Nerki Sling Bag Wandrd to bez wątpienia jedne z najlepszych tego typu rozwiązań na rynku (o świadczy chociażby fakt, że od 2024 roku jest to koncept chroniony patentem). Większe modele pomieszczą nawet zaawansowany setup foto lub wideo. Pozwalają przymocować nie tylko statyw czy butelkę z wodą, ale nawet wsuwany w specjalny rękaw pełnowymiarowy laptop. Masywna poducha Air Mesh sprawia, że torba wygodnie przylega do pleców, a sprytnie ukryty dodatkowy pasek pomaga ją skutecznie unieruchomić - z nerką Wandrd możemy nawet biegać. Od ponad trzech lat korzystam z modelu 6 l pierwszej generacji i prawdę mówiąc plecak foto to dziś dla mnie ostateczność.
Przeważnie noszę w niej średnioformatowego GFX-a z dużą stałką lub dwa mniejsze aparaty, co zdarza mi się często podczas testów dla Fotopolis. Od dłuższego czasu brakowało mi jednak rozwiązania na co dzień i na krótkie wypady, gdy zabieram tylko jeden aparat albo gdy oprócz cyfry w ręce chcę mieć przy sobie również analoga.
Tak też spakowałem się na krótki, 4-dniowy wypad do Ho Chi Minh w Wietnamie, czyli dawnego Sajgonu. W ręce, na krótkim pasku, miałem gotowy do ulicznych polowań korpus Fujifilm GFX100RF, a w nerce Rogue Sling V2 4 l analogowe Fuji GA645 Professional.
Więcej miejsca i wykonanie na poziomie topowych plecaków foto
Nerka dostępna jest teraz w 7 kolorach. Mi najbardziej podoba się zieleń (Wasatch Green) i klasyczna wersja czarna, ale do testów trafił się burgund (Rhone Burgundy), który na żywo prezentuje się naprawdę dobrze. Wewnętrzna wyściółka wszystkich modeli jest spójna kolorystycznie, więc raczej jasna, co ułatwia szukanie drobnych akcesoriów, zwłaszcza w słabszym świetle.
Najmniejsza wersja V2 to odświeżony design, ale przede wszystkim większa pojemność. Na prośbę użytkowników zwiększono ją z 3 do 4 litrów. I ten jeden dodatkowy litr faktycznie robi różnicę. Pierwsza generacja była w stanie bez ryzykownych naprężeń pomieścić co najwyżej większy kompakt lub mały korpus APS-C z obiektywem ułożony bokiem. Nieznaczne poszerzenie głównej komory wystarczyło, by możliwe stało się wygodne zamknięcie tu również większego bezlusterkowca APS-C ze standardowym zoomem, a nawet małej pełnej klatki, choć raczej z kompaktowym obiektywem.
Nerka jest szersza tylko o 1,5 cm, ale nieco przestrzeni odzyskano też przez lepsze zorganizowanie wnętrza i mniej mięsiste, ale nadal miękkie i bezpieczne wypełnienie. Co ciekawe, nowa wersja jest przy tym nawet nieco lżejsza (420 g).
Zmieniły się też materiały. Odporność gwarantuje teraz wodoodporny nylon balistyczny i nowy, bardziej „techniczny” tarpaulin. To przyjemna w dotyku, gładka, laminowana, a przy tym łatwa w czyszczeniu powierzchnia. Mam wrażenie, że będzie bardziej odporna na zarysowania niż powłoka V1, ale to pokażą dopiero testy długoterminowe.
Dostępu do zawartości strzegą uszczelnione zamki YKK, a dno torby dodatkowo wyścieła lekka podszewka P200D (poliestrowa tkanina o gęstości 200 denierów). Dzięki niej kontakt z twardym podłożem będzie zawsze nieco łagodniejszy. Generalnie sprzęt od środowiska zewnętrznego dzieli tu wiele warstw i ryzyko dostania się do wnętrza wilgoci wydaje się bardzo małe. Nawet w tropikalnej ulewie.
W wersji V2 suwak jest też nareszcie podwójny. Możemy szybko dostać się do sprzętu bez względu na to, przez które ramię przewiesimy nerkę oraz czy mamy ją z przodu, czy z tyłu. W mojej wersji 6-litrowej suwak potrafi też utknąć w zagięciu i często muszę sobie pomóc drugą ręką - tutaj tego nie zauważyłem. Torbę można szybko otworzyć jedną ręką, co często się przydaje.
Na końcach są też dwa „pullery”, za które łapiemy, żeby otworzyć lub zamknąć komorę. Można je spiąć małą kłódką, linką albo zabezpieczeniem antykradzieżowym. Nie czyni to z nerki sejfu, ale zawsze utrudnia niepożądane rozpięcie zamka w podróży.
Wady? Wynikają głównie z zalet. Odporne materiały są mniej elastyczne i sprawiają, że torba trzyma kształt nawet gdy jest pusta. Nie ma więc co liczyć na to, że łatwo ją skompresujemy i upchniemy w bagażu, jak zwykłą szmacianą nerkę.
Kieszonki i kieszonki w kieszonkach
Ta niewielka nerka ma aż 10 kieszonek. Kluczowa jest tu oczywiście duża komora z jedną przegródką w zestawie. Mocowana jest klasycznie na rzepy, możemy ją więc dowolnie przesuwać lub w ogóle usunąć. Wzdłuż głównej części biegnie też spora przegroda, a w niej jeszcze kilka mniejszych, siateczkowych kieszonek na karty pamięci. Dla mnie trzymanie tutaj kart wydaje się zbyt ryzykowne, szkoda też, że nie są głębsze - idealnie sprawdziłyby się na rolki filmu 120. Mieszczą za to AirPodsy!
Podłużna kieszeń jest bardzo praktyczna. Idealna na powerbank czy dokumenty, choć te lepiej trzymać w osobnej kieszeni najbliżej ciała, z własnym suwakiem i jeszcze dwiema mniejszymi przegrodami (których nie było w wersji V1). Jest przy tym naprawdę pojemna.
Generalnie jedną z ważniejszych zalet nerek Wandrd - zwłaszcza większych modeli - jest dla mnie to, że druga kieszeń mieści większe akcesoria, jak kompaktowa lampa błyskowa czy ministatyw. Naprawdę czasem nie potrzeba plecaka.
Lepiej niż w V1 rozwiązano też kieszeń ukrytą w górnej klapie. Nie jest już nylonowa, a równie miękka jak wyściółka całej komory. Suwak biegnie teraz też dookoła, a nie przez jej środek. Wewnątrz znajdziemy kolejne dwie siateczkowe kieszenie, w których ja trzymam drobne pieniądze i mokre ściereczki do czyszczenia Zeiss.
W drugiej generacji pojawiły się też dwie elastyczne kieszonki po obu stronach nerki. Nie są zbyt pojemne, ale jednak bardzo przydatne. Nie brakowało mi ich w nerce V1, dopóki nie zacząłem używać V2. Teraz, gdy przesiadam się ponownie na starszego slinga 6 l, ciągle ich szukam. Możemy tam trzymać przekąskę lub filtry, w końcu jest też gdzie schować dekielek obiektywu. Ja najczęściej upycham tam opakowania i banderole z negatywów 120, z którymi nigdy nie wiadomo co zrobić, gdy zmieniamy film w biegu.
Kieszeń, której nie odkryłem aż do końca (co akurat tylko dobrze o niej świadczy), to mała przegródka na AirTaga, czyli lokalizator GPS, który w przypadku kradzieży lub zgubienia pomoże nam ją odzyskać. To bardzo fajne rozwiązanie, które staje się powoli standardem w torbach i plecakach foto.
To, czego brakuje mi w tym modelu, to wygodny rękaw na butelkę, który otrzymujemy dopiero w większych wersjach 6 i 9 l. Paski montażowe na spodzie świetnie nadają się do mocowania statywu albo zwiniętej kurtki, ale w przypadku butelki nie będą już tak praktyczne. Ponadto w pierwszej generacji paski znajdowały się na froncie, mogliśmy więc przymocować i statyw, i butelkę. Nie musieliśmy wybierać.
Czy nerka jest wygodna?
Biorąc pod uwagę stosunek wagi do wielkości tylnej poduchy Air Mesh, chyba nie może być inaczej. Jest szeroka i mięsista, a dodatkowe skrzydełka dbają, by paski nie wbijały nam się w ciało. Wykonano ją z oddychającego materiału, ale oczywiście na tropikalny żar nie ma mocnych, i tak odbija się mokrą plamą na koszulce (nie są to już jednak całe plecy jak w przypadku plecaka).
Również pas nośny w Slingu V2 jest wygodniejszy. Ma grubsze, profilowane wypełnienie, więc lepiej rozkłada ciężar torby i nie wpija się w ciało, nawet kiedy nosimy ją dłużej. Teraz ma też miękkie krawędzie, które nie obcierają szyi ani ramienia przy noszeniu na skos.
Mamy też aż pięć punktów regulacji, które możemy dociągnąć tak, by nerka dobrze przylegała i nie bujała się, gdy jesteśmy w ruchu. Dwa znajdują się przy samych mocowaniach pasa do torby, dwa kolejne na pasku nośnym, a piąty to dodatkowy pasek stabilizujący, który można puścić pod pachą, gdy chcemy mocniej unieruchomić nerkę, np. podczas szybkiego marszu czy jazdy na rowerze.
Kolejna zaleta to wygodny uchwyt z każdej strony. Boczne rączki ułatwiają szybkie przeciągnięcie nerki na front, ale pozwalają też wygodnie zawiesić nerkę np. z dala od mokrego podłoża. Ja często podwieszam ją na haczyku pod kierownicą skutera. W dużych i dociążonych wersjach, zwłaszcza tej 9-litrowej, ułatwiają z kolei ostrożne przekładanie nerki, gdy wypełniona jest cennym i delikatnym sprzętem.
Podsumowując...
Rogue Sling V2 4 l to nerka zgrabna, stylowa, bardzo solidna i przede wszystkim dobrze przemyślana. To typowy dla Wandrd miejski styl, wykonanie znane z zaawansowanych plecaków fotograficznych i długa lista sprytnych funkcji, które w podróży naprawdę okazują się przydatne. Daje szybki dostęp do aparatu i pozwala dobrze zorganizować wszystkie nasze drobiazgi. Gdy zabieram nerkę, kieszenie mam zazwyczaj puste.
Oczywiście model 4-litrowy prezentuje się najskromniej. Nie znajdziemy tu kieszeni na butelkę czy innowacyjnego rękawa na laptop (czy chociaż tablet), ale to cena mniejszych wymiarów i wagi, oraz oczywiście niższej ceny. Naturalnie zmieścimy też mniej sprzętu niż w modelach 6 i 9 l.
Dlatego, choć szczerze rekomenduję ten model, radzę dobrze przemyśleć pojemność. Bo oczywiście jesteśmy w stanie zmieścić tu nawet pełną klatkę z regularnym zoomem, ale wówczas tracimy komfort korzystania z pozostałych, mniejszych kieszeni. Porządkowanie i wygodny dostęp do naszych drobiazgów zamiast przyjemnością, nagle staje się udręką.
Polecam zabrać swój sprzęt na przymiarkę do najbliższego sklepu, a jeśli planujecie zakup w internecie, zrobić szybką wymianę, gdy tylko pojawi się choć cień wątpliwość, czy 4 litry to jednak nie za mało. Wybierzcie dobrze, a nerka będzie Waszym najlepszym kompanem na wiele lat - jestem o tym przekonany!
Nerkę bez problemu dostaniecie już w polskiej dystrybucji. Szeroką ofertę produktów Wandrd oferują m.in. fotoforma.pl, cyfrowe.pl czy fotoplus.pl. Pełną ofertę toreb i plecaków producenta znajdziecie na stronie wandrd.com.