Thypoch Voyager 24-50 mm f/2.8 - test praktyczny

Pierwszy w ofercie chińskiego producenta zoom z autofocusem ma łączyć nowoczesne korekcje z kinowym charakterem optyki filmowej. Czy stylowy i kompaktowy Voyager okaże się dla Thypocha przepustką do świata „premium-alternatyw”?

Skomentuj Kopiuj link
Posłuchaj
00:00

Thypoch to młoda chińska marka, która dzięki połączeniu klasycznej estetyki z nowoczesną optyką (a także szerokiej promocji w social mediach), dość szybko zyskała rozpoznawalność. Powstała w 2023 roku i jest częścią DZO Group, firmy z Shenzhen zajmującej się również produkcją optyki przemysłowej i filmowej.

Początkowo znana była głównie z tańszych alternatyw dla Leiki i Voigtlandera, wypuszczając linię dobrze przyjętych stałek Simera (28 i 35 mm f/1.4) z mocowaniem M. Zachęcony pierwszymi sukcesami Thypoch poszerzył ofertę o wzorowaną na klasykach z lat 50. linię Eureka oraz kolejne Simery (50, 75, 21 mm). Większość manualnych modeli producenta dostępnych jest z mocowaniem M, ale zaczynają się już pojawiać również wersje z bagnetem Sony E i Nikon Z. Dzięki krótkiej odległości rejestrowej obiektywy można też łatwo adaptować do innych mocowań.

W tym roku zadebiutowała kolejna stylowa linia Ksana (21 mm f/3.5), ale zdecydowanie ważniejszą dla producenta premierą jest pierwszy wyposażony w autofocus standardowy zoom adresowany do szerokiego grona użytkowników bezlusterkowców Sony.

Thypoch Voyager AF 24-50 mm f/2.8 jest bezpośrednim konkurentem systemowego Sony FE 24-50 mm f/2.8 G, a więc modelu ze średniej półki producenta. Oba obiektywy oferują ten sam zakres ogniskowych, stałe światło f/2.8, podobną wagę i tę samą średnicę filtra 67 mm, ale Thypoch oferowany jest w o połowę niższej cenie (2500 zł na oficjalnej stronie). W tym budżecie dostaniemy również Samyanga AF 24-60 mm f/2.8, ale jest to już obiektyw zauważalnie większy i nieco cięższy (ale też dłuższy).

Nazwa firmy ma łączyć „Thy” i „Epoch”, czyli w luźnym tłumaczeniu „twoją epokę” lub „twój czas”. Czy z niszowego producenta retro-manuali Thypoch ma szansę awansować do kategorii popularnych alternatyw i powtórzyć sukces takich marek jak TTArtisan czy Viltrox? Czy nadchodzi czas Thypocha? Przekonajmy się!

Thypoch Voyager 24-50 mm f/2.8 - a ja Ciebie już gdzieś widziałem

Voyager to mała, lekka (432 g) i bardzo zgrabna konstrukcja, która stylistyką (te skośne karbowania pierścieni!) nawiązuje czytelnie do popularnych kilka dekad temu zoomów Minolta czy wczesnych modeli Sigma i Tokina. Wykonana jest jednak zdecydowanie lepiej, bo tani plastik zastępują tu nowoczesne kompozyty. Dodatkowo, jak informuje producent, newralgiczne punkty zostały uszczelnione. To co możemy potwierdzić to obecność uszczelki o-ring wokół stalowego bagnetu.

Największym zaskoczeniem jest wewnętrzne zoomowanie (tubus nie rozsuwa się podczas zmiany ogniskowej), co zarezerwowane jest zazwyczaj dla modeli profesjonalnych. Zamknięta konstrukcja jest bardziej odporna na wilgoć i zabrudzenia (nie zasysa ich do środka), ale też zachowuje stabilny środek ciężkości w całym zakresie ogniskowych, co dla filmowców oznacza mniej problemów z wyważaniem gimbala.

Z zaawansowanych modeli zaczerpnięto również pierścień przysłony (ma bardzo satysfakcjonujący klik!) i funkcyjny przycisk, który przez korpus Sony A7RV rozpoznawany jest bez problemów. Przytrzymanie go dłużej przywołuje menu personalizacji, co również jest bardzo wygodne. Ponadto na obudowie znajdziemy jeszcze uszczelnione złącze USB-C, które służy do aktualizacji oprogramowania obiektywu. Nie ma jednak przełącznika płynnej pracy przysłony.

Wady? Chyba tylko jedna, a mianowicie bardzo wąski pierścień zoomowania. Jest znacznie węższy od pierścienia ostrości, co w przypadku obiektywu z nowoczesnym AF wydaje się nieco zaskakujące. Pierścień zoomowania pracuje też z dość dużym oporem, ale płynnie i precyzyjnie. Być może z czasem się wyrobi. Wykonany z miękkiej gumy przyjemnie klei się do dłoni, ale z tego samego powodu łatwo zbiera też kurz i zabrudzenia.

Generalnie jednak wykonanie stoi na zaskakująco wysokim poziomie i zawstydza niejedną znacznie droższą konstrukcję.

Optyka? "Charakter ponad doskonałość"

Zarówno zoom Thypoch, jak i Sony G to 16 elementów ustawionych w 13 grupach, przy czym Sony ma aż 4 drogie i trudne w produkcji elementy asferyczne (i 2 typu ED). Układ optyczny Thypoch to tylko 2 soczewki asferyczne, ale też 3 elementy ED i 3 typu HR/HRI, czyli szkła o wysokim współczynniku załamania. W obu przypadkach mamy więc do czynienia z dość zaawansowanymi układami. A co pokazują zdjęcia?

W przekazie marketingowym Thypoch jasno stawia charakter obrazu ponad jego optyczną perfekcję i chyba trzeba uznać to za słuszną strategię. Obiektyw faktycznie rysuje ciekawie, ale pod względem korekcji typowych wad optycznych nie ma się specjalnie czym pochwalić. Ale po kolei.

Ostrość w centrum jest naprawdę bardzo dobra i to w całym zakresie ogniskowych. Zmierzając ku rogom, rozdzielczość stopniowo - a przy krawędziach już wyraźnie - spada. Nadal jest to obraz użyteczny, ale oglądając powiększenia, przypominamy sobie, że jest to konstrukcja amatorska. 

Nie najlepiej obiektyw wypada też w pracy pod światło. Po przymknięciu przysłony punkty świetlne zmieniają się w ładne gwiazdki, ale gdy promienie wpadają w układ optyczny pod dużym kątem, pojawiają się wyraźne i często nieprzyjemne flary oraz odblaski. Spada też nieco kontrast sceny.

Mniej elementów asferycznych przekłada się też widocznie na korekcję geometrii. Dystorsja nie jest może duża, ale faluje, co utrudnia jej korygowanie. Systemowa korekcja dla plików JPEG, jak i zaszyte profile dla wywoływarek RAW niwelują te wady dość skutecznie, choć nie idealnie. Dla ogniskowej 50 mm zawija wręcz obraz wrogach kadru, co widzimy chyba po raz pierwszy.

24 mm, korekcja perspektywy OFF
24 mm, korekcja perspektywy ON
50 mm, korekcja perspektywy OFF
50 mm, korekcja perspektywy ON

Dobrze kontrolowana jest za to aberracja chromatyczna - minimalna i zauważalna dopiero na powiększeniach rzędu 200%. A więc pomijalna. Nie mamy też zastrzeżeń do ogólnej kolorystyki zdjęć. 10-listkowa przysłona przekłada się na ciekawy charakter nieostrości, choć i tu można mieć pewne zastrzeżenia.

Bokeh Voyagera jest co do zasady bardzo przyjemny i miękki, ale nie w każdej sytuacji jest idealnie gładki. Przy większych, łagodniejszych źródłach światła (jak ciepłe żarówki) krążki rozproszenia wyglądają bardzo czysto i subtelnie, natomiast drobne, kontrastowe refleksy (np. światło przebijające przez liście) potrafią ujawnić wyraźne obwódki i bardziej nerwowy wygląd rozmycia. Producent w materiałach promocyjnych odmienia "filmowość" przez wszystkie przypadki i bez wątpienia obiektyw ma swój charakter, ale nie każdemu musi on przypaść do gustu.

Co ciekawe, minimalny dystans ostrzenia 30 cm utrzymuje się w całym zakresie, co oznacza, że największe powiększenie uzyskamy dla 50 mm (ok. 0,216×). Dla porównania Sony FE 24-50 mm f/2.8 G wypada lepiej pod tym względem, bo ostrzy od 0,19 m na 24 mm i 0,30 m na 50 mm, a jego maksymalne powiększenie to 0,30×. Sony daje więc wyraźnie nieco możliwości zbliżeń, zwłaszcza na szerokim końcu. Nadal jesteśmy jednak w stanie wykonywać ostre zdjęcia drobnych detali.

Ostrzenie AF jest płynne i bezdźwięczne, a w dobrym świetle pewne i precyzyjne. Obiektyw sprawnie przeostrza z bliskiego na daleki plan, pod względem szybkości zachowuje jednak dystans do optyki natywnej. W słabym świetle i na krótkich dystansach potrafi się też wahać i potrzeba chwili, by skutecznie zablokować ostrość na wybranym punkcie.

Nie jest to więc poziom profesjonalnej optyki reporterskiej, ale w amatorskich zastosowaniach - krajobrazie, portrecie, produkcie - sprawdzi się bardzo dobrze. Bez problemu wspiera też tryb śledzenia i detekcje w korpusach Sony.

Thypoch Voyager 24-50 mm f/2.8 -pierwsze wnioski

Pierwszy zoom chińskiego producenta to konstrukcja zaskakująco dojrzała. Obiektyw jest zgrabny i świetnie wykonany, a dodatkowe uszczelnienia, pierścień przysłony, przycisk funkcyjny i przede wszystkim wewnętrzne zoomowanie przybliżają go już do półki zaawansowanej.

Obiektyw jest ostry w centrum i kontrastowy. Nieco słabszy na brzegach, ale w zastosowaniach amatorskich nie będzie to miało większego znaczenia. Ma za to widoczne problemy z korekcją geometrii i redukcją odblasków w pracy pod światło. Producent twierdzi jednak, że zarówno w przypadku tej konstrukcji, jak i innych modeli Thypoch, od klinicznej jakości ważniejszy jest unikalny charakter obrazowania, czyli mówiąc prościej: „może nie jest doskonały, ale przynajmniej nie jest nudny”.

W przypadku optyki dla twórców i ambitnych amatorów może nie być to wcale zła strategia zwłaszcza, że mniej wyrafinowana optyka pozwala na tworzenie obiektywów lżejszych i tańszych. W sam raz do niedużych korpusów, zwłaszcza klasy A7C.

Plusy
  • Mały i lekki
  • Solidnie wykonany
  • Uszczelniony
  • Wewnętrzny zoom
  • Pierścień przysłony
  • Średnica filtra 67 mm
  • Dobra ostrość w centrum
  • Skuteczna korekcja aberracji
  • charakterny bokeh
  • Cichy i płynny AF
  • Przystępna cena
Minusy
  • Wąski pierścień zoomowania
  • Spadek ostrości na brzegach 
  • Słaba praca pod światło
  • Wyraźna dystorsja
  • Nie zawsze pewny AF
  • charakterny bokeh


Thypoch Voyager 24-50 mm f/2.8 - zdjęcia przykładowe

Wszystkie zdjęcia wykonaliśmy aparatem Sony A7RV na ustawieniach standardowych dla plików JPEG w najwyższej jakości (włączone korekcje optyczne, wyłączona redakcja szumu). By samodzielnie ocenić możliwości obiektywu polecamy pobrać paczkę plików RAW.

Komentarze
Przeczytaj także
Zobacz więcej z tagiem: zoom
Magazyny
Zamów