Zostań w domu, zamów taniej!
Nie wychodź z domu i zamów online swoje ulubione pisma 20% taniej. Skorzystaj z kodu rabatowego: czytajwdomu

"Człowiek z aparatem zawsze jest intruzem" - rozmowa z Mariuszem Foreckim

O wybranej książką roku Grand Press Photo publikacji „Mechanizm”, dzięki której możemy spojrzeć na Polskę czasu przełomu oraz tę współczesną, z Mariuszem Foreckim rozmawia Monika Szewczyk-Wittek.

0

Autor: Monika Szewczyk-Wittek

19 Lipiec 2020
Artykuł na: 17-22 minuty

Mechanizm dotyczy lat 1989–2019, składa się z trzech części, które różnią się nie tylko okresem, z jakiego pochodzą zdjęcia, lecz także techniką fotografii. Publikację otwiera stykówka ze zdjęciami Margaret Thatcher. Pani premier była fotografowana podczas wizyty w Polsce, w Warszawie, w trakcie zwiedzania straganów w Hali Mirowskiej. Na wybranych fotografiach uśmiecha się do sprzedawców i osób, które obok niej stoją. Skąd ten wybór? Jej wizyta w Polsce w 1988 roku była takim katalizatorem przemian.

Ludzie byli do niej entuzjastycznie nastawieni, czuli, że jej przyjazd coś zmieni. Zależało mi też na takim rozpoczęciu opowieści, ponieważ wiąże się z nim dość anegdotyczna historia. Byłem wtedy początkującym fotografem w tygodniku Wprost, który dostał akredytację na wizytę. Jak zwykle były one podzielone na tzw. „poole”. Nie dostaliśmy możliwości sfotografowania pani premier z bliska. Pomimo tego poszedłem do Hali Mirowskiej, gdzie miała się odbyć część wizyty. Byłem trochę nieśmiały i przestraszony tym, że mam fotografować Margaret Thatcher prostym, tanim aparatem.

Warszawa, 3 listopad 1988. Brytyjska premier Margaret Tchatcher robi zakupy w Hali Mirowskiej. Przyjechała na zaproszenie generała Wojciecha Jaruzelskiego, ówczesnego przewodniczącego Rady Państwa. Jej wizyta dodała energii do dalszego rozmontowywania pozostałości po starym systemie. Fot. Mariusz Forecki

Obserwowałem pozostałych fotografów, pewnych siebie, z dobrym, profesjonalnym sprzętem. Jak zobaczyłem ten tłum dziennikarzy, to wiedziałem, że nic nie zrobię. Widziałem swoją porażkę i wezwanie na dywanik u naczelnego. Pomyślałem jednak, że jak wejdę za stragan, to może pani premier będzie przechodziła obok i uda mi się zrobić jakieś zdjęcia z daleka. Z przerażeniem zauważyłem, że ona skręca w moją stronę, podchodzi do stołu, zaczyna kupować jabłka i pomidory. Z tłumu fotoreporterów słyszałem tylko westchnienia zazdrości. Nikt inny się nie dopchał. Mogłem fotografować do woli. Uświadomiłem sobie wtedy, że nie zawsze trzeba być w centrum, aby zrobić zdjęcia opowiadające o istocie wydarzenia.

Bardzo doceniam to, że coraz częściej fotografowie i fotografki pokazują także stykówki z nieudanymi zdjęciami, tak jak Joanna Helander podczas ostatniej wystawy w Krakowie. Ty zdecydowałeś się na to w książce. Dlaczego?

Zdjęcia z wizyty Margaret Thatcher to zwyczajne, proste zdjęcia, które dziś każdy by zrobił w takiej sytuacji, mając zwykły aparat w telefonie. To jest tylko rejestracja zdarzenia. Ogromną wartość edukacyjną miało dla mnie to, jak zachowywać się i działać, aby takim sytuacjom pomóc. W drugiej części książki też pokazuję podobną sekwencję: dziesięć fotografii z zamieszek na Dworcu Centralnym podczas ostatniego zjazdu PZPR. Tu jednak efekt jest lepszy, a fotografie sporo mówią o nastrojach w tamtym czasie.

Bar, w którym sprzedawano głównie piwo. Września, 1991. Fot. Mariusz Forecki

Manifestacje, które fotografowałeś, są sygnałem toczących się w Polsce przemian społecznych, politycznych czy kulturowych. Duże znaczenie mają także symbole narodowe, zestawione z różnymi elementami popkultury, które pojawiają się w dalszej części książki. Jak podchodzisz do używania symboli narodowych na koszulkach, czapkach, a czasem nawet jako elementu manicure?

Trzeba spojrzeć na ostatnie zdjęcie w książce, na którym jest człowiek z wytatuowaną połową skrzydła orła na plecach. Staram się nie oceniać zjawisk i wydarzeń, raczej je rejestrować. Kiedyś narodowa symbolika pojawiała się w przestrzeni publicznej nieśmiało, jednak od paru lat można zauważyć zdecydowany wzrost jej wykorzystania. Pozwala to fotografom lepiej opowiadać o współczesnej Polsce.

Sprzedaż chleba na targowisku. Leszno, 1991. Fot. Mariusz Forecki

Wypowiadasz się publicznie na tematy polityczno-społeczne? Czy raczej trzymasz się starej dziennikarskiej zasady bycia neutralnym?

Przeszkadzałoby mi w pracy publiczne opowiedzenie się po jednej ze stron. Choć przejście do porządku dziennego nad coraz bardziej widocznym nacjonalizmem albo polowaniami jako rozrywką jest dla mnie problemem. Reaguję, raczej podpisując różne petycje lub uczestnicząc w manifestacjach.

W książce znajduje się zdjęcie młodych ludzi z flagą i napisem: „Precz z EWG i zjednoczoną Europą”. Pracowałem wtedy w tygodniku Poznaniak, który mimo tego, że był bulwarówką, publikował też relację z ważnych społecznie i politycznie wydarzeń. W roku 1992 pojechaliśmy z kolegą na proces Bolesława Tejkowskiego, lidera partii Polska Wspólnota Narodowa. W warszawskim sądzie było dużo fotografów, z polskich i zagranicznych agencji. Doszło nawet do przepychanki i pobicia jednego z nich, chyba Maćka Macierzyńskiego. W stronę dziennikarzy obecni na procesie młodzi narodowcy kierowali mocne słowa i gesty. Wyczuwali ich strach lub niechęć, próbowali zastraszyć. Do mnie i do kolegi jakoś się nie przyczepili i po jakimś czasie zaczęliśmy z nimi rozmawiać. Po procesie jako jedyni dziennikarze podeszliśmy do Bolesława Tejkowskiego i zapytaliśmy, czy możemy z nim porozmawiać, a on z uśmiechem zaprosił nas na spotkanie młodzieżówki. Poszliśmy tam, opowiadał o procesie. Mówił także o tym, kto rządzi w Polsce. Według niego wszyscy byli Żydami… Wałęsa – Żyd, Jan Paweł II – Żyd. Wywiązała się dyskusja i w pewnym momencie młodzi ludzie obecni na spotkaniu zaczęli krzyczeć w naszą stronę, że jesteśmy żydodziennikarzami. Bolesław Tejkowski ich uspokoił i powiedział, że jesteśmy przyjaciółmi z Poznania.

Urząd celny. Kierowcy czekają na oclenie towaru z Niemiec. Poznań, 1993. Fot. Mariusz Forecki

Tu trochę przesadził (śmiech). A potem zaproponował wyciągnięcie flag i innych symboli narodowych i pozowanie dla „kolegi fotografa”, czyli dla mnie. To mi uzmysłowiło, że aby pracować, nie mogę być fotografem zdeklarowanym politycznie. W codziennym życiu mam swoje poglądy, ale w pracy muszę to odsunąć.

Podobne podejście masz do angażowania się w sytuację, które fotografujesz? Ingerujesz w nie, czy pozwalasz im toczyć się w swoim tempie?

Trochę dalej w książce jest zdjęcie Rumunów nielegalnie przekraczających granicę na Nysie Łużyckiej. To był rok 1993, gdy obywatele rumuńscy nagminnie przedostawali się do Niemiec przez rzekę. Straż graniczna łapała ich i odstawiała do pociągu. Ta fotografia jest przedziwna, bo tam wszystko jest źle. Żołnierz na służbie jest bez czapki, w niedbałym mundurze, inni kierują broń w stronę ludzi.

Bar w starym autobusie na targu koni. Skaryszew koło Radomia, 1994. Fot. Mariusz Forecki

Twoja obecność jest nie w porządku.

Być może trochę tak, bo musiałem opowiedzieć się po stronie żołnierzy, którzy pozują tam dla mnie. Często tak bywa, że fotografując, muszę to zaakceptować. Rankiem żołnierze odprowadzili ich na pociąg i na peronie przyjaźnie się z nimi żegnali. Padło nawet zdanie „Do zobaczenia za trzy dni”.

Wigilia dla ludzi samotnych i bezdomnych w barze WARS na dworcu kolejowym. Poznań, 1990. Fot. Mariusz Forecki

Przyglądając się Twoim zdjęciom, mam czasem wrażenie, że uwiecznione na nich wydarzenia dzieją się specjalnie dla Ciebie.

Faktycznie może to tak wyglądać, jednak one by się i tak wydarzyły, może trochę inaczej. Dla mnie istotne jest, by do niczego nie zmuszać bohaterów. Jednocześnie mam świadomość, że człowiek z aparatem zawsze jest intruzem i w jakiś sposób wpływa na ich przebieg.

Protest rolników pod Urzędem Wojewódzkim. Poznań, 1991. Fot. Mariusz Forecki

Czy to prawda, że współcześnie dużo trudniej jest wejść do czyjegoś domu i namówić go na zrobienie zdjęcia?

I tak, i nie. Trudniej jest wejść gdzieś z marszu i fotografować, bo dziś trzeba udowodnić, że historia bohaterów jest naprawdę dla ciebie ważna. Ale jeśli to się uda, to mam wrażenie, że można zrobić więcej niż kiedyś. To jest trudne, gdy pracujesz w trybie realizacji projektów ograniczonych czasowo i to jest też zabójcze dla fotografii. Masz środki, masz termin i musisz kończyć. Dziś pewnie nie powstałaby na przykład fotografia pani Jadwigi, przesympatycznej tancerki erotycznej. Spędziłem z nią dwa tygodnie w klubie go-go i w zasadzie mogłem rejestrować wszystko. Właściciel z dumą pokazywał mi, jak rozwinął rodzinny biznes, który początkowo był tylko sklepem erotycznym.

Kibice na stadionie piłkarskim. Poznań, 1992. Fot. Mariusz Forecki

Tak jest też w przypadku pana Marka, do którego wracasz w kolejnych częściach książki. Znów czas ma znaczenie. Buduje zaufanie.

Dokładnie. Cieszę się, że to zauważyłaś. Chyba tylko artyści przeszli przez ten przełom, ten mechanizm niezniszczeni. Są ciągle sobą i działają bez względu na okoliczności. W pierwszej części pan Marek występuje na dworcu, a w drugiej publiczność ogląda go w dużym centrum handlowym. I wszędzie w takim samym programie.

Marsz Niepodległości pod hasłem „My chcemy Boga”. Jednym z gości był na nim Roberto Fiore, włoski, nacjonalistyczny polityk, określający się jako faszysta. Warszawa, 2017. Fot. Mariusz Forecki

Zdjęcie na okładce często jest wskazówką, jak odczytywać książkę. Zastanawiam się, na ile tak jest w tym przypadku.

To zdjęcie z aresztu pod Poznaniem. Współcześnie właściwie nie do powtórzenia. Z tego, co wiem, raczej nie ma drugiej takiej fotografii w Polsce. To były czasy, gdy na dziennikarzy i fotografów patrzyło się bardziej przychylnie. Więźniowie akurat wrócili po pracy do zakładu i poszli pod prysznic, a ja za nimi. Uznałem, że to zdjęcie jest na tyle ważne – człowiek, który jest zamknięty i próbuje się umyć, z tymi kratami w oknach – że pokazuje w symboliczny sposób mechanizm zmian.

Figura Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, wzniesiona w zachodniej Polsce – jeden z największych posągów Chrystusa na świecie. Świebodzin, 2010. Fot. Mariusz Forecki

W części dotyczącej współczesnej Polski jest dużo mniej bohaterów. Więcej sytuacji skrajnych, więcej pustej przestrzeni, odwróconych twarzy, mniej grania dla Ciebie.

Być może to wynika z tej zmiany w podejściu do bycia fotografowanym. Ale pojawiły się z kolei środowiska niebywale na to otwarte np. drag queen, byłem zaskoczony ich przyjaznością. To też pewnie wynika z coraz większej akceptacji społecznej, w zasadzie ludzie już nie boją przyznawać się do swojego stylu życia.

Publiczność na festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie, 1992. Fot. Mariusz Forecki

Jaka była Twoja intencja analizy własnego archiwum dotyczącego Polski i wydania tego projektu?

Jak sięgam do swojego archiwum, to zaczynam rozumieć, że zdjęcia mogą być po pewnym czasie odczytywane zupełnie inaczej. Inżynieria społeczna i obserwacja mechanizmów – niezwykle mnie to interesuje. Chciałem, żeby książka tuż po otwarciu działała jak magnes. Większość z tych zdjęć nie jest ani zabawna, ani pozytywna, a jednak tak ją budowałem, by nie można się było od niej oderwać. Żeby była tłusta, gęsta, męcząca. Na pewno nie miała być ładna.

Tort z okazji 375-lecia browaru w Tychach, 2004. Fot. Mariusz Forecki

Dlaczego?

To by się kłóciło z treścią. Chodziło mi o pokazanie tego, jak ja odbierałem tamte czasy, których efekty widać także współcześnie. Zainspirowany w końcówce lat 80. fotografiami nieżyjącego już Mariusza Stachowiaka, rejestrowałem tematy nieoczywiste, wymykające się obowiązującym wtedy ramom czy zainteresowaniom większości aktywnych w tamtym okresie fotografów. Takich znajdowałem też bohaterów. Wspominam moment, gdy otworzyliśmy się na Europę, zniesiono wizy do Niemiec.

To był czas ogromnego odpływu Polaków. W książce jest fragment tekstu o pociągach z Warszawy do Berlina. Bilety kupowałem, stojąc kilka godzin w kolejce do kasy międzynarodowej. Sukcesem było już dostanie się do tego pociągu, który był potwornie przeładowany, komfortowe było miejsce w toalecie. Te podróże miały też taki cel, aby sprzedać trochę ciuchów za zachodnią granicą i zdobyć kasę na lepsze życie, choćby przez kolejny miesiąc. Tymczasem dziś nikogo nie dziwi, że w komfortowych warunkach latamy, gdzie chcemy, za niewielkie pieniądze.

Czy Twoja książka może zainteresować pokolenie 20- lub 30-latków, którzy nie pamiętają czasu przełomu?

Myślę, że tak. Nie chciałem, żeby książka była prostą opowieścią o tamtych czasach. Chodziło mi bardziej o zebranie fotografii, które pokażą, jak działa taki mechanizm zmian. W pierwszej i drugiej części są barwne fotografie, gdzie pewne motywy się powtarzają. Zestawienie ich służy temu, by przyjrzeć się Polsce w trakcie przemian społecznych, gospodarczych, prawie rewolucji. Obserwując reakcje młodych ludzi, widzę, że w pierwszą część książki trochę trudno jest im uwierzyć. Łatwiej im to przychodzi w części środkowej, może też dlatego, że fotografia czarno-biała jest dla większości bardziej wiarygodna, odległa i trudna do zweryfikowania. Ostatnia część jest poświęcona współczesności i przez to najbliższa odbiorcy. Dla mnie istotne jest to, by po obejrzeniu całości człowiekowi zostało w pamięci coś więcej niż tylko egzotyczne zdjęcia, sytuacje.

Książka „Mechanizm. Polska 1988-2019” dostępna jest na stronie wydawcy, Fundacji PIX.HOUSE (pix.house). Za projekt odpowiada Andrzej Dobosz

Czy na etapie pracy nad książką, przeglądania archiwum konsultujesz z kimś swoje wybory? Czy sprawdzasz na innych osobach, jak działa sekwencja?

Zawsze pracuję sam. Muszę poczuć, że się z tym identyfikuję. Nie bardzo chcę, by ktoś to zmieniał. Na finalnym etapie pokazuję efekt kilku osobom. To zaufani ludzie z Fundacji Pix.house: Michał Adamski, Michał Sita, Adrian Wykrota i grafik Andrzej Dobosz. Pytam, czy to działa, i tyle. Po wydaniu książki też nie bardzo śledzę pojawiające się recenzje.

Wyobrażasz sobie taki moment, gdy przestaniesz fotografować Polskę?

Tak. Myślę, że nastąpi to za kilkadziesiąt lat (śmiech).

Mariusz Forecki

Rocznik 62. Intensywnie fotografuje w Polsce  i na terenach byłego ZSRR.   Autor książek z fotografią dokumentalną: „I Love Poland”, „Kolekcja Wrzesińska”, „W Pracy”,  „Człowiek w ciemnych okularach” i wyróżnionej w konkursie Grand Press Photo oraz Pictures of the Year International „Mechanizm” (2019, PIX.HOUSE).   Ukończył Instytut Kreatywnej Fotografii Uniwersytetu Śląskiego w czeskiej Opavie.   Laureat wielu konkursów fotograficznych i autor wystaw.   Uhonorowany między innymi medalem Związku Polskich Artystów Fotografików i Nagrodą Artystyczną Miasta Poznania.   Współzałożyciel miejsca dla fotografii PIX.HOUSE  www.forecki.pl.

Zdjęcie otwierające: Kontrola drogowa  w okolicach Wrześni, 1990. Fot. Mariusz Forecki

Autor: Monika Szewczyk-Wittek

Z wykształcenia dziennikarka, z zawodu i pasji fotoedytorka. Współzałożycielka agencji Napo Images. Prowadzi zajęcia z fotoedycji i etyki w fotografii w Instytucie Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Współautorka cyklu Wszyscy Jesteśmy Fotografami.

Słowa kluczowe:
Komentarze
Więcej w kategorii: Wywiady
Newton żyje nadal dzięki swojej pracy - rozmowa z dyrektorem Fundacji Helmuta Newtona
Newton żyje nadal dzięki swojej pracy - rozmowa z dyrektorem Fundacji Helmuta Newtona
Z Mathiasem Harderem, dyrektorem Fundacji Helmuta Newtona w Berlinie oraz kuratorem wystawy „Lubię silne kobiety” w Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu” w Toruniu rozmawiamy o życiu Mistrza...
22
0
"Kiedy przyjechałem do Ameryki, chciałem ścigać się jako kierowca. Tak to się zaczęło" - rozmowa z Craigiem McDeanem
"Kiedy przyjechałem do Ameryki, chciałem ścigać się jako kierowca. Tak to się zaczęło" - rozmowa z...
W książce „Manual”, McDean połączył swoją miłość do sportowych samochodów z pasją do fotografii mody. Zapytaliśmy go o kulisy jej powstania, zawodową drogę i punkty zwrotne w karierze.
40
0
"Góry uczą pokory" - rozmowa z Kubą Witosem, który przeszedł wszystkie szlaki Tatr
"Góry uczą pokory" - rozmowa z Kubą Witosem, który przeszedł wszystkie szlaki Tatr
Góry fotografuje od zawsze, ale ostatni rok poświęcił wyłącznie polskim Tatrom. Efektem są zdjęcia zebrane w ramach projektu “Szlaki Tatrzańskie”. Kuba Witos opowiedział nam o swoich dwóch...
121
4