Panasonic L10 nie jest oficjalnie następcą modelu LX100 II, ale trudno nie patrzeć na niego właśnie w tym kontekście. Producent przedstawia go jako początek nowej linii zaawansowanych kompaktów, jednak podobna filozofia, zbliżony zakres ogniskowych i wyraźnie fotograficzny charakter sprawiają, że skojarzenia z serią LX nasuwają się same.
Na rynku od dawna brakowało nowego kompaktu z jasnym zoomem, dużą matrycą i obsługą zaprojektowaną z myślą o fotografach, a nie wyłącznie o twórcach wideo. L10 próbuje wypełnić właśnie tę lukę. Ma 26.5-megapikselową matrycę formatu Cztery Trzecie, nowoczesny procesor, autofokus z detekcją fazy, bardzo rozbudowane funkcje filmowe i jasny obiektyw o ekwiwalencie 24-75 mm. Nie jest przy tym kieszonkowym aparatem w klasycznym znaczeniu tego słowa. To raczej kompakt dla osób, które chcą mieć przy sobie aparat mniejszy od zestawu z wymienną optyką, ale bez rezygnowania z szybkiej kontroli, wysokiej jakości obrazu i nowoczesnych funkcji.
Budowa i wykonanie
Nowy L10 nie jest taki mały. Jest zauważalnie większy i trochę cięższy od kompaktów z 1-calową matrycą, a nawet od Panasonica LX100 II. Pod względem gabarytów bliżej mu do aparatów z serii Fujifilm X100 niż do klasycznych kieszonkowych kompaktów. To jednak nadal konstrukcja zauważalnie mniejsza i lżejsza od typowych pełnoklatkowych bezlusterkowców z obiektywem o podobnym zakresie. Bez problemu mieści się w większej kieszeni lub zwykłej nerce, a na spacerach najwygodniej go nosić na pasku na nadgarstek.
Fajny, stylowy design traci jednak nieco na atrakcyjności po włączeniu aparatu. Wysuwa się bowiem czarny tubus, a sam obiektyw staje się przy szerokim kącie dwa razy dłuższy, a w pozycji tele wydłuża się jeszcze bardziej. Niestety fizyki nie przeskoczymy. W przypadku zoomów - tak jak w obiektywach systemowych - mamy albo długą zamkniętą konstrukcję, albo krótszą, ale wysuwaną.
L10 ma solidną i zwartą obudową, z aluminiowym topem, podstawą i obudową obiektywu - choć plastikowymi klapami zasilania i pamięci. Ale nie jest uszczelniony. Złącza są całkiem dobrze zabezpieczone przez gumowe zaślepki, ale przy pokrywach baterii i karty nie ma uszczelek.
Choć uchwyt nie jest specjalnie głęboki, aparat trzyma się w jednej ręce całkiem wygodnie. Wydaje się jednak, że z tyłu pod kciukiem nie ma wystarczająco dużo miejsca. W rezultacie przy podnoszeniu lub odkładaniu aparatu często przypadkowo wciskamy przyciski Q, podgląd zdjęć lub tylne pokrętło sterujące. Swoją drogą, ono także potrafi irytować, bo jest dosyć wąskie i przy obracaniu łatwo o przypadkowe aktywowanie jednej z czterech przypisanych tam funkcji.
Jednocześnie L10 oferuje bardzo szerokie możliwości personalizacji. Konfigurować można pokrętła i przyciski, a na obiektywie pierścień sterujący i czteropozycyjny przełącznik. Dzięki temu L10 da się ustawić tak, by podczas fotografowania rzadko zaglądać do głównego menu, które jest mocno rozbudowane.
W szybszej obsłudze pomaga też ekran z dotykowymi kafelkami (jedna z opcji widoku ekranu) i Quick Menu oraz aż 5 ustawień własnych na kole trybów. Do szczęścia brakuje tylko joysticka w miejscu przycisku LUT - każdy, kto jest przyzwyczajony do systemowego korpusu będzie tam mimowolnie kierował kciuk.
Wizjer i ekran
Podobnie jak LX100, nowy L10 ma wizjer w stylu dalmierzowym. Ma nieco mniejszą rozdzielczość, ale panel OLED jest naprawdę wysokiej jakości. Daje czysty, kontrastowy obraz bez smużenia i o wiernej kolorystyce. Jedyne czego brakuje w tej konstrukcji to głębszej muszli ocznej. W obecnej postaci twarde obrzeże nie osłania przed bocznym światłem, co szczególnie doskwiera w pełnym słońcu - a to przecież w takich właśnie warunkach chcemy go używać. W dodatku wizjer już tak nie odstaje od tylnej ścianki i gdy staramy się go mocniej przycisnąć do oka, zdarza się, że policzkiem aktywujemy funkcje dotykowe na wyświetlaczu.
Do wyświetlacza natomiast trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. To naprawdę bardzo dobry ekran, który spisuje się nadwyraz dobrze nawet w ostrym słońcu. W dodatku zamontowany jest na bocznym zawiasie, co gwarantuje wygodne kadrowanie praktycznie w każdej pozycji, zarówno w poziomie, jak i pionie - tym bardziej, że interfejs obraca się o 90 stopni, dostosowując się do zdjęć w orientacji portretowej.
Złącza i zasilanie
Zestaw złączy jest raczej podstawowy. L10 oferuje port USB-C do ładowania i transferu danych z prędkością do 10 Gb/s oraz gniazdo mikrofonowe 3.5 mm. Nie ma natomiast gniazda słuchawkowego ani HDMI, co przy tak rozbudowanych funkcjach filmowych (o których w dalszej części testu) jest pewnym ograniczeniem. Aparat technicznie może być używany do bardziej zaawansowanych produkcji wideo, ale brak odsłuchu pokazuje, że Panasonic mimo wszystko traktuje L10 przede wszystkim jako aparat fotograficzny z dodatkowym bardzo mocnym trybem filmowym.
Duży plus należy się za akumulator. L10 korzysta z baterii BLK22, znanej z wielu pełnoklatkowych bezlusterkowców Panasonica. Według normy CIPA pozwala ona wykonać 410 zdjęć przy korzystaniu z wizjera i 420 zdjęć przy użyciu ekranu. W praktyce można liczyć nawet na prawie dwa więcej. A jeśli dodamy do tego możliwość szybkiego podładowania przez powerbanku lub w samochodzie, możemy liczyć na to, że bez wymiany baterii aparat spokojnie wytrzyma intensywny dzień zwiedzania na wakacjach.
Szybkość obsługi i zdjęcia seryjne
L10 jest nowoczesnym aparatem, ale nie we wszystkim sprawia wrażenie szybkiego. Największym ograniczeniem wydaje się obiektyw. Po włączeniu aparatu potrzebuje 2-3 sekund, by się wysunąć, a po wyłączeniu podobnego czasu, by się schować. Również samo zoomowanie jest powolne. Przejście całego zakresu od szerokiego kąta do tele zajmuje ponad 3 sekundy. Do takiej “dynamiki” trzeba się niestety przyzwyczaić, jeśli wcześniej mieliśmy do czynienia z aparatami systemowymi i ręcznym zoomowaniem.
Poza tym aparat działa sprawnie. Obsługa menu i ekranu dotykowego odbywa się bez opóźnień, a tryb seryjny z migawką elektroniczną pozwala fotografować z szybkością aż 30 kl./s. Z tą prędkością aparat może zapisać do 45 zdjęć, bez względu na to, czy zapisujemy JPEG-i, RAW-y czy oba formaty jednocześnie. Co ciekawe, limit 45 ujęć występuje nawet po zmniejszeniu prędkości serii. Trzeba jednak podkreślić, że po zapełnieniu bufora aparat nie blokuje się. Zrzuca całość na kartę przez 5-6 sekund, ale w trakcie można nadal fotografować serią - wskaźnik aktualnego stanu bufora zmienia się na żywo.
W trybie migawki elektronicznej można korzystać z funkcji pre-burst, czyli rejestrowania zdjęć jeszcze przed pełnym naciśnięciem spustu migawki. To funkcja szczególnie przydatna przy fotografowaniu sportu, scen ulicznych, czy zwierząt, kiedy decydujący moment łatwo przegapić. Aparat buforuje wtedy 15 zdjęć (przez pół sekundy) i potem - po dociśnięciu spustu migawki - może wykonać jeszcze 30, czyli w sumie wspomniane już wcześniej 45 zdjęć.
Tryb seryjny z migawką mechaniczną jest dużo wolniejszy, ale nadal względnie szybki. Przez około 10 s jest w stanie zapisać 114 zdjęć z prędkością 11-12 kl./s - to naprawdę bardzo dobry wynik.
Mechaniczna migawka jest jednak ograniczona tylko do 1/2000 s. Fotografując w pełnym słońcu raczej z marszu musimy się przestawić na migawkę elektroniczną - chyba, że będziemy przymykać przysłonę. Bez obaw jednak, w trakcie testów ani razu przy elektronicznej migawce nie pojawił się efekt rolling shutter.
Autofokus
Najważniejszą zmianą względem starszych kompaktów Panasonica jest autofokus z detekcją fazy. L10 korzysta z systemu znanego z najnowszych aparatów systemowych marki, z rozpoznawaniem ludzi, zwierząt, samochodów, motocykli i rowerów, pociągów oraz samolotów. System potrafi też priorytetowo traktować wybrane części obiektu, na przykład kask motocyklisty albo kokpit samolotu.
Do dyspozycji mamy kilka trybów wyboru pola AF: precyzyjny punktowy, pojedynczy obszar o regulowanym rozmiarze, obszar plus, konfigurowalną strefę, strefę poziomą lub pionową, pełny obszar oraz śledzenie. Aparat nie ma joysticka, więc punkt ostrości ustawiamy ekranem dotykowym albo czterokierunkowym wybierakiem. Można też wykorzystać ekran jako touchpad podczas patrzenia przez wizjer.
W praktyce autofokus najlepiej działa w trybach rozpoznawania obiektów. Jest wtedy szybki i skuteczny w szerokim zakresie sytuacji. Trzeba tylko pamiętać, że detekcję traktuje z mocnym priorytetem. Nawet chcemy wyostrzyć na jakimś bliskim elemencie, aparat będzie starał się złapać ostrość na nawet odległym temacie adekwatnym dla ustawionej detekcji.
Poza tym, choć generalnie AF działa bardzo szybko, to jednak potrafi się zgubić i przez chwilę pompować jak w starych kompaktach. Są to sytuacje losowe, choć powtarzające się. W większości codziennych zastosowań nie stanowi to jednak problemu.
Jakość zdjęć
Sercem L10 jest 26.5-megapikselowa matryca formatu Cztery Trzecie, znana z modeli GH7 i G9 II. W praktyce jednak aparat wykorzystuje ją w sposób podobny do LX100 II, czyli nie korzysta z całej powierzchni sensora. W formacie 4:3 nadal dostajemy największą rozdzielczość zdjęć 20.5 Mp, w 3:2 to 19.5 Mp, w 16:9 to 18 Mp, a 1:1 to 15 Mp.
Na niskich i średnich czułościach zdjęcia są ostre i kontrastowe, bez żadnych artefaktów wynikających chociażby z przesadnego wyostrzenia. Lekki skok jakości pojawia się przy ISO 1600. Od tego momentu szczegóły zaczynają powoli znikać, a obraz staje się coraz bardziej miękki, aż do ISO 12800, które włącza mocniejsze wyostrzanie. Mimo to, ogólna jakość obrazu pozostaje akceptowalna. Dopiero przy ISO 25600 szczegółowość jest już dużo słabsza i na dodatek obraz traci kolory. W ostateczności nadal jednak, ta maksymalna czułość może być użyteczna do zachowania cennych wspomnień.
Reasumując, nowy L10 oferuje nam całkiem dobrą jakość obrazu w całym zakresie ISO. Systemowe pełnoklatkowe korpusy radzą sobie lepiej na wysokich ISO, ale L10 reprezentuje poziom zdecydowanie wyższy od tego co oferują dziś aparaty w topowych smartfonach.
Poza tym, L10 ma ważny atut dla kreatywnych osób, które lubią zabawę z kolorem…
Funkcja LUT
System Real-Time LUT to jedna z ciekawszych funkcji L10. Pozwala zapisywać własne profile kolorystyczne bezpośrednio w zdjęciach JPEG i filmach, bez konieczności późniejszej obróbki. Można korzystać z gotowych „looków” pobieranych przez aplikację Lumix Lab albo tworzyć własne profile. Z poziomu aparatu w każdym z ustawień regulować można na żywo: kontrast, światła, cienie, nasycenie, odcień, efekt ziarnistości, szum kolorowy, ostrość czy redukcję szumów.
W praktyce to funkcja, która dobrze pasuje do charakteru takiego aparatu. L10 ma być sprzętem do noszenia na co dzień, podróży, fotografii ulicznej i sytuacji, w których często zależy nam na szybkim, gotowym efekcie. Real-Time LUT pozwala nadać zdjęciom konkretny charakter już na etapie fotografowania. Dla jednych będzie to kreatywna zabawka, dla innych istotne narzędzie, szczególnie jeśli chcą zachować spójny wygląd materiału bez długiego siedzenia przy komputerze.
Jakość obiektywu
Obiektyw L10 to ten sam jasny zoom o ekwiwalencie 24-75 mm co w LX100 II. Opiera się na 11 soczewkach w 8 grupach (2 ED, 5 asferycznych, 8 soczewek z powierzchniami asferycznymi). Jego największą zaletą jest uniwersalność.
Zakres zaczyna się od użytecznego szerokiego kąta, dobrego do krajobrazu, architektury, wnętrz i fotografii podróżniczej, a kończy na krótkim tele, które sprawdzi się przy portretach, detalach i bardziej uporządkowanych kadrach. Jednocześnie jasność f/1.7-2.8 pozwala fotografować w słabszym świetle i uzyskać pewną separację tła, choć oczywiście nie należy oczekiwać efektu znanego z dużych matryc i jasnych stałek.
Optycznie jest dobrze, ale nie idealnie. Przy szeroko otwartych przysłonach obraz jest dość miękki w całym kadrze, choć dostrzegamy to dopiero oglądając zdjęcia 1:1 i porównując do f/4. Wtedy bowiem, zarówno na szerokim kącie, jak i w zakresie tele, obiektyw osiąga szczytową rozdzielczość. Nadal jednak brzegi w porównaniu do centrum kadru pozostają mało ostre. Oczywiście, cały czas mowa o jakości ocenianej na pełnym powiększeniu. Gdy oglądamy zdjęcia wyświetlone na monitorze w całości, tych różnic raczej nie dostrzeżemy.
24 mm
75 mm
Nie musimy się przy tym martwić o dystorsję, winietowanie czy aberrację chromatyczną. Wady te są dobrze korygowane - zapewne zarówno dzięki samej optyce, jak i cyfrowym redukcjom.
W praktyce obiektyw L10 będzie wystarczający do większości zadań. Bonusem jest tryb makro, który umożliwia fotografowanie już od 3 cm dla szerokiego kąta i od 30 cm w zakresie tele. Jedynym minusem jest tu tempo zoomowania. Przy aparacie tej klasy i ceny chciałoby się bardziej natychmiastowej reakcji.
Funkcje wideo
Choć L10 jest przede wszystkim aparatem fotograficznym, jego możliwości filmowe są bardzo rozbudowane - wariantów nagrywania jest lekką ręką kilkadziesiąt. Przy maksymalnej wydajności aparat może nagrywać na przykład materiał 5.2K (5184x3888 px) Open Gate 4:3 do 30 kl./s (4.2.0 10-bit Long GOP w kodeku H.265/HEVC, 200 Mbps) lub w kinowym formacie 5.6K (5632x2976 px 17:9) z szybkością 60p (4.2.0 10-bit Long GOP 5632x2976 px). Jeśli zależy nam na jeszcze kompresji ALL-Intra możemy nagrywać maksymalnie w Cine 4K 60p z kodowaniem 4.2.2 (600 Mbps) w kodeku H.264/MPEG-4 AVC. Opcji jest naprawdę wiele!
Warto zwrócić uwagę na obecność formatu MP4 Lite (obok MP4 i MOV). To format zaprojektowany z myślą o plikach wystarczająco dobrych jakościowo do mediów społecznościowych, ale mniejszych i łatwiejszych do przesyłania. Stosowana jest tu kompresja 4:2:0 10-bit (Long GOP), a maksymalna rozdzielczość zapisu 4:3 Open Gate wynosi 3.8K (3840x2880 px) z szybkością 30p, co ułatwia późniejsze przygotowanie zarówno poziomych, jak i pionowych kadrów. Jest też tradycyjne 4K (16:9) do 120 kl./s.
Do tego mamy profile Log i HLG, wspominana już funkcja Real-Time LUT, narzędzia wspomagające podgląd, monitorowanie ekspozycji za pomocą waveformu, konfigurowalne ramki kadrowania i funkcję Focus Transition, pozwalającą wykonywać powtarzalne, automatyczne przejścia ostrości. Oczywiście wszystkie tryby rozpoznawania obiektów AF działają również także w trakcie nagrywania.
Jak na aparat tego segmentu jakość wideo stoi na wysokim poziomie. L10 może służyć zarówno jako prosty kompakt do okazjonalnego filmowania, jak i całkiem poważne narzędzie dla osób, które chcą vlogować lub nagrywać krótsze formy wideo na sociale. Ograniczenia wynikają raczej z formy aparatu niż z samej specyfikacji. Brakuje gniazda słuchawkowego, a jeśli chcemy korzystać z filtrów ND, musimy sięgnąć po małe zewnętrzne filtry na gwint 43 mm.
Filmy przykładowe
Podsumowanie
Panasonic L10 to aparat, na który wielu fotografów cierpliwie czekało. Jego największą siłą jest uniwersalność. To aparat, który można zabrać w podróż, na spacer, do miasta, na rodzinny wyjazd albo jako codzienny notatnik fotograficzny. To również całkiem dobra propozycja dla bardziej ambitnych fotografów ulicznych - z takim aparatem możemy zachowywać się jak japoński turysta, fotografując w bardzo dobrej jakości wszystko i wszystkich bez zwracania na siebie uwagi.
Lumix L10 oferuje bowiem jakość obrazu lepszą niż kompakty z 1-calową matrycą i smartfony, szczególnie na dłuższych ogniskowych. Ma dobry wizjer i odchylany wyświetlacz z responsywnym dotykiem, oferuje długi czas pracy na baterii, szybki tryb seryjny, skuteczny autofokus z nowoczesną detekcją tematów, funkcję Real-Time LUT dla kreatywnych miłośników zabawy z gradingiem, a do tego bardzo rozbudowany tryb wideo oraz solidnie wykonany, całkiem ergonomiczny korpus z szerokimi możliwościami personalizacji.
Nie jest jednak aparatem bez wad. Obiektyw, choć jasny i użyteczny, działa ospale i nie jest idealnie ostry w rogach kadru i na otwartych przysłonach. W dodatku po włączeniu i wysunięciu czarnego tubusa, aparat przestaje już być tak atrakcyjny wizualnie. Bardzo brakuje też joysticka dla wygodniejszej obsługi, gniazda słuchawkowego dla filmujących, a rozbudowane menu chwilami bardziej przypomina zaawansowany aparat systemowy niż kompakt zaprojektowany do prostego, przyjemnego fotografowania.
Mimo to L10 jest jednym z najciekawszych kompaktów ostatnich lat. Głównie dlatego, że realnie przywraca sens kategorii zaawansowanego kompaktu z zoomem. Łączy nowoczesną matrycę, skuteczny AF, dobre JPEG-i, system LUT na żywo, mocne wideo i całkiem ergonomiczną obudowę. Choć nie najmniejszy, nadal można go mieć przy sobie znacznie częściej niż aparat z wymienną optyką. Jeśli szukamy fotograficznego kompaktu premium z zoomem, L10 będzie stanowił jeden z najbardziej optymalnych modeli.
- Stylowy design
- Solidna obudowa
- Obrotowy i responsywny wyświetlacz
- Jasny wizjer
- Bardzo rozbudowany tryb wideo z funkcją OpenGate
- Stosunkowo dobra jakość obrazu w całym zakresie ISO
- Jasny obiektyw o uniwersalnym zakresie
- Dobrej jakości JPEG-i prosto z aparatu wspierane funkcją Real-Time LUT
- Bardzo szybki autofokus z kompletem detekcji
- Tryb seryjny 30 kl./s
- Rozbudowane menu i bogate możliwości personalizacji
- Bardzo wolne zoomowanie
- Brak uszczelnień
- Brak joysticka
- Brak złącza słuchawkowego
- Brak wbudowanego filtra ND
- Płytka muszla oczna wizjera
- Migawka mechaniczna tylko 1/2000 s
- Słaba jakość obrazu na brzegach kadru w całym zakresie ogniskowych
Zdjęcia przykładowe
Wszystkie zdjęcia zostały wykonane na standardowych ustawieniach aparatu.