, a także w Afganistanie i Mjanmie. Piłka nożna ma niesamowitą moc łączenia ludzi. Futbol był więc moją absolutnie pierwszą pasją, a fotografia pojawiła się dopiero później. Projekt w Szkocji narodził się właśnie dlatego, że totalnie fascynowało mnie szkockie uwielbienie dla tego sportu - kompletnie niezależne od tego, czy drużyny odnoszą sukcesy, czy ponoszą porażki!

Wieczorne wyjście dziewczyn w Ravenhill. Fot. Toby Binder

Dla mnie ma to głębszy sens, który próbuję przekazać moim dzieciom: możesz kochać coś z całych sił i nie musisz być w tym najlepszy. Wystarczy, że naprawdę to kochasz i walczysz o to na maksa. Porażki są częścią tej drogi; dzięki nim zwycięstwa smakują lepiej. Jako kibic VfB Stuttgart bardziej świętowałem uniknięcie spadku z ligi niż niejeden fan Bayernu kiedykolwiek będzie świętował kolejny tytuł mistrza.

Czy wybór filmu przy „Youth of Belfast” był świadomą decyzją - po to, by osiągnąć określoną estetykę i zrealizować własną wizję?

Z jednej strony naprawdę lubię pracę w ciemni, a z drugiej - praca z wolnym, analogowym średnim formatem świetnie pasuje do mojego stylu. Daję sobie czas, żeby znaleźć właściwą pozycję, ułożyć kadr i poczekać na odpowiedni moment. No i oczywiście bardzo lubię estetykę ziarnistej kliszy Tri-X. Czasem ta analogowa, niedoskonała jakość dodaje zdjęciom szczególnego uroku - zwłaszcza dziś, gdy wszystko jest dopieszczone do perfekcji i przez to często wygląda sztucznie. W środowiskach, w których pracuję, ta surowość i „chropowatość” analogowego obrazu po prostu dużo lepiej się sprawdza.

Nastolatki na nieużytkach przy Milner Street. Wszystkie te fotografie powstały w 2024 roku. Fot. Toby Binder

Jak znalazłeś bohaterów, których fotografowałeś w Belfaście? I jak reagowali na to, że chcesz ich fotografować?

Na początku kontakt jest dość trudny, bo sama obecność aparatu automatycznie budzi podejrzenia i ludzie nie wiedzą, czego od nich chcesz - zwłaszcza w środowisku naznaczonym przestępczością i przemocą. Dlatego podchodzę do tego z dużą otwartością. Od razu mówię, kim jestem i co chcę robić. Nie ukrywam aparatu, więc jest jasne, że jestem fotografem. Często robię zdjęcia dopiero po rozmowie. Jeśli ktoś nie chce być fotografowany, po prostu to szanuję.

Potem oczywiście potrzeba czasu, żeby znowu zapomnieli o tym, że tam jestem. Dopiero wtedy mogę zrobić autentyczne zdjęcia, na których mi zależy. Kiedy już uda ci się „wejść drzwiami”, poznać odpowiednie dzieciaki i stać się częścią grupy, wiele rzeczy zaczyna dziać się samych z siebie. Zdarza się, że wręcz stają w twojej obronie, gdy pojawi się ktoś nowy i próbuje robić problemy. Zawsze miałem takie przeświadczenie, że jeśli jesteś szczery i okazujesz ludziom szacunek, to sam jesteś traktowany z szacunkiem. Dziś jestem już znany w wielu społecznościach, a rodziny znają moje zdjęcia i zazwyczaj je lubią.

Musisz się pogodzić z tym, że obrazu nie da się „wymusić”. Ale musisz być na miejscu, gotowy, kiedy pojawi się okazja.

Czy napotkałeś jakieś techniczne lub sytuacyjne trudności?

Wyzwania są zawsze, bo nigdy nie wiesz, co cię czeka. Często masz wrażenie, że jesteś w złym miejscu, że gdzie indziej na pewno dzieje się coś ciekawszego. Zdarzają się dni, kiedy nie zrobisz ani jednego zdjęcia. Ale nie możesz się poddać, bo za chwilę możesz na kogoś wpaść i nagle zaczynają dziać się najbardziej niesamowite rzeczy. Dla mnie właśnie to są wyzwania, z którymi trzeba się pogodzić: że obrazu nie da się „wymusić”. Ale musisz być na miejscu, gotowy, kiedy pojawi się okazja.

Proces pokojowy pomógł Irlandii Północnej, ale napięcia między społecznościami wciąż istnieją. Czy młodzi ludzie, których tam poznałeś, są optymistami, jeśli chodzi o swoją przyszłość?

Niestety dzieci nadal często nie mogą dorastać w prosty, beztroski sposób, jaki daje bezpieczne otoczenie. W społecznościach panuje duża presja dotycząca tego, kim i jak powinno się być. Dla młodych ludzi, którzy dopiero szukają swojej tożsamości i przynależności, bardzo trudno jest być po prostu sobą. Wskaźnik samobójstw wśród młodzieży jest wysoki; niestety, dotyczy to również kilku nastolatków, których znałem osobiście. To jednocześnie mnie smuci i złości.

fot. Toby Binder

Połączenie braku perspektyw i zbyt łatwego dostępu do narkotyków jest problemem, którego nie da się ignorować. Proces pokojowy z pewnością sprawił, że Irlandia Północna stała się miejscem bezpieczniejszym i bardziej stabilnym gospodarczo. Teraz najwyższy czas, żeby wszyscy mogli na tym skorzystać - zwłaszcza najsłabsi i najbardziej narażeni członkowie społeczeństwa. A takich znajdziesz po obu stronach Peace Walls. Dlatego widzę to bardziej jako konflikt natury społecznej, który powinien być rozwiązywany zupełnie innymi metodami i na innych płaszczyznach.

Jaki efekt chciałbyś, aby obie serie wywarły - zwłaszcza teraz, gdy Volume 2 zyska dodatkową uwagę dzięki Sony World Photography Awards?

Oczywiście pracujemy po to, by pokazać te historie światu, a im więcej uwagi projekt otrzymuje, tym większy może mieć wpływ. Dlatego bardzo mnie cieszy wyróżnienie w tak prestiżowym konkursie. W przypadku tego projektu równie ważne jest jednak to, by rosła świadomość w samych społecznościach, które fotografuję. Seria została nazwana „Divided Youth of Belfast”, ale pod względem treści jest dla mnie przede wszystkim projektem jedności i pojednania - takim, który podkreśla to, co łączy, zamiast koncentrować się na różnicach. Chodzi o przełamywanie podziałów.

Wiem, że to możliwe; potrzebny jest tylko czas. Kilku moich najbliższych przyjaciół to dziś Francuzi i Anglicy - coś, co w pokoleniu moich rodziców, tuż po II wojnie światowej, wydawałoby się absolutnie nie do pomyślenia. Mam nadzieję, że właśnie w ten sposób - jako opowieść o zbliżeniu i wspólnotowości - projekt zostanie odebrany. Szczególnie w samym Belfaście.

fot. Toby Binder

Czy są w tej serii jakieś zdjęcia, z których jesteś szczególnie zadowolony?

W gruncie rzeczy widzę to wszystko jako jeden duży, spójny, długoterminowy dokument, który daje możliwie pełny obraz tego świata. Ale oczywiście zależy mi też na tym, żeby w ramach takiego projektu powstawały mocne, samodzielne fotografie, które dobrze się w tę całość wkomponują. Mimo to trudno jest mi wskazać kilka pojedynczych kadrów.

Może byłyby to te momenty, kiedy już w chwili naciśnięcia spustu migawki wiesz, że wydarzyło się coś ważnego. W obecnej serii takim momentem była scena, gdy Leo szedł przez pustkowie z ogniem w rękach, o zmierzchu, z czarnym dymem unoszącym się nad szeregówkami - już wtedy wyglądało to jak kadr z filmu. Jeśli chodzi o całą serię, wciąż bardzo lubię zdjęcie Brendana stojącego za policyjną linią - w jego spojrzeniu jest wszystko to, co definiuje ten projekt: strach i niepewność, ale też bunt i odporność.

Dziękuję za rozmowę

Toby Binder
Wielokrotnie nagradzany dokumentalista mieszkającym w Niemczech. Często koncentruje się na dzieciach i nieletnich uwikłanych w konflikty, wierząc, że pokazanie perspektywy następnego pokolenia może pomóc przekazać im lepszy świat. Prace Toby’ego były doceniane na arenie międzynarodowej, zdobywając wyróżnienia m.in. od UNICEF-u, w ramach Philip Jones Griffiths Award oraz nagrody Nannen Preis, a także innych instytucji. W 2018 roku Toby wydał swoją pierwszą książkę fotograficzną Wee Muckers – Youth of Belfast, a jego zdjęcia ukazywały się m.in. w The Guardian, The Washington Post, Le Monde i Stern.
www.toby-binder.de
@tobybinderphotography
Komentarze
Zobacz więcej z tagiem: wywiad
logo logo
Magazyny
Zamów